Byłam dokładnie w trzydziestym czwartym tygodniu ciąży z Mayą, pocąc się obficie w musztardowej bluzce ciążowej, która miała na obojczyku plamę z kawy w kształcie Florydy. Była 15:14 we wtorek, co jest uniwersalnie najgorszą porą dnia, gdy masz w domu malucha, a ja stałam na środku naszego salonu, desperacko próbując delektować się ostatnim ciepłym łykiem mojej ciemno palonej kawy. Leo, który miał wtedy trzy lata i był absolutnie, bezwstydnie dziki, stał na dywanie vintage, który dostaliśmy od teściowej, trzymając twardą plastikową zabawkę za nogę i wymachując nią agresywnie jak średniowieczną maczugą. Miał na sobie piżamę ze Spider-Manem. Było wtorkowe popołudnie, jak już mówiłam. W każdym razie, rzecz w tym, że mój mąż Dave delikatnie zasugerował tego ranka, że może nie robimy wystarczająco dużo, aby przygotować Leo na rychłe przybycie jego siostry. No błagam, Dave, co miałam zrobić? Przedstawić przy śniadaniu prezentację w PowerPoincie na temat dynamiki relacji między rodzeństwem?
Tylko gapiłam się na mojego syna, gdy rzucał plastikową zabawką w poduszki na kanapie, zastanawiając się, jak na świecie ten mały, niszczycielski huragan w postaci dziecka poradzi sobie z kruchym noworodkiem. Miałam na sobie tę ogromną, zwiewną koszulę, ponieważ nic innego nie mieściło się na moim brzuchu, i pamiętam, że po prostu głaskałam się po brzuchu, myśląc: o boże, jesteśmy na to tak całkowicie nieprzygotowani.
Dlaczego moda ciążowa to w zasadzie spisek producentów namiotów
Porozmawiajmy przez chwilę o ubraniach, bo nikt tak naprawdę nie przygotowuje cię na absolutny estetyczny upadek, jakim jest trzeci trymestr. Jeśli szukasz bluzek zaprojektowanych dla kobiet w ciąży, nieuchronnie trafiasz na te fasony odcinane pod biustem, które uciskają cię tuż pod piersiami, a potem rozszerzają się w masywny, powiewający spadochron. Pasują uniwersalnie na dokładnie zero osób, ale to jedyna rzecz, która faktycznie się sprawdza. Żyłam w tych zwiewnych bluzkach typu baby doll dosłownie przez sześć miesięcy.
Nienawidziłam ich. Naprawdę. Czułam się jak chodzący, wyczerpany dzwon za każdym razem, gdy uderzał we mnie powiew wiatru. Miałam taką jedną w kwiatki, w której wyglądałam jak przepełniony fotel z domu opieki z lat osiemdziesiątych. Dave powiedział mi kiedyś, że wyglądam „promiennie”, kiedy miałam ją na sobie, a ja szczerze mówiąc o mało nie rzuciłam mu butem w głowę, bo wiedziałam, że wyglądam po prostu jak poobijana, spocona gruszka. Rzecz jednak w tym, że są one niesamowicie praktyczne. Kiedy jesteś w zaawansowanej ciąży, po prostu potrzebujesz cyrkulacji powietrza. Potrzebujesz czegoś, co nie będzie przyklejać się do elastycznego pasa twoich legginsów ciążowych. A w połogu? O rany, połóg. Po narodzinach Mayi te same bluzki były jedyną rzeczą, która ukrywała przerażającą rzeczywistość siateczkowych majtek szpitalnych i okładów z lodu. Po prostu wrzucasz na siebie zwiewną bluzkę, udajesz, że ogarniasz życie i masz nadzieję, że nikt nie zauważy, że od czterech dni nie myłaś włosów.
Będę bronić kroju odcinanego pod biustem do upadłego z tego właśnie powodu, mimo że spakowałam wszystkie swoje do pudeł w sekundę po zakończeniu karmienia i zesłałam do najciemniejszego kąta na strychu.
Kategorycznie odmawiam ubierania moich dzieci w sztywne dżinsowe ogrodniczki, ponieważ niemowlęta nie powinny nosić spodni, które wymagają paska, kropka.
Dr Klein i te magiczne sprawy z empatią w mózgu
Wróćmy więc do salonu i incydentu ze średniowieczną maczugą. Na naszej ostatniej wizycie kontrolnej przed narodzinami Mayi, nasza pediatra, dr Klein, delikatnie zasugerowała, że może powinniśmy kupić Leo prawdziwą zabawkę, żeby mógł poćwiczyć. Nie ciężarówkę. Nie klocki. Prawdziwą, miękką zabawkę w kształcie człowieka. Powiedziała, że to pomaga budować empatię. Faktycznie narysowała mały diagram mózgu na odwrocie ręcznika papierowego w gabinecie, mrucząc coś o tym, że tył mózgu – jakaś bruzda z tyłu? – rozświetla się, gdy dzieci odgrywają role z tego typu zabawkami.

Nie jestem neurobiologiem. Mój mózg to w tym momencie w około 80% suchy szampon i resztki krakersów w kształcie rybek. Ale z tego, co zrozumiałam, danie dziecku zabawki do opieki jakoś podstępem włącza jego małe ośrodki empatii, dzięki czemu uświadamia sobie, że inni ludzie (i przyszłe siostry) też mają uczucia i nie należy ich uderzać głową. Brzmiało to trochę jak science fiction, ale byłam tak zdesperowana w poszukiwaniu rozwiązania, które nie polegałoby na krzyczeniu „delikatne rączki!” sześćset razy dziennie, że od razu weszłam do internetu i jedną kupiłam. Nie kupiliśmy takiej twardej, plastikowej, z przerażającymi, mrugającymi oczami, bo są okropne i w rękach Leo zamieniłyby się głównie w ciężkie pociski. Kupiliśmy bardzo miękką, przytulaśną wersję.
Leo nazwał go Bobas D. Nie mam pojęcia dlaczego. Jego malutka buzia nie radziła sobie ze zbyt trudnymi dźwiękami, więc po prostu został Bobasem D, i to imię się przyjęło.
Trenowanie trzylatka, żeby nie był potworem
Przedstawienie Bobasa D Leo było bardzo chaotycznym procesem. Jeśli po prostu wciśniesz zabawkę swojemu dziecku i będziesz się modlić, żeby od razu nie rzuciło nią w psa, pokazując jednocześnie jakieś delikatne ruchy głaskania i agresywnie szepcząc, jak to musimy mieć "delikatne rączki" dla dzidziusia, to może w końcu zobaczysz jakieś postępy.

Próbowałam nauczyć go bycia delikatnym, ćwicząc owijanie. Wyciągnęłam Bambusowy Kocyk Dziecięcy w kolorowe liście — który, nawiasem mówiąc, był niesamowicie miękki i w ogóle nie przypominał tego dziwnego, drapiącego, syntetycznego polaru, od którego zawsze dostaję pokrzywki. To mieszanka bawełny organicznej i bambusa, która rewelacyjnie oddycha. W każdym razie, dałam go Leo i spróbowałam pokazać mu, jak zawinąć Bobasa D w małe burrito. Zazwyczaj po prostu rzucał kocyk na twarz zabawki i krzyczał „DUCH!”, ale z czasem zaczął układać zabawkę do snu. Rozkładał kocyk, kładł Bobasa D na środku i byle jak zaginał rogi. To był dobry początek.
Potem przeszliśmy do uspokajania. Dr Klein powiedziała, żeby pozwolić mu naśladować moją rutynę. Więc kiedy przebieraliśmy w naszych zmagazynowanych dziecięcych akcesoriach, dałam Leo gryzak i kazałam dać go zabawce, kiedy „płacze”. Tu muszę być całkowicie szczera na temat rzeczy, których naprawdę potrzebujecie. Kupiliśmy Gryzak Grzechotkę Miś z Drewnianym Kółkiem Zestaw Sensoryczny z Kianao i było to zdecydowanie absolutnie najlepsze odkrycie w naszym pojemniku na zabawki. Miało uroczą, zaspaną, szydełkową główkę misia, przymocowaną do kółka z surowego drewna bukowego.
Leo nieustannie "karmił" nim Bobasa D. Wpychał drewniane kółko w materiałową twarz zabawki i agresywnie kazał jej być cicho. Ale prawdziwa magia wydarzyła się później, kiedy urodziła się Maya i od razu zaczęła ząbkować w wieku zaledwie czterech miesięcy, co jest całkowicie niesprawiedliwe. Żuła to drewniane kółko tak, jakby płacili jej za to stawkę godzinową. Drewno miało idealną twardość dla jej dziąseł, część szydełkowa była na tyle miękka, że gdy nieuchronnie uderzyła się nią w czoło, nie płakała, i po prostu było to... estetyczne? W sensie, nie wyglądało to jak jaskrawy, plastikowy śmieć leżący na moim dywanie w salonie. Przetrwało oboje moich dzieci i prawdopodobnie zachowam je w pudełku z pamiątkami, bo emocjonalnie związałam się z drewnianym misiem. Niech Bóg ma mnie w opiece.
Mieliśmy też Gryzak Silikonowy Bambusowy Panda. Był... w porządku. Szczerze mówiąc, był po prostu okej. Mój mąż kupił go, bo spodobała mu się panda i jasne, silikon spożywczy był całkowicie bezpieczny i nie miał żadnego dziwnego chemicznego zapachu. Największą zaletą było to, że można go było dosłownie wrzucić na górną półkę zmywarki, gdy pokrył się sierścią psa i tajemniczymi kłaczkami z dywanu. Ale po prostu nie miał tej samej rzemieślniczej duszy co grzechotka z misiem, wiecie? Maya żuła go przez trzy minuty, nudziła się, a potem wyrzucała z wózka. Zdecydowanie był to gryzak zapasowy na wypadek, gdy miś zgubił się gdzieś pod siedzeniami w samochodzie.
Jeśli właśnie próbujesz przetrwać apokalipsę ząbkowania, ukrywasz swoje ciało po porodzie w ogromnych koszulach albo po prostu starasz się, by twój dziki maluch zrozumiał, czym jest empatia poprzez zabawę, sprawdź kolekcję gryzaków i zabawek uspokajających od Kianao, bo szczerze mówiąc, wszyscy potrzebujemy odrobiny pomocy, by po prostu dotrwać do pory snu.
Prawda o ubieraniu prawdziwego noworodka
Przewińmy kilka tygodni do przodu. Maya przyszła na świat. Zmiana była dość chaotyczna, ale Leo naprawdę nie próbował jej uderzać głową, co w pełni przypisuję obozowi treningowemu z Bobasem D. Biegał po swój kocyk, kiedy płakała, co było niesamowicie urocze, nawet jeśli zazwyczaj rzucał go prosto na jej twarz.
Ale to, przed czym nikt mnie nie ostrzegł, to kwestia ubrań, kiedy już faktycznie się pojawiła. Zdecydowaliśmy się na pieluchy wielorazowe, głównie dlatego, że Dave obejrzał film dokumentalny o wysypiskach śmieci i miał kryzys egzystencjalny, a częściowo dlatego, że wzory wydawały mi się urocze. Oto naga prawda o pieluchach wielorazowych: sprawiają, że pupa twojego dziecka robi się absolutnie gigantyczna. Wyglądają tak, jakby przez cały czas nosiły na tyłku grubo wyściełaną poduszkę z kanapy.
Więc tak, standardowe body to koszmar. Wiecie o jakich mówię – tych uroczych małych pajacykach, które zapina się w kroku na zatrzaski? Jeśli wasze dziecko nosi pieluchę wielorazową, te zatrzaski będą walczyć o życie. Albo musisz wziąć tak duży rozmiar, że dekolt spada z ich ramion, przez co wyglądają, jakby miały na sobie imprezowy top z odsłoniętymi ramionami z 2004 roku, albo zatrzaski po prostu odpinają się za każdym razem, gdy dziecko zegnie nóżki.
Rozwiązanie? Koszulki odcinane pod biustem dla dziecka. Tak. Dokładnie ten sam fason, którego nienawidziłam na własnym ciele przez ostatnie sześć miesięcy, nagle okazał się najgenialniejszym rozwiązaniem technologicznym, jakie kiedykolwiek wymyślono dla mojego niemowlaka. Kupujesz takie małe zwiewne koszulki, które są dopasowane na klatce piersiowej i rozszerzają się nad brzuchem. Idealnie układają się na masywnej wielorazowej pieluszce, nie krępując ruchów, nie ma żadnych zatrzasków w kroku, z którymi trzeba się brutalnie siłować o 2 w nocy w ciemności, a w połączeniu z elastycznymi legginsami z bawełny organicznej wyglądają po prostu przeuroczo.
To był taki dziwny moment powrotu do punktu wyjścia. Spędziłam całą ciążę narzekając na fason moich ubrań, tylko po to, by zdać sobie sprawę, że rozkloszowany, luźny krój jest naprawdę szczytem komfortu, kiedy twój obwód (lub obwód pieluchy) gwałtownie się powiększa. W końcu kupiliśmy dla Mayi całą masę bluzeczek z bawełny organicznej w dokładnie takim stylu. Naturalne włókna tak dobrze oddychały, że nigdy nie miała tych dziwnych, czerwonych potówek w fałdkach na szyi, a jej wielka, wyściełana pupa nie była niczym skrępowana podczas nauki raczkowania.
Chyba morał z tego taki, że niezależnie od tego, czy jesteś trzydziestokilkuletnią kobietą próbującą przetrwać trzeci trymestr, maluchem uczącym się, jak dbać o miękką zabawkę, czy niemowlakiem po prostu próbującym zmieścić gigantyczną pieluchę wielorazową w swoim ubranku, wszyscy po prostu potrzebujemy trochę więcej przestrzeni do oddychania. No i może naprawdę fajnego drewnianego misia do żucia.
Zanim całkowicie oszalejesz, próbując ubrać wiercące się niemowlę w sztywne zatrzaski lub nauczyć malucha „delikatnych rączek”, funkcjonując na zerowej ilości snu, weź głęboki oddech i odkryj niezbędne produkty z bawełny organicznej od Kianao, aby uczynić tę całą chaotyczną podróż zwaną rodzicielstwem odrobinę łagodniejszą.
Często Zadawane Pytania (Lub Rzeczy, Które Wyguglowałam O 3 W Nocy)
Czy naprawdę muszę kupować mojemu maluchowi zabawkę przed narodzinami nowego dziecka?
Słuchaj, muszę to mocne słowo. Ale jeśli twój maluch traktuje teraz zwierzaka domowego jak przeciwnika zapaśniczego, to tak, to naprawdę pomaga. Dr Klein powiedziała mi, że chodzi o stymulację ośrodków empatii w mózgu. Nie potrzebujesz drogiej zabawki, która płacze albo robi siusiu. Wystarczy taka miękka, przytulaśna, którą można agresywnie wyściskać i czasem zawinąć w kocyk.
Dlaczego ludzie nienawidzą używać body z pieluchami wielorazowymi?
Dlatego, że wielorazowa pielucha jest dosłownie dwa razy większa od jednorazowej! Jeśli spróbujesz naciągnąć standardowe body zapinane w kroku na pieluchę wielorazową, naprężenie będzie wręcz absurdalne. To tak, jakbyś fundowała swojemu niemowlakowi nieustanne wbijanie się ubrań. Zwiewne koszulki do elastycznych spodni to jedyny sposób, by nie zwariować.
Jak wyczyścić ten drewniany gryzak w kształcie misia, jeśli dziecko upuści go na dworze?
Nie mocz drewna! Zrobiłam ten błąd raz z drewnianą zabawką i wygięła się w dziwny kształt półksiężyca. Po prostu weź wilgotną szmatkę z odrobiną łagodnego mydła, przetrzyj drewniane kółko i pozwól mu wyschnąć na powietrzu. Część szydełkową można delikatnie wyprać ręcznie w umywalce z użyciem ciepłej wody. Dość szybko schnie.
Czy bambus jest naprawdę lepszy niż zwykła bawełna na kocyki dziecięcy?
Z mojego bardzo chaotycznego doświadczenia wynika, że tak. Bambus w dotyku jest zaskakująco jedwabisty i o wiele lepiej oddycha. Maya była zawsze bardzo ciepła – jak mały piecyk – więc standardowy polar sprawiał, że budziła się zalana potem. Kocyk z mieszanki bambusowej zapewniał jej ciepło, ale nie była spocona, co oznacza, że autentycznie spała, a to z kolei znaczy, że ja też naprawdę pospałam.





Udostępnij:
Absurd ojców z sitcomów i lepka rzeczywistość kropelek z witaminą D
Wielki test detektora tętna: dlaczego przestałem śledzić bicie serca