Było wtorkowe popołudnie, mniej więcej czterdzieści pięć minut przed momentem, w którym zazwyczaj się poddaję i włączam telewizor, kiedy Florence podbiegła do mnie, trzymając coś, co wyglądało na bardzo wściekłą, spleśniałą piłkę tenisową. Położyła mi to prosto na kolanie. Mój mózg potrzebował trzech bolesnych sekund, by zarejestrować, że ta piłka tenisowa ma dziób, agresywnie wibruje i jest tak naprawdę małym ptaszkiem.
Moją pierwszą fizyczną reakcją było gwałtowne podskoczenie z wymachiwaniem rękami i desperackie próby oszacowania prawdopodobieństwa ptasiej grypy, podczas gdy Matylda, moja druga bliźniaczka, rzuciła się na moją nogę, krzycząc: „KURA! NASZA KURA!”.
Jeśli nigdy nie musieliście jednocześnie powstrzymywać dwóch dwulatek przed całowaniem dzikiego zwierzęcia i gorączkowo googlować procedur ratunkowych na ekranie telefonu umazanym rozgniecionym bananem, gorąco polecam omijać to doświadczenie szerokim łukiem. Internet w takich chwilach absolutnej paniki to po prostu pole minowe.
Wpisujecie coś niejasnego i rozpaczliwego, a zaraz potem jesteście bombardowani sprzecznymi radami od niezwykle zaangażowanych moderatorów forów przyrodniczych. Połowa internetu wmawia wam, że samym spojrzeniem na to stworzenie skazaliście je na śmierć, podczas gdy druga połowa sugeruje, że powinniście natychmiast przeżuć dżdżownice i wypluć je prosto do jego dzioba niczym zastępcza matka (to granica, której po prostu nie jestem w stanie przekroczyć dla dobra lokalnego ekosystemu).
To wyjątkowo stresująca forma miejskiego rodzicielstwa, w której staracie się być wzorem pięknej, łagodnej opieki nad naturą, podczas gdy w głębi duszy krzyczycie, bo wasza córka próbuje dźgać lokalną faunę plastikową łopatką.
Test surowego kurczaka
Ostatecznie zadzwoniłam do faceta z lokalnego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, który brzmiał dokładnie jak rozczarowany dyrektor szkoły. Westchnął ciężko, gdy wyjaśniłam sytuację, i poprosił, abym opisała ptaka. Jak się dowiedziałam, to jedyna rzecz, która tak naprawdę ma znaczenie, gdy znajdziecie jakiegoś na ziemi.
Podobno trzeba ustalić, czy to pisklę, czy podlot. Mój ptasi ekspert wyjaśnił mi to w sposób, który byłam w stanie pojąć: jeśli wygląda w zasadzie jak surowy, różowy kurczak z supermarketu, którego ktoś upuścił na podłogę u fryzjera, to jest to pisklę. Takie maluchy wypadły z gniazda i rzeczywiście potrzebują pomocy w powrocie do niego.
Jeśli jednak jest pokryte piórami, ma krótki, sterczący ogonek i przypomina zrzędliwego staruszka w boa z piór, którego ewidentnie irytuje wasza obecność, to jest to podlot. I to właśnie wręczyła mi Florence. Podloty to w gruncie rzeczy nastolatki uczące się latać od zera, i absolutnie należy zostawić je w spokoju, żeby same to rozgryzły, podczas gdy ich rodzice obserwują wszystko z pobliskiej gałęzi.
Dlaczego nie powinniście częstować ich przekąskami
Kiedy uświadomiłam sobie, że mamy do czynienia z podlotem i muszę po prostu odłożyć go z powrotem na trawę, bezpośredni kryzys przeniósł się na Matyldę, która wbiegła do kuchni i wróciła z garścią zgniecionych płatków Cheerios. Maluchy mają bardzo specyficzny instynkt polegający na przymusowym karmieniu wszystkiego, co jest od nich mniejsze.

Naturalnie, wasz mózg również zaczyna się zastanawiać, co jedzą małe ptaszki w takich sytuacjach, ale facet od ratowania zwierząt był w tej kwestii przerażająco jasny: absolutnie nic z waszej kuchni. Okazuje się, że ustalanie, czym karmić ptasie maluchy, to robota wyłącznie dla profesjonalistów, ponieważ różne gatunki mają szalenie specyficzną dietę, a jeśli nie zgadniecie, skończy się to katastrofą. Stanowczo zabronił mi również podawania wody, mrucząc coś mrocznego o tym, jak łatwo się zachłystują i topią, jeśli spróbujecie wlać im wodę do dziobów.
Tak więc odpowiedź na pytanie o karmienie brzmi: zdecydowane nie, co jest niezwykle trudne do wytłumaczenia łkającemu brzdącowi, który myśli, że „kura” ma ochotę na ciastko.
Aby zachować resztki zdrowych zmysłów, zgarnęłam niezadowolonego ptaszka, pomaszerowałam na tyły ogrodu pod krzak i natychmiast zaciągnęłam bliźniaczki do domu, aby wyszorować im ręce wrzątkiem i mydłem (dzikie zwierzęta są, jak delikatnie przypomniał mi pan ratownik, pierzastymi szalkami Petriego pełnymi pasożytów).
Aby trzymać je z dala od tylnych drzwi, rozstawiłam drewniany stojak edukacyjny Baby Gym na środku salonu. Zazwyczaj jestem dość cyniczna, jeśli chodzi o gadżety dla dzieci, ale to coś jest po prostu genialne. Jest wykonane z prawdziwego drewna i ma organiczne kształty zamiast krzykliwego plastiku, a choć dziewczynki są już na to prawdopodobnie trochę za duże, nadal uwielbiają leżeć pod spodem i pociągać za materiałowy księżyc i drewniane listki. Kupiło mi to dokładnie czternaście minut spokoju – w sam raz na to, by stanąć przy oknie z kubkiem zimnej herbaty i upewnić się, że ptasia mama rzeczywiście sfrunęła, aby nakarmić zrzędliwego nastolatka w krzakach.
Ta kwestia ludzkiego zapachu, który rzekomo niszczy wszystko
Obserwując je, zdałam sobie sprawę, że wszystko, czego moja babcia uczyła mnie o dzikiej przyrodzie, było kłamstwem. Wszyscy dorastaliśmy słysząc, że jeśli dotkniesz małego ptaszka, matka poczuje twój ludzki zapach i porzuci go na zawsze.
Według rozczarowanego mężczyzny po drugiej stronie słuchawki, ptaki mają szokująco okropny węch. Zupełnie nie obchodzi ich to, czy pachniecie drogą wodą kolońską, czy, w moim przypadku, zsiadłym mlekiem i desperacją. Jeśli musicie podnieść różowe, bezpióre pisklę, aby odłożyć je z powrotem do gniazda, rodzice w ogóle nie będą mieli wam tego za złe. Będą po prostu szczęśliwi, że odzyskali swoje dziecko. To dziwnie pocieszające wiedzieć, że natura jest nieco bardziej odporna, niż nam wmawiano.
Co zrobić, gdy do akcji wkroczy sąsiedzki kot
Mieliśmy szczęście, że nasz ogrodowy gość był tylko trochę oszołomiony, ale zapytałam pana ratownika, co zrobić, gdyby sąsiedzki kocur dopadł go jako pierwszy. Był pod tym względem wyjątkowo ponury.

Podobno, jeśli ptak choćby przez chwilę znalazł się w pysku kota, jest to nagły przypadek medyczny. Kocia ślina jest pełna bakterii, które są dla ptaków błyskawicznie zabójcze, więc nie można po prostu puścić go wolno. Należy wsadzić go do dobrze wentylowanego kartonowego pudełka wyłożonego ręcznikiem papierowym, zamknąć w łazience na dole albo w innym ciemnym i cichym miejscu, a następnie zawieźć do weterynarza lub ośrodka rehabilitacji. Swoją drogą, był bardzo konkretny w kwestii ręcznika papierowego – nigdy nie używajcie zwykłych ręczników ani materiałów frotte, ponieważ ich malutkie pazurki plączą się w pętelkach materiału, co powoduje kolejną katastrofę.
Na szczęście nie musieliśmy przeprowadzać akcji ratunkowej z pudełkiem. Ale wycieczka do ogrodu pociągnęła za sobą jedną ofiarę: niemowlęce body z bawełny organicznej Florence. To urocze body, niezwykle miękkie i elastyczne, i naprawdę podoba mi się, jak na niej leży. Ale to niebarwiona, naturalna bawełna. W chwili, gdy uklękła w tajemniczym, wilgotnym ogrodowym błocie, by podnieść swojego pierzastego przyjaciela, kolana trwale zabarwiły się na kolor, który mogę opisać jedynie jako „miejski rozkład”. Nadal jest cudownie miękkie, ale teraz to już wyłącznie strój po domu.
Żeby odwrócić uwagę Matyldy, która wciąż cicho popłakiwała pod szklanymi drzwiami z powodu porzuconego ptaszka, wręczyłam jej wyjęty z zamrażarki gryzak w kształcie pandy. Jesteśmy na końcówce koszmaru z ząbkowaniem trzonowców, a wsadzenie jej do buzi zimnego silikonu to jedyna rzecz, która powstrzymuje emocjonalne załamanie. Zadziałało natychmiast.
(Jeśli wasze dni również są wypełnione chaotycznymi spotkaniami z naturą i potrzebujecie rzeczy, które odwrócą uwagę waszych dzieci w domu, sprawdźcie naszą kolekcję drewnianych zabawek i stojaków edukacyjnych.)
Gra w czekanie
Stojąc tam i obserwując ogród, złapałam się na zastanawianiu się: jak długo małe ptaki właściwie zostają w gnieździe? Wydaje się, że nie powinno się ich wypuszczać, dopóki nie zaczną wyglądać na trochę bardziej ogarnięte. Z tego, co udało mi się ustalić, spędzają kilka tygodni w gnieździe, po prostu agresywnie jedząc, a następnie wyskakują w krzaki, by spędzić kolejne parę dni na podskakiwaniu niczym pijani marynarze, zanim zorientują się, o co chodzi z tym całym lataniem.
Szczerze mówiąc, to przerażający system. Myślałam, że uczenie bliźniaczek korzystania ze schodów było stresujące, ale przynajmniej nie muszę patrzeć, jak rzucają się z drzewa, mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Przetrwaliśmy to popołudnie. Ptaszek w końcu odfrunął na drzewo sąsiada, bliźniaczki zapomniały o nim w sekundę po tym, jak któraś upuściła wafel ryżowy na podłogę, a ja nauczyłam się, że czasem najlepszym sposobem, by pomóc naturze, jest po prostu odejść i pozwolić jej poradzić sobie samej.
Gotowi, by wprowadzić do swojego domu nieco mniej stresującą formę natury? Odkryjcie nasze niezbędniki z bawełny organicznej i drewniane zabawki, które nie będą wymagały telefonu do ośrodka ratownictwa dla dzikich zwierząt.
Pytania, które prawdopodobnie właśnie teraz googlujecie
Czy mogę po prostu zrobić gniazdo z pudełka po butach, jeśli prawdziwe zostało zdmuchnięte?
Właściwie, tak. Pan ratownik powiedział mi, że można zrobić dziurki w dnie starego plastikowego pudełka po maśle lub koszyczka po jagodach, wyłożyć je ręcznikiem papierowym i przymocować drutem do gałęzi w pobliżu miejsca, w którym znajdowało się pierwotne gniazdo. Rodzice zazwyczaj je odnajdą. Tylko nie używajcie niczego, co zatrzymuje wodę, bo inaczej biedactwa utoną przy najbliższym deszczu.
Czy ptasia mama mnie zaatakuje, jeśli odłożę jej dziecko z powrotem?
Prawdopodobnie nie, choć podejrzewam, że będzie was oceniać z daleka. Mogą trochę pikować i wydawać gniewne odgłosy, ale w większości są po prostu zestresowane. Po prostu szybko włóżcie małego różowego „surowego kurczaka” z powrotem do gniazda i wycofajcie się do domu, aby mogły zająć się swoimi sprawami.
Moje dziecko na pewno go dotykało. Czy potrzebujemy antybiotyków?
O ile wasze dziecko nie odgryzło kawałka ptaka, potrzebujecie po prostu bardzo agresywnej sesji mycia rąk. Dzikie ptaki przenoszą mnóstwo dziwnych pasożytów i obrzydliwości, więc traktujcie to tak, jakby wasz maluch właśnie dotknął podłogi w publicznej toalecie. Gorąca woda, dużo mydła i postarajcie się nie wpadać w panikę.
Zdążyłam/em już podać mu wodę przed przeczytaniem tego tekstu. Co teraz?
Jeśli ptaszek nadal oddycha i wydaje się, że nic mu nie jest, po prostu natychmiast przestańcie to robić. Pobierają całą potrzebną im wodę z owadów, które rodzice wpychają im do gardła. Jeśli świszczy lub z dzioba wydobywają się bąbelki, prawdopodobnie musicie zadzwonić do ośrodka rehabilitacji zwierząt, ponieważ mogło dojść do zachłyśnięcia.





Udostępnij:
Czego o 3 nad ranem nauczyła mnie ojcowska era Justina Biebera
Mit gwiazdek Michelin: Jak przetrwać erę domowego bistro dla malucha