Drogi Tomku sprzed pół roku,

Stoisz właśnie w swojej kuchni, wpatrując się w wibrujące kartonowe pudło z poczty. Brzmi to tak, jakby w środku znajdowała się setka miniaturowych, wściekłych budzików. Myślisz sobie, że podjąłeś uroczą, proekologiczną decyzję dla swoich bliźniaków, wprowadzając odrobinę sielskiego, wiejskiego życia pod nasz wilgotny londyński adres. Otóż nie. Wprowadziłeś do bliźniaka niezwykle kruche, produkujące kurz dinozaury, a twoje życie zaraz stanie się znacznie bardziej skomplikowane.

W tej chwili twoim największym zmartwieniem jest to, czy pies nie spróbuje ich zjeść, ale pozwól, że oszczędzę ci prawdziwego koszmaru. Prawdziwym kryzysem jest wymyślenie, co włożyć do tych malutkich, wymagających dzióbków, nie wywołując przy tym przypadkowo katastrofy trawiennej. Bo jak się okazuje, mały kurczaczek to w rzeczywistości delikatny eksperyment chemiczny pokryty puchem.

Tom's twin girls looking at a baby chick eating starter feed from a cardboard egg carton.

Absolutna panika przy pierwszym pojeniu

Zanim w ogóle zaczniemy rozmawiać o jedzeniu, musimy pomówić o wodzie. Naprawdę tego nie wiedziałem, ale kiedy po raz pierwszy przywozisz małe pisklęta, są one tak wyczerpane i odwodnione podróżą, że woda jest jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Co więcej, mają absolutnie zerowy instynkt przetrwania i bardzo ciężkie główki, co stanowi iście katastrofalne połączenie.

Jeśli po prostu postawisz standardową miskę z wodą, wpadną do niej dziobem w dół, zorientują się, że nie potrafią wstać, i utopią się w centymetrze płynu. To absurdalne. Musisz wypełnić płytkie naczynie szklanymi kulkami lub czystymi kamykami, aby woda znajdowała się w szczelinach między nimi. Piją ze szpar jak jacyś maleńcy, opierzeni poszukiwacze złota. Znalezienie szklanych kulek w domu z dwuletnimi bliźniakami to sport ekstremalny sam w sobie, ale trzeba to zrobić.

Poza tym one dosłownie nie wiedzą, czym jest woda. Kiedy wyjmujesz je z pudełka, musisz fizycznie zanurzyć dzióbek każdego z nich w wodzie, żeby im to pokazać. Spędziłem nad tym bitą godzinę, podczas gdy Lily próbowała wejść do inkubatora, a Mia krzyczała, bo jeden z ptaszków dziwnie na nią spojrzał. Po prostu pozwól im pić przez dobre dwie godziny, zanim w ogóle pomyślisz o podaniu suchego pokarmu, w przeciwnym razie ich małe organizmy po prostu ulegną awarii.

Etapy karmienia wyjaśnione przez wyczerpanego ojca

Można by pomyśleć, że ziarno dla ptaków to po prostu ziarno dla ptaków. Nic bardziej mylnego. Facet w sklepie rolniczym wyjaśnił mi wszystkie niuanse, ale szczerze mówiąc, byłem tak rozproszony przytłaczającym zapachem obornika w sklepie, że oto moje niedoskonałe rozumienie tego trójetapowego żywieniowego wyzwania.

Przez pierwsze osiem tygodni potrzebują tak zwanej „paszy startowej dla piskląt”. Wygląda ona dokładnie jak gruby piasek i zawiera około dwudziestu procent białka. Potrzebują tego, ponieważ w zasadzie podwajają swoją wagę co kilka dni, co jest wręcz przerażające, gdy się nad tym głębiej zastanowić. Po prostu zostawiasz im to w stałym dostępie. Przez pierwsze kilka dni nasypuj paszę na dno czystej tekturowej wytłoczki po jajkach. Instynktownie dziobią one podłoże, a wytłoczka pomaga im zrozumieć, że ta przypominająca piasek substancja to tak naprawdę obiad. Zjadają od trzydziestu do sześćdziesięciu gramów dziennie i podobno się nie przejadają – w przeciwieństwie do bliźniaków, które pochłoną swoją masę ciała w borówkach, jeśli tylko zostawi się je bez nadzoru.

Następnie, między ósmym a osiemnastym tygodniem, przechodzisz na paszę typu „grower”. Traktuję ją jako jedzenie dla nastolatków. Ma nieco mniej białka, przypuszczalnie po to, aby ich narządy wewnętrzne nie rosły szybciej niż szkielet i nie wysiadły. Po prostu ślepo postępowałem zgodnie z instrukcjami na worku.

Cokolwiek robisz, nie dawaj im paszy dla niosek – tej dla dorosłych kur – dopóki faktycznie nie zaczną znosić jaj. Mój weterynarz od niechcenia wspomniał, że wysoki poziom wapnia w paszy dla niosek powoduje u maluchów śmiertelne kamienie nerkowe. To dość przerażająca informacja do tak swobodnego rzucenia komuś, kto i tak funkcjonuje już tylko na czterech godzinach snu i zimnej kawie. W ogóle nie trzymaj w domu paszy dla niosek.

Dylemat z paszą leczniczą

Wkroczyłem do sklepu paszowego, czując się niesamowicie dumny z mojego organicznego, holistycznego podejścia do rodzicielstwa. Zamierzałem kupić najczystsze, najbardziej naturalne, pozbawione leków ziarno dostępne dla naszego nowego stadka. Wtedy sprzedawca wspomniał o słowie Kokcydioza.

The medicated feed dilemma — Feeding Baby Chicks: A Letter From Six Months in the Future

To pasożytnicza choroba jelit, która podobno jest głównym zabójcą tych małych, puszystych kulek. Natychmiast porzuciłem wszystkie moje ekologiczne zasady i kupiłem paszę leczniczą. Zawiera coś o nazwie Amprolium, co brzmi jak pierwiastek z filmu science-fiction, ale w gruncie rzeczy chroni je przed śmiercią z powodu pasożytów. Jeśli wylęgarnia zaszczepiła je przed transportem, możesz używać zwykłej paszy. Nasze nie były szczepione, a ja po prostu nie miałem na tyle sił psychicznych, żeby monitorować odchody kurczaków pod kątem krwi, podczas gdy musiałem jednocześnie przewijać dwójkę małych dzieci.

Ktoś na forum o przydomowym drobiu doradził mi też, żebym wlał odrobinę niepasteryzowanego octu jabłkowego do ich wody. Nie mam pojęcia, czy ma to jakiekolwiek uzasadnienie naukowe, ale podobno wzmacnia to ich florę bakteryjną jelit i poprawia odporność. Głównie sprawia to po prostu, że w mojej kuchni śmierdzi jak na dywanie w pubie, ale jeszcze nie umarły, więc wciąż to robię.

Przysmaki i przerażająca koncepcja ptasich kamyków

Bliźniaki będą desperacko chciały karmić je smakołykami. W twojej głowie to piękny obrazek – dwójka maluchów delikatnie podająca truskawki małym kurczaczkom w wiosennym słońcu. Rzeczywistość to chaotyczne rzucanie jedzeniem wśród krzyków.

Ale tu jest haczyk: jeśli dasz małemu kurczaczkowi cokolwiek innego niż jego komercyjną paszę startową, musisz dać mu również specjalny „żwirek dla piskląt”. Ponieważ kury nie mają zębów (fakt, o którym wiedziałem, ale którego zbytnio nie analizowałem pod kątem trawienia), potrzebują w żołądku drobnych kamyczków do rozcierania stałego pokarmu. Jeśli zjedzą trawę lub kawałek jabłka bez żwirku, dochodzi u nich do zatkania wola. Brzmi to trochę jak korek w gardle i jest, jak zapewne się domyślasz, śmiertelne.

Ogranicz przysmaki do mniej niż dziesięciu procent ich diety. Rozgniecione jajka na twardo są dla nich genialne. Karmienie ich jajkami wydaje się dziwnie kanibalistyczne, ale dosłownie za nimi szaleją, a podobno świetnie działa to na ich zdrowie i odporność. Płatki owsiane też są w porządku.

Nigdy nie pozwalaj im zbliżać się do suchej fasoli, skórek z awokado, liści pomidorów czy cebuli. Jestem prawie pewien, że połowa rzeczy w naszej lodówce jest dla nich wysoce toksyczna. Sałata lodowa wywołuje u nich ciężką biegunkę, której – uwierz mi – absolutnie nie chcesz sprzątać z kartonowego pudełka w swojej kuchni, podczas gdy twoje dwulatki wytykają to palcami i się śmieją.

Poniżenie z powodu zaklejonego kupra

Brzmi to jak kiepski żart, ale nim nie jest. Jeśli się stresują, jedzenie nie jest odpowiednie, lub lampa grzewcza jest odrobinę za gorąca, ich odchody przyklejają się do tyłeczka i schną jak cement. Dosłownie je to pieczętuje. Wtedy musisz trzymać pod ciepłym kranem rozgorączkowaną, ćwierkającą puchatą kulkę i delikatnie masować jej kuper wilgotnym wacikiem, aż się oczyści.

The indignity of pasty butt — Feeding Baby Chicks: A Letter From Six Months in the Future

Strona 47 poradnika hodowli kur sugeruje zachowanie spokoju podczas tego procesu, co uważałem za wyjątkowo nieprzydatną radę o trzeciej nad ranem, będąc pokrytym mokrym, kurzym pyłem. Dieta odgrywa ogromną rolę w zapobieganiu tej przypadłości – co jest kolejnym powodem, by kategorycznie unikać sałaty lodowej i trzymać się odpowiedniej paszy startowej.

Przenikanie się sprzętów

Jako tata na pełen etat, który próbuje utrzymać przy życiu jednocześnie ludzkie i ptasie dzieci, pewne granice nieuchronnie się zacierają.

Sprawiliśmy sobie Stojak Edukacyjny Dziki Zachód z Koniem i Bawołem do pokoju bliźniaków, głównie dlatego, że podobała mi się ironia surowej estetyki prerii w wilgotnym londyńskim bliźniaku. Szczerze mówiąc, to genialna rzecz. Drewniany bawół i małe tipi są pięknie wyrzeźbione, a kontrastujące szydełkowe tekstury potrafią zająć dziewczynki na bite dwadzieścia minut. Daje mi to dokładnie tyle czasu, ile potrzebuję, aby zmienić sosnowe wióry w inkubatorze bez ich "pomocy". Naprawdę uwielbiam tę zabawkę; sprawia wrażenie pięknej, rodzinnej pamiątki, a nie plastikowego szkaradztwa.

Jeśli szukasz czegoś, co zajmie Twoje dzieci, podczas gdy Ty szorujesz poidła dla ptaków, przejrzyj kolekcję drewnianych zabawek od Kianao, które nie ćwierkają.

A potem jest jeszcze nasz Zestaw Silikonowych Sztućców dla Dzieci (Łyżeczka i Widelczyk). Świetnie sprawdza się w swoim pierwotnym celu – dziewczynki jedzą nimi jogurt i tłuczone ziemniaki – ale w chwili absolutnej desperacji, gdy nie mogłem znaleźć odpowiedniej miarki do paszy, użyłem łyżeczki do odmierzenia odpowiedniej porcji dla kurczaków. Sprawdziła się idealnie, bo miękki silikon nie szurał po dnie plastikowego pojemnika z paszą, więc nie obudziłem dzieci. Bliźniaczki przyłapały mnie na gorącym uczynku i teraz upierają się, że zielona łyżeczka jest wyłącznie "dla ptaszków", co prowadzi do zupełnie nowych, skomplikowanych negocjacji przy każdym posiłku.

Jeśli chodzi o smakołyki, zaczęliśmy serwować im ugotowane jajka na Silikonowym Talerzyku dla Dzieci. Przysysająca się do podłoża podstawa w teorii ma powstrzymywać maluchy przed zrzucaniem obiadu na podłogę, ale niespodziewanie powstrzymuje również kurczaki przed stawaniem na brzegu miseczki i przewracaniem jej do wiórów. To wielki sukces, chociaż jedzenie z miseczki w kształcie pyszczka misia wydaje się ptakom lekko dezorientujące.

Zanim twoje maluchy postanowią podzielić się obiadem ze stadem, kup nasze bezpieczne, silikonowe akcesoria do karmienia, żeby ludzkie jedzenie zostało na swoim miejscu.

Często Zadawane Pytania

Czy mogę karmić moje ptaki resztkami ze stołu?

Nie, chyba że chcesz mieć na głowie prawdziwą katastrofę. Zawsze myślałem, że kury to takie żywe utylizatory odpadków, ale maluchy mają niesamowicie delikatne układy trawienne. Jeśli to nie jest ugotowane, rozgniecione jajko, zwykła owsianka albo posiekane truskawki (i to tylko pod warunkiem, że w oddzielnej miseczce zapewnisz im żwirek dla ptaków), nie ryzykuj. Sama biegunka nie jest tego warta.

Czy naprawdę potrzebują paszy z lekami?

Słuchaj, jestem wielkim zwolennikiem naturalnego stylu życia, ale Kokcydioza to okrutna choroba. O ile wylęgarnia nie zaszczepiła ich przeciwko niej, po prostu kup leczniczą paszę. Dzięki temu zaoszczędzisz sobie analizowania ich kup we wczesnych godzinach porannych pod kątem śladów krwi, co stanowi naprawdę potworny początek dnia, zwłaszcza gdy robisz to przed wypiciem pierwszej filiżanki herbaty.

Co się stanie, jeśli skończy mi się pasza startowa?

Wpadasz w panikę, co jest raczej oczywiste. Ale mówiąc poważnie, pod żadnym pozorem nie zastępuj jej paszą dla dorosłych niosek. Wapń zniszczy ich maleńkie nerki. Jeśli skończyła ci się pasza do zera, możesz doraźnie zrobić im jajecznicę albo rozgnieść trochę płatków owsianych jako awaryjną rację pokarmową, zanim otworzą sklepy. Postaraj się jednak, żeby jak najszybciej wróciły do swojej wysokobiałkowej paszy startowej.

Jak sprawić, by przestały rozrzucać jedzenie na wszystkie strony?

Nie sprawisz tego. To ich wrodzony, dosłowny instynkt, by grzebać w ziemi podczas jedzenia. Zanim pogodziłem się z porażką, spędziłem cały tydzień, próbując wymyślić karmnik, z którego nic by się nie wysypywało. Najlepsze, co możesz zrobić, to lekko unieść karmnik – na przykład na drewnianym klocku, gdy będą miały już kilka tygodni – aby znajdował się mniej więcej na wysokości ich klatki piersiowej.

Dlaczego piją tak dużo wody?

Ponieważ w gruncie rzeczy to malutkie gąbki zbudowane z piór i niepokoju. Wypijają dwa razy więcej wody, niż zjadają paszy. Jeśli pod lampą grzewczą zabraknie im wody nawet na zaledwie kilka godzin, ich stan pogarsza się z szokującą wręcz prędkością. Nieustannie sprawdzaj ich poidełko i "ciesz się" wyławianiem sosnowych wiórków, które nieuchronnie wrzucają do niego kopniakami co pięć minut.