Drogi Tomku sprzed pół roku.

Stoisz właśnie przy wyspie kuchennej. Jest 23:42. Trzymasz w ręku nożyk do tapet i gapisz się na karton, który właśnie przyszedł ze specjalistycznego sklepu z zabawkami. Kiedy za jakieś trzy sekundy przetniesz tę taśmę pakową, zaczniesz krzyczeć. To nie będzie męskie, zaskoczone chrząknięcie, ale prawdziwy, wysoki pisk, który obudzi psa.

Bo z posłania z bibuły będzie gapić się na ciebie silikonowa twarz z drobiazgowo namalowanymi niebieskimi żyłkami na powiekach, wszczepionymi rzęsami i dokładnym, cętkowanym odcieniem skóry lekko pożółkłego noworodka. Przez chwilę pomyślisz, czy by nie zadzwonić na policję, po czym przypomnisz sobie, że dobrowolnie wydałeś własne pieniądze na tę hiperrealistyczną lalkę – rzekomo po to, by nauczyć swoje bliźniaczki trochę empatii, żeby przestały gryźć się nawzajem w żłobku.

Piszę do ciebie z przyszłości, żeby powiedzieć: odłóż nóż, weź głęboki oddech i zostaw to przerażające coś w pudełku do rana. Będzie dobrze. W pewnym sensie.

Koszmar rozpakowywania

Wydaje ci się, że wiesz, jak wygląda lalka. Ze sto razy wędrowałeś po dziale dziecięcym w Smyku, widziałeś te twarde plastikowe lale z przerażającymi oczami, które z trzaskiem się zamykają, gdy przechylisz je do tyłu. One są w porządku. Od razu widać, że to zabawki. Maluch wie, że to zabawka, ty wiesz, że to zabawka, pies wie, że to zabawka.

To coś, co właśnie kupiłeś, jest inne. Ma swoją wagę. I to nie taką zwykłą – ma symulowany środek ciężkości. Jeśli nie przytrzymasz jej główki przy podnoszeniu, opadnie do tyłu dokładnie tak, jak u prawdziwego niemowlaka, co wywołało u mnie tak intensywne retrospekcje z pierwszego tygodnia bliźniaczek po wyjściu ze szpitala, że autentycznie poczułem skok ciśnienia. Co dziwniejsze, to coś pachnie zasypką dla dzieci i rozpaczą.

Twoim pierwszym instynktem będzie ukrycie tego na strychu. Pomyślisz: "Nie mogę dać tego dziewczynkom, będą przerażone". Ale tu pojawia się dziwna sprawa z maluchami: ich percepcja "doliny niesamowitości" (uncanny valley) jeszcze się nie rozwinęła. To, co przeraża ciebie, dla nich jest głęboko fascynujące. One nie zobaczą upiornie dokładnej repliki ludzkiego dziecka; zobaczą po prostu dzidziusia i natychmiast spróbują nakarmić go w połowie przeżutym waflem ryżowym.

Co tak naprawdę powiedziała położna środowiskowa

Pamiętasz, jak pytaliśmy Sarah, naszą położną, jak powstrzymać Bliźniaczkę A przed próbami ujeżdżania Bliźniaczki B niczym kucyka szetlandzkiego. Czytałem o rodzicach używających tych hiperrealistycznych lalek do przygotowania dzieci na nowe rodzeństwo. I chociaż absolutnie, kategorycznie nie planujemy już więcej dzieci (prędzej wyprowadzę się do lasu), zastanawiałem się, czy taki trening empatii nadal by zadziałał.

Sarah powiedziała mi, że wręczenie maluchowi czegoś, co ma dokładnie taką samą wagę i wiotkość ciała jak noworodek, wywołuje pewnego rodzaju reakcję chemiczną. Prawdopodobnie trochę kaleczę biologię, ale w zasadzie trzymanie ciężkiego, obciążonego obiektu najwyraźniej mówi ich chaotycznym małym mózgom, by uwalniały oksytocynę, uspokajając je i aktywując instynkt opiekuńczy. Mruczała coś o stosowaniu podobnej terapii na oddziałach dla osób z demencją, co szczerze mówiąc, wydało mi się nieco przygnębiające – to porównywanie moich dwulatek do starszych pacjentów – ale zrozumiałem, o co chodzi.

I o dziwo, nie myliła się całkowicie. Kiedy Bliźniaczka A trzyma lalkę, całe jej zachowanie się zmienia. Zwalnia. Klepie ją po plecach z delikatnością, o którą nigdy bym jej nie podejrzewał. Bliźniaczka B, co prawda, nadal przeważnie ciągnie ją za kostkę niczym maczugę, ale pracujemy nad tym. Postęp to chaotyczna i nieliniowa sprawa.

Wielka wpadka z symulatorami dla nastolatków

Zanim to coś kupiłeś, wpadłeś w nocy w istną króliczą norę, czytając o tych robotycznych lalkach-symulatorach, które kiedyś dawano nastolatkom w szkołach. Wiesz, tych zaprogramowanych, by wrzeszczeć o trzeciej nad ranem i rzekomo zniechęcić młodzież do wczesnej ciąży.

The great teen simulator backfire — A letter to myself before buying real life baby dolls for twins

Znalazłem niezwykle fascynujące badanie – wydaje mi się, że w "The Lancet", ale mój mózg to ostatnio głównie papka – o tym, jak ten cały program okazał się kolosalną porażką. Logicznie rzecz biorąc, można by założyć, że danie piętnastolatce mechanicznego potwora, który zrujnuje jej weekendowy sen, będzie ostatecznym straszakiem. Ma to doskonały racjonalny sens.

Ale ludzie są całkowicie odporni na logikę, gdy w grę wchodzą hormony i instynkty opiekuńcze. Badanie wykazało, że dziewczęta, które otrzymały robotyczne niemowlęta, w rzeczywistości znacznie częściej zachodziły w nastoletnią ciążę. Zamiast doznać traumy przez płacz, wiele z nich najwyraźniej pomyślało: "Wow, jestem naprawdę świetna w uspokajaniu tego czegoś, a jak jest cicho, to jest całkiem urocze". W rezultacie program ten tylko zromantyzował im całą koncepcję macierzyństwa, zamiast służyć jako ostrzeżenie. To tylko pokazuje, że nie da się sterować ludzkim zachowaniem za pomocą wrzeszczącego, plastikowego robota.

Tak czy inaczej, istnieje też potężna subkultura dorosłych, którzy kolekcjonują te lalki dla siebie, w co nie będziemy dzisiaj wnikać, bo zwyczajnie nie mam na to przestrzeni w głowie.

Panika z bezpieczeństwem i silikonowe części

Jedna rzecz, którą musisz wiedzieć, zanim jutro rano wpuścisz dziewczynki do tego czegoś: sprawdź certyfikaty bezpieczeństwa. Prawie kupiłem ręcznie robioną lalkę na zamówienie na Etsy, zanim zdałem sobie sprawę, że nie są one tak naprawdę przeznaczone dla dzieci. To dzieła sztuki.

Jeśli dasz maluchowi rzemieślniczą, ręcznie robioną lalkę, w zasadzie wręczasz mu tykającą bombę ryzyka zadławienia. Te drogie modele używają ciężkich szklanych kulek jako obciążenia i mają niesamowicie mocne magnesy ukryte w ustach, żeby można było przyczepić do nich smoczek. Jeśli maluch zdoła przegryźć winyl i połknąć magnes, czeka was pilna operacja na NFZ, a ja wolałbym uniknąć spędzania kolejnego wtorku na SOR-ze.

Na szczęście ta lalka w twojej kuchni to porządna wersja fabryczna. Ma odpowiednie europejskie oznaczenia bezpieczeństwa, obciążenie jest bezpiecznie zamknięte, a farba nie zejdzie, gdy Bliźniaczka B niechybnie spróbuje wykąpać ją w muszli klozetowej. Tylko miej oko na ewentualne rozdarcia silikonu, bo dwulatki mają zęby jak małe welociraptory.

(Jeśli szukasz miękkich, bezpiecznych rzeczy, które nie wywołają u twoich prawdziwych, żyjących dzieci dziwnej wysypki ani nie będą stwarzać ryzyka zadławienia, może zamiast kupować więcej plastiku, rzuć okiem na nasze organiczne ubranka dla niemowląt).

Karmienie plastikowych dzieci

Najdziwniejszą częścią posiadania tej realistycznej lalki w domu jest to, jak agresywnie integruje się ona z naszą codzienną rutyną. Dziewczynki odmawiają jedzenia obiadu, chyba że "dzidzia" również siedzi przy stole. Oznacza to, że teraz muszę udawać, że karmię silikonowe niemowlę, jednocześnie negocjując z moimi maluchami w sprawie jedzenia groszku.

Feeding plastic children — A letter to myself before buying real life baby dolls for twins

Skończyło się na tym, że dla świętego spokoju kupiłem kilka dodatkowych talerzy. Spróbowałem zorganizować udawany posiłek dla lalki na naszym talerzyku z przyssawką w kształcie morsa. Tak szczerze i z ręką na sercu, uwielbiam ten talerzyk, bo jego przyssawka trzyma tak mocno, że kiedyś, próbując go oderwać, przypadkowo podniosłem z podłogi całe krzesełko z Ikei. Talerz trzyma się na mur-beton, jedzenie zostaje na stole, a podwyższone krawędzie sprawiają, że mniej makaronu ląduje rozsmarowane na panelach.

Mamy też talerzyk w kształcie kotka, który jest jak najbardziej w porządku, a dziewczynki uważają, że jest zabawny, ale szczerze mówiąc, te małe, spiczaste uszka bywają trochę irytujące, gdy zmagam się ze zmywaniem zaschniętej owsianki, kiedy jestem już potwornie zmęczony. Zostań przy morsie.

Musieliśmy też lalkę ubrać, ponieważ przyjechała w takim sztywnym, drapiącym poliestrowym wdzianku, że od samego patrzenia dostałem kontaktowego zapalenia skóry. Ostatecznie wygrzebałem stare body bez rękawów z organicznej bawełny, które mieliśmy z czasów, gdy bliźniaczki były maleńkie. To zabawne, jak człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak niesamowicie miękka jest organiczna bawełna, dopóki nie poczuje jej tuż obok taniej, fabrycznej tkaniny syntetycznej. Lalka wygląda w nim trochę absurdalnie, jak taki mały koks na siłowni, ale przynajmniej kiedy dziewczynki ją przytulają, ich buzie dotykają bezpiecznego, oddychającego materiału, a nie tych wszystkich przemysłowych chemikaliów, którymi spryskano oryginalne ubranko lalki.

Spojrzenie wstecz z perspektywy czasu

Więc, Tomku sprzed pół roku, nie wyrzucaj tej lalki do kosza. Pozwól dziewczynkom się nią bawić. Tak, od czasu do czasu wejdziesz do ich ciemnej sypialni, zobaczysz odciętą dziecięcą nogę wystającą spod koca i prawie dostaniesz zawału. Znajdziesz ją też wepchniętą głową w dół do pralki.

Ale zobaczysz też Bliźniaczkę A delikatnie kołyszącą lalkę, kiedy będzie myślała, że nikt nie patrzy. Zobaczysz, jak próbuje przykleić plaster na jej namalowane kolano, bo pomyśli, że lalka się przewróciła. To w magiczny sposób nie rozwiąże fazy gryzienia i na pewno nie sprawi, że wychowywanie bliźniaczek będzie mniej chaotyczne, ale da im malutką, dziwną lekcję o byciu delikatnym dla rzeczy mniejszych od nich samych.

A teraz idź spać. Jutro będzie bardzo męczący dzień.

Zanim pójdę zdrapywać zaschnięte płatki śniadaniowe z kuchennej podłogi, przejrzyj może te porządnie przetestowane, nieprzerażające rzeczy, które mamy w sklepie Kianao.

Trudne pytania, które wszyscy mi zadają

Czy te lalki są naprawdę aż tak przerażające na żywo?
Tak, i to bardzo. Mają ten martwy wzrok, który zdaje się śledzić cię po całej kuchni. Ale maluchy nie mają takich samych uwarunkowań kulturowych dotyczących "strasznych lalek" jak my. One po prostu myślą, że to bardzo cichy, bardzo ciężki przyjaciel. Można się do tego przyzwyczaić po kilku tygodniach, choć sam nadal odmawiam przebywania z nią w jednym pokoju po ciemku.

Czy można je kąpać w wannie?
Absolutnie nie, chyba że chcesz wyhodować kwitnącą kolonię czarnej pleśni wewnątrz pustego, winylowego ciała. Woda zostaje uwięziona w stawach i obciążonym materiale (jeśli lalka taki posiada). Jeśli twoje dziecko spróbuje ją umyć, powiedz mu, że lalka ma alergię na wodę. Do nieuniknionych plam z dżemu używaj nawilżanych chusteczek.

Czy mój maluch naprawdę będzie się nią "poprawnie" bawił?
Jeśli przez "poprawnie" masz na myśli delikatne kołysanie i śpiewanie kołysanek, to nie. Będzie używana jako podnóżek, broń przeciwko rodzeństwu i pasażer w zabawkowej wywrotce. Ale pomiędzy aktami przemocy, uda ci się uchwycić momenty autentycznej słodyczy, kiedy spróbują podzielić się z nią swoim smoczkiem. Tak właśnie maluchy przetwarzają empatię – gwałtownie, a potem czule.

Czy są warte swojej absurdalnej ceny?
Jeśli kupisz dwulatkowi rzemieślniczą lalkę za 1500 złotych, to powinieneś się przebadać. Ale taka masowo produkowana za 200 złotych o odpowiedniej wadze i z bezpiecznych materiałów? Naprawdę tak. Wygląda na to, że jej fizyczny ciężar rzeczywiście pozwala dzieciom lepiej się uspokoić i "uziemić" podczas napadów złości niż lekka plastikowa zabawka.