Siedziałam na podłodze w pokoju gościnnym – który szumnie nazywam moim „centrum wysyłkowym Etsy” – z taśmą pakową przyklejoną do uda, słuchając playlisty z hip-hopem lat 90., kiedy nagle w piosence głośno padło sformułowanie „baby mama”. Spojrzałam na mojego ośmiomiesięcznego synka, który właśnie próbował zjeść kawałek kartonu, i nagle dotarło do mnie, jak drastycznie zmieniło się moje rozumienie tego zwrotu. Zanim dorobiłam się trójki dzieci poniżej piątego roku życia tutaj, na wiejskich terenach Teksasu, myślałam, że dokładnie wiem, o co w nim chodzi. A teraz? Będę z tobą szczera, jedyne, co mnie obchodzi w tym wyrażeniu, to to, kiedy wreszcie ten mały, uroczy dyktator spojrzy mi prosto w oczy i powie słowo „mama”.
Całe to popkulturowe zamieszanie wokół slangu
Jeśli dorastałaś w tych samych czasach co ja, ten termin kojarzy ci się pewnie z gwiazdami reality show, które oblewają się drinkami w odcinkach specjalnych. Zaczęło się kilkadziesiąt lat temu jako slang i przez długi czas było używane głównie jako obelga. Ludzie używali go, by mówić o niezamężnych matkach, zazwyczaj z dużą dawką oceniania i dramatu w tle. Moja babcia, niech ją Bóg błogosławi, złapałaby się za perły i pewnie wymyła mi usta mydłem, gdyby kiedykolwiek usłyszała, że używam go do opisania kogoś. Dla jej pokolenia był to ostateczny brak szacunku dla macierzyństwa.
Ale internet przejął to, przeżuł i wypluł z powrotem, a teraz widzisz to wszędzie – od tabloidów po opisy na Instagramie. Niektórzy próbują odzyskać ten zwrot jako uroczą odznakę honorową, drukując go kursywą na pasujących do siebie koszulkach, podczas gdy inni nadal używają go, by mieszać kobiety z błotem w komentarzach. Bądźmy szczere, to wyczerpujące. Nie mam energii na internetowe dramy, kiedy funkcjonuję na czterech godzinach snu i zimnej kawie. Niezależnie od tego, czy jesteś mężatką, singielką, dzielicie się opieką czy wychowujesz dziecko sama, utrzymywanie przy życiu małego człowieka jest po prostu chaotyczne, a próba przypięcia do tego zuchwałej, popkulturowej łatki to po prostu jeszcze jedna rzecz, którą mamy się przejmować, podczas gdy ledwo mamy czas na prysznic.
Myślę, że gdyby zajrzeć do słownika, to jest tam po prostu napisane, że to nieformalny rzeczownik oznaczający biologiczną matkę dziecka, ale mniejsza z tym.
Jak moja lekarka wytłumaczyła mi zdradę z „tata”
Porozmawiajmy o prawdziwym dramacie bycia mamą malucha, jakim jest absolutna zdrada po prawie roku czekania, aż twoje dziecko zacznie mówić, tylko po to, by spojrzało przed siebie omijając cię wzrokiem i powiedziało „tata”. Albo „pies”. Albo „piłka”. Przy moim najstarszym – który jest moim żywym, oddychającym dowodem na prawie każdy błąd wychowawczy, jaki można popełnić – byłam załamana. Wydałam na świat tego ponad czterokilogramowego chłopca, karmiłam go piersią, aż moja dusza błagała o litość, a jego pierwszym słowem było „tata”, wycelowane palcem w wentylator na suficie.

Wspomniałam o tym mojej lekarce, dr Evans, kiedy sprawdzała mu uszy podczas wizyty kontrolnej, przekonana, że moje własne dziecko mnie nie lubi. Trochę się zaśmiała i powiedziała, że to prawie nigdy nie jest wymierzone w nas osobiście. Z tego co zrozumiałam z jej wyjaśnień, wszystko sprowadza się do mechaniki aparatu mowy i tego, jak leniwe są usta niemowlaków. Dźwięk „t” (lub „d” w angielskim „dada”) jest najwyraźniej po prostu fizycznie łatwiejszy do wydobycia niż dźwięk „m”, który wymaga nieco więcej koordynacji warg. Co więcej, zwróciła mi uwagę na to, że skoro to ja byłam z nim w domu przez cały dzień, ciągle mówiłam o jego tacie albo o psie. A ponieważ nie chodzę po domu, mówiąc o sobie w trzeciej osobie jak jakaś dziwna królowa, po prostu nie słyszał słowa „mama” aż tak często.
Dr Evans powiedziała mi również, że dziecko gaworzące „mamamama” do ściany i tak nie liczy się jako prawdziwe słowo, ponieważ staje się nim dopiero wtedy, gdy maluch celowo i pewnie patrzy prosto na ciebie i je wypowiada. Ale szczerze mówiąc, kto wie, co przez większość czasu dzieje się w tych ich małych, uroczych główkach.
Moje przemyślenia na temat zabawek, które rzekomo pomagają w mówieniu
Kiedy Wyatt nie mówił, wpadłam w panikę i kupiłam każdą głośną, świecącą, plastikową zabawkę na rynku, która obiecywała, że nauczy go słówek. To była katastrofa. Był tak przebodźcowany, że po prostu siedział i wpatrywał się w migające światełka jak zombie. Kiedy na świecie pojawiło się moje średnie dziecko, zmądrzałam i zaczęłam szukać rzeczy, które faktycznie zachęcały nas do interakcji, zamiast pozwalać, by to maszyna mówiła za nas.

Natknęłam się na drewniany stojak edukacyjny z alpaką i zabaweczkami z motywem pustyni i tęczy i nie przesadzam, gdy mówię, że to jedna z niewielu dziecięcych rzeczy, które zostawiłam dla trzeciego malucha. Bardzo pilnuję swojego budżetu i wydatek w okolicach 95 dolarów to była spora inwestycja, ale warta każdej złotówki. To po prostu proste, piękne drewno z prześlicznymi, małymi, szydełkowanymi elementami. Kładłam się pod nim z córką, chowałam twarz za wiszącą alpaką i wyskakiwałam, raz za razem przesadnie akcentując dźwięk „Mmmmmama”. Ponieważ stojak nie wykrzykiwał do niej żadnych elektronicznych melodyjek, mogła naprawdę skupić się na moim głosie i moich ustach. Jego prostota dała nam przestrzeń do prawdziwej komunikacji.
Z drugiej strony, podczas desperackiego szału zakupów o drugiej w nocy, kupiłam też silikonowy gryzak w kształcie pandy. Kosztuje około piętnastu dolarów, co jest świetne, i jest całkowicie bezpieczny, bez BPA, na czym mi zależy. Będę jednak z wami szczera – jest po prostu w porządku. Jest uroczy i spełnia swoje zadanie, kiedy bolą ich dziąsła, ale mój najmłodszy i tak woli żuć moje kluczyki do samochodu. To solidny gryzak, po prostu nie oczekujcie, że w magiczny sposób sprawi, że wasze dziecko wyrecytuje alfabet.
Jeśli macie dość stąpania po głośnych, plastikowych śmieciach, które przebodźcowują wasze dziecko, gorąco polecam przeglądnięcie drewnianych stojaków edukacyjnych i organicznych akcesoriów od Kianao, aby przywrócić odrobinę spokoju w waszym salonie.
Rzeczywistość nakłaniania ich do mówienia
Przeczytacie milion artykułów mówiących wam dokładnie, jak zoptymalizować rozwój mowy u waszego dziecka, ale przysięgam, że połowa ich autorów nigdy nie negocjowała z maluchem, zeskrobując jednocześnie owsiankę z sufitu.
Mojego najmłodszego prawie codziennie ubieram w body niemowlęce z bawełny organicznej, ponieważ elastyczność tego materiału to jedyna rzecz, która jest w stanie przetrwać jego agresywne wyrywanie się ode mnie. A zamiast stresować się fiszkami edukacyjnymi, po prostu chwytam lusterko do ręki, siadam z nim na podłodze i relacjonuję swoje niezwykle nudne życie w trzeciej osobie, żeby mógł patrzeć, jak poruszają się moje usta, kiedy mówię: „Mama znów pije zimną kawę”.
Takie gadanie wydaje się absurdalne. Czujesz się jak narcyz, wskazując na siebie w lustrze i mówiąc „Mama, mama, mama”, podczas gdy twoje dziecko próbuje zjeść własną stopę. Ale to naprawdę działa. Po prostu musisz odpuścić sobie próby zachowania godności. Moja babcia pewnie by pomyślała, że straciłam rozum, ale z drugiej strony, ona myślała wiele rzeczy.
Szczerze mówiąc, bez względu na to, czy nazywasz siebie „baby mama”, matką, czy po prostu zmęczoną kobietą w dresie, ten kamień milowy nadejdzie w czasie zgodnym z harmonogramem twojego dziecka, a nie twoim. Możesz kupić wszystkie najlepsze zabawki i robić wszystkie odpowiednie ćwiczenia z lustrem, a one i tak mogą na początku po prostu krzyknąć na kota.
Weź głęboki oddech, przestań pozwalać internetowi wmawiać ci, że z czymś zalegasz, i może sprawdź kolekcję ekologicznych drewnianych zabawek Kianao, jeśli potrzebujesz odwrócić swoją uwagę od tego niekończącego się czekania.
Kilka chaotycznych odpowiedzi na wasze pytania
Dlaczego moje dziecko najpierw powiedziało „tata”, skoro robię dosłownie wszystko?
Szczerze? Bo wszechświat ma chore poczucie humoru. Ale z praktycznego punktu widzenia, moja lekarka przysięgała mi, że dźwięk „t” (w słowie tata) jest po prostu fizycznie łatwiejszy do wyartykułowania dla tych małych, leniwych ust niż dźwięk „m”. Poza tym, jeśli to ty siedzisz z nimi w domu, prawdopodobnie przez cały dzień powtarzasz: „O, patrz, idzie tata!”. One po prostu słyszą to częściej.
Kiedy liczy się to jako prawdziwe słowo, a nie tylko gaworzenie?
Kiedyś odliczałam każdy moment, kiedy mój najstarszy wydawał dźwięk „mmmm” żując klocek. Z tego co się jednak dowiedziałam, jest to prawdziwy kamień milowy dopiero wtedy, gdy maluch patrzy prosto na ciebie, mówi to z przekonaniem i ewidentnie ma na myśli *ciebie*. Jeśli tylko gapi się w ścianę i mruczy „mamamama”, to po prostu zabawa śliną.
Czy ten slangowy zwrot („baby mama”) jest obraźliwy?
To zależy wyłącznie od tego, kogo zapytasz i do jakiego pokolenia należy. Pokolenie mojej mamy uważa to za tandetę. Dziś wiele osób używa go jako żartu lub czułego określenia. Osobiście uważam, że to po prostu oklepany internetowy slang i jestem zbyt zajęta prawdziwym macierzyństwem, by przejmować się etykietami.
Jak mogę sprawić, by moje dziecko szybciej powiedziało „mama”?
Nie da się tego przyspieszyć na siłę, ale możesz wyjść na absurdalną osobę, mówiąc do siebie bez przerwy w trzeciej osobie. „Daj mamie kubeczek”. „Mama jest zmęczona”. Stań z dzieckiem przed lustrem i przesadnie wypowiadaj to słowo, żeby mogło zobaczyć, jak poruszają się twoje usta. Ale w większości przypadków po prostu musisz uzbroić się w cierpliwość.
Czy powinnam się martwić, jeśli mój 10-miesięczny maluch jeszcze tego nie mówi?
Mój najstarszy nie wypowiedział wyraźnego, celowego słowa, dopóki nie skończył grubo ponad roczku, a teraz dzieciak nie przestaje mówić o Minecrafcie od momentu przebudzenia, aż do zaśnięcia. Każde dziecko ma swój własny, dziwny harmonogram. Jeśli się stresujesz, porusz ten temat na najbliższej wizycie kontrolnej, ale przede wszystkim spróbuj cieszyć się ciszą, póki jeszcze trwa.





Udostępnij:
Melatonina dla niemowląt: Rozszyfrowujemy nocne wyszukiwania rodziców
Prawdziwa ekipa młodej mamy: jak przetrwać połóg bez Hollywood