Dźwięk korka wyciąganego z butelki średniej klasy Pinot Grigio o 19:14 w deszczowy wtorkowy wieczór w Islington powinien być radosnym wydarzeniem. Dla mojej żony, Sarah, była to pierwsza lampka wina, którą nalała sobie z pełnym przekonaniem od drugiego trymestru ciąży. Dla mnie oznaczało to natychmiastowe uruchomienie skomplikowanego, stresującego mentalnego odliczania. Na piętrze spały nasze córeczki bliźniaczki, które miały wtedy dokładnie dwa miesiące, były całkowicie zależne od gruczołów mlekowych mojej żony i zyskały lokalną sławę dzięki temu, że budziły się z nieprzewidywalnością zepsutego alarmu samochodowego.
Gdy Sarah wzięła pierwszy, niepewny łyk, a na jej wyczerpanej twarzy malował się cichy wyraz błogości, mój mózg wszedł na najwyższe obroty. Uśmiechnąłem się wspierająco, pokiwałem głową i natychmiast wyciągnąłem telefon pod stołem. Zacząłem gorączkowo przeszukiwać fora internetowe, desperacko próbując ustalić dokładne objawy wpływu alkoholu na zachowanie niemowlęcia karmionego piersią, jeszcze zanim skończyła tę jedną lampkę. Bo naturalnie, mój pozbawiony snu umysł był absolutnie przekonany, że jeden łyk dwunastoprocentowego białego wina z supermarketu w jakiś magiczny sposób zmieni nasze malutkie córeczki w agresywnych bywalców pubów.
Oczywiście, czytałem poradniki dla rodziców. Na 47. stronie najpopularniejszego z nich radzą, by zachować spokój w chwilach stresu związanego z karmieniem. Uznałem to za wyjątkowo mało pomocne o trzeciej nad ranem, kiedy próbujesz zachować resztki ludzkiej godności, będąc całkowicie pokrytym cienką, lepką warstwą dziecięcej śliny.
Rozszyfrowywanie zaleceń służby zdrowia dotyczących mleka i metabolizmu
Nasz lekarz rodzinny napomknął dość ogólnikowo podczas wizyty w szóstym tygodniu, że wypicie drinka jest „raczej w porządku”, co jest dokładnie tym rodzajem wymijającej porady medycznej, przez którą nocami gapię się w sufit. Z tego, co udało mi się wywnioskować z moich mglistych wspomnień z tej wizyty – oraz z panicznego porównywania różnych portali medycznych – poziom alkoholu w mleku matki najwyraźniej idealnie odzwierciedla jego poziom w jej krwi. Nie zostaje w mleku, by później zaatakować dziecko z zaskoczenia; po prostu wnika i przenika z powrotem do krwiobiegu jak okropny, nieproszony gość.
Z ogólnego konsensusu, jaki udało mi się poskładać, wynikało, że odczekanie około dwóch godzin na każdy standardowy drink jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem, by upewnić się, że mleko jest czyste. Choć szczerze mówiąc, zdefiniowanie „standardowego drinka”, kiedy samemu polewa się sobie „na oko”, żeby przetrwać opiekę nad bliźniakami, to bardzo mętna nauka.
Siedząc przy kuchennym stole, sporządziłem w głowie listę rzeczy, przed którymi ostrzegała nas położna, na wypadek gdybyśmy jakoś źle obliczyli okno na karmienie i nieumyślnie zaserwowali zakrapianą kolację:
- Ich rytm snu może całkowicie wziąć w łeb, powodując, że będą spać o wiele płycej i budzić się częściej (co brzmiało jak matematyczna niemożliwość, biorąc pod uwagę, że i tak budziły się co czterdzieści minut).
- Mogą wydawać się znacznie bardziej pobudzone, marudne lub niespokojne niż zwykle, jakby codzienna zniewaga bycia unieruchomionym noworodkiem, który jest uzależniony od gigantów w kwestii transportu, nie była wystarczająco irytująca.
- Podczas karmienia mogą wypić mniej mleka, prawdopodobnie dlatego, że smakuje nieco inaczej, nawet jeśli będą uparcie ssać tak wściekle, jakby próbowały wygrać w zawodach.
Taktyki odwracania uwagi, podczas gdy zegar tyka
Więc byliśmy w tym punkcie. Minutnik w moim telefonie był ustawiony. Sarah wypiła dokładnie jedną lampkę. I nagle, jakby wywołana samym konceptem rodzicielskiego relaksu, Florence (Bliźniaczka A, ta głośniejsza) zaczęła zawodzić z pokoju dziecięcego na piętrze.

Minęło zaledwie czterdzieści pięć minut. Zgodnie z moją ułożoną w panice matematyką, stężenie alkoholu w organizmie Sarah osiągało właśnie szczyt. Nie mogłem jeszcze pozwolić jej nakarmić dziecka, co oznaczało, że muszę wkroczyć i w jakiś sposób zająć czymś wściekłe niemowlę, które agresywnie domagało się swojego wieczornego mleka. Powiem wam, że niezwykle trudno jest wytłumaczyć cokolwiek głodnemu niemowlakowi, który nie rozumie koncepcji okresu półtrwania metabolitów.
W tym momencie musiałem wytoczyć najcięższe działa. Mam ogromny, długoletni sentyment do Silikonowo-Bambusowego Gryzaka Panda. Będę z wami zupełnie szczery, większość akcesoriów dla niemowląt przypomina jaskrawo ubarwione plastikowe śmieci, które tylko zagracają mi salon, ale ta konkretna panda dosłownie uratowała moje zdrowie psychiczne tej nocy. Florence nie zaczęła nawet jeszcze na dobre ząbkować, ale podsunięcie tej małej pandy w zasięg jej wzroku odwróciło jej uwagę na tyle, by przestała krzyczeć. Gryzak ma te wszystkie różne tekstury, o które agresywnie pocierała swoje bezzębne dziąsła, wpatrując się we mnie z głęboką, mrugającą podejrzliwością. Przemierzaliśmy korytarz przez ponad godzinę, podczas gdy ja szeptem przepraszałem niemowlę, które żuło silikonową pandę, a jej matka w kuchni nerwowo piła litry wody z kranu.
W końcu Matilda (Bliźniaczka B, sabotażystka) też się obudziła, ponieważ bliźniaki działają w oparciu o bardzo rygorystyczną, wysoce skoordynowaną politykę wzajemnego zniszczenia. Spróbowałem wręczyć jej Gryzak Rolka Sushi, który kupiła nam moja siostra. Świetnie sprawdza się jako odwracacz uwagi i, muszę przyznać, zawsze lekko mnie bawi widok malucha trzymającego coś, co wygląda jak rolka z surowym łososiem, ale Matilda absolutnie nie miała na niego ochoty. Spojrzała na sushi, zorientowała się, że nie leci z niego ciepłe mleko, i cisnęła nim przez cały pokój z zaskakującą precyzją aerodynamiczną. Spędziłem kolejne dwadzieścia minut, huśtając obie na kolanach i śpiewając fałszywie piosenki Oasis, aż minutnik w końcu zadzwonił.
Jeśli często zdarza ci się przemierzać podłogę, próbując odwrócić uwagę dziecka od zaplanowanego karmienia, ponieważ źle obliczyłeś czas na lampkę wina, może warto w spokoju przejrzeć kolekcję gryzaków, aby znaleźć coś, co kupi ci odrobinę cennego czasu.
Jak właściwie wygląda wstawione niemowlę
Kiedy w końcu minęły te dwie godziny – odcinek czasu, który postarzał mnie o jakieś pięć lat kalendarzowych – Sarah je nakarmiła. Siedziałem tuż obok na brzegu łóżka, obserwując je jak jastrząb i intensywnie szukając jakichkolwiek z tych nieuchwytnych wskaźników behawioralnych, o których czytałem w internecie.
Czy wydawały się inne? Może. Florence zdecydowanie miała tej nocy nieco bardziej chaotyczny sen. Spędziła około trzech godzin rzucając się w czymś, co książki pediatryczne uprzejmie nazywają „snem aktywnym”, a co ja osobiście nazywam „próbą ucieczki z malutkiego, niewidzialnego kaftana bezpieczeństwa”. Niezwykle trudno powiedzieć, czy było to spowodowane resztkami Pinot Grigio, czy po prostu faktem, że był wtorek i miała ochotę pokaprysić. Niemowlęta są fatalnymi komunikatorami.
Pamiętam, że około trzeciej nad ranem otuliłem ją w Bambusowy Kocyk Niemowlęcy w Kolorowe Dinozaury. To niesamowicie miękki, oddychający materiał. Kupiłem go miesiąc wcześniej, mając cichą nadzieję, że magia bambusa cudownie i błyskawicznie uśpi moje dziecko. To naprawdę uroczy kocyk, ale okazuje się, że żadna ilość organicznego materiału w dinozaury nie jest w stanie wygrać z fizjologiczną reakcją niemowlęcia na nieco zmieniony harmonogram karmienia. Mruczała i kopała swoimi małymi nóżkami aż do świtu, co zostawiło mnie z pytaniem, czy jestem świadkiem subtelnych skutków ekspozycji na alkohol, czy po prostu standardowego regresu snu u dwumiesięczniaka.
Wielka zlewozmywakowa tragedia dwa tysiące dwudziestego drugiego
Prawdziwym absurdem naszego pierwszego podejścia do godzenia umiarkowanego picia z rodzicielstwem było moje fundamentalne niezrozumienie tego, jak tak naprawdę działa produkcja ludzkiego mleka. Kilka dni po incydencie z Pinotem wypadły moje urodziny i Sarah wypiła kolejną lampkę wina do kolacji. Ale tym razem czuła, że jej klatka piersiowa fizycznie eksploduje, jeszcze zanim minął dwugodzinny czas bezpieczeństwa.

Doskonale pamiętam, jak przeczytałem gdzieś, że odciąganie i wylewanie mleka wcale nie przyspiesza usuwania z niego alkoholu. Pediatra w zasadzie zachichotał uprzejmie, kiedy zapytałem, czy możemy po prostu „opróżnić system”, zupełnie jak przy spuszczaniu wody z zepsutego kaloryfera. Ale Sarah odczuwała fizyczny ból, więc podłączyła się do laktatora. Maszyna sapała i rytmicznie dudniła przez dwadzieścia minut niczym zdepresowana mechaniczna krowa mleczna.
A potem, w chwili czystej tragikomedii, stanąłem o północy nad kuchennym zlewem i dosłownie wylałem prawie 200 mililitrów idealnego, świeżo odciągniętego mleka prosto do odpływu. Jeśli kiedykolwiek mieszkaliście z matką karmiącą piersią, wiecie, że wylewanie odciągniętego mleka pod względem emocjonalnym przypomina podpalenie stosu banknotów pięćdziesięciofuntowych w tym samym czasie, gdy ktoś kopie was w piszczele. Patrzyłem, jak mleko wiruje, spływając do odpływu, i omal nie rozpłakałem się do miski na naczynia. To było całkowite marnotrawstwo. Alkohol w naturalny sposób zmetabolizowałby się w jej organizmie, gdybyśmy tylko poczekali, ale przez to, że w tym czasie odciągnęliśmy je do butelki, ta konkretna porcja była skażona. Czasem, gdy w deszczowe popołudnie gapię się tępo przez okno, wciąż myślę o tym utraconym mleku.
Odnajdujemy nasz rytm w pubie
W końcu, w bólach, wypracowaliśmy sobie rytm, który nie wymagał ode mnie obfitego pocenia się nad cyfrowym minutnikiem ani wylewania płynnego złota do miejskiej kanalizacji. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli Sarah ma ochotę na drinka, musi po prostu nakarmić dziewczynki tuż przedtem, lub też musimy mieć w lodówce przygotowaną butelkę wcześniej odciągniętego, całkowicie bezalkoholowego mleka. Wrzenie zimnej butelki do podgrzewacza, podczas gdy ona cieszyła się lampką wina do makaronu, stało się naszym absolutnym wybawieniem.
Całkowicie przestaliśmy nadmiernie analizować każde drgnięcie, ziewnięcie czy podejrzanie krótką drzemkę jako katastrofalną reakcję na alkohol. Po prostu zaakceptowaliśmy fakt, że niemowlęta to z natury dziwne, niespokojne małe stworzenia, bez względu na to, co ich matka zjadła lub wypiła podczas kolacji. Czasami śpią cudownie, a czasami zachowują się tak, jakby przez całe popołudnie piły szoty z espresso.
Zanim doprowadzicie się do całkowitego szaleństwa, analizując każdą małą czkawkę swojego dziecka i guglując objawy o trzeciej nad ranem, weźcie głęboki oddech, zaufajcie swojemu wyczuciu czasu i może sprawdźcie organiczne niezbędniki dla niemowląt, aby reszta waszej przygody z karmieniem i uspokajaniem przebiegła choć odrobinę łagodniej.
Trudne pytania, które autentycznie zadawaliśmy
Jak długo tak naprawdę musimy czekać po jednym drinku?
Z tego, co wymamrotała nam położna przekrzykując płacz naszych dzieci, alkohol z jednego standardowego drinka usuwa się z krwiobiegu – a w konsekwencji z mleka – przez około dwie godziny. Jeśli wypijesz dwa drinki, czekasz cztery godziny. To prosta, choć irytująca matematyka.
Czy odciąganie i wylewanie mleka naprawdę sprawia, że jest ono szybciej wolne od alkoholu?
Absolutnie nie. Jedyne, do czego prowadzi odciąganie i wylewanie mleka, to płacz dorosłego mężczyzny nad kuchennym zlewem. Odciąganie łagodzi jedynie fizyczne ciśnienie w piersiach; nie przyspiesza magicznie tempa metabolizmu twojej wątroby.
Co, jeśli całkowicie pomylimy się w obliczeniach i nakarmimy je za wcześnie?
Według naszego lekarza, choć oczywiście nie jest to idealna sytuacja, jeden drobny błąd w obliczeniach przy jednym drinku nie spowoduje nieodwracalnych szkód. Maluch może po prostu fatalnie spać przez resztę nocy i być nieco bardziej marudny niż zwykle – co, szczerze mówiąc, i tak przypomina moją codzienną normę.
Jak zająć dziecko, czekając, aż minie czas?
Chodzisz w kółko. Śpiewasz koszmarne piosenki z lat 90. Wręczasz im silikonowe gryzaki, które i tak zaraz upuszczą na podłogę. W zasadzie robisz wszystko, byle tylko odwrócić ich uwagę przez czterdzieści pięć minut, aż ten niewidzialny metaboliczny minutnik w twojej głowie w końcu zadzwoni.





Udostępnij:
Droga ja z przeszłości: Błagam, odłóż ten dziecięcy strój Shreka i odejdź
Niewidzialny problem: Cichy refluks u niemowląt