Ukrywam się właśnie w łazience na dole, podczas gdy moje dwuletnie bliźniaczki próbują zdemontować w przedpokoju w idealnym stanie karton z Amazona, a ja gorączkowo przeglądam na telefonie ogłoszenia o sprzedaży małych kózek w Cobleskill.
Możecie całkiem słusznie zapytać, dlaczego pozbawiony snu dziennikarz mieszkający w londyńskim mieszkaniu przegląda ogłoszenia o sprzedaży zwierząt hodowlanych w północnym stanie Nowy Jork. Zaczęło się w zeszły wtorek na miejskiej farmie w pobliżu Surrey Docks. Bliźniaczka A (ta gryząca) nawiązała intensywny kontakt wzrokowy z miniaturową kózką. Kózka odwzajemniła spojrzenie, wydała z siebie dźwięk przypominający odchrząkującego mężczyznę w średnim wieku, a ja doznałem potężnego, chwilowego zaćmienia umysłu. Nagle zrodziła się we mnie żywa, romantyczna wizja porzucenia naszej całej miejskiej egzystencji, przeprowadzki do hrabstwa Schoharie i hodowli niewielkiego stada. Przeczytałem o drugiej w nocy artykuł o genialnym programie rolniczym na SUNY Cobleskill i w moim mocno osłabionym stanie psychicznym uznałem, że to jest nasze przeznaczenie.
Zanim dopadła mnie ta dziwna obsesja, moja wiedza o zwierzętach gospodarskich była czysto teoretyczna. Naprawdę wierzyłem, że mała koza to w zasadzie taki pies z kopytami, który przy okazji wygodnie skosi trawnik, uroczo wyglądając na zdjęciach.
Rzeczywistość, jak odkryłem podczas tygodnia maniakalnych poszukiwań w internecie, ukrywając się przed moimi dziećmi, jest o wiele gorsza.
Problem samotnych zwierząt hodowlanych
Mój pierwszy genialny plan polegał na kupieniu tylko jednej sztuki. Miałem już nawet wybrane imię – w myślach pieszczotliwie nazywałem go „małym g”, wyobrażając sobie, jak truchta za wózkiem, gdy idziemy na kawę. Ale pod żadnym pozorem nie można kupić tylko jednej kozy.
Zgodnie z tym, co wyczytałem na każdym wściekłym forum hodowców, na które natrafiłem, te zwierzęta są od siebie potwornie uzależnione. Jeśli je odizolujesz, nie stają się po prostu trochę smutne; one dosłownie tracą zmysły. Miejscowy facet prowadzący pobliskie mini zoo powiedział mi, że samotna koza będzie dosłownie krzyczeć do zdarcia gardła, przestanie jeść i w zasadzie umrze z pękniętego serca, co jest poziomem dramatyzmu, który zazwyczaj widuję tylko wtedy, gdy pokroję tosty moich córek w trójkąty zamiast w kwadraty.
Zatem zamiast po prostu wziąć jednego zwierzaka, wsadzić go do ogródka i mieć nadzieję, że jakoś to będzie, jesteś prawnie i moralnie zobowiązany do kupienia pary, co natychmiast podwaja koszty paszy, rachunki od weterynarza i ilość odchodów, z którymi musisz się uporać, zanim jeszcze wypijesz poranną herbatę.
Kiedy tak zapadałem się w tę konkretną króliczą norę rolniczej niedoli, zaparkowałem bliźniaczki pod ich Drewnianym stojakiem edukacyjnym w salonie. Muszę przyznać, że autentycznie uwielbiam tę rzecz. Większość akcesoriów dziecięcych sprawia wrażenie zaprojektowanych tak, by rozpaść się, gdy tylko maluch trochę bardziej agresywnie na nie spojrzy, ale rama tego stojaka jest zadziwiająco niezniszczalna. Przetrwała Bliźniaczkę B, która używała wiszącego drewnianego słonika jako prowizorycznego trapezu, podczas gdy Bliźniaczka A próbowała żuć nogi stojaka. Dało mi to dokładnie czternaście minut względnego spokoju na czytanie o koziej biegunce, co w czasie rodzicielskim równa się w zasadzie dwóm tygodniom.
Choroby, które brzmią jak nazwy okropnych kapel indie
Porozmawiajmy o medycznym aspekcie wprowadzania zwierząt hodowlanych w otoczenie małych dzieci, ponieważ jest on po prostu przerażający.

Poruszyłem ten temat od niechcenia z naszym lekarzem rodzinnym z NFZ (NHS), dr. Evansem, podczas rutynowej wizyty z powodu tajemniczej wysypki u dziewczynek. Zapytałem go, czy powinienem się martwić chorobami odzwierzęcymi w kontekście miniaturowych zwierząt hodowlanych. Spojrzał na mnie zmęczonymi oczami człowieka, który widział już zbyt wiele, i krótko mówiąc, kazał mi szorować ręce dziewczynek do krwi, jeśli kiedykolwiek znajdą się w promieniu pięciu mil od mini zoo.
Najwyraźniej te urocze, małe stworzenia to chodzące szalki Petriego. Z tego, co potrafię wywnioskować z mojego wysoce niedoskonałego zrozumienia medycyny, trzeba je stale testować na takie choroby jak CAE (wirusowe zapalenie stawów i mózgu kóz) czy CL (serowate zapalenie węzłów chłonnych). Jestem prawie pewien, że CAE to jakiś rodzaj choroby stawów, która sprawia, że ich kolana puchną jak grejpfruty, ale szczerze mówiąc, przy moim braku snu, równie dobrze mogła to być po prostu literówka zrobiona o 3:00 w nocy.
- Są nosicielami bakterii E. coli, którą chętnie przekażą Twojemu maluchowi nieustannie wkładającemu rączki do buzi.
- Mogą przenosić Salmonellę, zmieniając ten uroczy sielski sen w żołądkowo-jelitowy koszmar.
- Zapadają na coś, co nazywa się kokcydiozą, jeśli zbyt wcześnie odstawisz je od matki, a to skutkuje wybuchowym bałaganem, o którym nie mam siły nawet pisać.
Porada mojego pediatry w zasadzie sprowadzała się do tego, by traktować zwierzęta hodowlane jak wysypiska toksycznych odpadów owinięte futrem. Jeśli twoje dziecko dotknie jednego z nich, od razu je szorujesz. Przy kontakcie ze zwierzętami z zagrody nie ma miejsca na nonszalanckie „oj tam, wytrzyj ręce o spodnie”.
Koszmar karmienia z butelki
Jeśli uważasz, że wstawanie co trzy godziny, by nakarmić ludzkie niemowlę, jest wykańczające, spróbuj to robić dla zwierzęcia hodowlanego. W niektórych miejscach sprzedaje się kózki, które mają zaledwie kilka tygodni, co oznacza, że to ty stajesz się ich matką. Musisz kupować specyficzne, dziwaczne smoczki Pritcharda i przygotowywać mleko zastępcze z proszku w idealnie dobranej temperaturze.
Przez sześć miesięcy karmiłem córki butelką o drugiej w nocy, snując się po kuchni jak zombie i mieszając mleko modyfikowane, starając się przy tym nie obudzić całej ulicy. Myśl, że miałbym to robić od nowa, ale tym razem zmuszony wyjść na zewnątrz w zacinającym, lodowatym deszczu, by nakarmić wrzeszczące zwierzę pachnące wilgotną wełną, napełnia mnie wielkim, egzystencjalnym przerażeniem.
W pewnym poradniku dla hodowców zalecono zachowanie spokoju, gdy zwierzę odrzuca butelkę, co uznałem za wybitnie bezużyteczną radę o 3:00 w nocy, gdy próbowałem po prostu ogarnąć logistykę całego procesu. Kózki będą uderzać głową w butelkę, a jeśli źle je trzymasz, mleko może dostać się do ich płuc. Mówiąc krótko – będą próbowały ulec samozniszczeniu przy każdej nadarzającej się okazji.
Kozy omdlewające po prostu przewracają się, gdy się klaśnie, co szczerze mówiąc przypomina zachowanie moich dzieci po nagłym spadku cukru, więc te od razu sobie darujemy.
Wielki mistrz ucieczek
Do tego dochodzi kwestia warunków mieszkalnych dla kóz. Miałem to niedorzeczne przekonanie, że można po prostu postawić mały, drewniany płotek sztachetowy i załatwione.

W rzeczywistości kozy postrzegają ogrodzenia nie jako przeszkody, ale jak zabawne łamigłówki do rozwiązania. Czytałem o ludziach wydających grube tysiące na wytrzymałą, plecioną siatkę, po której nie da się wspinać, tylko po to, by następnego ranka znaleźć swoje ukochane zwierzaki stojące na dachu samochodu. Musisz zbudować im szczelne i całkowicie suche schronienia bez przeciągów, ponieważ, mimo że są pokryte futrem, jeśli dotknie ich choćby jedna kropla deszczu, zachowują się, jakby zaczynały się topić.
Miałem tę szalenie optymistyczną fantazję o zawijaniu małej, karmionej z butelki kózki w nasz Bambusowy kocyk dla niemowląt w kolorowe liście, podczas gdy budowalibyśmy więź, relaksując się na werandzie. Prawda jest taka, że kózka prawdopodobnie przegryzłaby bambusowe włókna w jakieś trzydzieści sekund, a potem załatwiłaby się na moje buty. Żeby oddać mu sprawiedliwość – to doskonały kocyk dla ludzkich niemowląt. Jest bardzo miękki, a wzór w liście jest przyjemny dla oka, chociaż szczerze mówiąc, żyję w ciągłym strachu, że skurczę to cholerstwo w praniu, bo nigdy nie pamiętam, jakiej temperatury powinienem użyć w pralce. W efekcie kocyk głównie leży przewieszony przez oparcie fotela w pokoju dziecięcym i wygląda bardzo estetycznie, a ja na co dzień wpycham bliźniaczki w tanie, bawełniane śpioszki, których w ogóle nie żal mi zniszczyć.
Przypuszczam, że gdyby ktoś był naprawdę zdeterminowany w kwestii estetyki, mógłby zaopatrzyć się w Kocyk dziecięcy z organicznej bawełny z nadrukiem niedźwiadka polarnego do wózka spacerowego, ale zbliżanie dobrej gatunkowo, organicznej bawełny do zwierzęcia gospodarskiego to walka z wiatrakami.
Jeśli i Ty doszedłeś do wniosku, że hodowla inwentarza jednak nie jest dla Ciebie, ale nadal chcesz pięknych rzeczy dla swoich prawdziwych, ludzkich dzieci, możesz przejrzeć naszą kolekcję kocyków dziecięcych, które z pewnością nie zostaną zjedzone przez zwierzęta hodowlane.
Zderzenie z rzeczywistością
Zanim całkowicie wciągnie Cię romantyczna wizja przeglądania ogłoszeń o małych kózkach na sprzedaż w sielskim raju, jakim jest Cobleskill, czy gdziekolwiek indziej, musisz dokładnie przemyśleć, na co się piszesz.
Nie kupujesz po prostu uroczego zwierzaka, który będzie ładnie wyglądał na Instagramie. Zgadzasz się na niekończące się rachunki od weterynarza, specjalistyczne minerały o wysokiej zawartości miedzi (ponieważ pasza dla owiec dosłownie by je zabiła) i radość płynącą z konieczności usuwania im zalążków rogów. To taki uroczy mały zabieg, podczas którego wypalają komórki rogowe z czaszki kózki, gdy ma zaledwie tydzień, po to, by jako dorosły osobnik nie mogła przypadkowo nabić na rogi Twojego dwulatka. Spróbuj wyjaśnić ten proces płaczącemu dziecku.
- Co myślałem, że zrobię: Kupię jedną kozę, wpuszczę ją do ogródka i będę robił słodkie zdjęcia.
- Co faktycznie musisz zrobić: Kupić dwie kozy, zbudować fortecę, zrobić zapas specjalistycznych minerałów, nauczyć się podawać szczepionki i modlić się, żeby nie zjadły nagradzanych krzewów róż sąsiada.
Tak oto marzenie o przeprowadzce do północnego stanu Nowy Jork i staniu się krzepkim tatą-hodowcą kóz oficjalnie legło w gruzach. Zostaję w Londynie, gdzie jedynym żywiołem niszczącym mój dom są moje dwulatki, a jedyne odchody, z którymi muszę się mierzyć, są zawsze starannie zapakowane w pieluchę.
Gotowi, by trzymać się standardowego rodzicielstwa, uprawianego w domowym zaciszu i z dala od inwentarza? Sprawdźcie nasze zrównoważone, drewniane zabawki, które z pewnością nie zaczną na Was wrzeszczeć, gdy tylko zostawicie je same w pokoju.
Kłopotliwe pytania o zwierzęta hodowlane, które wpisywałem w Google o 2:00 w nocy
Czy można mieć tylko jedną kozę?
Absolutnie nie. Są to zwierzęta wysoce stadne i będą głośno, uporczywie uprzykrzać Ci życie, dopóki nie kupisz im towarzysza. Wzięcie tylko jednej sztuki to w zasadzie gwarancja posiadania nieszczęśliwego, wniebogłosy krzyczącego zwierzaka, na którego sąsiedzi w końcu doniosą do urzędu dzielnicy.
Czy one naprawdę jedzą wszystko?
Nie zjedzą blaszanych puszek, jak w kreskówkach, ale bez oporów ogołocą z kory Twoje ulubione drzewa, zjedzą toksyczne rośliny z powodu braku zdrowego rozsądku i będą podgryzać zamki w kurtkach. Należą do zwierząt żerujących na pędach, a nie pasących się na łące, co oznacza, że wolą obgryzać Twoje drogie nasadzenia w ogrodzie niż skubać trawę, na której stoją.
O co chodzi z tym usuwaniem rożków (dekornizacją)?
To bardzo ponura procedura, w której weterynarz (albo wyjątkowo odważny hodowca) wypala zawiązki rogów z główki kózki, gdy ta ma zaledwie kilka dni. Brzmi to absolutnie barbarzyńsko, ale alternatywą jest dorosłe zwierzę z potężnymi rogami, które mogłoby zupełnie przypadkowo wziąć na rogi Twojego dwulatka. To jedno z tych trudnych do przetrawienia rolniczych realiów, przez które zaczynasz od nowa kwestionować cały ten pomysł.
Czy rasy miniaturowe są rzeczywiście bezpieczniejsze dla dzieci?
Kozy rasy karłowatej nigeryjskiej są mniejsze i przeważnie bardziej przyjazne, co oznacza, że kiedy w końcu – co jest nieuniknione – uciekną z zagrody i na Ciebie skoczą, będą ważyły jakieś 20 kilogramów zamiast 70. Więc w tym sensie tak, stanowią nieco mniejsze zagrożenie dla życia małych dzieci. Wciąż jednak są to zwierzęta gospodarskie, które mają kopyta i nieprzewidywalne nastroje.
Czy powinienem kupić kózke do karmienia z butelki?
Tylko i wyłącznie wtedy, gdy tęsknisz za bezgranicznym wyczerpaniem z fazy noworodkowej u dziecka i pragniesz odtworzyć ten stan za pomocą zwierzęcia. Zakup odstawionego od matki koźlaka w wieku 8-12 tygodni jest o wiele łatwiejszy, bezpieczniejszy i sprawia, że omijają Cię sesje rozrabiania specjalistycznego mleka zastępczego, którym mogłyby towarzyszyć Twoje szlochy w





Udostępnij:
Jak stworzyć zestaw prezentowy dla dziewczynki, który naprawdę się przyda
Ten przerażający dźwięk: kiedy niemowlę zaczyna zgrzytać zębami