Moja teściowa osaczyła mnie przy stoisku z dipem szpinakowym na baby shower mojej kuzynki, kiedy mój syn Leo miał siedem miesięcy, i z pełnym przekonaniem oświadczyła, że skoro puszcza właśnie bańki ze śliny, to praktycznie już czyta. „Robi dźwięk 'mmm'” – wyszeptała, ściskając łodygę selera jak magiczną różdżkę. „Do wtorku będzie prowadził pełne konwersacje”. Potem, jakieś dwadzieścia minut później, moja własna matka wręczyła mi kubek letniej kawy – która w rzeczywistości była bezkofeinowa, co było absolutną zdradą mojej wyczerpanej duszy – i oznajmiła mi, że sama nie wydałam z siebie ani jednego dźwięku, dopóki nie skończyłam prawie dwóch lat, więc nie powinnam wstrzymywać oddechu. Na koniec, żeby dopełnić to trio kompletnie szalonych porad, przypadkowa doradczyni laktacyjna, z którą z jakiegoś powodu wciąż pisałam o 3 nad ranem, odpowiedziała na filmik z piszczącym Leo, sugerując, że wszystkie wczesne wokalizacje to zazwyczaj po prostu ukryty refluks.
Kompletne bzdury. Wszystko to.
Pamiętam, jak po tym przyjęciu siedziałam w samochodzie, wciąż w sukience ciążowej, której nie mogłam do końca zapiąć, i dosłownie wpisywałam kiedy dzieci mówią i kamienie milowe niemowląt w telefon jednym kciukiem, bo byłam zbyt zmęczona, żeby w ogóle sprawdzać błędy w moich nocnych, spanikowanych wyszukiwaniach. Internet to przerażające miejsce, kiedy cierpisz na brak snu. Na jednym forum przeczytasz, że twoje dziecko jest geniuszem, a na kolejnym powiedzą ci, że jeśli do pierwszych urodzin nie recytuje Szekspira, to poniosłaś porażkę jako matka. W każdym razie, sęk w tym, że czekanie na moment, w którym dowiesz się, kiedy dzieci w końcu powiedzą „mama”, to dziwna gra, podczas której hiperanalizujesz każde pojedyncze stęknięcie i beknięcie.
Rozpaczliwie pragnęłam, by Leo w końcu zauważył moje istnienie. Brałam na siebie 95 procent nocnych karmień, radziłam sobie z popękanymi brodawkami, prałam niekończący się strumień malutkich skarpetek, które jakimś cudem zawsze gubiły parę w suszarce, i po prostu chciałam, żeby spojrzał na moją wyczerpaną, nieumytą twarz i mnie docenił. Chociaż jednym, małym słowem.
Wielka zdrada „tata” z dwa tysiące osiemnastego
Porozmawiajmy wprost o tym, co jest aż nadto oczywiste, bo nadal piecze mnie to od środka. Mój mąż Mark to naprawdę świetny facet, ale podczas pierwszego roku życia Leo, głównym wkładem Marka w domowe obowiązki było okazjonalne wynoszenie śmieci i robienie śmiesznych min, podczas gdy ja siłowałam się z wrzeszczącym niemowlęciem, próbując wcisnąć je w fotelik samochodowy. Możecie więc sobie wyobrazić moje absolutne przerażenie, kiedy około ośmiomiesięczny Leo spojrzał ojcu prosto w oczy i powiedział: „Ta-ta”.
Płakałam. Naprawdę weszłam do łazienki, usiadłam na brzegu wanny i płakałam w wilgotny ręcznik. To wydawało się tak niesamowicie niesprawiedliwe. Przecież to ja utrzymywałam tego małego człowieka przy życiu!
Ale kiedy wspomniałam o tym mojej pediatrze – dr Evans, która zawsze pachniała delikatnie miętą i lekkim osądem – po prostu mnie wyśmiała. Powiedziała mi, że to tak naprawdę kwestia mechaniki jamy ustnej, co jest moim wysoce nienaukowym sposobem wyjaśnienia tego, co powiedziała o fonetyce. Najwyraźniej wydanie dźwięku „t” wymaga jedynie leniwego uderzenia języka o podniebienie, podczas gdy wydanie dźwięku „m” oznacza, że dziecko musi wymyślić, jak ścisnąć wargi w bardzo specyficzny, skoordynowany sposób. Po prostu łatwiej jest powiedzieć „tata”. Ponadto dr Evans zauważyła, że ponieważ to ja byłam cały dzień w domu z Leo, ciągle wskazywałam na drzwi, mówiąc: „Zobacz, tata w domu!” albo „Daj ten mokry kawałek tosta tacie!”. Dosłownie programowałam własne dziecko, by najpierw wypowiedziało imię mojego męża, bo nikt nie mówi o sobie w trzeciej osobie, chyba że jest zawodowym wrestlerem.
Więc jeśli twoje dziecko powie najpierw „tata”, to wcale nie dlatego, że bardziej kocha twojego partnera. To po prostu dlatego, że jego język jest leniwy. I to jest fakt naukowy, a przynajmniej w ten sposób decyduję się interpretować literaturę medyczną, by chronić swoje własne ego.
Co moja pediatra faktycznie powiedziała mi o harmonogramie mowy
Dr Evans nakreśliła mi taki ogólnikowy harmonogram na odwrocie recepty, a ja trzymałam go przyczepionego do lodówki przez jakieś trzy lata. Z tego, co rozumiem, istnieje ogromna różnica między dzieckiem, które po prostu wydaje dźwięki, bo zorientowało się, że ma struny głosowe, a dzieckiem, które naprawdę używa słowa, by zwrócić na siebie twoją uwagę.

Między szóstym a dziewiątym miesiącem życia niemowlęta są po prostu w tej głośnej, chaotycznej fazie ćwiczeń. Maya, moje drugie dziecko, w wieku siedmiu miesięcy siedziała w swoim krzesełku i po prostu krzyczała „ma-ma-ma-ma-ba-ba-pa” do swojego groszku. Wcale mnie nie wołała. Po prostu eksperymentowała z faktem, że jej usta potrafią wydawać dźwięki. To urocze, ale kompletnie pozbawione znaczenia.
Prawdziwa magia zdarza się podobno gdzieś między dziesiątym a czternastym miesiącem. To wtedy ich małe, chłonne jak gąbka mózgi uświadamiają sobie, że konkretne dźwięki oznaczają konkretne rzeczy. Dr Evans powiedziała, że aby słowo „liczyło się” jako prawdziwe pierwsze słowo, dziecko musi go użyć w odpowiednim kontekście – na przykład patrząc prosto w twoją twarz, gdy wyciąga do ciebie rączki – i musi to robić konsekwentnie za każdym razem, a nie tylko raz jako jednorazowy przypadek, kiedy akurat kichnie. Statystyki sugerują chyba, że większość dzieci wypowiada swoje pierwsze prawdziwe, celowe słowo w okolicach pierwszych urodzin, plus minus kilka miesięcy, ale szczerze mówiąc, każde dziecko ma swój własny, dziwny i nieprzewidywalny harmonogram.
Jak rozpaczliwie próbowałam przyspieszyć ten proces
Ponieważ jestem uosobieniem maniaka kontroli z łagodnymi stanami lękowymi, próbowałam „zhakować” rozwój mowy u moich dzieci. Błagam, nie kupujcie tych czarno-białych kart kontrastowych, są głupie, a wasze dziecko i tak spróbuje po prostu zjeść ten karton.

Zamiast zmuszać je do wpatrywania się w twoje usta, podczas gdy ty agresywnie przeżuwasz słodkie ziemniaki i intonujesz „MAMA”, dopóki nie zaczną płakać, musisz po prostu przemycać te dźwięki w codziennych sytuacjach. Odkryłam, że pora posiłku to naprawdę najlepszy czas na ćwiczenia, bo i tak używają już warg do jedzenia. Siedziałam tam, karmiąc Mayę puree z marchewki, i po prostu przesadnie krzyczałam „Mmmmmm!” za każdym razem, gdy brała kęs. Brzmiałam jak kompletnie obłąkana.
Mówiąc o buziach i przeżuwaniu, czymś, co szczerze i w dziwny sposób pomogło im w rozwoju umiejętności motoryki jamy ustnej, było ciągłe podsuwanie im fajnych rzeczy do gryzienia. Oboje moich dzieci było agresywnymi gryzaczami, gdy zaczęły im wychodzić zęby. Kupiłam Bambusowy silikonowy gryzak Panda dla niemowląt dla Mayi, kiedy miała około pięciu miesięcy, bo byłam zdesperowana, żeby powstrzymać ją przed zjedzeniem pilota od telewizora. To szczerze mówiąc jeden z niewielu produktów dla dzieci, które do dziś polecam innym. Jest to w 100% silikon spożywczy, całkowicie nietoksyczny, z takimi małymi, teksturowanymi wypustkami, o które po prostu agresywnie masowała swoje dziąsła. Zwykle wrzucałam go do lodówki na dziesięć minut, robiąc sobie popołudniową kawę, a zimny silikon był jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją przed wrzaskiem podczas tej najgorszej fali marudzenia o 16:00. Poza tym, moja siostra jest logopedką i wspomniała kiedyś, że żucie przedmiotów o różnych teksturach naprawdę pomaga wzmocnić mięśnie szczęki i warg, których będą ostatecznie potrzebować do wypowiadania tych trudnych dźwięków „M” i „P”. Więc traktowałam to jako narzędzie edukacyjne.
Z drugiej strony, Mark upierał się, że musimy kupić taki estetyczny, drewniany stojak edukacyjny, bo przeczytał jakiś wpis na blogu o rozwoju sensorycznym. Kupiliśmy Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw do zabawy ze zwierzątkami. Nie zrozumcie mnie źle, obiektywnie rzecz biorąc, jest przepiękny. Wykonano go z drewna pozyskiwanego w sposób zrównoważony, a mały, wiszący słonik idealnie pasuje do neutralnego klimatu mojego salonu. Ale Mayi podobał się jednorazowo przez dokładnie pięć minut. Kładła się pod nim, uderzała w drewniane kółko dwa razy, a potem natychmiast przewracała się na bok i próbowała zjadać kłaczki z dywanu. Wyglądał fantastycznie na moich zdjęciach na Instagramie i może pomógł jej w postrzeganiu głębi czy czymś podobnym, ale z pewnością nie był to magiczny sposób na wielogodzinną zabawę, jak obiecywał Mark. Dzieci są po prostu kapryśne.
Czerwone flagi, na punkcie których miałam obsesję o drugiej w nocy
Mam wrażenie, że każdy artykuł parentingowy w internecie ma na celu cię przerażać. Próbujesz tylko dowiedzieć się, kiedy dzieci naturalnie zaczynają robić daną rzecz, a nagle jesteś przekonana, że twoje dziecko jest beznadziejnie w tyle.
Dr Evans podała mi dość rozsądną, ogólną zasadę, która naprawdę pomogła mi spać w nocy. Powiedziała, żeby zapisać dziecko na wizytę, jeśli w ogóle nie gaworzy do dziesiątego miesiąca. Mam na myśli sytuację, w której jest po prostu całkowicie ciche i nawet nie próbuje łączyć ze sobą spółgłosek. Druga rzecz, o której wspomniała, to fakt, że jeśli dotrwamy do 15 lub 16 miesiąca, a nie pojawi się ani jedno celowe słowo – nawet wymyślone słowo na określenie psa czy kubka – to prawdopodobnie powinniśmy zbadać maluchowi słuch lub udać się do logopedy. Czasami dzieci mają po prostu płyn w uszach po nawracających infekcjach ucha, który tłumi wszystko, jakby były pod wodą. To nie znaczy, że coś jest trwale zepsute, po prostu mogą potrzebować lekkiego profesjonalnego wsparcia.
W każdym razie, Leo w końcu powiedział „Mama”. Miał czternaście miesięcy. Miałam na sobie dresy z plamą po ulaniu na kolanie, stałam w kuchni i próbowałam agresywnie wyszorować z miski zaschniętą owsiankę, a on po prostu wparadował, przytulił się do mojej nogi, spojrzał w górę i to powiedział. Jasno i wyraźnie. „Mama”.
Było idealnie. Wzięłam go na ręce, całkowicie zapominając o owsiance, i po prostu mocno przytuliłam. Aby to uczcić, natychmiast ubrałam go w jego najlepszy strój – urocze Niemowlęce body z bawełny organicznej, które trzymaliśmy na specjalną okazję – i poszliśmy do parku, żebym mogła pochwalić się przed innymi mamami. Oczywiście nie powiedział tego ponownie przez kolejne trzy dni, ale nie obchodziło mnie to. Wygrałam.
Jeśli jesteś teraz na rodzicielskim froncie, czekając, aż ten słodki, mały głosik w końcu zauważy twoje istnienie, po prostu trzymaj się. Czytaj dalej te wszystkie książki, rób dalej te absurdalne dźwięki „mmm” nad kawą i pozwól maluchom gryźć bezpieczne rzeczy, by budowały te mięśnie wokół ust.
Chcesz zobaczyć akcesoria do ząbkowania, które naprawdę uratowały moje zdrowie psychiczne? Odkryj naszą kolekcję zabawek na ząbkowanie i znajdź nietoksyczne koła ratunkowe, które wspierają wczesne umiejętności motoryki jamy ustnej.
Świetnie ci idzie. Nawet jeśli potrafią nazwać listonosza „Tata”, zanim w ogóle zapamiętają twoje imię.
Gotowa na ulepszenie codziennej bazy ubranek swojego malucha dzięki zrównoważonym, organicznym materiałom? Kup nasze organiczne niezbędniki dla niemowląt właśnie tutaj.
Przypadkowe pytania o mowę niemowląt, które agresywnie googlowałam
Czy to się liczy, jeśli płaczą i krzyczą ma-ma-ma?
Według mojej pediatry – absolutnie nie. Kiedyś myślałam, że Leo błaga o moją pomoc, kiedy miał histerię w swoim łóżeczku, ale okazuje się, że „ma-ma-ma” to po prostu najłatwiejszy dźwięk, jaki dziecko może wydać, kiedy jego usta są szeroko otwarte i głośno rozpacza. To sygnał alarmowy, a nie twoje imię. Przykro mi, że łamię ci serce.
Dlaczego moje dziecko mówi „pies”, zanim powie moje imię?
Bo psy są fajniejsze od nas. Prawda jest taka, że niemowlęta podłapują słowa, które są ekscytujące i często powtarzane w ich otoczeniu. Jeśli pies ciągle biega dookoła, a ty ciągle krzyczysz: „Pies! Patrz na psa!”, twoje dziecko potraktuje to słowo priorytetowo w stosunku do „mama”. Głównie dlatego, że ty przecież nigdy nie wskazujesz na siebie i nie wykrzykujesz własnego imienia z ekscytacji.
Czy moja teściowa ma rację, że dzieci, które późno zaczynają mówić, to geniusze?
Posłuchaj, ta cała historia w stylu „Einstein nie mówił, dopóki nie skończył czterech lat”, to totalny mit, który starsze pokolenia uwielbiają powtarzać przy niedzielnym obiedzie. Chociaż to prawda, że dzieci rozwijające się nieco wolniej mogą być niezwykle bystre, opóźnienia w mowie to po prostu opóźnienia w mowie. Nie oznaczają, że twoje dziecko jest potajemnym geniuszem fizyki, ani że ma jakieś głębsze problemy. To tylko zwykła różnica w harmonogramie rozwoju.
Jak sprawić, by naprawdę patrzyły na moją twarz, gdy wypowiadam słowa?
Trzymaj przedmioty tuż przy swoich oczach. Często kładłam ulubiony silikonowy gryzak Mayi praktycznie na swoim nosie, zanim jej go podałam. Jeśli chcesz, żeby obserwowały twoje wargi, gdy wymawiasz dźwięk „M”, musisz przenieść obiekt ich pożądania na poziom swojej twarzy. Czujesz się przy tym idiotycznie, ale to naprawdę działa.
Czy powinnam poprawiać dziecko, kiedy źle coś wymawia?
Na litość boską, nie. Jeśli nazywa banana „nana”, nie musisz siedzieć jak profesor filologii i go poprawiać. Po prostu powiedz w naturalny i pozytywny sposób właściwe słowo. „Tak, to jest duży banan!”. Sprawianie, że poczują się źle lub pod presją w związku z mową, to najszybszy sposób, by całkowicie zniechęcić je do jakichkolwiek prób. Niech ta nauka pozostanie beztroska i pełna zabawy.





Udostępnij:
Kiedy niemowlęta zaczynają widzieć kolory? List do dawnej mnie
Kiedy niemowlę obraca się z pleców na brzuszek