„Mamusiu, gorące!” krzyczy Bliźniaczka A, oskarżycielsko celując lepkim palcem w eleganckie, czarne monstrum zajmujące połowę naszego kuchennego blatu. Jest 17:14. Godzina czarownic. Moja żona jeszcze nie wróciła z pracy, ja mam na sobie koszulkę, która pachnie lekko kwaśnym mlekiem, i mam dokładnie sześć minut, aby wyprodukować węglowodany złożone, zanim w moim kodzie pocztowym wybuchną zamieszki na pełną skalę.
I właśnie tu wkracza do akcji frytkownica beztłuszczowa. Przed dziećmi uważałem, że gotowanie to niemal medytacyjny proces wymagający kieliszka wina, ostrego noża i podcastu o makroekonomii. Teraz wiem, że gotowanie to negocjacje z terrorystami. Zakładnikami są moje zdrowie psychiczne i tapicerka na krzesłach w jadalni. A okup to perfekcyjnie upieczony młody ziemniaczek.
Gdybyście teraz spojrzeli na mój telefon, moja najnowsza historia wyszukiwania to katastrofa pełna niedokończonych myśli. Obecnie widnieje tam „młode z” i „młode zi”, co bez kontekstu brzmi niezwykle niepokojąco. Chciałem po prostu sprawdzić, czy młode ziemniaki we frytkownicy beztłuszczowej trzeba najpierw podgotować, ale Bliźniaczka B brutalnym ruchem strąciła mój telefon do psiej miski z wodą, zanim zdążyłem dokończyć pisanie.
Absolutna czelność obierania
Wyjaśnijmy sobie jedno już na samym początku. Jeśli czytacie przepis, który sugeruje obieranie młodych ziemniaków, macie moje pełne pozwolenie, by spalić go na popiół. Pierwsze miesiące rodzicielstwa spędziłem, próbując trzymać się kulinarnych zasad – stałem przy zlewie z maleńką obieraczką do warzyw, nabawiając się zespołu cieśni nadgarstka przy próbach golenia ze skórki czegoś wielkości piłeczki golfowej.
To czyste szaleństwo. Ich skórka i tak jest cienka jak papier, a podobno to właśnie tam kryją się wszystkie te nieuchwytne składniki odżywcze (choć szczerze mówiąc, moja wiedza z zakresu dietetyki opiera się głównie na mglistych wspomnieniach z biologii ze szkoły i na tym, co mój niewyspany mózg przyswoił z telewizji śniadaniowej). Rzecz w tym, żeby ich nie obierać.
Po prostu zmyjcie z nich brud. Bo najwyraźniej kupowanie produktów „ekologicznych” oznacza płacenie ekstra za prawdziwą ziemię z jakiejś wsi, przetransportowaną prosto na wasz kuchenny blat. Szorujecie je, osuszacie dokładnie trzema listkami ręcznika papierowego, ponieważ wilgoć to największy wróg chrupkości, i to by było na tyle, jeśli chodzi o przygotowania.
Nie podgotowujcie ich też wcześniej; życie jest zdecydowanie za krótkie, żeby myć garnek i kosz frytkownicy tego samego wieczoru.
Co położna środowiskowa tak naprawdę powiedziała o zadławieniach
To jest ten moment, w którym moje perspektywy sprzed i po zostaniu rodzicem zderzają się najmocniej. Przed dziećmi młody ziemniak był po prostu uroczym, rustykalnym dodatkiem, który dostawałeś w pubie do steka. Po pojawieniu się dzieci patrzysz na okrągłe, twarde warzywo i natychmiast rozpoznajesz w nim perfekcyjnie zaprojektowaną broń, stworzoną do zablokowania dróg oddechowych dwulatka.
Wieki temu nasza położna wpadła na bilans dziewiątego miesiąca. Usiadła na kanapie, robiąc uniki przed zabłąkanym klockiem Lego, i mimochodem rzuciła, że nigdy nie powinniśmy dawać dziewczynkom całych, okrągłych produktów. Winogrona, pomidorki koktajlowe, młode ziemniaki – wszystkie mają dokładnie taką samą średnicę co drogi oddechowe małego dziecka. To była przerażająca rozmowa, głównie dlatego, że przekazała mi te makabryczne informacje z tym samym radosnym tonem, jakim zapytała, czy mam ochotę na ciastko.
Więc trzeba je kroić. Ziemniaki, nie dzieci. Jeśli podacie niemowlakowi młodego ziemniaka w całości, prosicie się o kłopoty. Krojenie ich na połówki to absolutne minimum, choć ćwiartki sprawdzają się lepiej przy nieco większych sztukach. Czasami, gdy są już upieczone, po prostu zgniatam je na płasko nasadą dłoni. W kulinarnym świecie nazywa się to „smashed potatoes”, ale w moim domu mówi się na to po prostu: „tata wyładowuje frustracje na warzywie korzeniowym”.
Desperackie taktyki odwracania uwagi w trakcie krojenia
Główny problem z przygotowywaniem jedzenia dla maluchów polega na tym, że one aktywnie próbują cię w tym czasie sabotować. Kiedy stoję i kroję te małe ziemniaczki, Bliźniaczka A zazwyczaj próbuje wspiąć się na drzwiczki piekarnika, a Bliźniaczka B zalewa się łzami, bo nie pozwalam jej potrzymać noża do chleba.

Musisz odwracać ich uwagę. Ostatnio wpadłem w panikę i wręczyłem Bliźniaczce B naszą Grzechotkę-gryzak Miś. To kółko z drewna bukowego z dołączonym zaspanym, niebieskim misiem wykonanym na szydełku. Będę z wami całkowicie szczery: to naprawdę bardzo ładna zabawka. Drewno jest nieimpregnowane, więc nie panikuję, gdy mała agresywnie je żuje, a sam miś jest, trzeba przyznać, dość uroczy. Kupiło mi to dokładnie cztery minuty spokoju. Cztery minuty. Czy to cudowny produkt, który ugotuje za ciebie obiad i poskłada pranie? Nie. Ale w wielkim schemacie odwracania uwagi malucha, 240 sekund ciszy, podczas których operuję ostrym nożem, to zwycięstwo, które przyjmuję z otwartymi ramionami.
Oczywiście jakikolwiek spokój przyniósł ten miś, został natychmiast zrujnowany, gdy frytkownica wydała z siebie dźwięk pikania. Hałas, jaki wydaje ta maszyna, jest agresywny. Brzmi jak cofający tir, co całkowicie psuje spokojną, leśną estetykę, którą najwyraźniej staramy się w domu kultywować.
Jeśli akurat siedzicie w okopach i próbujecie odwrócić uwagę płaczącego dziecka, usiłując ugotować gorący posiłek, może zechcecie przejrzeć naszą kolekcję ekologicznych zabawek sensorycznych – nie rozwiążą wszystkich waszych problemów, ale mogą kupić wam wystarczająco dużo czasu, aby włączyć piekarnik.
Wysoce naukowa metoda gotowania
Kiedy już przekroicie ziemniaki na pół i unikniecie odcięcia sobie kciuka, po prostu wrzucacie je do miski, polewacie odrobiną oleju i mieszacie, aż będą odpowiednio błyszczące. Ja używam oliwy z oliwek, głównie dlatego, że akurat ją mamy, chociaż ktoś w internecie nakrzyczał na mnie kiedyś z powodu punktów dymienia. Zignorowałem to.
Posypuję je też odrobiną czosnku w proszku i słodkiej papryki. Czytałem ulotkę w poczekalni u lekarza, według której niemowlęta poniżej dwunastego miesiąca życia nie powinny dostawać dodatkowej soli, bo ich małe nerki nie potrafią jej przetworzyć. Moje dziewczynki mają już dwa lata, ale strach przed zniszczeniem ich narządów wewnętrznych szczyptą soli morskiej Maldon na stałe zakorzenił się w mojej psychice, więc jeśli chodzi o ich porcje, nadal jesteśmy domem wolnym od soli.
Wrzucacie je do kosza frytkownicy beztłuszczowej. Nie przeładujcie go. Jeśli będą ułożone jeden na drugim, nie usmażą się, a jedynie uduszą w smutnej, spoconej kupce. Wsuńcie kosz, ustawcie urządzenie na 190 stopni Celsjusza i zignorujcie na około dziesięć minut.
Po dziesięciu minutach wyciągacie kosz i energicznie nim potrząsacie. To kluczowe, by ziemniaczki zrumieniły się równomiernie, chociaż tak naprawdę po prostu pozwala mi to poczuć się jak profesjonalny szef kuchni podrzucający zawartość patelni – przynajmniej do momentu, w którym jeden zbłąkany ziemniak wylatuje na podłogę, gdzie natychmiast zjada go pies.
Po około 18-20 minutach łącznie są gotowe. Chrupiące na zewnątrz, puszyste w środku i wystarczająco gorące, żeby poparzyć podniebienie, jeśli spróbujecie jednego bez wcześniejszego dmuchania (to błąd, który popełniam dosłownie za każdym razem).
Wskaźnik ofiar w garderobie
Samo podawanie ziemniaków to zupełnie inna bitwa. Są tłuste. Maluchy strasznie brudzą. Kiedy połączysz te dwie rzeczy, otrzymasz sytuację, która jest istną katastrofą dla prania.

Kiedyś ubierałem dziewczynki w urocze małe kreacje do kolacji, ale po zrujnowaniu trzech sweterków w ciągu zaledwie jednego tygodnia tłuszczem z ziemniaków i różnymi sosami, poszedłem po rozum do głowy. Teraz jedzą w Body niemowlęcym z bawełny organicznej. Nie potrafię odpowiednio mocno podkreślić, jak genialny jest ten konkretny element garderoby. Ma takie specjalne zakładki na ramionach, co oznacza, że kiedy dzieci nieuchronnie wysmarują się jedzeniem, nie muszę przeciągać brudnego materiału przez ich głowę, wcierając tłuszcz we włosy. Po prostu zdejmuję ubranko ściągając je w dół.
Zrobione jest z bawełny organicznej z niewielką domieszką elastanu, dzięki czemu bez problemu rozciąga się nad ich dziko wymachującymi kończynami. Poza tym naprawdę znosi pranie w pralce w 40 stopniach, a to więcej, niż mogę powiedzieć o większości moich własnych koszulek. Kupiłem sześć sztuk w różnych kolorach ziemi, które doskonale kamuflują plamy. Jeśli planujecie kupić tylko jedną rzecz, by przetrwać porę posiłków, niech to będzie właśnie to.
Pokłosie węglowodanowej śpiączki
Istnieje specyficzne zjawisko, które ma miejsce, gdy maluch spożyje dużą ilość węglowodanów złożonych. Odcina im prąd. Chaotyczna energia wyparowuje, ich oczy stają się szkliste, a wy nagle macie na głowie bardzo uległe, bardzo śpiące dziecko.
Zazwyczaj ewakuujemy się wtedy do salonu, aby przetrwać ten spadek energii. Opatulam tę, która akurat najbardziej marudzi, w nasz Bambusowy kocyk niemowlęcy. Metka twierdzi, że włókna bambusowe pomagają w regulacji temperatury ciała, co brzmi jak bełkot marketingowy, ale szczerze – to chyba naprawdę działa. Dziewczynki mocno się nagrzewają – zwłaszcza po siłowaniu się o ostatniego ziemniaka – a ten niebieski, kwiecisty kocyk w dotyku jest dziwnie chłodny. Jest niezwykle miękki, znacznie bardziej niż te szorstkie narzuty, które kupiłem w domu towarowym pięć lat temu, i sprawia, że dzieci nie budzą się zlane potu po drzemce. Do tego chabrowy wzór jest całkiem ładny, nawet kiedy kocyk jest rzucony na kanapę usianą okruchami herbatników.
Siedzę tam, patrząc, jak po cichu trawią swoje warzywa z frytkownicy, i myślę o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie. Przed dziećmi, wieczory należały do mnie. Teraz moim największym wtorkowym osiągnięciem jest skuteczne nakarmienie dwojga małych ludzi ziemniakami w taki sposób, że nikt się nie zakrztusił, nie płakał i nie krwawił.
To absurdalne. To wyczerpujące. Ale kiedy Bliźniaczka A podnosi wzrok znad swojego kocyka, głośno beka i mówi „Więcej 'niaka, tata?”, muszę przyznać – wcale nie jest tak źle.
Zanim przejdziemy do gorączkowych pytań, które prawdopodobnie wpisujecie w Google o 3 nad ranem, kiedy wasze dziecko odmawia spania, może zechcecie sprawdzić resztę naszego sprzętu. Zobaczcie naszą zrównoważoną ofertę do pokoju dziecięcego, aby znaleźć rzeczy, które mogą sprawić, że wasze chaotyczne życie stanie się o ułamek prostsze.
Pytania, które w panice zadałem internetowi
Czy ziemniaki z frytkownicy beztłuszczowej są bezpieczne dla półroczniaka jedzącego metodą BLW?
Mogą być, pod warunkiem, że nie wręczycie mu po prostu całego, bardzo gorącego ziemniaka, niczym granatu. Nasza położna była w tej kwestii bardzo stanowcza: musicie je pokroić, aby nie miały okrągłego kształtu, i muszą być na tyle miękkie, by dało się je zmiażdżyć między kciukiem a palcem wskazującym. W szóstym miesiącu dosłownie rozgniatałem je na tacce i pozwalałem dziewczynkom bawić się nimi rączkami do woli. Sprzątanie było obrzydliwe, ale same ziemniaczki całkowicie bezpieczne.
Dlaczego moje ziemniaki z frytkownicy są rozmiękłe zamiast chrupiących?
Bo ich nie osuszyliście. Walczyłem z tym tygodniami, naiwnie myśląc, że gorące powietrze wysuszy je w maszynie. Nic z tego. Jeśli umyjecie ziemniaki i od razu wrzucicie mokre do koszyka, w gruncie rzeczy będziecie je gotować na parze. Musicie agresywnie osuszyć je ręcznikiem papierowym, zanim dodacie olej. To irytujące, ale działa.
Czy mogę odgrzać resztki młodych ziemniaków następnego dnia?
Można, ale podgrzewanie ich w mikrofalówce zamieni je w smutne, gumowate bryły, które wasz maluch natychmiast rzuci na podłogę. Włóżcie je z powrotem do frytkownicy na 200 stopni na około trzy lub cztery minuty. Znowu staną się chrupiące, a wy będziecie mogli udawać, że ugotowaliście na obiad świeży posiłek.
Czy skórka z młodego ziemniaka grozi zadławieniem?
To pytanie spędzało mi sen z powiek przez trzy noce z rzędu. Z tego, co mimochodem wspomnieli lekarze (i co później wściekle badałem w sieci), skórka prawdziwego „młodego” ziemniaka jest tak cienka jak papier, że po upieczeniu niemal rozpada się podczas żucia. To nie jest gruba, twarda skóra potężnego ziemniaka do pieczenia. Dopóki ziemniak jest upieczony na tyle, by był całkowicie miękki w środku, u nas skórka nie stanowiła żadnego problemu.
Czy muszę wydłubywać te małe oczka lub kiełki?
Jeśli z ziemniaka wyrastają prawdziwe pędy, po prostu wyrzuć go do kosza, stary. Jego czas minął. Ale jeśli ma tylko takie malutkie wgniecenia („oczka”), zostaw je w spokoju. Kiedyś spędziłem dwadzieścia minut, próbując wydłubać każde pojedyncze oczko z partii ziemniaków za pomocą nożyka, podczas gdy Bliźniaczka A krzyczała tuż przy moich kostkach. To była całkowita strata moich gwałtownie kurczących się zasobów życiowych.





Udostępnij:
Przerażająca prawda o niewinnych wyszukiwaniach dzieci
Ten fatalny wieczór, kiedy próbowałam upiec młode ziemniaczki