Jest taki specyficzny rodzaj zdrady, który czujesz, gdy próbujesz wyrwać mokrą, w połowie przeżutą muślinową pieluszkę z paszczy dwunastotygodniowego retrievera, jednocześnie starając się powstrzymać malucha przed ujeżdżaniem tegoż zwierzaka niczym kuca szetlandzkiego. Nikt nie wspomina o tym w broszurach. Kiedy uznaliśmy, że nasze bliźniaczki potrzebują futrzastego towarzysza, by dopełnić obrazka naszej idealnej londyńskiej rodziny, wyobrażałem sobie długie spacery po Hyde Parku i psa z miłością opierającego pysk na wózku. Nie wyobrażałem sobie siebie o 4 rano, stojącego w zamarzającym ogrodzie w oczekiwaniu, aż szczeniak zrobi siku, podczas gdy z elektronicznej niani przypiętej do mojej piersi dobiegały echa widmowego płaczu.
Oglądasz te virale w internecie i widzisz anielską, zaspaną kupkę puszystego, złotego psiego szczęścia tulącą się do noworodka. To usypia twoją czujność. Myślisz, że adoptujesz Nanę z Piotrusia Pana – magiczne stworzenie z wrodzonym instynktem chronienia i służenia twojemu potomstwu. Prawda jest taka, że sprowadzenie szczeniaka retrievera do domu, w którym są już ludzkie niemowlęta, to w zasadzie decyzja o posiadaniu kolejnego, znacznie szybszego i o wiele bardziej zębatego dziecka.
Kinowe kłamstwo o psiej niani
Winię za to całkowicie Hollywood. Zostaliśmy kulturowo uwarunkowani, by wierzyć, że te psy wychodzą z łona matki z dyplomem z opieki nad dziećmi. Jednak moja pani weterynarz – dość bezpośrednia kobieta, która widziała mnie w moich absolutnie najgorszych momentach – stwierdziła, że przez wieki hodowli ich szczęki zostały zaprogramowane tak, by kłapać na wszystko, co szybko się porusza. A niestety, nic nie porusza się szybciej ani bardziej nieprzewidywalnie niż nakręcony dwulatek.
Zostały wyhodowane, by przynosić w pysku martwe ptactwo wodne, co oznacza, że ich stanem domyślnym jest najpierw żuć, a potem zadawać pytania. Kiedy nasz szczeniak dotarł do domu, nie potraktował bliźniaczek jak swoich malutkich pań, ale jako niesamowicie głośne, pachnące mlekiem gryzaki. Poradnik szkolenia psów, który kupiłem – kosztował dwadzieścia funtów i obecnie podpiera chwiejącą się nogę od stołu – sugerował, by na gryzienie reagować „przekierowaniem za pomocą spokojnej, asertywnej energii”, co okazało się wybitnie niepomocne podczas prób uratowania ulubionej skarpetki mojej córki przed połknięciem w całości.
W zasadzie musisz zamienić cały parter w więzienie o zaostrzonym rygorze z metalowymi bramkami przykręconymi do każdych drzwi, modląc się, żeby dzieci nie rozpracowały mechanizmu zamykania szybciej niż pies. My po prostu rzuciliśmy wszystkie ładne dywany na strych i zaakceptowaliśmy fakt, że nasza obecna estetyka to „powierzchnia łatwo zmywalna”.
Gdy wszyscy w domu ząbkują w tym samym czasie
Zeszłej jesieni nastał mroczny okres, kiedy dosłownie każdy podopieczny w moim domu ząbkował. Bliźniaczkom wyrzynały się zęby trzonowe, a szczeniak tracił swoje igiełkowate mleczaki, zostawiając na zabawkach przerażające, malutkie plamki krwi. Od samej ilości śliny w naszym salonie można było się poślizgnąć. Moja żona i ja zużywaliśmy rzeki syropu przeciwbólowego i modliliśmy się o cud.

W chwili czystej desperacji zamówiłem Silikonowy gryzak dla niemowląt Panda z bambusem. Będę z tobą całkowicie szczery: ta rzecz uratowała resztki mojego zdrowia psychicznego. To genialna, mała, płaska panda wykonana z silikonu spożywczego, którą dziewczynki mogły faktycznie złapać i nie upuszczać co pięć sekund na pokrytą psią sierścią podłogę. Teksturowane wypustki zdawały się trafiać w idealne miejsce na ich dziąsłach. Pokochałem ten gryzak tak bardzo, że sam miałem ochotę go pogryźć.
Oczywiście szczeniak natychmiast uznał, że kupiłem nową, luksusową zabawkę premium wyłącznie dla niego. Przez trzy tygodnie grałem z nim w berka o wysoką stawkę, ale gryzak jest tak wytrzymały, że nawet gdy raz udało mu się go porwać, wystarczyło szybkie mycie w zmywarce i znów był jak nowy. Niemowlęta absolutnie uwielbiają urocze bambusowe detale, a on sam nie wygląda jak krzykliwy, plastikowy śmieć leżący na moim stoliku kawowym.
Fizyka szczęśliwego ogona w starciu z chwiejnym maluchem
Porozmawiajmy o ogonie. Nikt nie ostrzega odpowiednio przed ogonem. Ogon retrievera to broń masowego rażenia połączona z metronomem czystej radości.
Problemem jest wysokość. Ogon dorosłego – lub nawet dorastającego – retrievera merda dokładnie na wysokości twarzy malucha. Jest matematyczną pewnością, że w momencie, gdy twoje dziecko zdoła samodzielnie wstać i zrobić dwa dumne, chwiejne kroki, pies usłyszy listonosza, okręci się z czystej ekstazy i przypadkowo podetnie mu nogi niczym futrzasty ninja.
Nie potrafię zliczyć, ile razy patrzyłem, jak moje dziewczynki padają jak kręgle tylko dlatego, że pies ucieszył się na widok gołębia. Nie ma w tym złośliwości, po prostu potworna, bezlitosna fizyka. Właściwie zacząłem nazywać moją głośniejszą bliźniaczkę "Baby G", tylko dlatego, że wypracowała w sobie taki gangsterski odruch – zapiera się nogami i wychyla do przodu na przyjęcie uderzenia, gdy widzi zbliżający się ogon.
Próbowaliśmy odwrócić uwagę szczeniaka innymi rzeczami. Kupiliśmy Zestaw miękkich klocków dla niemowląt dla bliźniaczek w nadziei, że każdy będzie miał ciche zajęcie na dywanie. Klocki są całkiem w porządku – miękka guma, ładne kolory, fajnie się ściskają. Dziewczynki lubią je przewracać, ale szczerze mówiąc, psa też lekko zaintrygowały, głównie dlatego, że uznał klocek z numerem 4 za miniaturową piłkę tenisową. Są super, ale jeśli masz psa, który lubi żuć, i tak połowę czasu spędzisz na wyławianiu ich spod kanapy.
Jeśli obecnie próbujesz uchronić swoje ładne rzeczy zarówno przed maluchami, jak i zwierzętami, może zechcesz mimochodem przejrzeć kolekcję zabawek dla niemowląt Kianao, zanim twój dom zostanie całkowicie opanowany.
Absolutny dramat z futrem
Do tego dochodzi linienie. Przeczytałem na jakimś forum, że psy z podwójną szatą zrzucają sierść dwa razy w roku, co sugeruje, że jest też czas, kiedy jej *nie* zrzucają. To kłamstwo. Moja położna środowiskowa spojrzała tylko na te biegacze stepowe ze złotego futra toczące się po naszych panelach i powiedziała mi, że będę musiał wziąć drugi kredyt hipoteczny, by opłacić wymianę filtrów w odkurzaczu.

Włazi wszędzie. Jest w maśle. Wplata się w materiał moich spodni. Ostatnio znalazłem psią sierść w szczelnie zamkniętym opakowaniu chusteczek nawilżanych dla niemowląt i nawet tego nie kwestionowałem. Kiedy masz dziecko z wrażliwą skórą, staje się to ogromnym problemem, ponieważ niemowlęca egzema i psi łupież pasują do siebie jak zapalona zapałka i stacja benzynowa.
Dlatego właśnie praktycznie nie zdejmujemy z nich Body niemowlęcego z bawełny organicznej. Po pierwsze, psia sierść zdaje się po prostu z niego zsuwać, zamiast wplatać się na stałe w materiał, jak ma to miejsce w przypadku tanich syntetycznych śpioszków. Po drugie, ponieważ to prawdziwa bawełna organiczna, daje skórze dziewczynek szansę w starciu z ciągłym ostrzałem psich buziaków i błotnistych łap. Pięknie się rozciąga, znosi pranie w wysokich temperaturach (co będziesz robić bez przerwy z powodu: psiego błota) i oszczędza mi siłowania się ze sztywnymi materiałami o szóstej rano.
Zawiła nauka utrzymania wszystkich we względnym zdrowiu
Próba pogodzenia potrzeb ruchowych rasy pracującej z harmonogramem drzemek malucha wymaga poziomu logistycznego geniuszu, którego po prostu nie posiadam. Jakiś facet w parku powiedział mi, że jego pies potrzebuje dwóch godzin intensywnego biegania dziennie, żeby nie zwariować, co brzmi jak coś, co wymyślił maratończyk, żeby zawstydzić resztę z nas. Nasz weterynarz wymamrotał coś ogólnikowo o "stymulacji umysłowej", która jest równie dobra jak bieganie, gdy pada deszcz.
Kupiliśmy więc superwytrzymałe zabawki edukacyjne i wysmarowaliśmy je masłem orzechowym. To kupuje nam dokładnie czternaście minut ciszy. Czternaście minut, podczas których pies liże gumową matę, a bliźniaczki są unieruchomione w swoich krzesełkach do karmienia, jedząc rozgniecionego banana. W tym domu czternaście minut to praktycznie jak wyjazd do spa.
Karmimy go każdą drogą karmą, jakiej zażądał hodowca, i staramy się nie myśleć o kosztach.
szczerze mówiąc, kiedy bliźniaczki w końcu zasypiają, a pies zwija się w kłębek niczym wielki, chrapiący rogal na końcu kanapy, w pewnym sensie to rozumiesz. Patrzysz na nich i myślisz, że może ten chaos jest tego wart. Potem pies puszcza bąka przez sen, elektroniczna niania miga na czerwono, i iluzja pryska na nowo.
Zanim wyruszysz na rozpaczliwe poszukiwania lokalnych psich trenerów w Google, zrób sobie przysługę i przejrzyj organiczne akcesoria dla niemowląt Kianao, by uzbroić swoje maluchy na futrzastą inwazję.
Pytania, które pewnie właśnie sobie zadajesz
Czy obecność dużego szczeniaka wokół chodzącego malucha jest naprawdę bezpieczna?
Szczerze, to zależy wyłącznie od twojego refleksu. Mój pediatra powiedział mi wprost, by nigdy, przenigdy nie zostawiać ich samych w pokoju bez nadzoru, nawet na trzydzieści sekund, żeby zrobić herbatę. Nie dlatego, że pies jest zły, tylko dlatego, że waży tyle co mały samochód i ma wyczucie przestrzeni pijanego marynarza. Kup dobrą bramkę zabezpieczającą.
Jak powstrzymać psa przed zjadaniem zabawek dziecka?
Nie powstrzymujesz. Po prostu minimalizujesz straty. Staramy się trzymać wszystkie plastikowe i drewniane zabawki ściśle w kojcu, gdzie wielki łeb psa nie może ich dosięgnąć. Wszystko, co zostanie na podłodze, jest natychmiast przejmowane na mocy prawa psiego znaleziska. Pogodziłem się z faktem, że wszystko, co posiadamy, będzie miało delikatne ślady zębów.
Czy psia sierść wywołuje u niemowląt alergie?
To kompletna loteria, prawda? Nasz lekarz powiedział, że wczesna ekspozycja na sierść zwierząt domowych może czasem pomóc wzmocnić ich małe układy odpornościowe, albo może wywołać astmę. Bardzo pocieszające, dzięki ci za to, NHS. My po prostu religijnie odkurzamy i w ogóle nie wpuszczamy psa do ich sypialni, żeby przynajmniej przez dwanaście godzin w nocy oddychały normalnym powietrzem.
Jak radzisz sobie na spacerach z wózkiem i energicznym psem?
Głównie cicho przeklinając pod nosem. Jeśli spróbujesz trzymać smycz z ciągnącym psem, a jednocześnie pchać podwójny wózek, skończysz w krzakach. W końcu musiałem kupić taki pas na talię do smyczy, żebym mógł trzymać obie ręce na wózku, co sprawdza się świetnie, dopóki pies nie zobaczy wiewiórki i nie spróbuje pociągnąć mnie bokiem na ulicę.
Zrobiłbyś to wszystko jeszcze raz?
Zapytaj mnie w dniu, w którym nie wdepnąłem akurat gołą stopą w psie wymiociny, niosąc płaczące dziecko. Tak, pewnie tak. Te momenty, kiedy pies delikatnie opiera nos na ich kolanach, gdy oglądają kreskówki, prawie wynagradzają te nocne pobudki na siku o 3 rano. Prawie.





Udostępnij:
Kiedy Twój maluch zamienia się w małą Godzillę i demoluje dom
Rozszyfrować ojcostwo: Czego goryle nauczyły mnie o dzieciach