Ojciec Michał rozwodzi się długo nad koncepcją grzechu pierworodnego, ale ja skupiam się całkowicie na powstrzymaniu mojej dwuletniej córki, Florence, przed zjedzeniem zalaminowanego śpiewnika. W ławce przede mną moja siostra trzyma mojego sześciomiesięcznego siostrzeńca i chrześniaka, Arthura. Arthur właśnie agresywnie żuje własną pięść, w błogiej nieświadomości, że za około dwanaście minut ktoś wyleje mu na głowę zimną wodę z kranu na oczach sześćdziesięciu osób. Po prostu gapię się na chłopaka, pocąc się w moim wełnianym garniturze i cicho modląc się, żeby ubranko, które mu kupiłem, nie rozpadło się całkowicie pod wpływem wody.
Widzicie, trzy tygodnie wcześniej moja siostra zadzwoniła do mnie w stanie absolutnej paniki. Zmagała się z wyjątkowo paskudnym zapaleniem piersi (ulotka z przychodni na temat tej przypadłości czyta się szczerze mówiąc jak średniowieczny podręcznik tortur), a chrzciny zbliżały się wielkimi krokami. Między gorączką a koszmarem logistycznym związanym z organizacją poczęstunku dla naszej rozległej irlandzko-katolickiej rodziny, zupełnie zapomniała kupić Arthurowi cokolwiek do ubrania. – Kiedyś byłeś dziennikarzem – wykrztusiła przez telefon, przekrzykując rytmiczne sapanie laktatora w tle. – Po prostu coś znajdź. Ja już nie wiem, jakie teraz panują zasady.
I w ten oto sposób ja, chronicznie wyczerpany tata na pełen etat, wychowujący bliźniaczki, znalazłem się o 3:00 nad ranem z twarzą wlepioną w ekran telefonu. Próbowałem dowiedzieć się, co dokładnie stanowi akceptowalne ubranko do chrztu dla małego chłopca podczas surowej katolickiej ceremonii, żeby nie zrobić z biednego dzieciaka bezy.
Przerażająca królicza nora historycznych szatek do chrztu
Jeśli nigdy nie musieliście kupować wizytowych ubranek dla niemowląt, uwierzcie mi na słowo – to wyjątkowo dziwny zakątek internetu. Moim pierwszym odkryciem było to, że z historycznego punktu widzenia, chłopcy do chrztu zawsze nosili sukienki. Ogromne, ciągnące się po ziemi, pokryte koronką szaty, które sięgały jakiś metr za ich stopy. Podobno to głęboko zakorzeniona tradycja unisex, mająca symbolizować czystość i odrzucenie starego "ja", chociaż dla moich współczesnych oczu wyglądało to po prostu na poważne ryzyko potknięcia się przez chrzestnych.
Przez chwilę rozważałem zakup jednej z tych rodowych, koronkowych szatek, głównie dlatego, że pomyślałem, iż zabawnie będzie zobaczyć mojego potężnego, grającego w rugby szwagra z dzieckiem ubranym niczym królowa Wiktoria. Ale szybko wzięły górę względy praktyczne. Jeśli masz za zadanie przenieść niemowlę nad kamienną podłogą w stronę marmurowej chrzcielnicy, rozpaczliwie potrzebujesz tarcia. Mówię poważnie, śliskie, ubrane w satynę i wierzgające nogami dziecko to w zasadzie mokra kostka mydła, a upuszczenie siostrzeńca do chrzcielnicy jest generalnie źle widziane przez duchowieństwo.
Całkowicie zrezygnowałem z szatek. Z miejsca odrzuciłem też wszystko, co zrobione z błyszczącego poliestru, malutkie, sztywne garniturki, które wyglądały, jakby należały do mikroskopijnego maklera giełdowego, oraz cokolwiek zawierającego miniaturową muszkę, która nieuchronnie skończyłaby przemoczona śliną już o 11:15. Potrzebowałem czegoś praktycznego, bo brutalna rzeczywistość rodzicielstwa jest taka, że dziecka nie obchodzą sakramenty religijne. Dziecko obchodzi to, czy spodnie nie wbijają mu się w pupę.
Przerażająca fizyka nagrzanego kościoła
Jest tu jeszcze jeden czynnik, który trzeba wziąć pod uwagę, a mianowicie temperatura. Kościoły katolickie bywają zwodnicze. Wyglądają jak wielkie, przewiewne kamienne stodoły, więc zakładasz, że musisz opatulić dziecko tak, jakby zdobywało Mount Everest. Ale potem pakują dwieście ciepłych ciał do ławek, włączają archaiczny system ogrzewania i nagle siedzisz w terrarium.

Kiedy moje własne dziewczynki były maleńkie, pielęgniarka środowiskowa podczas jednego z pozbawionych snu ważeń zasugerowała niejasno, że niemowlęta w zasadzie nie są w stanie regulować własnej ciepłoty ciała. Chyba mówiła coś o tym, że pocą się wyłącznie przez głowę, a może szyję? Naukowe podstawy mi umykają, ale przerażający wniosek był taki, że dzieci przegrzewają się niewiarygodnie szybko, a przegrzanie sprawia, że krzyczą z intensywnością silnika odrzutowego.
Z powodu tego wpół zapamiętanego medycznego niepokoju wiedziałem, że muszę znaleźć naturalne włókna. Na długie wydarzenia zawsze unikaj syntetycznych materiałów i trzymaj się ściśle oddychającej bawełny lub lnu, jeśli chcesz mieć chociaż cień szansy, że dziecko prześpi nudne fragmenty nabożeństwa. Będziecie przekazywać to dziecko z rąk do rąk między babciami, ciociami i chrzestnymi. Będzie przerzucane jak gorący kartofel. Skóra musi oddychać.
Znalezienie czegoś, co faktycznie się sprawdzi
Po trzech dniach wpisywania niewiarygodnie specyficznych fraz w Google, w końcu porzuciłem tradycyjne butiki i zacząłem szukać czegoś, co wyglądało po prostu jak ładne, normalne ubranko. To właśnie wtedy zamówiłem Pajacyk niemowlęcy Henley z długim rękawem z bawełny organicznej.
Słuchajcie, będę szczery. To nie jest tradycyjne ubranko do chrztu. Nie ma gołębi wyhaftowanych na kołnierzyku ani misternych koronkowych detali, które kosztują więcej niż mój pierwszy samochód. To po prostu cudownie miękki, bawełniany pajacyk z dekoltem na trzy guziki. Ale kupiłem go w kremowym kolorze i szczerze mówiąc, Arthur wyglądał w nim jak absolutny szef. Ubranko dawało taki subtelny efekt chłopca z chóru w stylu vintage, nie sprawiając przy tym, że wyglądałby, jakby wybierał się na regaty w latach dwudziestych.
Co ważniejsze, ubranko faktycznie sprawdziło się w tych warunkach. Bawełna ma w sobie akurat tyle elastanu (około 5%, sprawdziłem), by naciągnąć się na grubą pieluchę wielorazową. I dzięki Bogu wybrałem coś z łatwym dostępem. Na około dwadzieścia minut przed rozpoczęciem ceremonii, gdy staliśmy w lodowatym przedsionku czekając na księdza, Arthur zdołał wyprodukować pieluchową katastrofę o biblijnych proporcjach. Jeśli kupujecie ubranko na ważne życiowe wydarzenie, upewnijcie się, że ma zatrzaski w kroku, żebyście nie musieli rozbierać dziecka do naga w przewiewnych drzwiach kościoła, podczas gdy biją dzwony. Dekolt Henley z trzema guzikami oznaczał, że nie musiałem przeciągać niczego ciasnego przez jego delikatną główkę, gdy tak wierzgał, co oszczędziło nam obu wielu łez.
(Jeśli właśnie jesteście na froncie i próbujecie znaleźć coś, co nie podrażni skóry waszego dziecka, prawdopodobnie powinniście spojrzeć na całą kolekcję ubranek Kianao. Wszystkie są ekologiczne, a to oznacza jedną rzecz mniej, o którą trzeba się martwić, leżąc w nocy w łóżku.)
Akcesorium, które kupiłem z czystej paranoi
Ponieważ jestem głęboko niespokojną osobą, która przesadnie przygotowuje się na drobne katastrofy, nie kupiłem tylko pajacyka. Wiedziałem, że Arthur był silnie uzależniony od swojego smoczka, by zachować ciszę w zamkniętych przestrzeniach. Moje własne bliźniaczki potrafiły wyrzucać smoczki z wózka z celnością olimpijskich kulomiotów, zazwyczaj celując w błotniste kałuże lub, co gorsza, w podłogę w miejskim autobusie.

Wiedząc, że będziemy stać nad chrzcielnicą ze święconą wodą – i wiedząc, że siostra by mnie absolutnie zamordowała, gdyby smoczek Arthura wpadł do poświęconej wody – kupiłem jedną z tych drewniano-silikonowych zawieszek do smoczka.
Będąc całkowicie szczerym, mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony, wygląda całkiem nieźle. Drewniane koraliki mają fajną estetykę, która nie krzyczy "tandetny plastikowy gadżet dla dzieci", a zapięcie trzyma pewnie. Z drugiej strony, próba obsługi metalowego klipsa jedną ręką, podczas trzymania ciężkiego, wiercącego się sześciomiesięcznego malucha, który aktywnie próbuje rzucić się do tyłu, jest trochę irytująca. Jest z tym trochę zabawy, a koraliki sprawiają, że jest nieco cięższa, niż się spodziewałem. Ale zrobiła dokładnie to, czego od niej wymagałem. Arthur wypluł smoczek w momencie, gdy ojciec Michał zaczął mówić, zawieszka chwyciła go, zanim uderzył o brudną kamienną podłogę, a ceremonia toczyła się dalej bez przeszkód. Nazywam to zwycięstwem.
Pokłosie w pubie i wielki plan awaryjny
Przeżyliśmy polanie wodą. Arthur płakał przez jakieś cztery sekundy, gdy zimna woda dotknęła jego główki, ale szybko doszedł do siebie, gdy siostra przekupiła go butelką w pierwszej ławce. Prawdziwy test dla ubranka nadszedł jednak później, w pubie.
Przyjęcia z okazji chrztu to w zasadzie po prostu mnóstwo dorosłych pijących piwo i wymieniających się dzieckiem, które desperacko próbuje się zdrzemnąć. Do trzynastej pajacyk z długim rękawem zdążył już dorobić się plamy z marchewkowego purée na ramieniu i tajemniczej wilgotnej łaty w okolicy kolana.
To prowadzi mnie do mojej ostatniej, i być może najważniejszej, porady. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie idźcie na oficjalne wydarzenie z niemowlakiem, nie pakując do torby do przewijania całkowicie osobnego, równie reprezentacyjnego ubranka na zmianę.
Przewidziałem incydent z przecierem marchewkowym, więc przezornie kupiłem Pajacyk Henley z krótkim rękawem z bawełny organicznej jako rezerwę. To w zasadzie letnia wersja tego, co już miał na sobie. W pubie był upał, długie rękawy zaczynały mu doskwierać, a szybka zamiana na wersję z krótkim rękawem natychmiast uchroniła go przed złością i czerwoną buzią. Resztę popołudnia spędził wyglądając niezwykle elegancko, śpiąc w swoim wózku, całkowicie nieświadomy faktu, że mój szwagier upuścił mu na kocyk połowę pasztecika z mięsem.
Szczerze mówiąc, moja siostra była zachwycona, Arthurowi było wygodnie, a mnie udało się powstrzymać bliźniaczki przed całkowitym zdemontowaniem architektury kościoła. Jeśli właśnie stresujecie się znalezieniem odpowiednich ubrań na zbliżające się uroczystości religijne, po prostu pamiętajcie, że dziecko i tak nie będzie niczego pamiętać. Kupcie coś miękkiego, zignorujcie te przerażające rodowe szatki i skupcie się na przetrwaniu rodzinnego obiadu.
Zanim zdecydujecie się wydać małą fortunę na sztywny, niewygodny garnitur, który wasze dziecko będzie nosić dokładnie przez jedną godzinę, przejrzyjcie naturalne, oddychające opcje w Kianao. Uda waszego dziecka będą wam wdzięczne.
Pytania, które pewnie zadajecie sobie, panikując na temat ubranek do kościoła
Czy katolickie ubranko do chrztu "zgodnie z prawem" musi być białe?
Technicznie rzecz biorąc, kościół woli biel, ponieważ symbolizuje ona czystość, nowe życie i te wszystkie teologiczne sprawy. Ale tak szczerze? Żaden ksiądz nie odeśle was spod drzwi, jeśli wasze dziecko pojawi się w kolorze kremowym, kości słoniowej czy złamanej bieli. Ojciec Michał nawet nie mrugnął na widok kremowego bawełnianego pajacyka Arthura. Po prostu unikajcie ubierania ich w jaskrawą czerwień lub neonową zieleń, a wszystko będzie dobrze.
Czy chłopcy powinni nosić sukienki na chrzest?
Z historycznego punktu widzenia, tak. Długa, falbaniasta szata unisex była standardem przez stulecia, głównie dlatego, że przed wynalezieniem zatrzasków łatwiej było podciągnąć spódnicę do zmiany pieluchy. Wciąż można je kupić, a niektórzy uwielbiają tę tradycję. Osobiście uważam, że wyglądają one nieco śmiesznie na współczesnym dziecku i stanowią ogromne ryzyko potknięcia się, gdy próbujecie wejść po schodkach ołtarza. Normalne spodnie czy pajacyk są teraz całkowicie akceptowalne.
Co się stanie, jeśli ubranko zostanie całkowicie zniszczone jeszcze przed zdjęciami?
Zostanie zniszczone. Zaakceptujcie to już teraz. Będzie ulewanie, przeciekająca pielucha, albo ktoś rozleje na nie herbatę. Właśnie dlatego musicie mieć w torbie ubranko na zmianę. Zróbcie oficjalne zdjęcia zaraz po przyjeździe do kościoła, zanim jeszcze zacznie się ceremonia, póki dziecko jest stosunkowo czyste i radosne. Kiedy tylko poleje się woda, wszystko może się zdarzyć.
Czy moje dziecko zmarznie podczas samego chrztu?
Woda zazwyczaj jest prosto z kranu, więc tak, to będzie dla nich lekki szok. Nasz lekarz rodzinny ostrzegł nas kiedyś, że niemowlęta szybko tracą ciepło, ale szczerze mówiąc, są mokre tylko przez około trzydzieści sekund. Moja siostra po prostu miała przygotowany gruby ręcznik w sekundzie, w której ksiądz się odsunął, wytarła Arthurowi główkę i zarzuciła mu na pajacyk mały sweterek. Prawdziwym niebezpieczeństwem nie jest zamarznięcie, ale przegrzanie w dusznym kościele podczas noszenia zbyt wielu warstw.
Czy powinienem kupić większy rozmiar wizytowego ubranka dla dziecka?
Tak, zdecydowanie. Najgorsze, co możecie zrobić, to kupić coś obcisłego. Niemowlęta siedzą z szeroko rozłożonymi nóżkami i jeśli pajacyk jest zbyt mały, zatrzaski w kroku rozepną się w sekundzie, w której posadzicie je sobie na kolanach. Ponadto, rosną tak szybko, że ubranko, które pasuje we wtorek, może odcinać im krążenie w niedzielę. Zawsze kupujcie nieco większy rozmiar – luźny wygląd jest o wiele lepszy niż krzyczące, skrępowane niemowlę.





Udostępnij:
Poradnik grillowy: Żeberka schabowe czy mostkowe dla niemowlaka
Święta bez stresu: prawda o świątecznych ubrankach dla chłopca