Wyobraź sobie całkowite przeciwieństwo zalanej słońcem werandy w Savannah. Jest 3:47 nad ranem w szpitalu w centrum Londynu. Na zewnątrz deszcz agresywnie smaga szyby w ten typowo brytyjski, przygnębiający sposób, który sprawia, że zastanawiasz się, dlaczego ktokolwiek kiedykolwiek osiedlił się na tej wilgotnej wysepce. Wewnątrz moja żona, pod wpływem silnych leków po cesarskim cięciu, cicho łka, oglądając wyciszony film przyrodniczy BBC na iPadzie. Ja stoję pod migoczącą świetlówką, trzymając dwa wrzeszczące, przypominające suszone śliwki byty – Bliźniaczkę A (tę głośną) i Bliźniaczkę B (tę o dziwo jeszcze głośniejszą) – obie pokryte tajemniczą, lepką substancją, której za bardzo boję się przyjrzeć z bliska.

Nagle wkracza siostra oddziałowa na nocnej zmianie, wymachując podkładką i niebieskim długopisem. Chce, żebyśmy wypełnili formularze do rejestru. Chce imion. A my nie mieliśmy absolutnie żadnego.

Przez dziewięć bitych miesięcy debatowaliśmy nad imionami, tworząc kolorowe arkusze kalkulacyjne, na widok których biegły rewident dostałby mdłości. Odrzuciliśmy wszystko – od „Agathy” (brzmi jak babka, która rozwiązuje zagadki morderstw na plebanii) po „Zoe” (zbyt wiele moich byłych dziewczyn). Mój brat na WhatsAppie ciągle pisał o zbliżających się narodzinach jako o „baby g i baby g”, przez co brzmiały raczej jak maleńki, przerażający rapowy duet, który zaraz wyda mixtape, a nie jak dwa bezradne noworodki. A jednak w tym napędzanym brakiem snu delirium, ściskając moje wściekłe córki i wdychając zapach szpitalnego wybielacza, mój mózg całkowicie zignorował nasze europejskie dziedzictwo i wylądował prosto na amerykańskim Południu.

Dziwaczna logika wyboru dwuczłonowych imion o 3 nad ranem

Moja żona wychrypiała ze szpitalnego łóżka „Savannah-Jane”, a ja szczerze mówiąc, po prostu się na nią gapiłem. Mieszkamy w nieszczelnym szeregowcu, a nie na ogromnej, historycznej plantacji w Georgii. Jeździmy metrem, narzekamy na ceny piwa, a nasz pomysł na grilla polega na przypalaniu kiełbasek pod parasolem. Ale szczerze? To imię brzmiało absolutnie genialnie.

W południowym nazewnictwie z myślnikiem jest coś niesamowicie potężnego, czego po prostu nie ma w standardowych brytyjskich czy polskich konwencjach nadawania imion. U nas podwójne imię zazwyczaj kojarzy się z kimś, kto skończył prestiżową uczelnię, ma rasowego spaniela i bardzo denerwuje się podatkiem od spadków. Jednak imiona z głębokiego Południa używają myślnika wyłącznie dla rytmu i charakteru. Nazwanie dziecka Emma jest urocze, ale nazwanie córeczki Emma-Lou sugeruje, że pewnego dnia może ona mieć konia, nauczy się zmieniać oponę w wieku siedmiu lat i nie będzie tolerować absolutnie żadnych bzdur od facetów w pickupach. Sam tupet nadania dziecku dwóch imion tylko dlatego, że nie chce ci się między nimi wybierać, to zagrywka, którą głęboko szanuję.

Smakujesz te imiona, a one brzmią niczym mrożona herbata lana z dzbanka (napój, którego dosłownie nigdy nie udało mi się poprawnie zrobić, choć wyobrażam sobie, że brzmi to bardzo kojąco). Mary-Kate. Betty-Lou. Sarah-Mae. Mają w sobie tę sprężystość. Moja żona, dość racjonalnie jak na kogoś, kto właśnie przeszedł poważną operację jamy brzusznej, zauważyła, że dodanie myślnika gwarantuje całe życie biurokratycznej udręki w formularzach urzędowych. Wcale się nie myliła, ale o tej porze logika była odległym i, szczerze mówiąc, niemile widzianym wspomnieniem. Zostałem całkowicie uwiedziony pomysłem patrzenia na malutkiego, wrzeszczącego ziemniaczka w plastikowym szpitalnym łóżeczku i nazywania go „Peggy-Sue”.

Używanie nazwiska rodowego jako pierwszego imienia to podobno też ogromna tradycja w tamtej części świata, ale biorąc pod uwagę, że nazwisko panieńskie mojej własnej babci brzmiało Bottomley (co w wolnym tłumaczeniu przypomina "Dolinki"), szybko i na stałe wykreśliliśmy cały ten gatunek z naszej listy.

Kiedy twoja mała dama z Południa to tak naprawdę dzikie stworzenie z bagien

Ostatecznie skłoniliśmy się dość mocno ku botanicznej stronie tej regionalnej estetyki. Magnolia, Willow, Clementine, Azalea. W tych opcjach jest pewien szlachetny wdzięk, który przemawia do fantazji niewyspanego rodzica o tym, jak to jest mieć córkę. Wyobrażasz sobie swoją małą dziewczynkę siedzącą cicho na drewnianej huśtawce na werandzie, ubraną w nieskazitelnie białą sukienkę, być może czytającą oprawiony w skórę tomik poezji, podczas gdy delikatny wietrzyk szepcze w gałęziach.

When your tiny Southern belle is actually a feral swamp creature — Why We Chose Southern Baby Girl Names for London Twins

Rzeczywistość wychowywania dwuletnich bliźniaczek jest o około 98% mniej poetycka i wiąże się ze znacznie większą ilością płynów ustrojowych.

Obecnie moja własna mała „Magnolia” (imię nieco zmienione, aby chronić winną) jest znana głównie z wcierania rozgniecionego banana bezpośrednio we własne brwi i prób ugryzienia siostry w walce o własność całkowicie połamanej, plastikowej szpatułki. Próbujesz je ubrać odpowiednio do roli, naprawdę próbujesz. Kupiłem nawet ten całkowicie absurdalny, ale niezwykle uroczy Bodziak dla Niemowląt z Bawełny Organicznej z Falbankami od Kianao, tylko po to, by wczuć się w ten klimat. Miałem wspaniałą wizję, jak będzie wyglądać niczym delikatny kwiatek z Południa w swoich małych, marszczonych rękawkach. I trzeba przyznać producentowi – to fenomenalne ubranko.

Bawełna organiczna naprawdę zdołała przetrwać przerażający incydent z przetartymi jagodami i kichnięciem, do usunięcia którego początkowo zakładałem, że będzie potrzebna kontrolowana eksplozja oddziału saperskiego. Zakładkowa konstrukcja ramion oznaczała, że mogłem zsunąć całe ubranko w dół, kiedy jej pieluszka całkowicie poległa w autobusie (strona 47 poradnika dla rodziców usilnie sugeruje, by zachować spokój podczas publicznych awarii pieluchowych, co uznałem za wybitnie bezużyteczne, będąc po nadgarstki w rozgrywającej się katastrofie biologicznej). To prawdopodobnie moja ulubiona rzecz, którą noszą, nawet jeśli sprawiają, że delikatne falbanki wyglądają mniej jak „południowy urok”, a bardziej jak „mundur obłąkanego podziemnego kręgu maluchów”.

Chcesz ubrać swoje małe potworki w ubrania, które naprawdę przetrwają chaos? Sprawdź pełną kolekcję ubranek dziecięcych z bawełny organicznej.

Problem z monogramami i moje głębokie zagubienie geograficzne

Jedną rzeczą, której tak naprawdę nie chwytasz, szukając w internecie imion dla dziewczynek w stylu amerykańskiego Południa, jest przerażająca kulturowa waga monogramu.

Podobno w miejscach takich jak Teksas czy Karolina Południowa, jeśli na ubraniu lub torbie nie ma agresywnie wyhaftowanych trzech zazębiających się liter, z prawnego punktu widzenia ta rzecz do ciebie nie należy. My po prostu tego nie robimy. Jeśli wyhaftujesz tu monogram na sweterku dziecka, ludzie na placu zabaw od razu założą, że albo jesteś niesamowicie pretensjonalny, albo autentycznie boisz się, że po dwóch jasnych piwach zapomnisz, jak nazywa się twoje własne dziecko.

Wpadłem jednak głęboko w internetową króliczą norę, gdy bliźniaczki wreszcie zasnęły w swoim cennym, czterdziestominutowym oknie snu. Czytałem zażarte dyskusje na forach matek z Alabamy, ostrzegających się nawzajem, by dwa razy sprawdzać inicjały, żeby mała słodka „Anna Savannah Smith” nie skończyła z monogramem A.S.S. (co po angielsku znaczy "tyłek") na swoim pierwszym szkolnym plecaku. Zrozumiałem, że to całkowicie wykracza poza nasze możliwości. Byliśmy wyczerpanymi rodzicami próbującymi przejąć tradycję kulturową, która wymaga znacznie większego planowania i budżetu na hafty, niż posiadaliśmy. A mimo to, my po prostu chcieliśmy imienia dla dziecka, które dawało by poczucie ciepłego uścisku, czegoś, co brzmiałoby jak słońce, wykrzyczane na drugim końcu deszczowego parku.

Zęby nie dbają o twoją elegancką strategię nadawania imion

Niezależnie od tego, jak piękne, śpiewnie brzmiące imię nadasz swojemu niemowlakowi, traci ono całkowicie swój majestat w sekundzie, w której zaczyna ząbkować.

Teeth don't care about your elegant naming strategy — Why We Chose Southern Baby Girl Names for London Twins

W procesie ząbkowania nie ma absolutnie żadnej godności. Możesz nazywać swoje dziecko „Scarlett O'Hara” ile tylko chcesz, ale kiedy agresywnie ślini gęstą, ciągnącą się śliną twój jedyny czysty t-shirt, krzycząc na poziomie decybeli, który wizualnie denerwuje psa sąsiadów, wielka iluzja pęka na milion kawałków. Głupio założyłem, że ząbkowanie to faza łagodnego marudzenia, być może łatwa do uleczenia szybką dawką syropu przeciwbólowego, przytuleniem i stoickim spokojem. Rzeczywistość jest znacznie bliższa mieszkaniu z małym, wściekłym wilkołakiem.

Próbowaliśmy absolutnie wszystkiego, żeby zatrzymać płacz. Ostatecznie kupiłem Silikonowo-Bambusowy Gryzak Panda od Kianao, ponieważ mój zamglony z niewyspania mózg wyrysował sobie chaotyczną linię logiki: „O tak, pandy jedzą bambus, a my lecimy w motyw natury z ich imionami, to pasuje do naszej całej rodzinnej marki”. Jest... w porządku, szczerze mówiąc. To znaczy, to kawałek silikonu spożywczego w kształcie misia. Robi dokładnie to, co obiecuje producent. Dziewczynki żuły go przez około dziesięć minut, rzuciły na kuchenne płytki i wróciły prosto do prób gryzienia pilota do telewizora i listew przypodłogowych.

Płaski kształt jest rzekomo doskonały do rozwijania małej motoryki, co, jak przypuszczam, jest technicznie prawdą, ponieważ Bliźniaczka B wykorzystała swoje nowo nabyte umiejętności motoryczne, aby wrzucić pandę bezpośrednio do mojego kubka z gorącą herbatą. Przynajmniej bardzo łatwo się go myje, co jest jedyną cechą, na której mi jeszcze szczerze zależy.

Akceptacja absolutnego chaosu wynikającego z kontrastu

W końcu słońce wzeszło nad miastem. Deszcz przestał bębnić w szyby. Pielęgniarka oddziałowa wróciła, niecierpliwie stukając długopisem o framugę drzwi, czekając, aż podejmiemy decyzję.

Ostatecznie nie poszliśmy na całość z podwójnymi imionami, czego do dziś żałuję. Stchórzyliśmy na ostatniej prostej. Wybraliśmy dwa imiona, które jedną nogą mocno tkwią w naszym rodzimym klimacie, a drugą mocno zwisają za amerykańską linią Masona-Dixona (myślę, że to właściwe odniesienie geograficzne, chociaż moje zrozumienie tamtejszej topografii opiera się prawie w całości na tekstach piosenek Bruce'a Springsteena i starych westernach).

Słysząc te miękkie, śpiewne imiona wykrzykiwane na wilgotnym placu zabaw, podczas gdy jedna z nich entuzjastycznie próbuje zjeść garść błotnistego żwiru, wyczuwa się przezabawny dysonans. Ale lubię ten kontrast. Któregoś dnia owinąłem jedną z córek w Kolorowy Bambusowy Kocyk Niemowlęcy w Dinozaury, podczas gdy oglądała bajki. Samo zestawienie bardzo falbaniastego, staromodnie brzmiącego imienia dla dziecka z neonowo zielonym, kreskówkowym Triceratopsem to dokładnie mój rodzaj rodzicielskiej estetyki. Sam kocyk jest absurdalnie miękki – wykonany w 70% z bambusa organicznego – i szczerze mówiąc, jest na tyle duży, że czasami używam go jako prowizorycznej tarczy, gdy rano postanawiają rzucać mi owsianką w głowę.

Jeśli obecnie gapisz się w pusty formularz szpitalny i wahasz się, czy nie pożyczyć trochę tego południowego klimatu dla własnego dziecka, mówię: zrób to. Daj im imię z odrobiną cwaniactwa, zanim w ogóle zaczną chodzić. Niech brzmią tak, jakby ich miejsce było na ganku, gdzie powolnie piją słodką herbatę, nawet jeśli szczerze mówiąc, leżą twarzą w kałuży na osiedlowym podwórku. To nadaje im charakteru. I z pewnością sprawia, że dziadkowie unoszą brwi z łagodną dezaprobatą, co – nie oszukujmy się – jest chyba najlepszą częścią wybierania imienia dla dziecka.

Gotowy, by wyposażyć swoją małą Savannah-Jane (lub jakkolwiek ostatecznie ją nazwiesz) w sprzęt, który poradzi sobie z rzeczywistością wieku dziecięcego? Kupuj zrównoważone produkty dla niemowląt od Kianao właśnie tutaj.

Chaotyczne i szczere FAQ o nadawaniu imion dzieciom

Czy południowe imiona brzmią dziwnie, jeśli nie masz odpowiedniego akcentu?
Tak, niewiarygodnie dziwnie. Słuchanie naszego akcentu próbującego krzyknąć "Clementine, zostaw tego gołębia!" jest obiektywnie zabawne. Ale po tygodniu można się przyzwyczaić, a po drugim miesiącu nie wyobrażasz sobie, że mogłyby nazywać się inaczej. Imię rozciąga się, by dopasować się do dziecka, a nie na odwrót.

O co właściwie chodzi z tymi dwuczłonowymi imionami?
To po prostu sposób na upchnięcie większej ilości historii rodzinnej w jedno dziecko, bez konieczności robienia z ich drugiego imienia książki telefonicznej. Dodatkowo, kiedy są naprawdę niegrzeczne, wykrzykiwanie podwójnego imienia niesie ze sobą przerażającą wagę akustyczną, której pojedyncze imię po prostu nie dorówna.

Czy mogę użyć męskiego nazwiska dla dziewczynki?
Możesz dosłownie robić, co tylko zechcesz. Internet może ci powiedzieć, że nazwanie córki „Smith” to odważny krok, ale biorąc pod uwagę, że znam w naszym przedszkolu dziecko o imieniu „Banjo”, myślę, że użycie nazwiska dziadka dla córeczki jest w stu procentach bezpieczne.

Czy te imiona nie będą zbyt popularne?
Prawdopodobnie tak. Myśleliśmy, że jesteśmy niesamowicie wyjątkowi i rustykalni, po czym przyszliśmy na salę zabaw i znaleźliśmy trzy inne małe dziewczynki o imieniu Harper. Nie wybieraj imienia tylko dlatego, że jest rzadkie; wybierz je, bo dasz radę wykrzykiwać je w górę schodów tysiące razy przez następne osiemnaście lat.

Jak powstrzymać rodzinę przed wymyślaniem dziwnych przezwisk?
Nie da się. Możesz starannie wybrać majestatyczne, czterosylabowe imię z historycznymi korzeniami, a w ciągu trzech dni twój tata zacznie nazywać dziecko "Parówką". Lepiej zawczasu pogódź się z porażką. Zaoszczędzi to mnóstwa kłótni przy niedzielnym obiedzie.