Mniej więcej przy osiemdziesiątym czwartym z rzędu wykonaniu Kółka autobusu kręcą się, doświadczasz swego rodzaju śmierci ego. Stałam w kuchni o szóstej rano w koszulce całkowicie pokrytej zaschniętą owsianką, agresywnie naśladując ruch wycieraczek „szu-szu-szu” przed widownią składającą się z dwóch wrogo nastawionych maluchów, które domagały się więcej. Zanim pojawiły się na świecie, naiwnie stworzyłam na Spotify playlistę o nazwie „Kulturalne Niemowlę”, wypełnioną akustycznymi coverami Radiohead, wczesnym Simonem & Garfunkelem i niszowymi, niezależnymi winylami, zakładając, że będziemy ich wspólnie słuchać na dywanie z owczej skóry. Złudzenia przyszłych rodziców to naprawdę piękna, a zarazem tragiczna rzecz.
W rzeczywistości stałam się ludzką szafą grającą. Kiedy o trzeciej nad ranem gorączkowo próbujesz wymyślić, jakie piosenki dla dzieci zaśpiewać, aby powstrzymać podwójną histerię, bardzo szybko uświadamiasz sobie, że twoje preferencje estetyczne nie mają żadnego znaczenia. Akustyczny indie rock tylko je przygnębia, a jazz doprowadza do szału. One chcą hitów. Pragną powtarzalnych, otępiających klasyków i oczekują, że będziesz je wykonywać z maniakalną energią prezentera telewizji śniadaniowej.
Moja położna środowiskowa – kobieta, która wygląda, jakby przeżyła trzy wojny i mogłaby z łatwością pokonać niedźwiedzia – powiedziała mi podczas wizyty kontrolnej, że powinnam im śpiewać bez przerwy. Twierdziła, że uwalnia to potężną dawkę oksytocyny u nas obu, co – jestem niemal pewna – jest po prostu sposobem mózgu na odurzenie cię, żebyś nie wyszła z domu i nie szła przed siebie w siną dal. Wspomniała też coś mgliście naukowego o tym, jak słuchanie powtarzających się sylab pomaga im w mapowaniu struktury języka, chociaż w tej chwili Bliźniaczka A głównie krzyczy na toster, a Bliźniaczka B komunikuje się wyłącznie za pomocą pełnych rozczarowania westchnień. Więc nauka może i ma tu rację, ale filtruję wszystkie te obietnice rozwojowe przez grubą warstwę sceptycyzmu spowodowanego brakiem snu.
Przerażająca rzeczywistość, w której pozwalasz algorytmom wybierać muzykę
Jeśli masz zapamiętać tylko jedną rzecz z mojego popadania w muzyczne szaleństwo, proszę, zrozum, że nie możesz ufać małemu cylindrycznemu robotowi stojącemu na kuchennym blacie, aby zarządzał waszą poranną rutyną. Przekonałam się o tym na własnej skórze w pewien deszczowy wtorek, kiedy obie dziewczynki krzyczały w stereo, ponieważ miałam czelność źle obrać banana. Moje ręce były pokryte roztartymi owocami, więc krzyknęłam do inteligentnego głośnika, żeby po prostu zagrał coś, cokolwiek, dla niemowląt.
Jeśli rzucisz do asystenta głosowego hasło "lil baby songs", nie otrzymasz kojących kołysanek o śpiących owieczkach. Otrzymasz platynowego rapera z Atlanty o pseudonimie Lil Baby. Bas uderzył z taką siłą, że aż zatrzęsły się szyby w oknach, a mój salon nagle zabrzmiał jak klub nocny o 2:00 w nocy, co wprawiło bliźniaczki w absolutne osłupienie i ciszę, podczas gdy ja gorączkowo próbowałam przekrzyczeć agresywne uderzenia hi-hatu, by to wyłączyć.
Myśląc, że następnego dnia zdołam przechytrzyć maszynę, poprosiłam o konkretny nastrój. Płakały, więc głupio poprosiłam algorytm o wyszukanie „melanie martinez cry baby songs”, mętnie pamiętając, że na okładce albumu znajdowało się staroświeckie pastelowe łóżeczko i zakładając, że to jakiś nowoczesny, hipsterski projekt z rymowankami. Otóż nie. To alternatywny pop opakowany w dziecięcą estetykę, zawierający niezwykle dosłowne, głęboko dorosłe teksty o dysfunkcyjnych związkach i emocjonalnej traumie, które odbijały się echem po mojej kuchni, podczas gdy Bliźniaczka A błogo przeżuwała nogę od stołu. Jeśli nie chcesz spędzić popołudnia na tłumaczeniu bardzo kreatywnych wulgaryzmów swojej teściowej, kiedy wpadnie z wizytą, musisz całkowicie zrezygnować z ruletki inteligentnych głośników i po prostu stworzyć playlistę offline, która nagle nie przełączy się na muzykę drill.
Z kolei puszczanie klasycznego Mozarta ma ponoć zrobić z nich matematyczne geniuszki, ale jak dotąd nie zauważyłam żadnych dowodów na to, by rozumiały podstawowe ułamki.
Co działa, gdy są w zasadzie nowonarodzonymi ziemniaczkami
W pierwszych dwóch miesiącach są całkowicie nieporadne, a przy tym bardzo wymagające. Mają fatalny wzrok – widzą tylko na około trzydzieści centymetrów przed sobą, co składa się tak, że jest to dokładnie odległość od twojej klatki piersiowej do twojej twarzy, kiedy je trzymasz. To czas śpiewania prosto w ich rzadko mrugające, lekko zezujące twarzyczki.

Kończy się na tym, że robisz dziko przesadzone miny, śpiewając Stary Donald farmę miał, bo podobno tak dowiadują się, do czego służą usta. Oczywiście, trzymanie ich tak blisko przy jednoczesnym wysiłku wokalnym zazwyczaj skutkuje tym, że ulatniają się z nich jakieś płyny ustrojowe. Jeśli zamierzasz trzymać je na linii ognia podczas serenady, naprawdę chcesz, aby miały na sobie coś takiego jak Body Dziecięce z Bawełny Organicznej. Przetrwa ono niekończące się prania w 40 stopniach bez zamieniania się w tekturę, a co ważniejsze, kopertowe wykończenie ramion oznacza, że gdy w połowie kołysanki dojdzie do pieluchowej katastrofy, mogę ściągnąć całość w dół przez ramiona, zamiast przeciągać zabrudzone ubranko po ich twarzach.
Faza agresywnego szturchania i chwytania
Gdzieś około czwartego miesiąca odkrywają swoje rączki, których natychmiast używają, by chwycić garść twoich włosów lub spróbować wyrwać ci nos z twarzy. To właśnie wtedy muzyka dotykowa staje się twoim jedynym mechanizmem obronnym. Musisz włączyć ich kończyny do występu, aby zapewnić im zajęcie.

Zaczęłam używać wyliczanek w stylu Idzie rak nieborak i Sroczka kaszkę warzyła jako taktyki odwracania uwagi podczas zmiany pieluch, łaskocząc je po brzuszkach i paluszkach u stóp, aby powstrzymać je przed wykonaniem przerażającego obrotu aligatora i ucieczką z przewijaka. Sztuczka polega na ustaleniu rutyny, w której piosenka zapowiada łaskotki, co rzekomo buduje oczekiwanie i bezpieczne przywiązanie, ale w praktyce po prostu powstrzymuje je przed zanurzeniem dłoni w brudnej pieluszce.
Kiedy w końcu zaczynają domagać się występów
Zbliżając się do pierwszego roku życia, nagle rozwijają stałość obiektu i umiejętności motoryczne, co jest przerażającą kombinacją. Oczekują, że będziesz wykonywać gesty dłońmi. Jeśli zaśpiewasz Malutkiego pajączka bez poruszania palcami, spojrzą na ciebie, jakbyś właśnie obraziła ich przodków.
Moją absolutnie ulubioną taktyką dla tego wieku – rzeczą, która autentycznie ratuje moje zdrowie psychiczne każdego popołudnia – jest kładzenie ich pod Drewnianym Stojakiem Edukacyjnym w salonie. Jest genialny, ponieważ zrobiono go z prawdziwego drewna i nie wygląda, jakby na moim dywanie eksplodowała fabryka neonowego plastiku. Mogę usiąść tuż za nim, śpiewając Gdy ci wesoło, podczas gdy one zaciekle uderzają w małego drewnianego słonika zamiast w siebie nawzajem. Utrzymuje je to w jednym miejscu, podczas gdy ja odstawiam mój smutny mały występ, dając mi pełne dziesięć minut na wypicie kawy, która jest już tylko lekko letnia.
W tej samej okolicy mamy też rozsypany Zestaw Miękkich Klocków dla Niemowląt. Są w porządku. Robią dokładnie to, co obiecuje producent, czyli dają dziewczynkom coś miękkiego do układania, a następnie rzucania mi w głowę bez robienia wgnieceń w listwach przypodłogowych czy wywoływania u mnie wstrząsu mózgu, ale to właśnie drewniany stojak jest prawdziwą kotwicą naszych sesji teatru muzycznego.
Ostatecznie, musisz po prostu poddać się absurdowi tego wszystkiego. Im nie przeszkadza, że potwornie fałszujesz. Nie obchodzi ich to, że czasami zapominasz słów i po prostu nucisz fragment piosenki Beatlesów, podrzucając je na kolanie. W piosenkach dla dzieci tak naprawdę wcale nie chodzi o muzykę; to po prostu dziwaczny, rytmiczny sposób na powiedzenie im, że tu jesteś, że je kochasz i że jesteś gotowa całkowicie porzucić swoją godność dla ich rozrywki.
Pytania, które wciąż zadaję sobie w środku nocy
Czy naprawdę muszę śpiewać, jeśli mam okropny głos?
Niestety tak. Brzmię jak umierający mors, kiedy próbuję wyciągnąć wysokie tony, ale niemowlęta mają absolutnie zerowy gust muzyczny. Mój pediatra twierdził, że zależy im tylko na wibracjach twojej klatki piersiowej i znajomości twojego głosu, więc technicznie rzecz biorąc, mogłabyś śpiewać instrukcję obsługi kuchenki mikrofalowej na melodię Wlazł kotek na płotek, a one byłyby zachwycone.
A co, jeśli moje dziecko absolutnie nienawidzi piosenki, którą śpiewam?
Bliźniaczka B głośno płacze, gdy śpiewam Panie Janie. Nie mam pojęcia dlaczego; po prostu uważa ją za głęboko obraźliwą. Jeśli nienawidzą jakiejś piosenki, natychmiast ją porzuć i spróbuj czegoś o zupełnie innym tempie. Czasami chcą wolnej, usypiającej kołysanki, a czasami oczekują, że będziesz agresywnie beatboxować. To całkowicie metoda prób i błędów.
Jak powstrzymać inteligentny głośnik przed puszczaniem nieodpowiedniej muzyki?
Musisz być agresywnie precyzyjna, albo jeszcze lepiej, odłącz to urządzenie od swoich kont streamingowych i po prostu używaj telefonu do odtwarzania gotowych, mocno zweryfikowanych playlist. Jeśli pozostawisz asystentowi głosowemu interpretację tego, czym jest piosenka dla dzieci, nieuchronnie skończysz słuchając wulgarnego rapu lub przerażającego alternatywnego popu, podczas gdy twoje dziecko będzie próbowało zjeść buta.
Czy klasyczne rymowanki nie są trochę przestarzałe?
Niektóre z nich są niezwykle ponure, jeśli naprawdę wsłuchasz się w teksty (angielskie Rock-a-bye Baby opowiada o dziecku spadającym z gałęzi drzewa, co jest przerażające). Ale melodie przetrwały setki lat, ponieważ idealnie pasują do tętna spoczynkowego niemowlęcia. Nie musisz się ich jednak trzymać – ja często śpiewam akustyczne covery britpopu z lat 90., po prostu zwalniam tempo do minimum, żeby brzmiało to jak kołysanka.





Udostępnij:
Jak przetrwać współczesne baby shower: motywy, zasady i największe absurdy
Cała prawda o dawkowaniu leku na gorączkę o 3 nad ranem