Było wtorkowe popołudnie w 2018 roku, a ja siedziałam za kierownicą mojej Hondy CR-V na parkingu przed apteką. Miałam na sobie musztardowy sweter ciążowy, w którym wyglądałam jak mocno poobijany banan, i totalnie zanosiłam się płaczem nad maleńką buteleczką tabletek. W uchwycie obok pociła się letnia, bezkofeinowa mrożona kawa. Moja lekarka prowadząca, dr Evans, właśnie mimochodem wspomniała na wizycie w 12. tygodniu ciąży, że muszę zacząć codziennie przyjmować niskodawkową aspirynę.

Zaraz, co?

Myślałam, że aspiryna to ta jedna, powszechnie uznana rzecz, której pod żadnym pozorem nie bierze się, gdy hoduje się w sobie małego człowieka. Coś jak sushi ze stacji benzynowej, niepasteryzowany ser czy jacuzzi. Byłam tego tak pewna, że przez ostatnie trzy miesiące bałam się choćby spojrzeć na opakowanie ibuprofenu, gdy bolała mnie głowa. Zamiast tego wolałam leżeć w ciemnym pokoju z zimnym kompresem na oczach, podczas gdy mój mąż Mark niezręcznie klepał mnie po ramieniu i pytał, czy chcę tosta.

Więc tego dnia nie kupiłam tych tabletek. Pojechałam do domu. Otworzyłam laptopa. I zrobiłam jedyną rzecz, przed którą ostrzega cię każdy lekarz na planecie: zanurkowałam w internetowe fora.

Wylądowałam na jakimś forum z 2006 roku, gdzie użytkowniczka o nicku MamaBear44 opowiadała przerażającą, opartą w stu procentach na plotkach historię o tym, jak sąsiadka jej kuzynki brała zwykłe leki przeciwbólowe i zniszczyła nerki swojemu dziecku. Wpadłam w totalną panikę. Uznałam tu i teraz, że wiem lepiej niż moja lekarka, która dosłownie spędziła na studiach medycznych ponad dekadę, i przez bite dwa tygodnie odmawiałam brania leku. W tym czasie Mark powoli tracił zmysły, patrząc, jak cztery razy dziennie mierzę sobie ciśnienie przy kuchennym blacie.

Krótko mówiąc: byłam idiotką.

Gigantyczne końskie piguły kontra ta jedna malutka

Porozmawiajmy przez chwilę o witaminach prenatalnych, bo do dziś mnie to wkurza. Musiałam już dławić się tą gigantyczną, kredową witaminą dla ciężarnych, która smakowała jak czysta ryba i była wielkości standardowej baterii AAA. Codziennie rano zbierało mi się przez nią na wymioty. Musiałam się psychicznie nastawiać, żeby w ogóle przełknąć to cholerstwo, zwykle krążąc po kuchni i agresywnie popijając sokiem pomarańczowym.

A potem pojawiło się to nowe zalecenie, żeby brać niskodawkową aspirynę. Tabletka 81 mg.

Wiecie, jak małe jest 81 miligramów? To w zasadzie pyłek. Jest tak mała, że jak spadnie ci na podłogę w łazience, to staje się własnością fugi między płytkami. Już nigdy jej nie znajdziesz. To dla mnie wręcz komiczne, że branża suplementów dla ciężarnych oczekuje od kobiet, które non stop borykają się z mdłościami i są wrażliwe na wszystko, że będą połykać wielkie głazy w ramach codziennej porcji witamin, a z kolei rzeczywista interwencja medyczna, która może uratować ci życie, jest wielkości ziarenka sezamu.

W końcu zaczęłam po prostu wrzucać tę malutką pigułkę na tył gardła razem z porannym tostem i nawet nie zauważałam, kiedy ją połykałam.

Co naprawdę powiedziała mi dr Evans, gdy się przyznałam

Kiedy w końcu poszłam na wizytę w 16. tygodniu, musiałam przyznać się dr Evans, że nie brałam tej aspiryny, bo MamaBear44 z internetu mi tego odradziła. Myślałam, że będzie na mnie krzyczeć. Zamiast tego po prostu westchnęła, przysunęła sobie stołek i wyjaśniła, co tak naprawdę dzieje się w moim ciele.

Powiedziała mi, że przyjmowanie niskodawkowej aspiryny to coś zupełnie innego niż branie zwykłych leków przeciwbólowych dla dorosłych, które zazwyczaj mają 325 mg lub więcej i zdecydowanie *mogą* powodować dziwne problemy z sercem i nerkami u dziecka na późniejszym etapie ciąży. Ta w małej dawce działa jak łagodny lek rozrzedzający krew i pomaga na obrzęki.

Wyjaśniła, że stan przedrzucawkowy – to to straszne słowo, którego próbowałyśmy uniknąć – występuje, gdy ciśnienie krwi gwałtownie rośnie, ponieważ łożysko nie jest odpowiednio ukrwione. To tak, jakby rury doprowadzające jedzenie do dziecka były zatkane, więc twoje serce musi pompować znacznie mocniej, aby przepchnąć składniki odżywcze, co z kolei obciąża wszystkie twoje narządy. Ta maleńka pigułka w zasadzie po prostu smaruje te trybiki. Utrzymuje mikroskopijne naczynia krwionośne w łożysku otwarte i zadowolone, dzięki czemu dziecko dostaje tlen, a twoje nerki nie wariują.

Kiedy ujęła to w ten sposób, nagle ta maleńka pigułka wydała mi się naprawdę mądrym hydraulikiem, a ja poczułam się jak skończona kretynka, że w nią wątpiłam.

Dlaczego w ogóle znalazłam się na liście "wysokiego ryzyka"

Samo usłyszenie określenia "wysokie ryzyko", gdy jesteś w ciąży, wystarczy, żebyś miała ochotę zwymiotować, nawet jeśli nie masz jeszcze porannych mdłości.

Why I was on the "high risk" list to begin with — Why My Doctor Pushed The Tiny Pill During My First Pregnancy

Ale kryteria przepisywania tego leku są szczerze mówiąc dość szerokie. Dostałam tę łatkę, bo miałam 35 lat – co środowisko medyczne pieszczotliwie nazywa "zaawansowanym wiekiem matczynym" (to beznadziejny termin, przez który czujesz, że twoje jajeczka dosłownie obracają się w pył) – i była to moja pierwsza ciąża. Miałam też lekko podwyższone BMI, ponieważ, mówiąc wprost, całe moje lata dwudzieste przetrwałam na bajglach i czystym stresie.

Moja lekarka powiedziała, że posiadanie choćby kilku z tych umiarkowanych czynników ryzyka – wiek powyżej 35 lat, pierwsze dziecko, odrobina nadwagi, a nawet sam fakt posiadania mamy lub siostry, które miały wysokie ciśnienie krwi podczas swoich ciąż – wystarczyło, aby uzasadnić codzienną dawkę 81 mg. To teraz ponoć bardzo powszechne. Zmniejsza ryzyko wczesnego stanu przedrzucawkowego o jakąś szaloną liczbę, rzędu ponad 60 procent, więc lekarze przekazują to zalecenie wielu z nas.

Odwracanie uwagi poprzez agresywne wicie gniazda

Kiedy w końcu zaczęłam brać tę pigułkę, mój niepokój wcale magicznie nie zniknął. Wciąż martwiłam się każdym najmniejszym ukłuciem i skurczem. Ale zamiast wyszukiwać w Google badania medyczne, których nie rozumiałam, przekierowałam całą tę nerwową energię na wicie gniazda. I to na absolutnie psychotycznym poziomie. Kupowałam rzeczy, których nawet jeszcze nie potrzebowaliśmy, tylko po to, żeby czuć, że mam jakąś kontrolę nad sytuacją.

Jedną z absolutnie najlepszych rzeczy, jakie kupiłam podczas tej maniakalnej fazy, było niemowlęce body z bawełny organicznej od Kianao. Mówię wam, początkowo kupiłam mnóstwo tanich, syntetycznych ubranek w sieciówce, bo myślałam: "ubranie to ubranie". Wielki błąd. Kiedy urodził się Leo, był środek lipca i strasznie się pocił. Za każdym razem, gdy ubierałam go w te tanie rzeczy, dostawał na szyi i plecach tej okropnej, czerwonej wysypki z przegrzania. Płakałam, bo myślałam, że psuję własne dziecko.

Przerzuciłam go na to bawełniane body bez rękawów i poczułam różnicę jak między dniem a nocą. Materiał jest wręcz absurdalnie miękki – tak bardzo, że żałuję, że nie robią z niego spodni dresowych dla dorosłych – i naprawdę pozwala jego skórze oddychać. Miało takie sprytne, kopertowe wykończenie na ramionach, więc kiedy przytrafiała mu się gigantyczna awaria pieluchy (co działo się non stop, o rany), mogłam ściągnąć całe body w dół, zamiast przeciągać kupę przez jego głowę. Zasadniczo była to jedyna rzecz, jaką nosił przez pierwsze trzy miesiące swojego życia.

Podczas tych nocnych, stresujących zakupów kupiłam też ten zestaw miękkich klocków dla niemowląt. Miałam tę absurdalną fantazję, że będę siedzieć na nieskazitelnie białym dywanie i uczyć moje niemowlę podstaw matematyki. Szczerze? Są po prostu okej. To miękkie, gumowe klocki. Leo ledwo na nie spojrzał, a moje drugie dziecko, Maya, głównie używało klocka z numerem 4 jako gryzaka przez okrągłe sześć miesięcy. Są zupełnie w porządku i nie bolą, kiedy nadepniesz na nie boso o 3 nad ranem w ciemności, co jest ogromnym plusem, ale ostatecznie skończyły po prostu zbierając psią sierść pod kanapą.

W każdym razie, jeśli właśnie wpadacie w spiralę paniki z powodu ciśnienia krwi i potrzebujecie odwrócenia uwagi, gorąco polecam przejrzenie kolekcji ubranek niemowlęcych z bawełny organicznej zamiast czytania forów medycznych. To znacznie lepsze dla waszego tętna.

Sytuacja ze zgagą

Muszę was jednak ostrzec przed zgagą. O mój Boże.

The heartburn situation — Why My Doctor Pushed The Tiny Pill During My First Pregnancy

Codzienne zażywanie aspiryny może sprawić, że twój żołądek cię znienawidzi. Około 20. tygodnia zaczął męczyć mnie ognisty refluks, przez który czułam się, jakby w moim przełyku zamieszkał smok. Budziłam się o 2 w nocy, dosłownie krztusząc się kwasem. Mark wciąż mi powtarzał, że muszę przestać się stresować i po prostu pić więcej wody, śpiąc wyżej na poduszkach. Szczerze mówiąc, miałam ochotę rzucić mu butelką z wodą w głowę, bo on mógł sobie w tym czasie spać na brzuchu w błogiej nieświadomości.

Dr Evans kazała mi przerzucić się na wersję dojelitową tej aspiryny. Mają one specjalną otoczkę, która powstrzymuje tabletkę przed rozpuszczeniem w żołądku i sprawia, że dociera w całości do jelit, co dosłownie uratowało mi życie. Nauczyłam się również na własnej skórze, że muszę ją połykać w samym środku posiłku i popijać wielką szklanką wody, a nie łykać na sucho w biegu do pracy.

Proszę, nie bawcie się w farmaceutów

Największa lekcja, jaką wyciągnęłam z całej tej mojej dramatycznej sagi, jest taka, że naprawdę, ale to naprawdę nie powinnyście próbować same się leczyć ani diagnozować, kiedy jesteście w ciąży.

Nie zaczynajcie brać niskodawkowej aspiryny tylko dlatego, że brała ją wasza przyjaciółka, i absolutnie nie unikajcie jej, jeśli wasz lekarz kazał wam ją brać, tylko dlatego, że przeczytałyście jakiś straszny post na Facebooku. Są pewne osoby, które pod żadnym pozorem nie powinny jej stosować – na przykład jeśli macie zaburzenia krzepnięcia krwi lub nietypowe alergie – więc decyzję musi podjąć wasz ginekolog. Zazwyczaj chcą, aby zacząć ją brać w tym idealnym oknie między 12. a 16. tygodniem, czyli dokładnie w momencie, gdy ja byłam zajęta kłóceniem się z dr Evans we własnej głowie.

Kiedy zaakceptowałam, że ta mała pigułka stała się po prostu częścią mojej codziennej rutyny, szczerze mówiąc poczułam się lepiej. Czułam, że aktywnie robię coś, aby chronić Leo. W trzecim trymestrze przestałam już obsesyjnie sprawdzać ciśnienie i skupiłam się na fajnych rzeczach, takich jak składanie Tęczowego Stojaka Edukacyjnego, który w międzyczasie kupiłam.

Pamiętam, jak w 32. tygodniu ciąży siedziałam na podłodze w pokoju dziecięcym, zalewając się potem, podczas gdy Mark próbował skręcić ten drewniany stelaż. Po prostu gapiłam się na małego wiszącego słonika i płakałam ze szczęścia, bo to wszystko zaczynało wreszcie wydawać się realne. Swoją drogą ten stojak okazał się niesamowity. Nie jest plastikowy, nie świeci i nie wydaje z siebie okropnych, elektronicznych dźwięków, które nawiedzają cię w koszmarach. A Leo naprawdę uwielbiał uderzać w małe drewniane kółeczka, kiedy już ogarnął, jak w ogóle działają jego rączki.

Ciąża to dziwny, przerażający, ale i piękny chaos. Będziesz wątpić we wszystko, co wrzucasz do swojego ciała. Ale czasem zaufanie lekarzowi i wzięcie tej malutkiej pigułki jest dokładnie tym, co musisz zrobić, aby bezpiecznie dotrzeć do mety.

Zanim przejdziemy do niewygodnych pytań, które zadają sobie wszyscy, zrób sobie przysługę i sprawdź akcesoria i wyposażenie do pokoju dziecięcego od Kianao, żeby oderwać na chwilę myśli. Zasługujesz na przerwę od zamartwiania się.

Pytania, które w panice zadałam mojemu lekarzowi (i internetowi)

Czy mogę zamiast tego po prostu wziąć zwykły ibuprofen albo aspirynę dla dorosłych?

Na litość boską, nie. Nie rób tego. Niesteroidowe leki przeciwzapalne w standardowych dawkach dla dorosłych to ogromne "absolutnie nie", zwłaszcza w późniejszej ciąży, ponieważ mogą zaburzyć pracę nerek dziecka i stanowczo przedwcześnie zamknąć bardzo ważne naczynie krwionośne w jego sercu. Wersja niskodawkowa 81 mg to zupełnie inna bajka. Zawsze sprawdzaj miligramy na opakowaniu.

Kiedy właściwie przestajesz ją brać?

Moja lekarka kazała mi przestać ją brać w okolicach 36. lub 37. tygodnia, bo nie chciała, by moja krew była zbyt rzadka, gdy faktycznie zacznę rodzić (co po głębszym namyśle ma całkowity sens). Mam jednak przyjaciółki, którym zalecono brać ją aż do samego porodu, więc to zdecydowanie typ pytania w stylu "napisz do swojej położnej lub lekarza".

Czy to naprawdę daje gwarancję, że uniknę stanu przedrzucawkowego?

Chciałabym. To nie jest magiczna tarcza. To po prostu znacząco obniża ryzyko. Na samym końcu mojej ciąży z Leo i tak miałam lekko podwyższone ciśnienie krwi, ale nigdy nie rozwinęło się w ten straszny, pełnoobjawowy stan przedrzucawkowy, co zdaniem dr Evans było prawdopodobnie zasługą mojego nawyku codziennego brania aspiryny.

Czy przez to moje poranne mdłości się nasilą?

U mnie mdłości się nie nasiliły, ale za to miałam przez to potworną zgagę. Jeśli twój żołądek jest już i tak superwrażliwy przez hormony ciążowe, upewnij się, że kupujesz wersję w otoczce dojelitowej i nigdy nie bierz jej na pusty żołądek. Nauczyłam się tej lekcji na własnej skórze.