Kiedy moja córeczka Maya miała pięć miesięcy, w ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin usłyszałam trzy zupełnie różne rady na temat jej siadania. Moja teściowa – niech ją Bóg błogosławi – wpadła z wizytą i od razu zaczęła wciskać Mayę w róg naszego narożnika, obkładając ją dekoracyjnymi poduszkami (tymi drapiącymi, haftowanymi, z dziwnymi frędzlami), jakby była kruchym ładunkiem wysyłanym za ocean. Moja najlepsza przyjaciółka, która ćwiczy aerial jogę i dużo mówi o aurach, stwierdziła, że absolutnie nie wolno mi niczego przyspieszać i muszę pozwolić małej „organicznie odnaleźć na podłodze swoje uziemione centrum miednicy”. Z kolei nasz pediatra, doktor K., po prostu wzruszył ramionami, patrząc, jak wibruję po trzeciej mrożonej kawie tego ranka, i powiedział: „Usiądzie, kiedy usiądzie. Proszę po prostu częściej kłaść ją na brzuszku”.
Więc naturalnie, wróciłam do domu, położyłam dziecko spać i o 2:00 w nocy gorączkowo wpisywałam w Google kiedy niemowlęta same siadają, zajadając stres starymi krakersami w ciemnościach. Pamiętam, jak następnego ranka spojrzałam na historię wyszukiwania w telefonie i zobaczyłam desperackie, pełne literówek staczanie się w szaleństwo: kiedu dziiecko siedzi, jak szubko nauczyc dziecko siadac i po prostu kiedy dzieci siadają. Szczerze mówiąc, brak snu działa jak najgorsze narkotyki.
Wielki harmonogram siadania (który jest w zasadzie wielkim kłamstwem)
Przysięgam, że według Instagrama w sekundzie, w której dziecko kończy sześć miesięcy, po prostu podrywa się do idealnego kąta 90 stopni, uśmiecha się do aparatu i zaczyna zajadać ekologicznego tosta z awokado. To bzdura. Kompletna bzdura.
Kiedy w końcu wymusiłam na moim pediatrze podanie konkretnych ram czasowych, powiedział mi, że to następuje między czwartym a dziesiątym miesiącem życia. Co, szczerze mówiąc, jest potwornie nieprzydatnym oknem czasowym. To pół roku! Jak rodzic ma z tym pracować? Ale najwyraźniej statystyki mówią, że około 75 procent dzieci uczy się samodzielnie siedzieć w okolicach siódmego miesiąca, a prawie wszystkie opanowują tę umiejętność do ósmego lub dziewiątego miesiąca. A jeśli twoje dziecko jest wcześniakiem, musisz wziąć pod uwagę jego wiek korygowany, co wiąże się z matematyką, do której jestem fundamentalnie niezdolna bez kalkulatora.
W każdym razie, chodzi o to, że żadne dziecko nie czyta podręczników. Leo, mój najstarszy, był solidnym pulpecikiem, który nie miał ochoty na nic poza leżeniem jak ślimaczek, dopóki nie skończył prawie ośmiu miesięcy. Maya z kolei próbowała podrywać się do pionu w wieku pięciu miesięcy. To istna loteria.
Etapy bycia na dobrej drodze do siedzenia (ale jeszcze nie do końca)
Jest cała ta sekwencja, przez którą przechodzą, o której nikt cię nie ostrzega. Najpierw jest pozycja „trójnoga”. W wieku około pięciu miesięcy Leo siadał na drewnianej podłodze i pochylał się całkowicie do przodu, podpierając się na obu rączkach, wyglądając dokładnie jak malutki, pijany bywalec pubu, próbujący utrzymać równowagę na stołku barowym tuż przed zamknięciem. Zazwyczaj towarzyszyła temu solidna stróżka śliny łącząca jego buzię z podłogą. Bardzo glamour.
Potem nadchodzi etap chwiejny. To najgorszy etap. To ten czas, kiedy odkrywają, jak oderwać ręce od podłogi na równe trzy sekundy, zdają sobie sprawę, że przeciwstawiają się grawitacji, panikują i rzucają się do tyłu, jakby robili to firmowe ćwiczenie z zaufania (tzw. trust fall). O rany, te upadki na ślepo. Spędziłam cały miesiąc po prostu unosząc się za moimi dziećmi z wyciągniętymi rękami jak wariatka, ponieważ nieustannie próbowali rozbić sobie głowy o stolik kawowy.
Ostatecznie odkrywają funkcjonalne siedzenie, czyli potrafią faktycznie odepchnąć się z brzuszka, usiąść, bawić się zabawką i nie zaliczać natychmiastowego lądowania twarzą w dywan. MAGIA.
Porozmawiajmy o tych plastikowych fotelikach-kubełkach
Kiedy Leo miał cztery miesiące, mój mąż Mark przyniósł do domu jeden z tych piankowych fotelików przypominających kubełek. Wiecie o czym mówię. Wyglądają jak jaskrawo kolorowy pojemnik Tupperware, w który wciskasz uda swojego dziecka. Pudełko obiecywało, że to urządzenie nauczy go siadać. Mark był z siebie taki dumny, że wspaniale "rozwiązał problem".

Powiem wam tak: moja znajoma fizjoterapeutka przyszła, zobaczyła Leo wciśniętego w to neonowozielone ustrojstwo, wyglądającego jak zakładnik w piance marshmallow, i spojrzała na mnie, jakbym poiła go czystym napojem energetycznym. Okazuje się, że te wszystkie uwięziowe foteliki są naprawdę fatalne w nauce siadania u niemowląt. Wymuszają na ich malutkich kręgosłupach dziwne wygięcie w kształt litery C i całkowicie eliminują naturalne chwianie się, które uczy ich mózg utrzymywania równowagi. Poza tym nie mogą po nic sięgnąć ani przenieść ciężaru ciała. Więc zamiast kupować kolejne plastikowe śmieci, które uziemiają twoje dziecko, po prostu rzuć kubełkowy fotelik w kąt garażu i połóż je na podłodze, żeby same to ogarnęły.
Co faktycznie pomogło moim dzieciom zbudować siłę mięśni tułowia
Czas na brzuszku. Wiem, ja też tego nienawidzę. Każde niemowlę nienawidzi leżenia na brzuchu. Krzyczą prosto w dywan, a ty czujesz się jak wyrodna matka, to okropne. Ale dr K. miał rację – to naprawdę jedyny sposób, w jaki budują te mięśnie szyi i pleców.
Kiedy Maya przechodziła przez fazę „absolutnie nienawidzę podłogi”, jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją od krzyku, był ten Drewniany Stojak Edukacyjny Tęcza. To taka drewniana konstrukcja w kształcie litery A, z której zwisają urocze zabawki w kształcie zwierzątek w stonowanych kolorach. Leżała pod nią i zaciekle próbowała uderzyć małego drewnianego słonia, co podstępem zmuszało ją do podnoszenia głowy i używania mięśni brzucha. Naprawdę uwielbiam ten stojak, bo nie jest zrobiony z paskudnego plastiku, nie gra demonicznej elektronicznej melodyjki, która utkwiłaby mi w głowie na kilka dni, i poważnie pomógł jej zbudować siłę pleców, której potrzebowała. Poza tym Mark nie potknął się o to i nie złamał na pół, jak to zrobił z tanim plastikowym pałąkiem, który mieliśmy dla Leo.
Zamiast fotelików kubełkowych po prostu zaczęłam układać miękkie lądowisko na podłodze w salonie. Wykorzystałam ten Bambusowy Kocyk Niemowlęcy we Wzór Kosmosu, który początkowo kupiłam do wózka. Skończyło się na tym, że stał się naszą oficjalną strefą zrzutu do „nauki siedzenia”. Jest super miękki, świetnie oddycha, a małe planety na nim są urocze. Szczerze mówiąc, to tylko kocyk. To naprawdę fajny, zrównoważony kocyk, ale nie nauczy on magicznie twojego dziecka fizyki. Jednak amortyzował głowę Mayi, gdy nieuchronnie przewracała się do tyłu, i łatwo się go prało, gdy w całości go ulewała. Co działo się nieustannie.
Związek ze stałymi pokarmami i inne losowe historie
Oto ciekawostka, o której nie wiedziałam, dopóki nie wylądowałam głęboko w okopach: tak naprawdę nie możesz karmić ich prawdziwym jedzeniem, dopóki nie potrafią siedzieć. Nasz pediatra był dość stanowczy, że nie możemy zacząć ładować łyżeczką purée ze słodkich ziemniaków do buzi Leo, dopóki nie będzie potrafił siedzieć prosto z minimalnym podparciem i nie będzie kiwał głową jak figurka tancerki hula na desce rozdzielczej. Coś o ułożeniu dróg oddechowych i ryzyku zadławienia? Nauka jest szalona, ale to ma sens, jak się nad tym zastanowić. Spróbujcie sami zjeść suchego krakersa, będąc odchylonym do tyłu.

Oczywiście, dokładnie w tym samym czasie, gdy próbują rozgryźć, jak siedzieć i jeść, zaczynają też agresywnie ząbkować. Bo niby dlaczego wszechświat nie miałby nakładać na siebie wszystkich najtrudniejszych kamieni milowych naraz? Podczas gdy Leo ćwiczył pozycję na trójnogu, spróbowałam podać mu ten Gryzak Panda od Kianao. To taka silikonowa rzecz przypominająca bambus. Szczerze mówiąc, był w porządku. Przeważnie żuł ucho pandy przez dwie minuty, wściekał się, że stracił równowagę i ciskał nim przez cały pokój w naszego psa. Ale można go myć w zmywarce, co jest dosłownie jedyną cechą, na jakiej mi jeszcze zależy podczas kupowania rzeczy dla moich dzieci.
Aha, i w sekundzie, w której zaczną siadać, obniżcie materac w łóżeczku na sam dół, żeby nie wyrzucili się za barierkę w środku nocy.
Jeśli próbujecie zorganizować porządną przestrzeń na podłodze, która nie wygląda tak, jakby w waszym salonie wybuchła fabryka pstrokatych plastików, możecie przejrzeć kilka naprawdę ładnych, ekologicznych zestawów do zabawy tutaj.
Kiedy powinnaś naprawdę panikować?
Słuchajcie, jeśli wasze dziecko nie siedzi równo w szóstym miesiącu, weźcie głęboki oddech i idźcie podgrzać swoją kawę. Odstępstwa od reguły są całkowicie normalne. Ale mój lekarz powiedział, że jeśli nie siedzą nawet z podparciem do dziewiątego miesiąca, lub jeśli mają naprawdę słabą kontrolę głowy w czwartym miesiącu, lub jeśli wydają się dziwnie sztywne jak deska, albo super wiotkie jak mokry makaron, po prostu zadzwońcie do pediatry.
Nie na fora internetowe. Na litość boską, nie pytajcie w internecie. Po prostu umówcie się na wizytę.
Zanim wpadniecie w spiralę nocnego przeszukiwania Google na temat siatek centylowych zdolności motorycznych, sprawdźcie kolekcję zrównoważonych zabawek rozwojowych marki Kianao, które naprawdę zachęcają do naturalnego ruchu, zamiast tylko uziemiać wasze dziecko w piankowym foteliku.
Chaotyczne FAQ na temat siadania
Czy siedzenie oznacza, że jutro zaczną raczkować?
O matko, nie. Niekoniecznie. Leo siedział jak klusek przez całe dwa miesiące, zanim w ogóle podjął próbę przeciągnięcia się przez podłogę. Z kolei Maya rozpracowała siedzenie i raczkowanie w tym samym tygodniu, co było dla mnie logistycznym koszmarem. Wszystkie dzieci rozwijają się według swojego własnego, dziwnego, chaotycznego harmonogramu.
Moja mama twierdzi, że musimy podciągać go za rączki, żeby ćwiczył. Czy to ma sens?
Tak, o dziwo, starsze pokolenie miało w tej kwestii rację! Cóż, tak jakby. Dr K. powiedział mi o ćwiczeniu „podciągania do siadu”. Kiedy leżą na plecach, delikatnie chwytasz je za rączki i powoli podciągasz do pozycji siedzącej. To w zasadzie takie brzuszki dla niemowląt. Pomaga im to budować siłę mięśni tułowia. Tylko nie szarpnijcie ich tak, jakbyście odpalali kosiarkę do trawy.
Dlaczego moje dziecko siada w łóżeczku i po prostu płacze?
Ponieważ niemowlęta to absolutne trolle. Kiedy uczą się nowej umiejętności, w ich mózgu następuje spięcie i chcą ją po prostu ćwiczyć o 3:00 nad ranem. Maya potrafiła usiąść w śpiworku, uświadomić sobie, że nie wie, jak z powrotem się położyć, i po prostu zaczynała wyć. Moja rada? Dajcie im pięć czy dziesięć minut, żeby zobaczyć, czy same wymyślą, jak klapnąć z powrotem, zanim tam wejdziecie, bo w przeciwnym razie będziecie grać w "ustrzel kreta" przez całą noc.
Czy to źle, jeśli moje dziecko nienawidzi leżenia na brzuszku? (I jak mam je zachęcić do siadania?)
Każde niemowlę nienawidzi leżenia na brzuszku. To powszechnie znienawidzona czynność. Ale tak naprawdę jest to główny sposób, w jaki zyskują siłę pleców, potrzebną do siadania. Musiałam schodzić na podłogę z Leo, kłaść przed nim lusterka, śpiewać głupie piosenki i zasadniczo odstawiać jednoosobowy cyrk, żeby utrzymać go na brzuchu przez pięć minut. Róbcie to w krótkich seriach. Dwie minuty tutaj, trzy minuty tam. To wszystko się sumuje.
Czy cały czas muszę kłaść za nimi poduszki?
Podczas fazy chwiejnej? Tak, na tysiąc procent. Chyba że lubicie dźwięk pustego kokosa uderzającego o drewnianą podłogę. Poduszka do karmienia owinięta wokół ich pleców sprawdzi się świetnie, podobnie jak gruby, miękki koc. Ale z czasem muszą poczuć odrobinę braku równowagi, aby nauczyć się asekurować własnymi rączkami. Po prostu bądźcie blisko.





Udostępnij:
Kiedy dziecko wreszcie prześpi całą noc? Brutalna, wyczerpująca prawda
Kiedy dziecko powie pierwsze słowo? Szczerze okiem mamy