To był wtorek. 6:14 rano. Leo miał trzy lata, Maya była w zasadzie uroczą kluską, a ja trzymałam w ręku kubek zimnej kawy, ubrana w poplamioną koszulkę Nirvany, którą miałam jeszcze od czasów studiów. Gapiłam się na podłogę w naszym salonie, która wyglądała, jakby właśnie brutalnie eksplodowała w niej fabryka plastiku w podstawowych kolorach. Poprzedniego wieczoru odbyłam trzy różne, całkowicie wyczerpujące rozmowy o zabawkach. Moja teściowa powiedziała mi, że Leo potrzebuje tego przerażającego, migającego psa-robota, ponieważ "światła stymulują kórę mózgową" czy coś w tym stylu. Potem moja hiper-estetyczna sąsiadka Jessica osaczyła mnie przy skrzynkach pocztowych, żeby powiedzieć, że jej dzieci bawią się tylko niepomalowanymi, ręcznie rzeźbionymi materiałami organicznymi. A mój mąż Dave? Dave chce po prostu zabawek, które nie strzaskają mu pięty, gdy idzie po ciemku do łazienki.

Siedzę tam więc, z drgającą powieką, bo plastikowy pies-robot z jakiegoś powodu nagle zaczyna szczekać z wnętrza pojemnika na zabawki, i przypominam sobie rozmowę z moją szwagierką, która kiedyś mieszkała w Monachium. Ciągle mówiła o holz kinderspielzeug. To dosłownie niemieckie słowo oznaczające drewniane zabawki dla dzieci, ale szczerze mówiąc, brzmi o wiele bardziej oficjalnie i profesjonalnie niż po prostu "drewniane klocki". W Europie podchodzą do tych spraw bardzo poważnie. Mają te wszystkie rygorystyczne normy bezpieczeństwa, więc pomyślałam sobie: hej, skoro to wystarcza dla tych niesamowicie szykownych europejskich mam, które wydają się mieć zawsze wszystko pod kontrolą, to może to też naprawi mój zabałaganiony salon. W każdym razie, skończyło się na tym, że wpadłam w wir nocnych poszukiwań na ten temat.

Spirala plastikowej paniki

Porozmawiajmy przez chwilę o plastiku. Boże, jak ja go nienawidzę. Nienawidzę tych malutkich śrubek przy przegródkach na baterie, które wyrabiasz przy pierwszej próbie odkręcenia, przez co zabawka jest na zawsze martwa, ale nie możesz jej wyrzucić, bo twoje dziecko co trzy miesiące przypomina sobie o jej istnieniu i z płaczem się jej domaga. Ale jeszcze gorsza jest sprawa z chemikaliami.

Nasza pediatra, doktor Gupta, od niechcenia zrzuciła na mnie bombę podczas wizyty kontrolnej z sześciomiesięczną Mayą. Maya zawzięcie żuła jakieś gumowe, neonowe kółko, a dr Gupta powiedziała coś w stylu: "Och, powinniście uważać na ftalany i plastyfikatory". Zaraz, co? Najwyraźniej stwierdziła, że powinniśmy zminimalizować kontakt z tymi substancjami, ponieważ zaburzają one gospodarkę hormonalną. Z lekcji biologii w liceum mgliście kojarzyłam, że te sprawy mają związek z hormonami, i absolutnie wpadłam w panikę. Zaczęłam czytać o BPA – na co, o matko, kto w ogóle ma czas czytać badania chemiczne? – ale okazuje się, że tani plastik w kontakcie ze śliną dziecka po prostu uwalnia metale ciężkie. A niemowlęta to przecież w 90% ślina. Poszłam do domu i wyrzuciłam chyba z sześć worków na śmieci pełnych plastikowych gratów. Poczucie winy było przytłaczające.

Aha, a pluszaki? Te zostawiliśmy, niech tam, są w porządku pod warunkiem, że regularnie się je pierze.

Drewno naprawdę zabija zarazki (tak myślę)

Kompletnie oszalałam na punkcie tego faktu, o którym dowiedziałam się podczas nocnego przeglądania internetu o drugiej nad ranem. Podobno drewno jest naturalnie antybakteryjne. Na przykład taki klon czy sosna mają porowatą strukturę i naturalne kwasy garbnikowe. W moim uproszczonym rozumieniu oznacza to, że drewno po prostu wysysa z bakterii wilgoć, przez co te umierają. Doktor Gupta również wspomniała o tym, kiedy zapytałam ją, czy pozwolenie Mayi na gryzienie drewnianego kółka jest bezpieczne. Powiedziała, że naturalne właściwości niektórych gatunków drewna sprawiają, że są one o wiele bardziej higieniczne niż plastik, na którym zarazki po prostu siedzą i urządzają sobie wieczną imprezę. Więc w skrócie: natura to absolutny geniusz, a plastik jest fuj. Kto by pomyślał.

Na co zwrócić uwagę przed zakupem

Wróćmy więc do mojej obsesji na punkcie holz kinderspielzeug. Nie można po prostu wyjść na zewnątrz, uciąć gałęzi z drzewa i wręczyć jej maluchowi. Dave rzucił to kiedyś w formie żartu, a ja omal się z nim nie rozwiodłam. Istnieją konkretne zasady. W Europie funkcjonuje norma o nazwie DIN EN 71-3. Oznacza ona w zasadzie, że wykończenie drewna jest odporne na pot i ślinę. To ogromnie ważne. Jeśli kupujesz drewnianą zabawkę, farba lub olej muszą być w stu procentach bezpieczne, by dziecko mogło ssać ją przez bite trzy godziny i nic nie ma prawa odpaść.

What to look for before you buy — Why we finally switched to holz kinderspielzeug (wooden toys)

Oto czego ostatecznie dowiedziałam się o rodzajach drewna (co szczerze mówiąc, znacznie przekracza moją potrzebę wiedzy z zakresu leśnictwa):

  • Buk (Buche): To jest sprzęt do zadań specjalnych. Jest supertwardy i nie pozostawia drzazg. Mamy zestaw bukowych klocków, z których Leo budował wieże i agresywnie, w stylu Godzilli, burzył je na naszej drewnianej podłodze około cztery tysiące razy. Wyglądają jak nowe.
  • Klon (Ahorn): Klon jest lżejszy i ma bardzo zwarty splot słojów. To właśnie ten naturalnie antybakteryjny cud natury. Kianao ma w ofercie ten niesamowity drewniany gryzak dla niemowląt wykonany z gładkiego klonu, z którym Maya praktycznie się nie rozstawała, gdy wyrzynały się jej zęby trzonowe. Uratował nam życie. Nosiłam go w torbie na pieluchy, w torebce, w kieszeni płaszcza. To chyba moja ulubiona rzecz, jaką mamy.
  • Tanie drewno miękkie: Unikaj ich jak ognia. Jeśli coś wydaje się podejrzanie lekkie i tanie, prawdopodobnie w końcu wbije się drzazgą w rękę twojego dziecka, a wtedy spędzisz sobotę na ostrym dyżurze.

Jeśli chcecie zobaczyć, o co mi chodzi z tymi wysokiej jakości europejskimi produktami, możecie przejrzeć kolekcję drewnianych zabawek w Kianao. To same dobre rzeczy, bez podejrzanych lakierów.

Teoria cichych zabawek

Porozmawiajmy o aspekcie pedagogicznym – to mądre słowo, którego używam, żeby udawać, że wiem, co robię jako rodzic. Całkowicie przepadłam w króliczej norze metody Montessori. Maria Montessori była wielką fanką naturalnych materiałów, ponieważ dają one autentyczne wrażenia dotykowe. Jeśli dziecko trzyma w ręku duży drewniany klocek, jest on ciężki. Mały jest lekki. To uczy je podstaw fizyki i rozkładu ciężaru. Plastik jest po prostu zawsze lekki. Gigantyczny, pusty w środku plastikowy klocek waży dokładnie tyle samo, co malutki, co w zasadzie jest oszukiwaniem mózgu twojego malucha.

Ale moją ulubioną częścią jest koncepcja zabawy otwartej (open-ended play). Przejrzałam jakiś artykuł psychologiczny, który mówił, że zabawki, które odwalają całą robotę – migają, śpiewają, poruszają się – sprawiają, że dzieci stają się bierne. To zabawka zabawia dziecko. Drewniane zabawki są "ciche". Dosłownie po prostu sobie leżą. Dziecko musi samo robić "wrum-wrum", musi wyobrazić sobie, że klocek jest telefonem lub kawałkiem tortu. To dziecko musi WYKONAĆ pracę.

Mamy te drewniane sortery od Kianao. Szczerze? U nas sprawdzają się po prostu okej. Maya głównie używa ich do rzucania w psa, zamiast dopasowywać kształty do odpowiednich dziurek. Ale hej, przynajmniej wyrabia ramię do rzucania, prawda? Chodzi o to, że wymagają one od niej fizycznego zaangażowania.

Błagam, nie wkładajcie drewna do zmywarki

Nauczyłam się tego na własnych błędach. Próbowałam zdezynfekować piękną drewnianą grzechotkę, wrzucając ją do zmywarki na najmocniejszy cykl, przez co całkowicie popękała, spuchła i zamieniła się w przerażającego, mechatowego drewnianego potwora. Drewno nienawidzi zanurzania w wodzie.

Please don't put wood in the dishwasher — Why we finally switched to holz kinderspielzeug (wooden toys)

Jeśli musisz je wyczyścić – a wiadomo, dzieci się lepią i są wiecznie całe w dżemie o niezidentyfikowanym smaku – musisz robić to delikatnie.

  • Przecieranie: Dave zazwyczaj bierze lekko wilgotną szmatkę z odrobiną płynu do naczyń i po prostu ściera brud. Trzeba to jednak robić szybko, nie można dopuścić do namoczenia.
  • Suszenie: Po prostu zostawiamy je do wyschnięcia na ręczniku na blacie. Nie, a dokładniej POD ŻADNYM POZOREM, nie kładźcie ich na gorącym kaloryferze, żeby szybciej wyschły. Dave położył kiedyś na kaloryferze drewniany pociąg i brzmiało to jak mały wystrzał, gdy o drugiej w nocy pękł na pół. Straszne.
  • Przywracanie do życia: Jeśli drewno staje się suche i wygląda smutno, możesz wetrzeć w nie olej bezpieczny dla żywności. Ja użyłam odrobiny organicznego oleju kokosowego z kuchni na kilku naszych starszych klockach i znów natychmiast stały się lśniące i zaczęły wyglądać ekskluzywnie.

Estetyczny bonus

Wiem, że nie powinnam się tym przejmować, ale tak jest. Mając holz kinderspielzeug rozsypane po dywanie w salonie, wszystko wygląda po prostu... ładnie. Jak w katalogu. Kiedy Leo zostawia na stoliku kawowym piękny drewniany pociąg, wygląda to jak gustowny element wystroju. Kiedy na stoliku ląduje jaskrawozielona plastikowa śmieciarka, która krzyczy "CZAS NA ŚMIECI!", wygląda to jak wołanie o pomoc.

Jeśli toniesz w plastiku i chcesz powoli zmienić wasz kącik zabaw, bez jednorazowego wyrzucania wszystkiego do kosza, zacznij od małych kroków. Wybierz jeden piękny, bezpieczny przedmiot, który przetrwa pokolenia, i sprawdź, jak dziecko na niego zareaguje. Możesz zajrzeć do sklepu z zabawkami tutaj i znaleźć coś, na co nie będziesz patrzeć z krzywym grymasem.

Losowe pytania, jakie słyszę o drewnianych zabawkach

Czy drewniane zabawki są naprawdę bezpieczne przy ząbkowaniu?
O mój boże, tak! Są świetne na ząbkowanie, ALE musisz się upewnić, że są surowe albo pokryte bezpiecznym olejem spożywczym (zgodnie z tą wspomnianą normą DIN EN 71-3). Maya przez bitych sześć miesięcy w kółko żuła klonowe kółko. Drewno jest na tyle twarde, że łagodzi nacisk na dziąsła, a przy tym nie ma tego dziwnego, chemicznego smaku plastiku.

Czy uderzenie taką zabawką nie boli bardziej?
Cóż, to znaczy: tak. Cios litym, bukowym klockiem w czoło zostawi ślad. Leo raz autentycznie trafił Mayę drewnianym konikiem i skończyło się płaczem. Ale szczerze mówiąc, dzieciaki naprawdę szybko uczą się związku przyczynowo-skutkowego. Jak upuścisz ciężki klocek na palec u nogi, to boli. To tylko fizyka!

Dlaczego są takie drogie?
Ponieważ to prawdziwe kawałki drewna rzeźbione przez ludzi dbających o bezpieczeństwo, a nie produkowany masowo plastik wtryskiwany do formy za grosze. To jest inwestycja. Sęk jednak w tym, że one się po prostu nie psują. Kupujesz jedną drewnianą zabawkę, która wystarczy dla wszystkich twoich dzieci, a potem prawdopodobnie przekażesz ją swoim wnukom. Sama cztery razy kupowałam ten sam plastikowy patyk do puszczania baniek, bo ciągle się łamał.

Czy mogę po prostu kupić tanie drewniane zabawki przez internet?
Nie polecałabym tego. Sama kiedyś kupiłam tanie drewniane puzzle z przypadkowego sklepu internetowego. Strasznie śmierdziały benzyną, a farba od razu z nich odprysła. Trzymajcie się marek, które jasno informują o użytych materiałach i przechodzą europejskie testy bezpieczeństwa.