Jest 3:14 w nocy. Wtorek. A może czwartek? Czas i tak przypomina płaskie koło, kiedy od miesiąca nie przespałaś cięgiem więcej niż czterdziestu minut. Mam na sobie szare dresy mojego męża, Dave'a, z jakąś tajemniczą, zaschniętą plamą na lewym kolanie. Przemierzam dywan w przedpokoju tak agresywnie, że szczerze się dziwię, jakim cudem nie wyżłobiłam jeszcze rowu w deskach podłogowych. Leo ma cztery tygodnie i krzyczy – nie, on nie płacze, on drze się wniebogłosy – od bitych trzech godzin.
Robi tę pozę na „sztywną deskę”, kiedy jego malutkie ciałko całkowicie sztywnieje z bólu od gazów, a ja przepacam stanik do karmienia, który ewidentnie pachnie kwaśnym mlekiem i desperacją. Dave jest zgarbiony na kanapie, jego twarz oświetla tragiczne niebieskie światło ekranu telefonu, gdy wściekle wpisuje w Google wariacje na temat „czemu moje dzicko krzyczy” i „szybki sposup na gazy u dzidziusia”, ponieważ nasze mózgi są tak usmażone, że dosłownie zapomnieliśmy, jak poprawnie przeliterować podstawowe słowa.
I nagle Dave podnosi wzrok, ma przekrwione oczy i szepcze magiczne hasło, które właśnie znalazł na jakimś losowym forum dla rodziców: woda koperkowa.
Byłam tak zmęczona, że tu i teraz kupiłabym od razu dwanaście zgrzewek. Dajcie mi ten cudowny płyn. Zalejcie nim moje życie. Ale potem uderzył mnie niepokój, bo jestem tą mamą, która wszystko nadmiernie analizuje, i uświadomiłam sobie, że nie mam bladego pojęcia, czym tak naprawdę jest ten magiczny eliksir.
Co nasz pediatra tak naprawdę powiedział o tych cudownych kropelkach
Następnego ranka, napędzana dwiema filiżankami letniej kawy, zaciągnęłam Leo do gabinetu dr Gupta. Dr Gupta jest niesamowicie wyluzowaną, niewzruszoną pediatrą, która zawsze wygląda, jakby właśnie wróciła z bardzo relaksujących warsztatów jogi. Podniosłam telefon, pokazałam jej zdjęcie małej buteleczki, którą o mało nie kupiłam w panice o trzeciej nad ranem, i zapytałam, czy powinnam wlać to do gardła mojego wrzeszczącego dziecka.
Westchnęła tylko z ogromnym współczuciem. Z tego, co mi wyjaśniła, te specyfiki są zasadniczo klasyfikowane jako suplementy diety dostępne bez recepty. Co, szczerze mówiąc, jest przerażającym stwierdzeniem, gdy mówimy o noworodkach, ponieważ oznacza to, że nie są one rygorystycznie kontrolowane ani testowane przez odpowiednie instytucje, zanim wylądują na drogeryjnej półce.
A co jest najlepsze? Podobno praktycznie nie ma żadnych twardych dowodów naukowych na to, że to faktycznie leczy gazy lub kolki. Dr Gupta zasugerowała, że to głównie gigantyczny efekt placebo. Niemowlęta to w zasadzie małe emocjonalne gąbki, więc teoria jest taka, że jeśli podam mu kropelki i ja nagle wezmę głęboki oddech, bo myślę, że rozwiązałam problem, Leo poczuje zmianę mojej energii i też się uspokoi. Wspomniała też, że wiele marek po prostu ładuje do nich mnóstwo słodkich aromatów, więc dziecko jest chwilowo oszołomione i milknie pod wpływem uderzenia cukru. Świetnie. Dokładnie to, czego potrzebuję: noworodek z uzależnieniem od cukru.
Składniki na etykiecie, od których dostałam drgawek
Wróciłam do domu i na poważnie zaczęłam sprawdzać składniki na odwrocie tych buteleczek, i trochę oszalałam. Oryginalna formuła z lat 50. XIX wieku czy coś w tym stylu, dosłownie zawierała alkohol. ALKOHOL. Jasne, pewnie że to znokautuje wrzeszczące niemowlę, ale przecież nie jesteśmy wiktoriańskimi chłopami walczącymi z cholerą, my tylko próbujemy przetrwać wtorek. I oczywiście te współczesne mają napis „bez alkoholu”, ale jak przyjrzysz się bliżej, widzisz, że są napakowane innym syfem.

Mnóstwo z nich ma w składzie wodorowęglan sodu, czyli zwykłą sodę oczyszczoną. Mój lekarz powiedział mi, że gazy u niemowląt rzadko są w ogóle spowodowane przez kwas, więc wrzucanie sody oczyszczonej do ich malutkich żołądków po prostu zaburza ich naturalne pH i może wręcz pogorszyć trawienie. Niektóre z nich mają również węgiel roślinny, czyli po prostu węgiel aktywny, więc błagam, nie karmcie płaczącego dziecka węglem. Mniejsza z tym, jedziemy dalej.
Sęk w tym, że jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się to kupić, musisz czytać etykiety jak kompletny maniak. Zero cukru, zero parabenów, zero sody oczyszczonej, zero dziwnych sztucznych barwników.
Rzeczy, które szczerze pomogły nam przetrwać fazy krzyku
Więc co robiliśmy zamiast stosowania tajemniczych kropli? Zdesperowani przeszliśmy do działań fizycznych. Po prostu musisz masować brzuszek zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jednocześnie dociskając ich malutkie kolanka do klatki piersiowej i modlić się o beknięcie. Robiliśmy ten rowerek nóżkami tak długo, że aż bolały mnie ręce.
Ale oto sekret, którego nauczyłam się na własnej skórze: czasami to wcale nie są gazy. Czasami ich małe układy nerwowe są po prostu całkowicie przeciążone albo ich ubranka doprowadzają je do szału. Pewnej nocy uświadomiłam sobie, że Leo ma totalny atak histerii tylko dlatego, że był uwięziony w jakiejś sztywnej, syntetycznej piżamce, którą przysłała nam moja cioteczna babka. Szwy były okropne. Dosłownie zedrłam to z niego po ciemku i wcisnęłam w Niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej, które kupiłam pod wpływem impulsu.
Nie przesadzam, mówiąc, że wyrzuciłam prawie wszystko z jego szuflady, co nie było tym konkretnym body. To w 95% bawełna organiczna, niewiarygodnie miękka, a pozbycie się drapiących materiałów naprawdę zatrzymało chyba z połowę jego napadów płaczu. Materiał jest super elastyczny, więc nie przegrzewa, a on wydawał się w nim o wiele spokojniejszy. Jeśli tracisz zmysły o północy, czasami przejrzenie kolekcji miękkich ubranek, by upewnić się, że skóra malucha po prostu po kryjomu go nie swędzi, to lepszy pierwszy krok niż kupowanie suplementów.
A słuchajcie tego – gdy tylko w końcu przetrwaliśmy etap gazów, zaczęło się ząbkowanie, czyli zupełnie inna kategoria piekła. Na to z pewnością nie używaliśmy żadnych kropel. Leo po prostu agresywnie żuł Silikonowy gryzak Wiewiórka kojący dziąsła, jakby była mu winna pieniądze.
Ta miętowa wiewiórka była moim prawdziwym kołem ratunkowym przez całe trzy miesiące. To w 100% silikon spożywczy, całkowicie nietoksyczny, a mały detal w kształcie żołędzia był idealnie wyprofilowany, by dosięgnąć tylnych części jego okropnie opuchniętych dziąseł. Wrzucałam ją na dziesięć minut do lodówki, wypijając w tym czasie duszkiem wczorajszą zimną kawę, dawałam mu do rączki i dostawałam w zamian natychmiastową ciszę. To było magiczne.
Mieliśmy też Silikonowy gryzak z bambusem Panda, który, szczerze mówiąc, jest super uroczy i świetnie nadaje się do wrzucenia do torby na pieluchy, ale jeśli mam być całkowicie szczera, kształt obręczy w wiewiórce sprawdził się u nas odrobinę lepiej dla jego maleńkich rączek. Panda była moim solidnym planem B za każdym razem, gdy wiewiórka nieuchronnie lądowała pod fotelem pasażera w samochodzie, a ja byłam zbyt wyczerpana, by ją stamtąd wyłowić.
Och, a w mojej fazie desperacji kupiłam też ten absolutnie oszałamiający Stojak edukacyjny Tęcza z zabawkami w kształcie zwierzątek, całkowicie wmawiając sobie, że zajęcie jego mózgu odciągnie go od problemów z brzuszkiem. Posłuchajcie, drewno jest piękne, a mały szydełkowy słoń wygląda, jakby był wycięty z magazynu o architekturze wnętrz, ale podczas pełnoobjawowego ataku kolki? Gapił się na niego przez cztery sekundy i natychmiast wracał do wrzasku. Jest absolutnie wspaniały do normalnej, radosnej zabawy, ale mówię jak jest – to nie jest magiczne urządzenie do wyłączania płaczu.
Ostateczny werdykt w sprawie tego, co wlewać do ich ust
Jeśli porozmawiałaś ze swoim pediatrą i dał ci zielone światło na spróbowanie super czystej, organicznej marki tych kropel, to rób, co uważasz za słuszne. Ale podobno nigdy nie powinno się podawać ich na pusty żołądek. Dr Gupta wspomniała, by poczekać ok. 15 minut po karmieniu przed podaniem dawki, a następnie obserwować dziecko jak jastrząb przez 24 godziny, aby upewnić się, że nie dostanie pokrzywki czy czegoś podobnego.

Ale tak szczerze? W końcu nigdy nie kupiliśmy tej wody koperkowej. Ta cała sprawa z nieregulowanym suplementem zbytnio przeraziła mój pozbawiony snu mózg. Kiedy robiło się naprawdę, naprawdę strasznie z gazami, używaliśmy zwykłych starych kropli z symetykonem na gazy, ponieważ są one oficjalnie zatwierdzone i po prostu mechanicznie rozbijają pęcherzyki w brzuszku, nie wchłaniając się do małego krwiobiegu. Do tego doszło sporo podskakiwania w ciemnościach na piłce do jogi i cichego popłakiwania.
Zanim w panice zaczniesz kupować po nocach podejrzane płyny, sprawdź na poważnie nasze bezpieczne, naturalne zabawki uspokajające, które naprawdę działają i nie zawierają żadnych tajemniczych składników.
Odpowiedzi na nocne ataki paniki
Dlaczego w ogóle tak to nazywają?
Dosłownie musiałam to wygooglować (ang. gripe water), bo tak bardzo mnie to nurtowało. Podobno „gripe” to po prostu staroświeckie brytyjskie słowo slangowe na ból brzucha lub skurcze. Więc to dosłownie tylko „woda na ból brzucha”. Co, szczerze mówiąc, brzmi o wiele mniej magicznie, kiedy ująć to w ten sposób.
Czy mogę po prostu dolać kropelki do butelki mojego dziecka?
Dobra, pomyślałam, żeby to zrobić, by zaoszczędzić czas, ale moja lekarka była dość nieugięta, żeby tego nie robić. Jeśli dodasz je do mleka modyfikowanego lub swojego mleka, a dziecko nie wypije całej butelki, nie masz absolutnie żadnego pojęcia, jak dużą dawkę tak naprawdę przyjęło. Poza tym zmienia to smak mleka, a ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest dziecko, które nagle urządza strajk głodowy, bo jego obiad smakuje jak jakaś dziwna woda miętowa.
Czy symetykon to dokładnie to samo?
Nie, i to na początku kompletnie mnie zdezorientowało. Symetykon to prawdziwy lek bez recepty (a nie żaden nieregulowany suplement), który konkretnie celuje w gazy. Zasadniczo łączy te wszystkie maleńkie pęcherzyki gazu w żołądku w jedno gigantyczne beknięcie. Reszta tych rzeczy to po prostu mieszanka ziół, która rzekomo ma uspokajać żołądek. U nas symetykon zadziałał zdecydowanie lepiej, kiedy Leo był napompowany jak mały balonik.
Co, jeśli moje dziecko absolutnie nienawidzi rowerka nóżkami?
Leo nienawidził rowerka! Tylko krzyczał głośniej i blokował kolana. Kiedy tak się działo, kładłam go brzuszkiem do dołu na moim przedramieniu (tzw. chwyt kolkowy czy jakkolwiek to zwał) i po prostu delikatnie klepałam go po plecach, chodząc po domu. Czasami położenie lekko ciepłej myjki na brzuszku podczas masażu pomaga na tyle się zrelaksować, że dzieci przestają z tobą walczyć.
Czy to naprawdę sprawia, że robią się senne?
Jeśli znajdziesz markę, po której twoje dziecko robi się senne, natychmiast sprawdź etykietę, bo prawdopodobnie ma w sobie coś podejrzanego. Te bezpieczne produkty nie powinny działać jak środek uspokajający. Jeśli po przyjęciu zasypiają, to prawdopodobnie tylko dlatego, że wyczerpały się ciągłym dwugodzinnym wrzaskiem. Wiem z doświadczenia, że zwykle padałam ze zmęczenia tuż po tym, jak on w końcu zasnął.





Udostępnij:
Czego dziecko Gypsy Rose nauczyło mnie o traumie pokoleniowej
Jak mały opos nauczył mnie wszystkiego o śnie niemowlaka