Droga Priyo sprzed pół roku. Stoisz w czternastej alejce w Targecie w River North, wpatrując się w plastikowe ustrojstwo, które wygrywa alfabet w trzech różnych językach. Twoja kawa jest już lodowata. Twój synek ma dziewięć miesięcy i właśnie zaczął podciągać się przy stoliku kawowym. Myślisz, że musisz to kupić w tej chwili, żeby nauczyć go chodzić, bo wczoraj na zajęciach muzycznych jedno z dzieciaków postawiło swój pierwszy krok. Po prostu odłóż to pudełko i odejdź, yaar.
Wiem, że wkrada się niepokój. W myślach katalogujesz każdy kamień milowy, zastanawiając się, czy nie jesteście w tyle. Nie jesteście. A ten plastikowy, świecący chodzik i tak niczego nie naprawi. Zanim przeciągniesz kartę i kupisz coś, co zajmie pół salonu i będzie wkurzać psa, musimy sobie wyjaśnić kilka kwestii o tym, jak w ogóle działa ta cała nauka chodzenia.
Mobilne oddziały urazowe
Najpierw pomówmy o tradycyjnych chodzikach z siedziskiem. Wiesz, o których mówię. Te latające spodki przypominające UFO, w których dzieciak wisi w kroku na szelkach i odpycha się do tyłu po całej kuchni. Wystarczająco dużo razy pracowałam na recepcji dziecięcego SOR-u, żeby wiedzieć, że to w zasadzie maszyny do generowania kontuzji. Widziałam tysiące takich przypadków. Przyjmowaliśmy maluchy ze wstrząśnieniem mózgu, bo zjechały w nich ze schodów, albo dlatego, że nagle zyskały dodatkowe pół metra wzrostu i zdołały ściągnąć z blatu gorącą herbatę.
Mój lekarz powiedział mi, że w Kanadzie całkowicie ich zakazano. I szczerze mówiąc, to ma sens. Dajesz niemowlakowi prędkość fotela na kółkach i zerową świadomość zagrożeń – to po prostu gotowa katastrofa. Ale zostawiając na boku wizyty na SOR-ze, to również dramat dla rozwoju fizycznego. Podwieszasz malucha w szelkach, a on odpycha się od podłogi samymi palcami. Potem w wieku dwóch lat takie dzieci pojawiają się w przychodni, chodząc na paluszkach jak małe baletnice. Fizjoterapeuci muszą miesiącami rozluźniać ich napięte ścięgna Achillesa i korygować chód. Podobno omija to całkowicie mięśnie głębokie. Po prostu odpuść sobie ten spodek z siedziskiem.
Stojąc za pchaczem
To, czego tak naprawdę szukasz, to pchacz. Taki, w którym dziecko musi stanąć na własnych nogach, trzymać się rączki i pchać zabawkę przed sobą. Wymusza to bardziej naturalny krok od pięty do palców i faktycznie wymaga od malucha łapania własnej równowagi. Ale nawet one nie są jakąś magiczną, przyspieszoną ścieżką do samodzielnego chodzenia.
Posłuchaj, ten cały harmonogram rozwoju jest kompletnie szalony i nieprzewidywalny. Gdzieś pomiędzy dziewiątym a osiemnastym miesiącem mogą zacząć chodzić. To ogromne okno czasowe. Nie musisz fizycznie stawiać dziecka przy pchaczu i na siłę kłaść jego rączek na uchwycie. Po prostu zostaw go w kącie pokoju jak mebel i pozwól, żeby maluch sam do tego doszedł, gdy będzie gotowy się przy nim podciągnąć.
Kiedy mój syn pierwszy raz zaczął się podciągać przy swoim drewnianym wózku, wpadłam w panikę z powodu jego stópek. W domu staram się, żeby chodził boso, bo terapeuci zajęciowi mówią, że dzieci muszą "chwytać" podłogę, żeby rozwijać sklepienie stopy. Ale w sekundzie, gdy bierzemy ten pchacz na chodnik czy do parku, zakładam mu niemowlęce sneakersy antypoślizgowe z miękką podeszwą, pierwsze buciki. To zdecydowanie moja ulubiona rzecz, jaką teraz mamy.
Kiedy po raz pierwszy zaczął próbować kroków na zewnątrz, popełniłam błąd i założyłam mu te sztywne, drogie miniaturowe trzewiki z domu handlowego. Natychmiast zaliczył upadek prosto na twarz na beton. Wyglądało to tak, jakby próbował chodzić w pustakach. Zmieniłam je na sneakersy Kianao z miękką podeszwą, bo one naprawdę się zginają. Wewnętrzna wyściółka jest przytulna, nie zsuwają się z pięt za każdym razem, gdy kuca, i wyglądają po prostu jak klasyczne mokasyny. Zapewniają mu przyczepność na chodniku, nie odbierając mu przy tym ruchomości kostki. To rzadki strzał w dziesiątkę.
Dociążanie wózka
Niemowlak z zabawką na kółkach na śliskiej drewnianej podłodze to istny problem z fizyki. Kółka będą poruszać się szybciej, niż potrafią nadążyć jego małe nóżki, pchacz wyjeżdża mu spod rąk, a on ląduje na podłodze. Potrzebujesz kontroli prędkości.

Niektóre bajeranckie plastikowe modele mają pokrętła do regulacji oporu kółek. Ale mój lekarz powiedział, że najprostszym trikiem jest kupno drewnianego wózka i dociążenie go. Ja wrzuciłam do kosza naszego pchacza trzy masywne podręczniki medyczne i paczkę mąki. Dodaje to na tyle duży opór, że musi naprawdę zaangażować mięśnie tułowia, żeby pchnąć go do przodu. Zmienia to rozpędzony pociąg w solidny trening siłowy.
Terapeuci uwielbiają tego typu obciążającą pracę.
- Buduje prawdziwą, funkcjonalną siłę, a nie tylko bazuje na pędzie.
- Zmusza ich do robienia przysiadów. Upuszczają zabawkę, kucają, żeby ją podnieść, a potem wstają, trzymając się rączki.
- Daje im fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Myślą, że to wózek trzyma ich w pionie, ale tak naprawdę to oni wykonują całą pracę nad równowagą.
- Oszczędza twój odcinek lędźwiowy przed trzygodzinnym, zgarbionym chodzeniem wokół stolika, kiedy trzymasz malucha za rączki.
Gryzienie mebli
Będą gryźć rączkę od pchacza. To nieuniknione. Żeby uratować farbę i zapobiec połknięciu przez niego lakieru do drewna, zazwyczaj wręczam mu gryzak w kształcie sushi, zanim zacznie kręcić kółka po salonie. To solidny gryzak. Nie zamierzam pisać o nim sonetów, ale różnorodne tekstury na silikonowych częściach imitujących ryż wydają się odwracać jego uwagę od faktu, że jego trzonowce próbują właśnie przebić się przez szczękę. To silikon spożywczy – cokolwiek to tak naprawdę znaczy w świecie produkcji – i potrafi przetrwać intensywny cykl w mojej zmywarce.
Mamy też zabawkę na ząbkowanie Kaktus. Jest w porządku. Małe rączki kaktusa całkiem nieźle sięgają do tylnych dziąseł. Ale szczerze mówiąc, bez przerwy wpada pod kanapę, bo nie ma dobrego miejsca na przypięcie zawieszki, przez co pół dnia spędzam na zmywaniu z niego psiej sierści. W nagłych wypadkach ujdzie, ale nie jest to mój Święty Graal. Zostań przy sushi.
Jeśli próbujesz stworzyć przestrzeń do zabawy, która nie wygląda tak, jakby w twoim salonie eksplodowała fabryka neonowego plastiku, możesz chcieć rzucić okiem na drewniane maty edukacyjne i akcesoria od Kianao. Zdecydowanie lepiej komponują się z meblami dla dorosłych.
Odrzucenie koła ratunkowego
A oto najdziwniejsza część, przed którą nikt cię nie ostrzega. Stał się po prostu zbyt dobry w używaniu pchacza. Potrafił dosłownie truchtać po pokoju z wózkiem, ścinając zakręty jak zawodowy kierowca. Ale gdy prosiłam, żeby podszedł do mnie z pustymi rękami, natychmiast padał na kolana i zaczynał raczkować. Odmawiał zrobienia choćby jednego samodzielnego kroku bez swoich kółek.

Mój lekarz powiedział, że dzieci czasami uzależniają się od tej siatki asekuracyjnej. Pchacz staje się dla nich kulą inwalidzką. Więc po prostu wstawiłam wózek do szafy w przedpokoju na cztery dni. Całkowicie go schowałam. Był wściekły. Beta, to był ciężki weekend marudzenia i wskazywania na drzwi od szafy. Ale do poniedziałku rano zorientował się, że przecież sam może utrzymać równowagę. Zrobił trzy kroki przez dywan, żeby dojść do psa. Czasami trzeba lekko nagiąć rzeczywistość i po prostu usunąć tę podporę.
Więc, Priyo z przeszłości, po prostu oddychaj. Zostaw ten plastikowy chodzik z alfabetem na półce. Znajdź coś ciężkiego, dociąż to i pozwól mu we własnym tempie dojść do wprawy. Chodzenie i tak w końcu nastąpi, a potem spędzisz kolejne dziesięć lat na bieganiu za nim, błagając, by choć na chwilę usiadł w miejscu.
Zanim zagłębimy się w chaotyczną rzeczywistość paniki związanej z kamieniami milowymi w sekcji FAQ, sprawdź kolekcję pierwszych bucików Kianao, żeby chronić te malutkie paluszki, gdy (co nieuniknione) taranem wjadą w futrynę drzwi.
Brutalna rzeczywistość nauki chodzenia
Czy dziecko naprawdę zacznie szybciej chodzić, jeśli kupię mu chodzik?
Nie. Raczej nie. Mój lekarz wyraził się jasno – kamienie milowe dużej motoryki pojawiają się zgodnie z własnym zegarem biologicznym dziecka. Nie wyćwiczysz z dzieckiem chodzenia, zanim jego układ nerwowy i mięśnie nie będą na to gotowe. Pchacz po prostu daje mu fajny sposób na ćwiczenia, kiedy już potrafi się samo podciągać. Może mu to dodać trochę pewności siebie, ale to nie jest magiczny pedał gazu. Niektóre dzieci nigdy go nie używają i zaczynają chodzić w dziesiątym miesiącu życia. Mój używał go codziennie, a i tak nie zaczął chodzić samodzielnie, dopóki nie skończył piętnastu miesięcy.
Jak długo powinno go używać każdego dnia?
Ja traktuję go jak każdą inną zabawkę. Nie nastawiam minutnika ani nie wprowadzam sztywnych zasad. Jeśli jednak zauważam, że jeździ nim tam i z powrotem od dwudziestu minut, zazwyczaj staram się przenieść jego uwagę na zabawę na podłodze. Dzieci muszą spędzać czas raczkując, turlając się i siedząc, aby rozwijać wszystkie inne partie mięśni głębokich. Jeśli cały dzień spędzają w pozycji pionowej, trzymając się rączki, tracą szansę na rozwijanie koordynacji naprzemiennej, którą buduje raczkowanie. Po prostu dbaj o różnorodność.
A co, jeśli podczas pchania chodzi tylko na palcach?
Bardzo często widywałam to w przychodni. Jeśli dziecko stale staje na palcach, używając pchacza, rączka może być dla niego za wysoko lub wózek jedzie zbyt szybko, zmuszając je do mocnego wychylania się do przodu, żeby za nim nadążyć. Spróbuj dołożyć więcej obciążenia do bazy, aby spowolnić zabawkę. Jeśli nadal to robi, być może warto schować zabawkę na kilka tygodni, aż maluch urośnie o te dwa centymetry. Chodzi o to, żeby stopy leżały płasko na podłodze.
Czy mogę podeprzeć dziecko przy chodziku, jeśli jeszcze nie umie stać?
Posłuchaj, bardzo proszę, nie rób tego. Jeśli dziecko nie potrafi samodzielnie podciągnąć się do pozycji stojącej, nie ma czego szukać podpierając się na przedmiocie na kółkach. Jego biodra i mięśnie głębokie po prostu nie są jeszcze gotowe na takie obciążenie. Pozwól mu samemu wykonać tę pracę. Jeśli nie potrafi dosięgnąć do rączki, zostaw je na podłodze, żeby ćwiczyło raczkowanie. Pchacz nadal tam będzie, gdy maluch nabierze sił.
Jak powstrzymać dziecko przed rozjechaniem psa?
Nie da się. Pies po prostu będzie musiał nauczyć się wyznaczać granice swojego terytorium. Mój golden retriever spał kiedyś na środku przedpokoju, dopóki wózek dokładnie jeden raz nie przejechał mu po ogonie. Teraz śpi na kanapie, gdzie kółka nie mają do niego dostępu. To problem, który rozwiązuje się sam.





Udostępnij:
Cała prawda o wychowywaniu dziecka i szczeniaka jednocześnie
Dlaczego każda mama oszalała na punkcie małego hipopotama karłowatego