Właśnie gapię się na plastikowego potwora, który mówi w trzech językach, świeci jak tanie kasyno w Vegas i kosztował moją teściową jakieś czterdzieści pięć dolarów. Na pudełku ma wielką naklejkę krzyczącą, że nauczy moje dziecko geometrii, ale powiem wam jedno – jedyne, czego obecnie uczy mojego trzylatka, to jak wpaść w absolutną histerię, gdy nieuchronnie wyczerpią się baterie. Dosłownie piszę to jedną ręką, składając jednocześnie górę malutkich skarpetek i próbując zagłuszyć mechaniczny śpiew dobiegający z pokoju zabaw.
Zanim dorobiłam się trójki dzieci poniżej piątego roku życia i całkowicie postradałam zmysły, byłam przedszkolanką. Można by pomyśleć, że powinnam być mądrzejsza, ale kiedy urodził się mój najstarszy syn, połknęłam marketingowy haczyk w całości, naiwna ja. Kupowałam każdy sztywny, naszpikowany przyciskami gadżet dostępny na rynku, myśląc, że wychowuję drugiego Einsteina.
Mój najstarszy jest teraz moją chodzącą przestrogą. Ponieważ dawałam mu zabawki, które odwalały za niego całą robotę – śpiewały, tańczyły, świeciły – teraz oczekuje, że świat będzie go nieustannie zabawiał, a jeśli zabawka nie wystawia broadwayowskiego show po samym jej dotknięciu, nudzi się w równe trzy sekundy.
Dlaczego przyciski i baterie rujnują zabawę
W świecie rodzicielstwa krąży ten gigantyczny mit, że jeśli zabawka jest irytująca, głośna i pokryta jaskrawymi kolorami, to na pewno dobrze wpływa na rozwój mózgu. Kupujemy te rzeczy, bo jesteśmy wyczerpane, brakuje nam czasu i po prostu chcemy poczuć, że wykonujemy kawał dobrej roboty, popijając przy tym naszą zimną kawę.
Ale problem z tymi "zamkniętymi" zabawkami – tymi, które mają tylko jedną określoną funkcję, jak wciskanie czerwonego guzika, żeby wyskoczyła plastikowa krowa – polega na jednym. Gdy dziecko rozpracuje ten trik, nauka całkowicie ustaje. Mózg nie ma już nic więcej do roboty. To tylko powtarzająca się pętla hałasu, która ostatecznie doprowadzi cię do schowania tej zabawki głęboko w bagażniku samochodu.
Pewnej nocy, karmiąc bliźniaki i walcząc, żeby nie zasnąć, przeczytałam artykuł jakiejś psycholog dziecięcej, Alison Gopnik. Szczerze mówiąc, mój niewyspany mózg ledwo to wszystko przyswoił, ale sens był taki, że maluchy to w zasadzie mali naukowcy, którzy po prostu chcą zrozumieć, jak działa grawitacja i fizyka, zrzucając rzeczy ze swojego krzesełka do karmienia. Nie potrzebują psa-robota, żeby się tego nauczyć; po prostu muszą zobaczyć, co się stanie, gdy ułożą wieżę z klocków, a potem ją przewrócą.
Jeśli zabawka wymaga do działania hasła do Wi-Fi, ładowarki lub aktualizacji oprogramowania, po prostu zostaw ją w sklepie i oszczędź sobie nieuchronnego bólu głowy.
Co doktor Miller powiedział mi o podłodze w salonie
W zeszłym tygodniu na bilansie dziewięciomiesięcznym bliźniaków wylewałam z siebie te wszystkie żale, narzekając, ile pieniędzy wyrzuciłam w błoto na zabawki edukacyjne, kiedy mój najstarszy był niemowlakiem. Mój pediatra, doktor Miller, człowiek o anielskiej cierpliwości, tylko się zaśmiał i powiedział, że podrzucenie dziecku tak zwanej "inteligentnej" zabawki nie daje absolutnie nic, dopóki ktoś nie usiądzie z nim na podłodze, żeby o niej porozmawiać.

Według niego, badania nad wczesnym rozwojem nie dają jednoznacznych odpowiedzi, ale wydaje się, że zabawki faktycznie poprawiają umiejętności takie jak matematyka czy słownictwo tylko wtedy, gdy rodzic aktywnie uczestniczy w zabawie. Powiedział, że najważniejszym elementem każdej zabawki w moim domu tak naprawdę jestem ja sama, co szczerze mówiąc sprawiło, że poczułam się jeszcze bardziej zmęczona. Naprawdę miałam nadzieję, że plastikowy tablet przejmie moje rodzicielskie obowiązki na dwadzieścia minut, podczas gdy ja będę mogła spakować kilka zamówień z mojego sklepu na Etsy.
Moja babcia mawiała, że dziecku wystarczy puste kartonowe pudło i drewniana łyżka. Kiedyś przewracałam na to oczami, bo brzmiało to jak typowa nostalgia boomerów, ale zaczynam myśleć, że w dużej mierze miała rację. To właśnie zabawki pozbawione jednego, z góry określonego celu zmuszają ich małe mózgi do pracy. Kiedy po prostu siedzisz z maluchem i gaworzycie do siebie na zmianę, podczas gdy on gryzie drewniane kółko – to jest właśnie prawdziwa magia.
Więc jeśli czujesz się przytłoczona ogromem plastikowych śmieci w swoim domu, może w czasie drzemki po cichu chwyć za worek na śmieci, a potem sprawdź naszą całą kolekcję cichych zabawek bez baterii, przez które nie będziesz chciała rwać włosów z głowy.
Klocki, koniki i gryzaki, które nie śpiewają
Bądźmy szczere – w końcu i tak musisz kupować zabawki, a budżet zawsze gra rolę. Staram się wybierać rzeczy, które nie zepsują się po tygodniu i nie sprawią, że mój salon będzie wyglądał, jakby eksplodował w nim żłobek.

Mieszkamy na teksańskiej prowincji, więc to oczywiste, że po narodzinach bliźniaków musiałam kupić im Drewniany Stojak Edukacyjny Dziki Zachód. Mam absolutną obsesję na punkcie tej rzeczy. Ma drewnianego bawoła i szydełkowanego konika, a do tego wygląda tak ładnie, stojąc w rogu, zamiast być kolejnym rażącym po oczach neonowym koszmarkiem. Doktor Miller stwierdził, że sięganie po różne tekstury pomaga im budować chwyt i wypracować wyobraźnię przestrzenną, czy jak to się tam naukowo nazywa, ale szczerze mówiąc, ja po prostu uwielbiam to, że mogą w to uderzać rączkami przez dwadzieścia minut bez ani jednego mechanicznego efektu dźwiękowego.
A skoro mowa o prawdziwych hitach mojego pokoju zabaw, są to Miękkie Klocki Konstrukcyjne dla Dzieci. Są wykonane z miękkiej gumy, co ma dla mnie ogromne znaczenie, bo nadepnęłam w ciemności na wystarczająco dużo twardych, drewnianych klocków, by poznać prawdziwe znaczenie bólu. Mają na sobie cyferki i małe zwierzątka, i dają nieskończone możliwości zabawy. Mój trzylatek buduje z nich wieże, a maluchy po prostu je żują i rzucają nimi w siebie nawzajem. To właśnie mam na myśli, mówiąc o dobrej inwestycji – coś, z czego może korzystać i niemowlak, i przedszkolak bez konieczności czytania instrukcji.
Do tego dochodzi jeszcze Gryzak Malajski Tapir. Kupiłam go kilka miesięcy temu, kiedy bliźniakom zaczęły wyrzynać się zęby i śliniły się tak, że zużywały pięć śliniaków dziennie. Na stronie internetowej piszą, że produkt ten uczy o ochronie przyrody i zapoznaje maluchy z zagrożonymi gatunkami. Słuchajcie, kocham naszą planetę tak samo jak każda inna milenialna mama, ale mój sześciomiesięczny brzdąc z pewnością nie rozmyśla nad delikatnym ekosystemem lasów deszczowych, agresywnie ogryzając gumowy nos. To dosłownie tylko czarno-biały kawałek silikonu. Ale hej, jest w dobrej cenie, powstrzymuje go od krzyku, kiedy robię obiad, a otwór w kształcie serca ułatwia mu jego trzymanie, więc jak dla mnie to strzał w dziesiątkę. Tylko nie oczekujcie, że dzięki niemu wasze dziecko dostanie się na Harvard.
Pozbycie się kompleksu geniusza
Myślę, że nasze pokolenie nosi w sobie gigantyczny lęk przed tym, że nasze dzieci zostaną w tyle, jeszcze zanim w ogóle nauczą się chodzić. Widzimy te idealnie wykreowane mamy na Instagramie, z ich beżowymi pokojami zabaw, twierdzące, że ich osiemnastomiesięczne dziecko rozwiązuje równania z algebry dzięki jakiejś drogiej subskrypcji drewnianych puzzli.
To wszystko tylko szum. Jeśli jesteś w stanie po prostu pozbierać te kruche plastikowe śmieci, które pękają po nadepnięciu, i może spędzić dziesięć minut na dywanie, układając klocki ze swoim maluchem, opowiadając mu przy tym o tym, co robicie – to radzisz sobie o wiele lepiej, niż myślisz.
Nie musisz wciskać im na siłę fiszek edukacyjnych. Empatii uczą się, ciągając lalkę za włosy, a fizyki – zrzucając swojego tosta na podłogę, żeby zjadł go pies. To brudny i chaotyczny proces, i żadna zabawka na świecie nie zdoła go przyspieszyć.
Jeśli jesteś gotowa, by przestać kupować zabawki, które cię stresują, i zacząć szukać rzeczy, które naprawdę przetrwają próbę czasu, zrób sobie świeżą kawę i przejrzyj naszą kolekcję świadomych, przyjaznych dla Ziemi zabawek, zanim dzieci obudzą się z drzemki.
Pytania, które zazwyczaj dostaję od innych zmęczonych mam
Czy muszę wyrzucić wszystkie nasze plastikowe zabawki?
Rany boskie, nie, proszę, nie zbankrutujcie, próbując stworzyć estetyczny pokoik jak z Pinteresta. Po prostu pozwól tym najbardziej irytującym sztukom przypadkowo się "zepsuć" lub na zawsze zgubić baterie. Kiedy przyjdzie czas na kupno czegoś nowego na urodziny, po prostu skłaniaj się ku drewnianym lub silikonowym rzeczom, które nie bawią się same za dziecko.
Co, jeśli absolutnie nienawidzę bawić się na podłodze?
Doskonale cię rozumiem, moje kolana strzelają za każdym razem, gdy tam schodzę. Nie musisz być ich animatorem czasu wolnego przez cały dzień. Dziesięć minut pełnego skupienia, podczas których szczerze do nich mówisz, gdy oni układają klocki, jest o niebo lepsze niż godzina, w której bezmyślnie przewijasz telefon, podczas gdy oni wciskają głośny guzik.
Czy fiszki są złe dla niemowląt?
Mój lekarz w zasadzie wyśmiał mnie w gabinecie, gdy zapytałam go o to przy moim pierwszym dziecku. Ich mózgi nie mają jeszcze odpowiedniej pojemności, żeby przejmować się obrazkiem jabłka w 2D, skoro mogłyby po prostu potrzymać prawdziwe jabłko. Zaoszczędź pieniądze i po prostu rozmawiaj z nimi, kiedy jesteście w spożywczaku.
Ile zabawek tak naprawdę powinny mieć wyciągnięte na raz?
Znacznie mniej, niż im dajemy. Kiedy spakowałam do pudeł połowę zabawek Jacksona i upchnęłam je w garażu, myślałam, że wpadnie w szał, ale szczerze mówiąc, bawił się dłużej tymi czterema rzeczami, które mu zostawiłam na wierzchu. Nadmiar rzeczy po prostu ich paraliżuje, podobnie jak ze mną, gdy patrzę na menu z pięćdziesięcioma daniami głównymi, a i tak ostatecznie zamawiam nuggetsy z kurczaka.
Czy gryzak naprawdę może być edukacyjny?
No, w pewnym sensie tak? Jeśli maluchy kombinują, jak manewrować nim w buzi i czują różne wypustki na dziąsłach, to to już jest ćwiczenie motoryki. Ale bądźmy szczere, kupujesz to po to, żeby przestały płakać, i to całkowicie uzasadniony powód, by wydać te dwanaście dolców.





Udostępnij:
Szczery list do dawnego Toma: najlepsze prezenty na baby shower
Droga Jess z przeszłości: Brutalna prawda o szydełkowanych kocykach