Był koniec lipca, upał sięgał 36 stopni, teksańską wilgotność można było kroić nożem, a ja stałam w klapkach na trawniku przed domem i pod ciśnieniem zmywałam wężem ogrodowym białe, plastikowe krzesełko. Neonowopomarańczowe purée z batatów odbijało się od plastiku i pryskało mi na łydki. Moja najstarsza córka — złote dziecko, mój wieczny królik doświadczalny przy każdym rodzicielskim błędzie — siedziała na werandzie i krzyczała, bo nienawidziła każdej sekundy tego obiadu. Ostatnie dwadzieścia minut spędziła, powoli zsuwając się w przepastne czeluści tego słynnego krzesełka za niecałą stówkę jak smutny, ugotowany makaron, całkowicie bez szans na dosięgnięcie swojego jedzenia.
Babcia oczywiście mnie przed tym ostrzegała. Kiedy przyniosłam do domu ten minimalistyczny wynalazek, rzuciła na niego okiem i mruknęła, że wygląda jak narzędzie tortur dla plastikowej lalki. Przewróciłam oczami, bo byłam przecież doskonale wyedukowaną młodą mamą, która czytała minimalistyczne blogi i chciała czegoś zgrabnego, co nie kosztowałoby tyle, co rata za samochód. Będę z tobą szczera: babcia miała stuprocentową rację, a ja na własnej skórze przekonałam się, że tanie meble dla niemowląt zazwyczaj wymagają sporo wysiłku, żeby w ogóle nadawały się do użytku.
Dlaczego zmęczone mamy dają się nabrać na tani plastik
Słuchaj, doskonale to rozumiem. Między pakowaniem zamówień z mojego małego sklepu na Etsy a próbami powstrzymania trójki dzieci poniżej piątego roku życia przed całkowitym zniszczeniem domu, nie mam czasu ani siły psychicznej, by wydłubywać zaschniętą owsiankę z pikowanej, materiałowej poduszki na siedzisko. To jest właśnie ta obietnica, która kusi nas w przypadku tego konkretnego mebla.
Zanim porozmawiamy o tym, co jest z nim fundamentalnie nie tak, musimy przyznać, dlaczego dosłownie każdy, kogo znasz, ma takie w domu. Czynnik wygody przemawia na jego ogromną korzyść. Kiedy jedziesz na trzech godzinach snu, a twoje dziecko właśnie odkryło radość z plucia purée z groszku na odległość, pragniesz tylko jednego – jak najprostszego sprzątania.
- Nie waży praktycznie nic. Możesz podnieść całą konstrukcję jedną ręką, jednocześnie balansując wrzeszczącym niemowlakiem na drugim biodrze.
- Nie ma żadnych ukrytych zakamarków. Żadnych szwów, przeszyć, żadnych dziwnych plastikowych zagięć, w których mleko mogłoby się zebrać i skwaśnieć w upalne popołudnie.
- Nogi można błyskawicznie odczepić. Wrzuciłam ten cały majdan do bagażnika mojego auta więcej razy, niż jestem w stanie zliczyć, jadąc na niedzielny obiad do teściów.
Kupujesz je, bo ułatwia ci życie w kwestii sprzątania. Ale jeśli chodzi o samą mechanikę karmienia ludzkiego dziecka, które dopiero uczy się połykać stały pokarm, po wyjęciu z pudełka to krzesełko jest po prostu konstrukcyjną katastrofą.
Co mój lekarz nagryzmolił na karteczce samoprzylepnej
Pamiętam jak przez mgłę, że nasza pani doktor mruczała coś o zachowaniu kąta 90 stopni w biodrach, kolanach i kostkach, kiedy dała zielone światło na wprowadzanie purée u mojej najstarszej córki. Narysowała takiego małego ludzika na żółtej karteczce, wręczyła mi ją i odesłała do domu. Wrzuciłam ją na dno torebki i natychmiast o niej zapomniałam, aż do momentu, gdy moja córka zaczęła się dławić kawałkiem miękkiego awokado.
Absolutnie największą wadą tego krzesełka jest całkowity brak podnóżka. Doprowadza mnie do szału to, że produkują krzesełko przeznaczone do jedzenia i pozwalają, by nogi niemowląt bezwładnie zwisały w powietrzu, jakby jechały na wyciągu narciarskim. Spróbuj przez pół godziny jeść własny obiad, siedząc na wysokim stołku barowym z luźno zwisającymi nogami i nie oplatając stopami nóg od krzesła. Nie da się tego zrobić wygodnie. Mięśnie głębokie wysiadają. Zaczynasz się garbić. Zaczynasz się wiercić i dekoncentrować.
A teraz wyobraź sobie, że masz sześć miesięcy i ledwo ogarniasz, jak działa twoja własna szyja, nie mówiąc już o bezpiecznym przesuwaniu kawałka jedzenia na tył gardła. Z tego, co rozumiem z naukowego punktu widzenia — a nie jestem ekspertem, tylko zmęczoną matką, która wygooglowała to o 2:00 w nocy — jeśli dziecko nie ma twardego oparcia pod stopami, jego mały mózg zużywa całą swoją neurologiczną energię na próby utrzymania ciała w pionie. Dosłownie nie mają wystarczająco silnych mięśni tułowia, aby utrzymać postawę i jednocześnie skupić się na żuciu. Bez podnóżka w zasadzie prosisz się o kłopoty z drogami oddechowymi.
To irytujące, że wielka, globalna firma po prostu nie dodała do spodu krzesełka kawałka plastiku za parę złotych, by rozwiązać ten problem. Zamiast tego zmusza matki takie jak ja do przeszukiwania internetu w poszukiwaniu drewnianych podnóżków od niezależnych sprzedawców, które musimy same mocować za pomocą gumowych uszczelek. Pasy też nie są w pełni pięciopunktowe, ale szczerze mówiąc, jeśli po prostu odpowiednio mocno zaciśniesz paski w talii i nie wyjdziesz do drugiego pokoju składać prania, maluchy nigdzie z niego nie uciekną.
Krzesełko-kubełek, które połyka je w całości
Kiedy już uporasz się ze zwisającymi nóżkami, musisz zmierzyć się z samym rozmiarem siedziska. Zaprojektowali to z myślą o starszakach, co oznacza, że kiedy włożysz do środka niemowlaka, który dopiero co zaczął siadać, wygląda on jak pojedyncze ziarenko suszonego grochu obijające się w puszce po zupie. Jest o wiele za szerokie i zdecydowanie za głębokie.

Kiedy mój średni syn zaczynał przygodę ze stałymi pokarmami, siedziałam i patrzyłam, jak w ciągu trzech minut od posadzenia całkowicie osuwa się na lewą stronę. Kiedy dziecko się garbi, jego drogi oddechowe ulegają zwężeniu. Spróbuj połknąć łyk wody z podbródkiem przyciśniętym do klatki piersiowej i kręgosłupem wygiętym w literę C. To nie jest bezpieczne i absolutnie rujnuje ich skupienie na jedzeniu.
- Ciągle się zsuwają. Ich małe pupy ślizgają się do przodu na gładkim plastiku, przez co tacka ląduje na wysokości brody, a nie pępka.
- Przechylają się na bok. Bez bocznego wsparcia po prostu zsuwają się w bok w chwili, gdy próbują sięgnąć po śliski kawałek banana.
- Szybciej się frustrują. Utrzymanie się w pionie wymaga od nich tyle wysiłku fizycznego, że w końcu całkowicie rezygnują z jedzenia.
W końcu kupiłam taką tanią dmuchaną poduszkę wspierającą, a i tak musiałam upychać zwinięty ręcznik za jego plecami, żeby popchnąć go do przodu na tyle, by dosięgnął talerza. Wyglądało to absolutnie absurdalnie, ale działało.
Talerzyki, które naprawdę przetrwają ten chaos
Jeśli uda ci się "zhakować" krzesełko za pomocą niestandardowego podnóżka i odpowiedniej ilości wypełnienia, żeby utrzymać dziecko w pionie, nadal musisz wymyślić, jak sprawić, by jedzenie utrzymało się na tacy. Plastikowa tacka w tym krzesełku ma delikatną teksturę, co oznacza, że większość tanich miseczek z przyssawką odkleja się po około trzydziestu sekundach, zmieniając posiłek w agresywną grę we frisbee.
Przetestowałam absurdalną liczbę miseczek, zanim znalazłam takie, które faktycznie trzymają się tego plastiku. Jestem głęboko lojalna wobec Silikonowej miseczki z przyssawką Miś, ponieważ mój średni syn przetestował jej absolutne granice wytrzymałości. To dziecko, które działa napędzane czystym chaosem. Próbował oderwać tę miseczkę od tacy z siłą opętanego przez demony malucha. Miska ani drgnęła. Uwielbiam to, że ma na tyle głębokie ścianki, że maluch może bez problemu nabierać owsiankę bez wypychania jej w całości poza krawędź. To bez cienia wątpliwości moja ulubiona rzecz w naszych kuchennych szafkach.
Kupiłam też Silikonowy talerzyk Kot, który, będę z tobą szczera, w mojej ocenie jest po prostu w porządku. Te małe przegródki w kształcie uszu są mega urocze na drobne przekąski, takie jak borówki czy kleks jogurtu, ale ich ręczne mycie to udręka, jeśli w rogach zaschnie coś lepkiego. Wszystko gra, jeśli po prostu wrzucasz go do zmywarki, ale kiedy stoisz przy zlewie z gąbką w dłoni, musisz wbić paznokieć w te małe uszka, żeby wydłubać z nich owsiankę.
Jeśli zależy ci na talerzyku z podziałkami, dużo lepiej sprawdził się u mnie Silikonowy talerzyk Mors. Przegródki są nieco szersze, więc moja najmłodsza pociecha może włożyć tam swoje małe rączki bez irytowania się, chociaż czasami zdarza jej się zdekoncentrować i pokazywać palcem na kły, zamiast jeść jajecznicę.
Jeśli aktualnie siedzisz w okopach, próbując wyposażyć swoje świeżo "stuningowane" krzesełko dla dziecka w rzeczy, które naprawdę trzymają się tacy, możesz przejrzeć w pełni sprawdzone akcesoria do karmienia tutaj.
Mój ostateczny werdykt w sprawie plastikowego tronu
Więc zamiast wywalać całe to plastikowe ustrojstwo na śmietnik i przepuszczać kilkaset złotych z budżetu na zakupy spożywcze na wymyślne, drewniane krzesełko, które wygląda jak dzieło sztuki nowoczesnej, po prostu kup bambusowy podnóżek od jakiejś mamy z Etsy, nadmuchaj poduszkę podpierającą pod dolny odcinek pleców dziecka, by poprawić jego postawę, i zostaw tę koszmarnie sztywną plastikową tacę na stałe przymocowaną do bazy, żebyś co wieczór nie przycinała sobie palców, próbując ją odpiąć.

Szczerze mówiąc, karmienie maluchów to brudna i stresująca robota, która zazwyczaj wiąże się ze znacznie większą dawką płaczu (z obu stron), niż przyznają to idealne, instagramowe matki. Nie musisz wydawać fortuny, żeby twoje dziecko było bezpieczne i najedzone, ale absolutnie nie możesz liczyć na to, że kawałek plastiku za stówę odwali za ciebie całą czarną robotę zaraz po wyjęciu z pudełka.
Zanim rzucisz się na głęboką wodę chaotycznej rzeczywistości rozszerzania diety metodą BLW, poświęć minutę na skompletowanie sprzętu, który szczerze ocali twoje zdrowie psychiczne i kuchenne podłogi — sprawdź nasze niezbędniki dla niemowląt, aby przetrwać porę posiłków bez utraty poczucia humoru.
Odpowiedzi na twoje nocne rozterki związane z karmieniem
Gdzie w ogóle znajdę podnóżek do tego taniego krzesełka?
Musisz go dokupić od innych producentów. Ikea uparcie odmawia ich produkcji, co doprowadza mnie do szału, ale istnieje cała masa małych firm i sprzedawców na Etsy, którzy tworzą bambusowe i drewniane podnóżki specjalnie do tego modelu krzesełka. Zazwyczaj mocuje się je za pomocą grubych, gumowych uszczelek, dzięki czemu możesz obniżać podnóżek na metalowych nogach wraz ze wzrostem dziecka.
Czy zamiast kupować poduszkę, mogę po prostu użyć zwiniętego ręcznika?
Oczywiście, że tak! Sama tak robiłam przez trzy miesiące. Wystarczy złożyć gruby ręcznik kąpielowy i wcisnąć go za dolną część pleców i bioderka dziecka. Chodzi o to, by popchnąć ciało do przodu, żeby maluch siedział prosto, a jego brzuszek znajdował się blisko tacy. Dmuchane poduszki wyglądają ładniej i łatwiej je umyć, ale ręcznik wykona dokładnie to samo zadanie w kwestii poprawy postawy, jeśli masz ograniczony budżet.
Czy wasze miseczki z przyssawką naprawdę trzymają się teksturowanej tacy?
Naprawdę się trzymają, ale musisz znać pewien trik. Taca w tym krzesełku to nie jest idealnie gładki plastik i właśnie dlatego tanie miseczki odpadają. W przypadku naszej Miseczki Miś z przyssawką, najpierw upewnij się, że taca jest przetarta do czysta i nie ma na niej żadnych tłustych resztek jedzenia. Następnie zwilż lekko spód przyssawki mokrą ściereczką, mocno dociśnij miseczkę na samym środku tacy i przyssie się do tego chropowatego plastiku jak nic innego.
Jak zdjąć tę okropną tacę bez wyłamywania sobie kciuka?
Szczerze? Wcale jej nie zdejmuj. Po tym, jak poobcierałam sobie palce do krwi, próbując odpiąć te plastikowe zatrzaski, by umyć tacę w zlewie, po prostu się poddałam. Najprostszy patent to zatrzasnąć tacę na swoim miejscu i dosłownie nigdy jej nie zdejmować. Po prostu wkładaj i wyciągaj dziecko od góry. A kiedy bardzo się ubrudzi, przetrzyj ją gąbką z płynem tuż po posiłku, prosto w jadalni.
Czy to krzesełko nadal jest warte swojej ceny, jeśli muszę dokupić te wszystkie dodatki?
Moim całkowicie szczerym zdaniem – tak. Nawet po wydaniu stówki na krzesełko, osiemdziesięciu złotych na drewniany podnóżek i kilkudziesięciu na poduszkę podpierającą, to nadal znacznie mniej niż koszt większości krzesełek ze średniej półki dostępnych na rynku. Poza tym, wciąż masz tę ogromną zaletę, że gdy sytuacja z sosem pomidorowym naprawdę wymknie się spod kontroli, możesz wynieść całość na zewnątrz i zmyć to wężem ogrodowym.





Udostępnij:
Ta chwila o 3 w nocy, kiedy spotkaliśmy małą stonogę (i wpadliśmy w panikę)
Droga Priyo z przeszłości: cała prawda o kąciku do przewijania