Była 3:17 w nocy. Miałam na sobie sprane studenckie dresy mojego męża, które na lewym kolanie miały tajemniczą, lekko zaschniętą plamę z jogurtu, bo w siódmym miesiącu ciąży robienie prania przypominało dyscyplinę olimpijską, do której nikt mnie nie przygotował. Kończyłam trzecią filiżankę słabej kawy – na którą mój lekarz co prawda pozwolił, ale drgająca lewa powieka miała na ten temat inne zdanie – i po prostu płakałam. Takimi prawdziwymi, rzewnymi łzami. A wszystko dlatego, że mój mąż, Krzysiek, siedzący naprzeciwko mnie w ciemnym salonie, właśnie całkiem poważnie zasugerował, żebyśmy dali naszej nienarodzonej córce na imię „Trillian”.

Jeśli nie kojarzycie, Trillian to postać z Autostopem przez Galaktykę. Krzysiek jest wielkim, niepoprawnym nerdem zafiksowanym na punkcie science fiction. Ja z kolei jestem kobietą, która po prostu próbowała wymyślić, jak przetransportować noworodka i dzikiego trzylatka (Leosia) do parku i przy tym nie zwariować. Mój mózg był papką lęków, zgagi i zakupów online. Potrzebowałam dostawki do wózka – takiej platformy, na której Leoś mógłby stać. Potrzebowałam też czteropaku personalizowanych niemowlęcych body, bo przez Instagrama czułam się jak wyrodna matka, nie mając gotowych ubranek z monogramem do szpitala. No i musiałam wymyślić imię, żeby w końcu móc zamówić te cholerne body.

Styki mi się przepaliły. Byłam tak wyczerpana, że dosłownie wpisałam w wyszukiwarkę hasło „autostopem imię dla dziecka 4-pak” i tylko wpatrywałam się w mrugający kursor, czekając, aż internet magicznie rozwiąże wszystkie problemy mojego życia. Oczywiście Google nie miało zielonego pojęcia, co z tym zrobić.

Zaphod to nie jest imię dla człowieka

Krzysiek naprawdę mocno naciskał na motyw literacki. Wyczytał gdzieś, że imiona po książkowych bohaterach wracają teraz do łask w wielkim stylu vintage, co jest super, pod warunkiem, że mówimy o Arturze, a może i o Fordzie. Artur jest uroczy. Ford jest... no w porządku, chyba że nie przeszkadza wam, że wasze dziecko brzmi jak niezawodny pick-up. Ale on rzucał imionami takimi jak Marvin czy Zaphod. Musiałam grzecznie wytłumaczyć mojemu ukochanemu mężowi, że choć szanuję jego pasje, to nie damy naszej ludzkiej córce imienia po chorym na depresję kosmicznym robocie.

Następnego ranka zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki, żeby się pożalić, a ona przypomniała mi o zasadzie, o której usłyszała od jakiegoś doradcy ds. imion w programie śniadaniowym. To zasada 51 procent. Mówiąc krótko, osoba, w której ciele fizycznie kształtuje się kręgosłup dziecka, która użera się z hemoroidami i która będzie wypychać to dziecko przez bardzo wąski otwór wyjściowy, otrzymuje 51-procentowy pakiet większościowy podczas ostatecznego wyboru imienia. Nigdy nie czułam w sobie takiej mocy. Natychmiast zawetowałam Trillian. Myślę, że Krzysiek był trochę załamany, ale w każdym razie chodzi o to, że naprawdę trzeba stawiać granice, gdy przez brak snu twój partner zaczyna uważać, że żarty z filmów sci-fi świetnie sprawdzą się w akcie urodzenia.

Kupowanie pierdół w środku nocy

Wróćmy na chwilę do kwestii ubranek. Kiedy jesteś w ciąży i gapisz się w sufit o 4 nad ranem, twój mózg wmawia ci, że jeśli nie będziesz miała spersonalizowanych ciuszków na powitanie malucha, to poniosłaś matczyną porażkę. Byłam o krok od zamówienia czteropaku spersonalizowanych body – których nie mogłabym zwrócić – z imieniem, którego jeszcze nawet nie ustaliliśmy, tylko po to, by poczuć, że robię *cokolwiek* produktywnego.

Dzięki Bogu, moja karta kredytowa leżała w innej torebce na drugim końcu pokoju, a ja byłam zbyt zmęczona, żeby wstać. Bo wiecie, co noworodki w rzeczywistości robią w tych wymyślnych ubrankach? Robią w nie kupę. Ogromną. Wybuchową. Po same pachy.

To, czego tak naprawdę potrzebujecie – i nie mogę tego wystarczająco mocno podkreślić – to po prostu solidne, gładkie, miękkie bazy ubraniowe, od których skóra waszego dziecka nie pokryje się dziwną czerwoną wysypką. Naszym absolutnym faworytem przy Mai okazało się Niemowlęce Body Bez Rękawów z Bawełny Organicznej od Kianao. Nie jest spersonalizowane. Nie ma na nim imienia kosmity. Ale jest obłędnie miękkie, a gdy córka nieuchronnie niszczyła je awarią pieluchy, mogłam je po prostu wyprać w wysokiej temperaturze, nie martwiąc się, że zniszczę drogi haft. Materiał to bawełna organiczna z odrobiną stretchu, więc próba wciśnięcia go przez głowę krzyczącego niemowlaka jest jak najbardziej do przeżycia. Kupiłam chyba trzy takie zestawy i Maja w zasadzie w nich żyła przez pierwsze sześć miesięcy.

Test krzyku w supermarkecie

Ponieważ zawetowałam te kosmiczne wymysły, wróciliśmy do punktu wyjścia. Mój lekarz, dr Miller – który szczerze mówiąc, zawsze wygląda, jakby potrzebował drzemki bardziej niż ja – powiedział mi podczas rutynowej kontroli, że u dzieci zdolność poznawcza do zrozumienia satyry czy złożonego humoru rozwija się dopiero w wieku jedenastu czy dwunastu lat. Mruczał coś o rozwoju płata czołowego i poziomie czytania ze zrozumieniem, mierząc mi brzuch. Myślę, że z naukowego punktu widzenia oznacza to po prostu, że dawanie dziecku imienia, które jest hermetycznym żartem z książki Douglasa Adamsa, nie ma sensu, bo przez całą dekadę i tak nie załapie dowcipu. Nie wiem, nie jestem neurologiem, ale od razu poczułam się lepiej z tym, że sprowadziłam Krzyśka na ziemię.

The grocery store shouting test — Hitchhiker Baby Name 4pk: A 3 AM Naming Meltdown

Zamiast tego zaczęliśmy testować normalne imiona. A przez testowanie mam na myśli to, że chodziłam po domu i wykrzykiwałam je, jakbym była wkurzona. Zrobiłam to nawet w supermarkecie. Stałam w alejce z płatkami śniadaniowymi, trzymając w ręku pudełko kółeczek zbożowych, i po prostu stanowczo powiedziałam na głos: „Maja! Odłóż to!”. Facet wybierający owsiankę posłał mi bardzo dziwne spojrzenie, ale wiecie co? Brzmiało idealnie. Nie brzmiało jak głupi żart. Nie rymowało się z niczym strasznym.

Popełniliśmy jednak gigantyczny błąd, wspominając o imieniu Artur mojej teściowej na wczesnym etapie, gdy jeszcze braliśmy je pod uwagę dla chłopca. O rany. Aż ją fizycznie odrzuciło. Zrobiła minę, jakby właśnie ugryzła surową cebulę i stwierdziła, że brzmi jak imię 80-letniego księgowego. Od tamtej pory wprowadziliśmy całkowitą blokadę informacyjną. Nikt nie usłyszał imienia Maja, dopóki nie opuściła ona fizycznie mojego ciała, a atrament na szpitalnych papierach nie wysechł. Zaufajcie mi, zachowajcie swoje pomysły w wąskim gronie. Ludzie tracą jakiekolwiek filtry, gdy jesteś w ciąży, a ich pierwsze reakcje zrujnują wam dane imię już na zawsze.

Na drugie daliśmy jej po prostu Maria, bo zanim wybraliśmy pierwsze imię, mój mózg był już całkowicie usmażony i było mi po prostu wszystko jedno.


Jeśli właśnie teraz o 3 w nocy robicie nerwowe zakupy dla swojego noworodka, może oszczędźcie sobie żalu z powodu spersonalizowanych ubranek i po prostu sprawdźcie kolekcję ubrań z bawełny organicznej od Kianao.

Gryzienie dosłownie wszystkiego

Oczywiście, gdy Maja już się pojawiła, dramaty z imieniem odeszły w niepamięć, a ich miejsce natychmiast zajął dramat ząbkowania. Ząbkowanie to w zasadzie moment, w którym twoje dziecko uznaje, że sen jest dla słabych, a twoje palce to jego osobiste gryzaki.

Próbowaliśmy mnóstwa rzeczy. Kupiłam jej Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda, bo pomyślałam, że jest uroczy. Szczerze? Jest w porządku. Silikon jest mega bezpieczny i świetnej jakości, co dało mi spokój ducha, ale z jakiegoś powodu Maja uznała, że jest to zabawka do rzucania, a nie do gryzienia. Rzucała nim w psa przez cały salon. Biedny pies obrywał latającą silikonową pandą przynajmniej dwa razy dziennie.

Ale Silikonowy Gryzak Uspokajający z Motywem Wiewiórki i Żołędzia? To był strzał w dziesiątkę. Ponieważ ma kształt kółka, jej pulchne, wciąż nieskoordynowane rączki w końcu mogły go porządnie chwycić. Siedziała w swoim krzesełku do karmienia, agresywnie żując małego żołędzia, podczas gdy ja gorączkowo próbowałam opróżnić zmywarkę. To silikon spożywczy, całkowicie nietoksyczny, no i uwielbiałam to, że mogłam go po prostu wrzucić do zmywarki, kiedy – nieuchronnie – wylądował na podłodze.

Gapienie się na drewniane kółka

Jedynym innym sposobem, w jaki przetrwałam te wczesne miesiące z maluchem i noworodkiem, było znalezienie rzeczy, które zajęłyby Maję przez dokładnie cztery minuty, żebym mogła wypić kawę. Mówię tu o Drewnianym Stojaku Edukacyjnym | Tęczowej Sali Gimnastycznej z Zabawkami w Kształcie Zwierzątek.

Staring at wooden rings — Hitchhiker Baby Name 4pk: A 3 AM Naming Meltdown

Ogólnie jestem przeciwniczką głośnych, plastikowych zabawek. Przyprawiają mnie o ból głowy, a Leoś i tak miał już wystarczająco dużo świecących wozów strażackich, by oślepić małą wioskę. Ten drewniany stojak był taki relaksujący. Kładłam ją pod nim, a ona po prostu cichutko gapiła się na małego drewnianego słonika i kółka. Czasami w nie uderzała rączką. Przeważnie patrzyła na nie z głęboką konsternacją, ale to kupowało mi wystarczająco dużo czasu, by spiąć włosy w niedbały kok i złapać oddech. Stojak jest zrobiony z prawdziwego drewna, wygląda porządnie w moim salonie i nie odgrywa zmechanizowanej kołysanki, która utknęłaby mi w głowie na bite trzy dni.

Pokłosie nocnych paranoi

Patrząc z perspektywy czasu na tę noc, kiedy wklepywałam w Google losowe ciągi słów i płakałam przez kosmitów, to jest to prawie zabawne. Prawie. Ciążowe hormony to istny rollercoaster, a presja, by mieć idealne imię, perfekcyjne spersonalizowane ubranka i dokładnie dopasowane dostawki do wózka, może sprawić, że poczujesz się, jakbyś traciła zmysły.

Ostatecznie nie kupiliśmy tego spersonalizowanego czteropaku. Kupiliśmy zwykłe bawełniane body. Zamówiliśmy uniwersalną dostawkę do wózka, na której Leoś pojeździł przez całe dwa tygodnie, po czym i tak uznał, że woli wszędzie chodzić na własnych nogach. A jej daliśmy na imię Maja.

Słuchajcie, jeśli stresujecie się teraz imieniem dla dziecka lub w środku nocy dodajecie dziewięćdziesiąt rzeczy do koszyka, po prostu weźcie głęboki oddech. Wybierzcie imię, które ty i twój partner naprawdę lubicie, nie mówcie o nim teściowej i złapcie trochę zrównoważonych, absolutnie przydatnych i praktycznych produktów z kolekcji Kianao, zanim zamówicie coś, czego nie da się zwrócić.


Szczere FAQ o Imionach i Nocnych Zakupach

Czy powinnam zamawiać personalizowane ubranka przed urodzeniem się dziecka?

O rany, nie. Błagam, nie róbcie tego. Po pierwsze, a co jeśli spojrzycie na dziecko i stwierdzicie, że w ogóle nie wygląda jak „Trillian”? Ubrań z monogramem nie można zwrócić. Trzymajcie się prostych, organicznych ubranek basic. Kiedy maluch się urodzi i będziecie w 100% pewni imienia, wtedy możecie zamówić te urocze spersonalizowane rzeczy, jeśli tak bardzo tego chcecie. Ale uwierzcie mi, i tak w końcu na nie uleją.

Jak przekonać partnera do porzucenia okropnego imienia dla dziecka?

Powołaj się na zasadę 51%! Przypomnij mu, kto nosi dziecko, kto zmaga się z bólem rwy kulszowej i kto odmawia sobie wina na dziewięć miesięcy. Jeśli to nie zadziała, zmuś go, by stanął w miejscu publicznym i krzyknął to imię kilka razy na głos. Zazwyczaj sam wstyd towarzyszący wykrzykiwaniu dziwnego imienia z filmów sci-fi na placu zabaw wystarczy, by skłonić ich do zmiany zdania.

Czy bawełna organiczna jest naprawdę niezbędna przy tych pierwszych body?

Mój lekarz zawsze powtarzał, że skóra noworodka jest do bólu wrażliwa, i szczerze mówiąc, miał rację. Leoś dostawał małych czerwonych krostek za każdym razem, gdy ubierałam go w tanie mieszanki syntetyczne. Bawełna organiczna nie ma w sobie całej tej chemii i dziwnych barwników. To po prostu jedna rzecz mniej, o którą musisz się martwić, gdy i tak martwisz się dosłownie wszystkim innym.

Kiedy moje dziecko tak naprawdę zacznie samodzielnie trzymać gryzaki?

Każde dziecko jest inne, ale u Mai było to około 3 lub 4 miesiąca, kiedy wreszcie przestała uderzać się pięścią w twarz i ogarnęła, jak chwytać różne przedmioty. Właśnie dlatego zdecydowanie wolę gryzaki w kształcie kółka od tych płaskich – o wiele łatwiej jest je złapać w te niezdarne, małe rączki.