Siedziałam na zimnej, pokrytej linoleum podłodze w nieco wilgotnej piwnicy kościoła, ubrana w legginsy do jogi, które nie widziały studia jogi odkąd Obama był prezydentem. Gapiłam się na sześciomiesięczne dziecko o imieniu... Brayden? Jayden? Zostańmy przy Jaydenie. Jayden siedział. Idealnie prosto. Bez żadnej pomocy. Rozglądał się po naszym kółku dla mam z dziećmi jak maleńki, łysy księgowy, który zaraz przeprowadzi audyt moich podatków.
Moja córka, Maya, miała wtedy pięć miesięcy i leżała właśnie twarzą w dół na swojej macie edukacyjnej obok mnie, agresywnie zlizując z podłogi kłębek kurzu.
I wtedy zaczęła się moja absolutna mentalna spirala.
Natychmiast chwyciłam telefon jedną ręką, drugą powstrzymując Mayę przed wdychaniem kolejnych śmieci z podłogi, i gorączkowo wpisałam kiedi dzici zaczynaja siedzec w Google, z literówkami i w ogóle, bo mój mózg zaliczył totalne zwarcie. Byłam przekonana, że zepsułam swoje dziecko. Za mało kładłam ją na brzuszku. Zrujnowałam siłę jej mięśni głębokich, bo pozwalałam jej za dużo spać na mojej klatce piersiowej, podczas gdy robiłam maratony seriali. Jako nastolatka wciąż będzie musiała być podpierana dekoracyjnymi poduszkami.
Uwaga, spoiler: Teraz siedzi bez problemu. Prawdę mówiąc, ma już siedem lat i w tym momencie siedzi całkowicie do góry nogami na naszej kanapie, oglądając iPada, co jest już zupełnie innym problemem. Ale jeśli właśnie jesteś w samym środku paniki związanej z kamieniami milowymi, ściskasz w dłoni letnią kawę i zerkasz podejrzliwie na inne dzieci na zajęciach w bibliotece, weź głęboki oddech.
Ten cały harmonogram to w zasadzie wielkie, wywołujące lęk zgadywanie
Więc po Incydencie w Piwnicy Kościoła, zaciągnęłam mojego biednego męża Dave'a i strasznie przelewającą się przez ręce Mayę do naszej pediatrki, dr Miller. Dr Miller widziała, jak płaczę nad dziwnym odparzeniem pieluszkowym więcej razy, niż chciałabym przyznać, więc jest przyzwyczajona do mojego specyficznego, histerycznego milenialskiego rodzicielstwa.
Zapytałam ją o dokładną datę i godzinę, kiedy Maya powinna zacząć siedzieć. A ona w zasadzie mnie wyśmiała i powiedziała, że „normalny” przedział to od czterech do dziewięciu miesięcy. Co, jeśli się nad tym zastanowić, jest komicznie bezużytecznym oknem czasowym. To tak, jakby powiedzieć, że paczka zostanie dostarczona „kiedyś między wiosną a Bożym Narodzeniem”.
Z tego, co mniej więcej zrozumiałam przez moją mgłę braku snu, siedzenie to nie jest tylko jedna rzecz. To cały, chaotyczny proces. Najpierw, około czwartego lub piątego miesiąca, robią to coś, gdzie podpierasz je, a one natychmiast składają się w pół jak tani leżak. Następnie, zwykle około piątego lub szóstego miesiąca, odkrywają „siad trójnoga”.
Jeśli nigdy nie widziałaś siadu trójnoga, to jest coś niesamowitego. Dzieci siedzą, ale pochylają się mocno do przodu, opierając obie dłonie na podłodze przed sobą, żeby nie polecieć twarzą w dół. Wyglądają przy tym niezwykle w skupieniu, jakby dźwigały cały ciężar świata na swoich pulchnych, małych nadgarstkach. I absolutnie nie możesz ich zostawić samych nawet na sekundę, gdy to robią, ponieważ w chwili, gdy próbują sięgnąć po zabawkę, cała ich integralność strukturalna się załamuje i po prostu przewracają się jak ścięte drzewo.
Wielki spisek zabaw na podłodze
Tu jest moment, w którym muszę sobie trochę ponarzekać. Ponieważ kiedy urodził się Leo (moje drugie dziecko, teraz ma cztery lata), myślałam, że mogę po prostu wykupić się od opóźnień w rozwoju. Kupiłam te piankowe siedziska. Wiecie, o które chodzi. Wyglądają jak kolorowe, małe kaftany bezpieczeństwa dla niemowląt, które opinają ich uda. Kupiłam też takie ogromne centrum zabaw, które zajęło cały nasz salon i świeciło blaskiem tysiąca słońc.

Myślałam, że pomagam mu ćwiczyć siedzenie. Ale kiedy mimochodem wspomniałam o tym dr Miller, bardzo delikatnie uświadomiła mnie, że dziecięcy fizjoterapeuci tak naprawdę nienawidzą tych rzeczy. Chodziło o to, że wymuszanie u dziecka pozycji siedzącej, zanim opanuje ono kontrolę nad szyją i mięśniami tułowia, w rzeczywistości opóźnia jego naturalny rozwój ruchowy. Wymamrotała coś o środku ciężkości i osiowaniu kręgosłupa, co w większości zignorowałam, ale ogólny sens był taki, że te wszystkie „pojemniki” to w zasadzie śmieciowe jedzenie dla rozwoju dziecka.
Co jest totalnie beznadziejne. Ponieważ te siedziska były jedynym sposobem, żeby odłożyć Leo na wystarczająco długo, aby wziąć prysznic, bez obawy, że podpełznie sposobem komandosa do psiej miski z wodą.
Jeśli chcesz wsadzić dziecko do piankowego fotelika na dziesięć minut, żeby umyć włosy, zrób to. Nie jestem policją od kamieni milowych. Ale najwyraźniej jedyną rzeczą, która autentycznie pomaga dziecku nauczyć się siedzieć, jest... podłoga. Po prostu kładzenie go na podłodze. Ciągle. Czas na brzuszku, zabawa na plecach, turlanie się po macie, podczas gdy ty siedzisz obok i próbujesz je zabawiać, żeby nie krzyczało.
Szczerze mówiąc, musisz po prostu wrzucić je na matę z kilkoma porządnymi zabawkami, pozwolić im robić te ich małe dziecięce brzuszki i chwiejne akrobacje w siadzie trójnoga, i modlić się, żeby to ogarnęły, zanim twój kręgosłup wysiądzie od ciągłego pochylania się nad nimi. Jeśli chcesz zobaczyć rzeczy, które naprawdę zatrzymaliśmy z tej ery życia na podłodze, sprawdź zabawki i gryzaki dla niemowląt od Kianao, głównie dlatego, że nie wymagają baterii ani nie odtwarzają elektronicznych odgłosów zwierząt hodowlanych, które będą cię nawiedzać w snach.
Kupowanie rozpraszaczy na fazę chwiejności
Najtrudniejsze w fazie nauki siedzenia jest to, że maluchy są tak niesamowicie sfrustrowane. Chcą usiąść, żeby zobaczyć, co się dzieje, ale chcą też trzymać rzeczy, a nie mają wystarczająco dużo rąk, żeby robić te dwie czynności naraz. Poza tym, cały ten kamień milowy zazwyczaj bezpośrednio pokrywa się z ząbkowaniem, co jest po prostu okrutnym żartem ze strony matki natury.
Przy Leo bardzo wkręciłam się w szukanie rzeczy, które mógłby żuć, podczas swoich nieudanych lądowań na nosie. Moim absolutnym świętym Graalem był Silikonowy Gryzak Lama. Żywo pamiętam, jak miał z sześć i pół miesiąca i robił ten swój chwiejny siad trójnoga na dywanie w salonie. Jedną rękę miał mocno wbitą w podłogę, żeby nie upaść, a w drugiej, aż do białości knykci, ściskał tę tęczową lamę, agresywnie przeżuwając wycięte w samym środku małe serduszko.
To była jedyna rzecz, która motywowała go do utrzymania pozycji siedzącej. A ponieważ jest to silikon spożywczy i można go po prostu wrzucić do zmywarki, nie przejmowałam się, kiedy w końcu tracił równowagę, leciał na bok i zabierał lamę ze sobą prosto w psią sierść. Kupiłam ich chyba ze trzy.
Muszę też przyznać, że próbowałam być „estetyczną mamą”. Dla Mayi kupiłam niezwykle piękną Grzechotkę Gryzak Króliczek. Ma taką małą niebieską szydełkową muszkę i naturalne drewniane kółko. Wygląda, jakby pochodziła z minimalistycznego skandynawskiego pokoju dziecięcego. Myślałam, że zachęci ją to do wyciągania rączek i łapania równowagi. Jest piękna, ale będę całkowicie szczera – w tamtym wieku w ogóle jej to nie obchodziło. Najczęściej po prostu rzucała nią w głowę Dave'a.
Za to Gryzak Wiewiórka? Dla niego naprawdę potrafiła usiedzieć w miejscu. Ma szeroki kształt pierścienia, o który łatwo było jej zahaczyć palce, gdy próbowała ogarnąć swój środek ciężkości, a ten miętowo-zielony kolor był na tyle ładny, że nie miałam nic przeciwko patrzeniu na niego na moim stoliku kawowym przez bite sześć miesięcy.
W każdym razie, chodzi o to, że potrzebujesz przynęty. Dobrej, bezpiecznej, nadającej się do żucia przynęty.
Koszmar w łóżeczku o 3 nad ranem
Dobra, muszę powiedzieć o najstraszniejszej części nauki siedzenia, przed którą nikt mnie nie ostrzegł.

To był wtorek. Leo miał około siedem i pół miesiąca i właśnie opanował sztukę siedzenia bez żadnego podparcia przez kilka minut. Byłam zachwycona. Nagrywałam filmiki. Wysyłałam je teściowej.
Tej samej nocy, około 3 nad ranem, Leo obudził się z płaczem. Wpadłam do jego pokoju w ciemnościach, potknęłam się o kosz na pranie i podeszłam do łóżeczka. I słuchajcie. ON SIEDZIAŁ.
W totalnych ciemnościach, po prostu tam siedział, całkowicie wyprostowany, trzymając się górnej barierki łóżeczka. Jak maleńki, niewyspany duch. Ponieważ kiedy dzieci już ogarną, jak podciągnąć się z pozycji leżącej do siedzącej (co zwykle następuje miesiąc lub dwa po tym, jak nauczą się po prostu utrzymać pozycję siedzącą), będą to ćwiczyć bez przerwy. Zwłaszcza w nocy.
I z absolutnym przerażeniem zdałam sobie sprawę, że materac w jego łóżeczku wciąż jest na najwyższym poziomie. Na poziomie dla noworodków.
Gdyby przeniósł swój ciężar ciała choćby odrobinę, mógłby z łatwością polecieć do przodu i wypaść prosto na podłogę. Praktycznie rzuciłam się na niego, powalając go z powrotem na materac. Krzyknęłam na Dave'a i we dwoje spędziliśmy następne czterdzieści pięć minut w ciemnościach, pocąc się i przeklinając, próbując kluczem imbusowym obniżyć ten cholerny materac, podczas gdy Leo siedział na podłodze, bawiąc się pieluszką do ulewania.
NIE CZEKAJ, AŻ ZACZNĄ SIEDZIEĆ, ŻEBY OBNIŻYĆ MATERAC W ŁÓŻECZKU. Poważnie. W chwili, w której zaczną choćby próbować się turlać lub wchodzić w siad trójnoga, obniż to. Czy to uratuje twój kręgosłup, kiedy będziesz je odkładać do snu? Nie, to absolutnie zrujnuje ci plecy od tak głębokiego pochylania się. Ale powstrzyma je przed wystrzeleniem się na orbitę.
Odpuść sobie harmonogramy
Patrząc wstecz, zmarnowałam mnóstwo energii, stresując się tym, kiedy dokładnie Maya i Leo osiągną ten kamień milowy. Porównywałam je do dzieci na Instagramie, w parku i z reklam.
Ale rozwój nie jest liniowy. Niektóre dzieci całkowicie pomijają fazę trójnoga. Niektóre najpierw uczą się czołgać i w ogóle nie interesują się siedzeniem aż do dziewiątego miesiąca życia, bo są zbyt zajęte szukaniem czerstwych chrupek pod kanapą. Dr Miller zawsze mi przypominała, że dopóki robią postępy w *jakikolwiek* sposób, i nie przelewają się przez ręce ani nie są sztywne jak deska, zazwyczaj wszystko jest w absolutnym porządku.
Więc jeśli zarywasz noce zamartwiając się, po prostu zamknij Google. Połóż je jutro na podłodze. Daj coś bezpiecznego do gryzienia. I na litość boską, sprawdź wysokość materaca w łóżeczku.
A jeśli potrzebujesz solidnych rozpraszaczy, podczas gdy twój maluch rozpracowuje jak działa grawitacja, sprawdź kolekcję organicznych gryzaków Kianao. Nie sprawią one, że usiądzie szybciej, ale mogą kupić ci wystarczająco dużo czasu, abyś mogła wypić kawę, póki jest jeszcze ciepła.
Chaotyczne, życiowe FAQ o siadaniu
Ponieważ wiem, że i tak pójdziesz zaraz to googlować, oto pozbawione ściemy odpowiedzi na pytania, które spędzają ci sen z powiek.
Czy moje 5-miesięczne dziecko jest opóźnione w rozwoju, jeśli od razu leci na bok?
Nie! O mój boże, nie. Pięć miesięcy to wciąż bardzo wcześnie. Jeśli ja spróbuję zrobić brzuszek bez użycia rąk, też natychmiast opadam na bok, a mam trzydzieści cztery lata. W wieku pięciu miesięcy ich głowy są nadal nieproporcjonalnie gigantyczne w porównaniu do reszty ciała. Po prostu kontynuuj czas na brzuszku. Jeśli skończy 9 miesięcy i nadal nie potrafi siedzieć, nawet z twoją asekuracją, wtedy dzwonisz do pediatry i prosisz o ocenę. Do tego czasu pozwól mu być taką bezwładną kluseczką.
Czy te piankowe foteliki do siedzenia są naprawdę złe dla dzieci?
To znaczy, „złe” to mocne słowo, ale dziecięcy fizjoterapeuci zdecydowanie za nimi nie przepadają. Z tego, co wyjaśnił mi mój lekarz, blokują one miednicę dziecka w dziwnej, pochylonej pozycji, która w ogóle nie zmusza do używania mięśni głębokich. To takie oszukane siedzenie. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, jeśli potrzebujesz bezpiecznego miejsca, żeby uwięzić swoje dziecko na 10 minut, żeby załadować zmywarkę lub zjeść kanapkę obiema rękami, użyj go. Po prostu nie zostawiaj ich tam na długie godziny w przekonaniu, że jest to narzędzie edukacyjne.
Co to do diabła jest siad trójnoga?
To dokładnie to, na co brzmi! Twoje dziecko to aparat, a jego ramiona to przednie nóżki statywu. Siedzą na pupie, pochylają się do przodu i mocno opierają obie dłonie na ziemi między nogami, aby nie polecieć na twarz. Zazwyczaj dzieje się to około 5. lub 6. miesiąca życia. Jest to urocze, chwiejne zjawisko i oznacza, że samodzielne siedzenie nadejdzie już wkrótce.
Czy powinnam interweniować, jeśli usiądą w łóżeczku i zaczną płakać?
To jest absolutnie najgorsza faza snu. Tak, kiedy po raz pierwszy uczą się siadać, często „utkną” w tej pozycji o 2 w nocy, ponieważ nie ogarnęły jeszcze, jak płynnie i z gracją położyć się z powrotem. Moja pediatra kazała mi po prostu wchodzić po cichu, delikatnie kłaść je z powrotem na plecach bez nawiązywania kontaktu wzrokowego czy zbędnego gadania, a potem wyjść. Możliwe, że będziesz musiała robić to po 14 razy w nocy przez okrągły tydzień. Bardzo ci współczuję.
Kiedy powinnam się szczerze martwić i zadzwonić do lekarza?
Ty znasz swoje dziecko najlepiej. Ale ogólnie, wedle mojej lekarki, czerwone flagi to: jeśli nie potrafią usiąść nawet z podparciem w wieku 9 miesięcy, jeśli wydają się niezwykle sztywne i ciągle spięte, jeśli przelałyby się przez ręce jak szmaciana lalka, jeśli do sięgania lub łapania równowagi zawsze używają tylko jednej strony ciała, albo jeśli siedziały już ładnie i nagle przestały to potrafić. Jeśli wydarzy się którakolwiek z tych rzeczy, dzwoń do lekarza. Ale jeśli są tylko trochę opóźnione, bo są po prostu uroczymi pulpecikami, a grawitacja to twardy orzech do zgryzienia? Daj temu czas.





Udostępnij:
Kiedy szczeniak gubi mleczaki? Poradnik dla wyczerpanej mamy
Kiedy wychodzą pierwsze ząbki? Szczery kalendarz dla wyczerpanych rodziców