Była 5:43 rano, a ja miałam na sobie legginsy ciążowe, z którymi zdecydowanie powinnam była pożegnać się w 2019 roku. Na lewym kolanie znajdowała się jakaś dziwna, zaschnięta plama – to mogła być owsianka albo... w sumie wolałam nie wiedzieć. Mój syn Leo, który w czasie tego konkretnego kręgu piekieł miał jakieś dziewięć miesięcy, nie spał od 3:15, ponieważ boczny siekacz próbował brutalnie przebić się przez jego dziąsła. Wydawał z siebie ten piskliwy dźwięk przypominający klikanie delfina, od którego fizycznie wibrowały mi błony bębenkowe.
Moja starsza córka Maya, która miała wtedy trzy lata, wmaszerowała do kuchni ciągnąc za sobą kocyk i zażądała „śniadania jak w restauracji”. Co w jej głowie oznaczało gigantyczny stos idealnie okrągłych, złocistobrązowych krążków czystej radości.
Byłam tak zmęczona, że aż mi się dwoiło w oczach. Dosłownie stałam z jednym okiem zamkniętym przed ostrym światłem jarzeniówki, wpisując „baby p” w przeglądarkę telefonu – chyba próbowałam wyszukać przeciery dla niemowląt (baby purees) albo może placki dla dzieci (baby pancakes), szczerze mówiąc, nie pamiętam – i wtedy upuściłam telefon prosto na swój własny obojczyk. I to mocno.
Mój mąż wszedł do kuchni, spojrzał na płaczące niemowlę, potem na żądającego placków przedszkolaka, na moje brudne legginsy i zapytał: „Mamy mrożone gofry?”
Prawie rozwiodłam się z nim na miejscu.
W każdym razie, chodzi o to, że tamtego ranka zdałam sobie sprawę, że nie jestem fizycznie w stanie stać przy kuchence przez dwadzieścia minut, przewracając pojedyncze porcje ciasta, podczas gdy moje dzieci zupełnie traciły zmysły u moich stóp. Potrzebowałam samoobsługowego cudu. Potrzebowałam gigantycznego, pieczonego naleśnika.
Kuchenka to pułapka i odmawiam stania przy niej
Oto jak w rzeczywistości wygląda robienie tradycyjnych placków, gdy masz w domu małych, wysoce niestabilnych ludzi. Wylewasz ciasto na patelnię. Wpatrujesz się w nie, czekając aż na powierzchni pojawią się te małe bąbelki, co jest uniwersalnym znakiem, że czas je przewrócić. Ale w tej samej sekundzie – DOKŁADNIE w tej sekundzie – w której pojawiają się bąbelki, dziecku udaje się wcisnąć rączkę pod lodówkę, a starszak postanawia poćwiczyć obsługę nożyczek na psim ogonie.
Odwracasz się więc na trzy sekundy. Trzy sekundy! A kiedy znowu patrzysz na patelnię, spód twojego śniadania ma kolor asfaltu. Wtedy panikujesz, gwałtownie przerzucasz placka, rozchlapując surowe ciasto na cały palnik, który natychmiast zaczyna dymić i uruchamia czujnik dymu, budząc jedyną osobę w domu, która faktycznie spała.
To całkowicie absurdalny sposób na rozpoczęcie dnia.
Gofrownice są jeszcze gorsze, bo trzeba je myć.
Moja paranoja na punkcie soli i proszku do pieczenia
Tak więc opcja pieczonego naleśnika w stylu „dutch baby” – wspaniałego cudu z jednej patelni – stała się moją obsesją. Ale wtedy mój mózg zrobił te zabawne sztuczki z poporodowym niepokojem i postanowił mi to zepsuć.
Byliśmy właśnie na wizycie kontrolnej Leo, a nasz lekarz, doktor Aris, który ma w sobie tyle spokoju co negocjator policyjny, mimochodem wspomniał, żeby uważać na spożycie sodu u małego. Jestem prawie pewna, że mruknął coś o tym, że nerki niemowląt są wielkości fasolki i nie radzą sobie dobrze z filtrowaniem soli. A może przeczytałam o tym na jakimś forum o 2 w nocy. Kto to wie.
Ale to sprawiło, że wpadłam w króliczą norę. Zwykłe ciasto na śniadaniowe placki rośnie dzięki proszkowi do pieczenia lub sodzie, a o rany, to przecież dosłownie sproszkowany sód. Jeśli spojrzysz na tył puszki proszku do pieczenia, ilości sodu są przerażające. Nagle byłam przekonana, że jeden zwykły pancake natychmiast odwodni moje dziecko.
Magia puszystego naleśnika z piekarnika polega na tym, że nie używa się w nim absolutnie żadnych chemicznych spulchniaczy. Zero proszku do pieczenia. Zero sody. Spektakularne, cudowne wyrastanie w kształcie miski jest wyłącznie zasługą jajek i pary z bardzo gorącej patelni. On po prostu... pęcznieje. Jak balon na ogrzane powietrze zrobiony z węglowodanów. Ostatecznie okazało się więc, że jest to niezwykle bezpieczna, niskosodowa opcja idealna do BLW, dzięki czemu moje lęki odpuściły na co najmniej pięć minut.
Wielka ruletka z alergenami
Oczywiście nic nigdy nie jest całkowicie bezstresowe. Podstawowy przepis to w zasadzie wielka trójka głównych alergenów: mąka pszenna, jajka i mleko krowie.

Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie doktora Arisa, gdy próbował mi wyjaśnić wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrii. Z tego co zrozumiałam, dawne zalecenia mówiły, żeby chować orzeszki ziemne i jajka przed dzieckiem aż do przedszkola, ale teraz oczekują, że będziesz niemalże nacierać mu twarz alergenami od pierwszego dnia, żeby zbudować tolerancję. Albo po prostu podawać mu je wcześnie i często.
Ale kiedy to ty trzymasz łyżeczkę, czujesz przerażenie. Wprowadziłam już u Leo jogurt (nabiał) i jajecznicę osobno na przestrzeni kilku tygodni, stojąc nad jego krzesełkiem i jak kompletna wariatka obserwując, czy jego klatka piersiowa się unosi. Gdy tylko pokonaliśmy te pierwsze bariery, pieczone śniadanie stało się idealnym sposobem na regularne oswajanie go z alergenami.
Jeśli jesteś w samym środku wprowadzania pokarmów stałych i potrzebujesz talerzy, które nie wylądują natychmiast na podłodze, sprawdź opcje naczyń z przyssawkami z kolekcji do karmienia Kianao, zanim zaserwujesz cokolwiek, co się lepi.
Jak sprawić, by to cholerstwo naprawdę urosło
Okej, więc jest pewien haczyk. Jeśli po prostu wymieszasz mleko, mąkę i jajka prosto z lodówki, a potem wylejesz to na letnią patelnię, upieczesz gumowatą, smutną tortillę. Naleśnik nie wyrośnie.
Nauka (której zresztą ledwo ogarniam) mówi, że składniki muszą być w temperaturze pokojowej, a patelnia musi być gorętsza niż powierzchnia słońca. Więc musisz w zasadzie zostawić mleko i jajka na blacie, aż zaczniesz się lekko martwić, czy się nie zepsują, wrzucić żeliwną patelnię do piekarnika nagrzewającego się do 220 stopni, a potem po prostu wlać na nią zblendowane ciasto, zanim stracisz odwagę.
Mój sposób na szybkie ogrzanie jajek, gdy oczywiście zapomnę ich wyciągnąć szybciej, to wrzucenie ich (wciąż w skorupkach!) do kubka z ciepłą wodą, podczas gdy ja w panice przeszukuję kuchnię, próbując odkryć, gdzie mój mąż schował ekstrakt z wanilii.
Robiąc naleśniki dla dzieci, całkowicie pomijam też cukier w cieście. AAP twierdzi, że nie powinno się dodawać cukru przed ukończeniem przez dziecko drugiego roku życia, a szczerze mówiąc, sam naleśnik tego nie potrzebuje. To i tak tylko nośnik dla dodatków.
Jak trzymać wilki na dystans podczas pieczenia
Jedynym minusem tego pieczonego cudu z piekarnika jest to, że piecze się od 15 do 20 minut. W czasie niemowlęcym 20 minut to mniej więcej cztery lata.

Pamiętacie tego ząbkującego, piszczącego niczym delfin niemowlaka z 5:43 rano? No właśnie, nie mogłam go trzymać podczas wyciągania rozgrzanej do 220 stopni żeliwnej patelni z piekarnika. Musiałam go odłożyć.
Jedyną rzeczą, która mnie uratowała tego ranka, był silikonowo-bambusowy gryzak Panda Teether. Nie przesadzam, gdy mówię, że ten kawałek silikonu to główny filar mojego zdrowia psychicznego. Leo żuł go jak mały, wściekły pies kość. Bambusowy detal jest oczywiście uroczy, ale zależało mi głównie na tym, że gryzak był całkowicie płaski i Leo mógł go sam trzymać, nie upuszczając go co dziesięć sekund. Ponadto, co wieczór po prostu wrzucałam go do zmywarki. Jeśli twoje dziecko ząbkuje i krzyczy, gdy ty próbujesz gotować, po prostu podaj mu pandę. Zaufaj mi.
Kładłam go na macie do zabawy w salonie – w bezpiecznej odległości od gorącej kuchenki – pod drewnianym stojakiem edukacyjnym Rainbow. Ta drewniana konstrukcja w kształcie litery A jest na tyle solidna, że gdy Maya nieuchronnie się o nią potykała biegając wokół domu, stojak nie zawalał się od razu na jej brata. Uderzał rączką w małego, wiszącego słonika, agresywnie żuł pandę, a ja dostawałam dokładnie 16 minut względnego spokoju na bezmyślne wpatrywanie się w ekspres do kawy.
Jak podać to śniadanie, żeby nie zrujnować sobie życia
Kiedy wyciągasz patelnię z piekarnika, naleśnik wygląda WSPANIALE. Jest puszysty, wystaje poza brzegi patelni i prezentuje się jak prawdziwe dzieło sztuki szefa kuchni.
A po chwili natychmiast opada, zamieniając się w pomarszczony, podobny do miski krater.
To zupełnie normalne i szczerze mówiąc, znacznie ułatwia krojenie. Dla Mai wypełniałam środek tego krateru jogurtem greckim oraz rozgniecionymi malinami i pozwalałam jej samej wcinać łyżeczką.
Dla Leo, któremu rozszerzałam dietę metodą BLW i który posiadał zdolności motoryczne pijanego niedźwiedzia, kroiłam ten oklapnięty placek w grube paski. Mówi się, że posiłki do BLW powinno się kroić na kawałki wielkości dwóch palców dorosłego człowieka. Tekstura dutch baby jest nieco kremowa i miękka, a nie krucha jak chleb, więc niezwykle łatwo było mu go złapać małymi rączkami i mógł po prostu bezpiecznie i do woli go ciamkać.
Tylko jedno małe ostrzeżenie: omijajcie syrop klonowy. Oczywiście miód to wielkie "nie" dla dzieci poniżej pierwszego roku życia z powodu botulizmu dziecięcego (czyli przerażającej rzeczy, o której kiedyś przeczytałam w Google i po której nigdy nie doszłam do siebie), ale nawet syrop klonowy to po prostu lepka katastrofa. Raz pozwoliłam Mai posmarować placek odrobiną syropu, gdy miała na sobie body z bawełny organicznej z falbankami. Ten ciuszek jest obiektywnie wspaniały, z naprawdę miękkiej organicznej bawełny i ma urocze falbanki. Ale usuwanie zaschniętego syropu i rozgniecionych owoców z falbaniastych rękawków to kara, której nie życzyłabym najgorszemu wrogowi. Body są świetne na wyjścia, ale rozbierajcie dzieci do samej pieluchy, jeśli podajecie im kompoty czy musy owocowe. Serio.
Jeśli jesteś wyczerpana, jeśli na samą myśl o staniu przy kuchence chce ci się płakać i jeśli po prostu potrzebujesz pożywnego, mięciutkiego jedzenia z niską zawartością sodu, które będziesz mogła rzucić na tackę krzesełka do karmienia podczas picia letniej kawy, to po prostu upiecz ten gigantyczny naleśnik.
Gotowa na odzyskanie swoich poranków? Przejrzyj naszą kolekcję bezpiecznych dla niemowląt akcesoriów do karmienia, dzięki którym sprzątanie będzie banalnie proste.
Brudna rzeczywistość (FAQ)
Czy mogę przygotować ciasto dzień wcześniej?
Zdecydowanie tak, a nawet powinnaś, jeśli tylko o 21:00 masz jeszcze siłę w ogóle myśleć. Mieszam wszystko w dużym słoiku i wkładam do lodówki. Jedynym irytującym elementem jest to, że następnego ranka naprawdę trzeba zostawić słoik na chwilę na blacie, żeby uwolnić je od zimna lodówki, inaczej ciasto nie wyrośnie w piekarniku. Zazwyczaj wyciągam słoik, gdy tylko wstaję z łóżka, potem idę zmieniać pieluchy i próbuję okiełznać poranny chaos, a zanim jestem gotowa na pieczenie, jego temperatura jest idealna.
Czy takie gumowate ciasto grozi zadławieniem?
Gdy zaczynaliśmy z pokarmami stałymi, byłam potwornie przerażona wizją zadławienia. Tekstura tej pieczonej wersji jest zdecydowanie bardziej zbita i kremowa niż w puszystych pancake'ach, ale ponieważ ciasto mięknie i rozpuszcza się pod wpływem samej śliny, dzieci mogą w 100% bezpiecznie je ciamkać. Mój lekarz zawsze przypominał mi, że odruch wymiotny jest zupełnie normalny, ale z tą konsystencją rzadko to się zdarzało, nawet u Leo. Pamiętajcie tylko, aby pokroić go w te długie, grube paski, żeby maluch mógł kontrolować, co trafia do jego buzi.
Czy mogę użyć szklanego naczynia, jeśli nie mam żeliwnej patelni?
Możesz, ale to ryzykowne i ogólnie średni pomysł. Żeliwo świetnie magazynuje ciepło, dzięki czemu ciasto błyskawicznie pnie się po ściankach. Szklane naczynie żaroodporne nie nagrzeje się tak szybko i tak mocno, a szczerze mówiąc, nagrzewanie pustego szklanego naczynia do temperatury 220 stopni brzmi jak świetny sposób na posłanie odłamków szkła na całą kuchnię. Jeśli nie posiadasz patelni żeliwnej, użyj po prostu grubej metalowej formy do pieczenia lub metalowej blaszki na tartę.
Z czym mogę to podać, jeśli odpada syrop?
Moim pewniakiem był zwykły, pełnotłusty jogurt grecki (ponieważ dzieci potrzebują tłuszczu do prawidłowego rozwoju mózgu, a przynajmniej wciąż to sobie wmawiam) wymieszany z bogatymi w żelazo nasionami chia lub łuskanymi nasionami konopi. Następnie smarowałam nim bezpośrednio paski naleśnika, co działało jak gęsty dip. Dla Mai podgrzewałam w mikrofali trochę mrożonych borówek, dopóki nie popękały, i używałam tego ciepłego fioletowego soku jako zamiennika syropu. Brudzi absolutnie wszystko w promieniu trzech metrów, ale przynajmniej jadła ze smakiem.





Udostępnij:
Nosidełko Ergobaby: Jak przetrwać pot, łzy i kryzys w dusznym metrze
Czy Ginny zatrzyma dziecko? Prawda o rodzicielstwie okiem Netflixa