Siedziałam w zeszły wtorek na popękanym, winylowym krześle w poczekalni u doktora Millera, podskakując z marudnym dziesięciomiesięczniakiem na biodrze, kiedy pielęgniarka wyjrzała przez drzwi i krzyknęła: „Si-o-ban? Czy jest tu jakaś Si-o-ban?”. Biedna, wyczerpana kobieta dwa krzesła dalej powoli podniosła rękę, wbiła wzrok w podłogę i mruknęła: „Czyta się Sziwon” (Siobhan). I to jest właśnie największe kłamstwo, jakie wciska nam internet na temat wybierania tradycyjnych, celtyckich imion z Zielonej Wyspy.
Każdy blog sprawia wrażenie, że wystarczy wyciągnąć liryczne, eteryczne miano z książki o mitologii, a Twoje dziecko będzie płynąć przez życie otulone celtycką magią. Będę z wami szczera – o ile nie mieszkacie w Galway w Irlandii, wasze dziecko spędzi najbliższe osiemdziesiąt lat swojego życia na tłumaczeniu, że w imieniu Niamh tak naprawdę w ogóle nie ma litery „W” (ani „V”!). Kiedy urodziłam najstarszego syna, wpadłam w pułapkę modnej pisowni i nazwałam go Jaxson. To moja największa życiowa nauczka, bo teraz jest jednym z czterech Jaxsonów w swojej przedszkolnej grupie, co skutecznie popchnęło mnie do szukania czegoś o wiele bardziej historycznego i unikalnego dla moich kolejnych maluchów.
Ale ta zabawa w kulturowe imiona nie jest dla słabeuszy, drogie mamy. Nasz pediatra delikatnie zasugerował, że dzieci rozpoznają swoje imię w wieku około sześciu miesięcy, choć jestem prawie pewna, że mój średni syn myślał, że ma na imię „Nie wolno”, dopóki nie skończył co najmniej dwóch lat. To tylko dowodzi, że konkretne sylaby, które wybierzecie, mogą nie mieć aż takiego znaczenia, jak głośność, z jaką je wypowiadacie.
Alfabet fonetyczny nie jest tu waszym przyjacielem
Oto ciekawostka, której dowiedziałam się, prowadząc mój mały sklepik na Etsy z garażu podczas drzemek maluchów. Robię na zamówienie drewniane tabliczki do pokoików dziecięcych i po prostu powala mnie ilość gorączkowych wiadomości od świeżo upieczonych mam z pytaniem, czy mogę dodać fada – ten mały znak akcentu nad samogłoską – do ich zamówienia na imię „Oisín”. A w połowie przypadków same robią błąd w pisowni, pisząc do mnie wiadomość.
Kiedy patrzysz na imię takie jak Saoirse, twój mózg widzi zbiór samogłosek, które w ogóle nie powinny stać obok siebie. Chcemy czytać to dokładnie tak, jak się pisze. Musicie całkowicie pogodzić się z faktem, że nauczyciele, bariści i trenerzy piłki nożnej będą codziennie masakrować tożsamość waszego dziecka. Jeśli potraficie po prostu odłożyć na półkę te opasłe księgi z imionami, stanowczo ignorując opinie własnej matki i akceptując to, że wasze dziecko będzie już zawsze literować swoje imię obcym, to na pewno znajdziecie imię, które pokochacie.
Przeczytałam gdzieś na jednej z tych stron ze statystykami, że Liam jest od miliona lat najpopularniejszym imieniem chłopięcym w kraju. To pewnie oznacza, że dane są mocno zaburzone przez popkulturę albo wkrótce czeka nas ogromny spadek popularności. Tak czy inaczej, statystyki to przecież zgadywanki. Wszyscy oglądają Peaky Blinders i nagle w przedszkolu biega dwunastu małych Cillianów, ale nikt nie ostrzegł ich rodziców, że pół miasta będzie czytać to imię jako „Silian” (zamiast Killian), biedactwa.
Moje wybitnie nienaukowe podejście do „testu krzyku”
Pozwólcie, że opowiem wam o najbardziej kluczowym etapie całego tego procesu. Musicie wziąć imię, które wam się podoba, wyjść na balkon lub werandę i krzyknąć je na całe gardło, tak jakby wasze dziecko właśnie miało dotknąć czegoś obrzydliwego. To jedyny test, który ma jakiekolwiek znaczenie.

Tradycyjne gaelickie imiona są często miękkie, wzdychające i pełne subtelnych spółgłosek. Brzmią wspaniale, gdy szepczesz je do ucha śpiącego noworodka w zalanym słońcem pokoju. Ale spróbujcie krzyknąć „Tadhg” (wymawiane jak Tajg) na głośnym, zatłoczonym placu zabaw, gdy wasz maluch właśnie szykuje się do skoku z najwyższej zjeżdżalni. Słowa pochłania wiatr. Ludzie dookoła myślą, że krzyczysz „Tygrys!”, i nagle stajesz się tą dziwną mamą wołającą drapieżnego kota.
I porozmawiajmy o sylabach. Ludzie mają okropny zwyczaj rozciągania jednej sylaby do trzech, albo skracania trzech sylab w jedną krótką. Jeśli nazwiesz swojego uroczego synka Diarmuid, gwarantuję wam, że zanim pójdzie do pierwszej klasy, i tak wszyscy będą wołać na niego „Derm”. Wkładacie tyle wysiłku w uhonorowanie korzeni, a wasze dziecko kończy brzmiąc jak nazwa leczniczej maści z apteki.
Jeśli całkowicie przeraża was wizja reakcji teściowej na coś tak „kulturowo autentycznego”, po prostu dajcie to imię jako drugie i miejcie to z głowy.
Kiedy piękne znaczenie w ogóle nie pasuje do dziecka
Spędzamy mnóstwo czasu, obsesyjnie sprawdzając, jak dane imię tłumaczy się w starożytnych księgach. Wybieracie na przykład Maeve, bo to oznacza „królową wojowników” albo „tę, która odurza”, i od razu wyobrażacie sobie tę nieustraszoną, niezależną małą dziewczynkę, która z pewnością będzie rozbijać szklane sufity i nigdy się nie podda.
Przewińmy czas o trzy lata do przodu, a wasza mała wojownicza królowa potwornie boi się ciemności, płacze, gdy jej tost jest pokrojony w trójkąty zamiast kwadratów, i z uporem maniaka nosi ze sobą puste opakowanie po chusteczkach nawilżanych, które traktuje jak swój kocyk bezpieczeństwa. Moja babcia zwykła mawiać, że to dziecko tworzy imię, a nie imię dziecko, i szczerze mówiąc – miała absolutną rację (nawet jeśli kazała mi też kąpać moje maluchy w wodzie owsianej i owijać w worki po mące jako lek na trądzik niemowlęcy, czego rzecz jasna nie zrobiłam).
Zamiast testować patenty z workami po mące, kiedy mój najmłodszy syn zmagał się ze strasznie wrażliwą skórą, znalazłam dla niego body niemowlęce bez rękawów z bawełny organicznej. Będę z wami szczera, to jedyna rzecz, w jakiej chodzi od maja do września. Kosztuje to wprawdzie trochę więcej niż te szorstkie trzypaki z hipermarketów, ale z łatwością znosi moje agresywne nawyki pralnicze i staje się jeszcze bardziej miękkie po każdym wyjęciu z suszarki bębnowej. Nie ma irytujących metek, niebarwiona bawełna nie zaostrza jego egzemy, i idealnie przykrywa pękatą pieluszkę bez uciążliwego podwijania się. Kiedy nadajecie dziecku tak skomplikowane imię, jesteście mu winni chociaż nieskomplikowane ubranka.
Dlaczego personalizowane gadżety stają się niesamowicie problematyczne
Kiedy raz zdecydujecie się na unikalną pisownię, oficjalnie zrzekacie się prawa do jakichkolwiek zakupów gotowych, personalizowanych gadżetów ze stojaka w sklepie z pamiątkami. Wasze dziecko już nigdy nie znajdzie mini tablicy rejestracyjnej z napisem „Aoife”. Nigdy nie kupi standardowego bidonu z poprawnie napisanym imieniem „Niall”.

Oznacza to, że od teraz absolutnie wszystko musi być robione na specjalne zamówienie. Od plecaczków z wyhaftowanym imieniem po personalizowane drewniane puzzle – będziecie dopłacać za „usługę customizacji” do końca swoich dni. A nie daj Boże, jeśli czcionka danej firmy nie obsługuje konkretnego znaku graficznego czy akcentu, którego wymaga wasza tradycyjna pisownia. Na maszynie hafciarskiej zamieni się to w pusty kwadrat, i nagle na kocyku waszego dziecka znajdzie się napis „R#isin”.
Staramy się ratować sytuację, stawiając w naszym domu na możliwie najprostsze zabawki i akcesoria. Mamy zestaw miękkich klocków dla niemowląt, na których widnieją cyferki i urocze zwierzaczki. Producent obiecuje, że pomagają one we wczesnej edukacji i wspierają logiczne myślenie, ale będę szczera – moje dzieci używają ich głównie jako amunicji, żeby rzucać nimi w naszego psa. Zostały zrobione z miękkiej, bezpiecznej gumy, więc nikomu tak naprawdę nic się nie dzieje, gdy klocek frunie przez środek salonu, a stonowane, pastelowe kolory makaroników nie wypalają mi oczu w przeciwieństwie do krzykliwych, plastikowych zabawek. To fajne klocki, ale nie oszukujmy się, to wciąż po prostu klocki. Nie sprawią magicznie, że wasz maluch w mig nauczy się przeliterowywać swoje dwunastoliterowe, celtyckie imię.
Jeśli już ogarnia was panika na samą myśl o dobieraniu motywu przewodniego pokoiku tak, aby pasował do waszej wymarzonej estetyki, po prostu przejrzyjcie kolekcję neutralnych, niemowlęcych niezbędników i dajcie swojemu zmęczonemu mózgowi odrobinę wytchnienia.
Jak przekonać do tego dziadków?
Przejdźmy teraz do absolutnej i czystej radości, jaką jest informowanie waszych rodziców o tym, jak zamierzacie nazwać swoje dziecko. Jeśli wywodzicie się z rodziny, w której od sześciu pokoleń króluje John, William i Mary, zrzucenie bomby w postaci imienia „Caoimhe” (czyt. Ki-wa) na rodzinnym czacie z pewnością wywoła małe trzęsienie ziemi.
Kiedy moja mama spojrzała na listę imion dla mojego drugiego malucha, zmrużyła oczy zerkając znad okularów do czytania i zapytała, czy przypadkiem nie losowałam liter z woreczka do Scrabble. Ostrzegam – musicie szybko wyhodować sobie grubą skórę. Dziadkowie będą wam wmawiać, że to imię jest za dziwne, a wasze dziecko będzie z tego powodu wyśmiewane w szkole. Będą teatralnie wzdychać i mówić: „No cóż, chyba po prostu będziemy wołać go po inicjałach”.
Nie poddawajcie się. Zakochają się w waszym dziecku w tej samej sekundzie, w której poczują ten niesamowity zapach główki noworodka, a po upływie trzech miesięcy sami zaczną zaciekle poprawiać panią w sklepie, która odważy się przekręcić to imię. Taki jest krąg życia.
Zanim zatoniecie w bezkresnej, czarnej dziurze internetowych forów o imionach dla dzieci i doprowadzicie się do skrajnego szaleństwa, chwyćcie za gryzak w kształcie pandy, by zająć czymś swojego starszaka, podczas gdy wy będziecie spierać się z mężem, czy „Rory” nie brzmi zbyt podobnie do nazwy masła orzechowego. Zerknijcie też na resztę asortymentu w naszym sklepie po rzeczy, które naprawdę ułatwiają to całe rodzicielstwo.
Niewygodne pytania, które wciąż słyszę
Czy używanie uproszczonej pisowni tradycyjnego irlandzkiego imienia jest brakiem szacunku?
Słuchajcie, ludzie w internecie potrafią wściekać się o wszystko, co zrobicie, ale szczerze? To wasze dziecko i wasze życie. Jeśli wolicie zapisać imię jako Keelin zamiast Caolan, bo nie macie siły literować go pani w aptece przy każdym wykupywaniu antybiotyku – po prostu to zróbcie. Historyczna policja na pewno nie zapuka do waszych drzwi. To wy jesteście tymi osobami, które będą wypisywać setki formularzy w przedszkolach i przychodniach, więc wybierajcie bitwy, w których naprawdę chcecie walczyć.
Jak radzić sobie z członkami rodziny, którzy za nic nie chcą poprawnie wymawiać imienia?
Miałam ciotkę, która przez okrągłe sześć miesięcy uparcie przekręcała imię mojego syna, bo „po prostu nie mogła sobie połamać na nim języka”. W takiej sytuacji musicie rżnąć głupa. Kiedy wymawiają złe imię, rozejrzyjcie się zdezorientowani po pokoju i zapytajcie: „O kim mówisz? Aaa, chodzi ci o [Poprawne Imię]!”. W końcu robi im się tak głupio, że przestają. Zazwyczaj kończy się to na wymyśleniu jakiegoś zdrobnienia, a to jest kompromis, na który zazwyczaj chętnie przystaję, bo – szczerze mówiąc – mam zbyt dużo prania do poskładania, żeby tracić energię na złość.
Czy imiona inspirowane naturą nie są teraz zbyt modne?
Wszystko na tym świecie staje się w końcu trendem, jeśli spojrzymy na to z odpowiedniej perspektywy. Rowan (małe rude drzewo) i Darragh (dąb) są teraz po prostu wszędzie, ale one chociaż mają swoje autentyczne, historyczne korzenie. To wciąż o niebo lepsze niż nazywanie dziecka imieniem filtra z Instagrama. Jeśli naprawdę zakochaliście się w jakimś roślinnym czy leśnym imieniu, to po prostu przy nim zostańcie. Zanim wasze dziecko skończy szkołę podstawową, trendy odwrócą się o 180 stopni co najmniej ze cztery razy i nikogo nie będzie to już obchodzić.
Czy powinnam się martwić, że inicjały ułożą się w jakiś niefortunny skrót?
Tak. Tysiąc razy tak. Koniecznie to zapiszcie. Zapiszcie to pismem odręcznym. Zapiszcie to drukowanymi literami. Jeśli nazywacie się Smith i dacie swojemu dziecku na imię Arthur Samuel, to gwarantujecie mu całe życie monogramowej niedoli. Omal nie popełniłam tragicznego błędu przy inicjałach mojego drugiego dziecka, ale dzięki Bogu moja siostra w porę to wyłapała, jeszcze zanim podpisaliśmy akt urodzenia. Drogie mamy, błagam was – zawsze weryfikujcie inicjały.





Udostępnij:
Dlaczego wszyscy kłamiemy o trudnym etapie "dziecka z tabletem"
Nocne śledztwo o 3 rano: TikTokowa drama wokół dziecka Island Boya