Jest piątek, 20:14, a moja lewa dłoń tkwi uwięziona w pojemniku Tupperware z szybko twardniejącym fioletowym alginatem, podczas gdy Rachel Sennott ma pełnoobjawowy atak paniki na ekranie mojego telewizora. Moja żona rozpaczliwie próbuje wcisnąć silikonową pandę do buzi naszej córki, żeby przestała krzyczeć, nasz pies niepewnie zlizuje kałużę różowawej wody, która wsiąkła w dywan, a ja poważnie kwestionuję każdy życiowy wybór, który doprowadził mnie do przekonania, że zdołamy zrealizować projekt artystyczny rodem z Pinteresta, jednocześnie pochłaniając docenione przez krytyków kino.

Pierwotny plan był niebezpiecznie ambitny, co zazwyczaj jest oznaką poważnego niedoboru snu. Zamierzaliśmy położyć bliźniaki spać, rozrobić jeden z tych zestawów do robienia pamiątkowych odlewów, delikatnie wybudzić jedno z dzieci na tyle, by zanurzyło rączkę w wiaderku z masą formierską, a potem usiąść z kieliszkiem wina i obejrzeć film. Brzmiało to tak potwornie stereotypowo i wykonalnie. Wystarczy przecież wymieszać proszek z wodą i potrzymać w tej mazi maleńką piąstkę, aż masa zastygnie – to chyba nie może być aż tak trudne, nawet jeśli jest się całkowicie pozbawionym talentu artystycznego.

To był nasz pierwszy błąd. Drugim był wybór tła rozrywkowego.

Bardzo specyficzny rodzaj kinowego niepokoju

Moja żona sprawdziła wcześniej tego wieczoru obsadę filmu Shiva Baby, bo nie mogła sobie przypomnieć, gdzie widziała aktora grającego "sugar daddy", więc uznaliśmy, że to wygląda na przyjemną, rześką komedię, która idealnie nada się na tło. Jeśli nie widzieliście, Shiva Baby to niezależny film z 2020 roku, oficjalnie klasyfikowany jako czarna komedia, ale w rzeczywistości jest to półtoragodzinny atak paniki z oprawą muzyczną w postaci gwałtownie szarpanych strun skrzypiec.

Nie potrafię odpowiednio podkreślić, jak niesamowicie stresująca jest warstwa dźwiękowa tego filmu. Są sceny, w których główna bohaterka po prostu stoi w zatłoczonym pokoju, ale miks dźwięku sprawia, że czujesz się, jakbyś był uwięziony w pralce pełnej wściekłych pszczół. Klaustrofobia jest niemal namacalna. Praktycznie czujesz gorąc promieniujący z ekranu, duszny nacisk krewnych zadających wścibskie pytania o karierę, ten absolutnie nieustępliwy strach przed byciem dwudziestolatkiem. To genialne kino, które głęboko szanuję, ale stanowi absolutne paliwo dla koszmarów, gdy sam balansujesz na krawędzi załamania nerwowego, bo twój salon wygląda jak miejsce zbrodni z udziałem fioletowego dinozaura Barneya.

Film w zasadzie opowiada o młodej kobiecie, która wpada na swojego sponsora na żydowskiej stypie.

To cała fabuła, ale jej wykonanie sprawia, że masz ochotę wyjść z własnej skóry. I mimo że w tytule widnieje słowo "baby", czuję się w obowiązku moralnym zaznaczyć, że absolutnie nie jest to kino familijne. Wspominam o tym tylko dlatego, że algorytmy rządzące naszym cyfrowym życiem bywają przerażająco dosłowne i z łatwością potrafię sobie wyobrazić wyczerpanego rodzica, który w ciemno włącza to z myślą, że to program edukacyjny o zwierzątkach na farmie. Nie jest.

  • Pojawia się tam mnóstwo przekleństw, głównie mamrotanych w czystej panice.
  • Główny wątek kręci się wokół seksu transakcyjnego i paraliżującego wypalenia millenialsów – żaden z tych tematów nie jest szczególnie porywający dla niemowlaka.
  • W filmie występuje prawdziwe niemowlę, którego jedynym celem fabularnym wydaje się być płacz w momentach największego napięcia, co wywołało u mojej żony fantomowy odruch wypływu pokarmu, mimo że przestała karmić piersią trzy miesiące temu.

Proszę, nie ugotujcie swoich dzieci

Ale wracając do fizycznej rzeczywistości naszego salonu. Jeśli kiedykolwiek ogarnie cię zgubne pragnienie stworzenia fizycznej pamiątki kończyn twojego niemowlaka, szybko odkryjesz, że internet jest pełen sprzecznych i lekko przerażających porad. Nasza położna środowiskowa, spektakularnie konkretna kobieta o imieniu Brenda, która porozumiewa się wyłącznie za pomocą westchnień, podczas jednego z ważeń rzuciła mimochodem, że musimy być niezwykle ostrożni w kwestii kupowanych materiałów.

Please don't cook your children — Why a baby cast and an indie film is a terrible Friday night

Z tego, co mój zmęczony brakiem snu mózg zdołał wyłapać z wykładu Brendy, tradycyjny gips modelarski w reakcji z wodą przechodzi jakąś egzotermiczną reakcję chemiczną. Nie jestem naukowcem, a moja wiedza z chemii zatrzymała się definitywnie w wieku piętnastu lat, ale najwyraźniej w miarę twardnienia gips się nagrzewa. I to bardzo. Brenda mruknęła coś o osiąganiu temperatur zbliżonych do świeżo zaparzonej herbaty, co zrozumiałem tak, że dosłownie ugotujesz w nim rączkę niemowlaka, jeśli będziesz na tyle lekkomyślny, by zanurzyć ją bezpośrednio w masie.

Kupiliśmy więc zestaw alginatowy. Alginat podobno jest pozyskiwany z alg morskich, co brzmi bardzo holistycznie i bezpiecznie, choć proszek, który otrzymaliśmy, miał agresywny odcień syntetycznego fioletu i pachniał lekko gabinetem dentystycznym. Instrukcja twierdziła, że masa podczas wiązania zmieni kolor z fioletowego na różowy, co miało być "niezawodnym wskaźnikiem wizualnym" dla rodziców.

Instrukcja nie wspomniała jednak o zakłóceniach czasoprzestrzennych, które pojawiają się, gdy próbujesz poskromić wyrywające się półroczne dziecko. Czas przestaje płynąć normalnie.

  1. Mieszasz fioletowy proszek z zimną wodą, co natychmiast tworzy grudki wielkości piłeczek golfowych, które odmawiają rozpuszczenia się niezależnie od tego, jak gorączkowo machasz trzepaczką.
  2. Zanurzasz w tej fioletowej mazi rączkę niczego niepodejrzewającego niemowlęcia, po czym ono w pełni się budzi i zdaje sobie sprawę z tego, że zostało zdradzone.
  3. Próbujesz utrzymać jego ramię w bezruchu, podczas gdy ono rzuca się jak złowiony marlin, rozbryzgując fioletowy, glonowy szlam na twoje spodnie, dywan i psa.
  4. Czekasz, aż kolor zmieni się na różowy, co trwa dokładnie trzy minuty, ale w odczuciu przypomina standardowy wyrok więzienia.

Przekupstwo pierwszego stopnia

Zanim alginat w końcu zaczął przybierać mdły, różowy odcień, nasza córka była już wściekła. Wykręcała się do tyłu, z całą czerwoną buzią, wydając z siebie ten przerażający, niemy krzyk, który dzieci robią tuż przed uwolnieniem nieludzkiego dźwięku. A w telewizorze instrumenty smyczkowe rzępoliły w dysonansowym crescendo, podczas gdy główna bohaterka gorączkowo próbowała ukryć się w łazience.

Bribery in the first degree — Why a baby cast and an indie film is a terrible Friday night

Kinowy niepokój idealnie zlał się z naszą domową katastrofą. Musiałem utrzymać ją w absolutnym bezruchu przez kolejne czterdzieści pięć sekund, w przeciwnym razie odlew zostałby zrujnowany, a moja lewa dłoń — podtrzymująca wtedy spód pojemnika — zostałaby na zawsze uwięziona w paście dentystycznej. Moja żona, wyczuwając zbliżającą się klęskę, dała nura do torby do przewijania i wydobyła stamtąd Silikonowy gryzak Panda.

Mam skomplikowane relacje z dziecięcymi gadżetami, głównie dlatego, że nasz dom wygląda tak, jakby eksplodowała w nim fabryka plastiku, ale ten konkretny gryzak naprawdę działa. Nie do końca rozumiem jego fizykę, ale dzięki temu, że jest zupełnie płaski, córka może go trzymać bez natychmiastowego upuszczania go na własną twarz. Moja żona wcisnęła go w wolną rączkę dziecka. Niemowlę przerwało krzyk, włożyło pandę do buzi i agresywnie wgryzło się w jej bambusowy element. Cisza, która nastąpiła potem, była czystą magią, przerywaną jedynie dźwiękiem hiperwentylującej na ekranie Rachel Sennott.

To kupiło nam dokładnie te czterdzieści pięć sekund, których potrzebowaliśmy. Wysunęliśmy jej małą dłoń z gumowatej, różowej masy z satysfakcjonującym dźwiękiem zassania. Natychmiast cisnęła gryzakiem w drugi kąt pokoju, ale forma pozostała nienaruszona.

Muszę zaznaczyć, że nie wszystkie nasze drewniane i silikonowe inwestycje były aż tak udane. Mamy też Drewniany stojak edukacyjny Miś i Lama, który kupiliśmy podczas późnowieczornego przeglądania internetu, kiedy to wmówiliśmy sobie, że neutralna, inspirowana stylem nordyckim estetyka w magiczny sposób uspokoi nasze bliźniaki. To obiektywnie bardzo piękny przedmiot. Drewno jest gładkie, dziergane zwierzątka urocze i stojak świetnie wygląda w kącie pokoju. Ale jeśli mam być do bólu szczery, bliźniaki głównie tylko gapią się na wiszącą lamę z głęboką podejrzliwością, by potem zignorować ją całkowicie i próbować zjeść drewniane nogi stelaża. W porządku, znosi dobrze ich żucie konstrukcji, ale z pewnością nie zamienił naszego salonu w spokojną skandynawską przystań.

Jeśli masz ochotę, możesz tu przejrzeć różne rzeczy, których używamy, żeby odwrócić uwagę naszych dzieci od naszych rodzicielskich porażek.

Wielkie odsłonięcie szponu

Kiedy forma z alginatu była już pusta, musieliśmy wlać właściwy gips w zagłębienie, które pozostawiła jej rączka. Tę część musieliśmy wykonać w kuchni, głównie dlatego, że byłem przerażony perspektywą zjedzenia fioletowej galaretki przez psa – spędzilibyśmy przez to sobotę u weterynarza, tłumacząc, że nasz golden retriever pochłonął tonę sztucznych alg.

Wlewasz biały gips, wielokrotnie stukasz w pojemnik, by pęcherzyki powietrza wypłynęły na powierzchnię, a potem zostawiasz to w spokoju na trzy godziny. Spędziliśmy te trzy godziny kończąc film, czyszcząc z włókien dywanu wyschnięty fioletowy pył, a w końcu kładąc z powrotem spać świeżo wymęczone dziecko.

Kiedy nadszedł czas, by odkleić alginat od gipsu, poczułem prawdziwy przypływ ekscytacji. To było to. Ponadczasowa pamiątka. Fizyczny dowód na to, jak niewyobrażalnie mała kiedyś była. Zebraliśmy się wokół kuchennej wyspy, ostrożnie, kawałek po kawałku odcinając gumowatą różową formę.

To, co wyłoniło się z gruzów, nie było delikatną, anielską rączką niemowlęcia.

Ponieważ przez cały czas gorączkowo próbowała się uwolnić, jej palce nie opierały się w łagodnym zgięciu. Dwa z nich były agresywnie ściśnięte razem, jej kciuk celował pod całkowicie nienaturalnym kątem dziewięćdziesięciu stopni, a na samym czubku jej palca wskazującego jakimś cudem utworzył się pęcherzyk powietrza, sprawiając, że wyglądała, jakby posiadała jeden duży, bulwiasty szpon. Wyglądało to mniej jak sentymentalna pamiątka, a bardziej jak rekwizyt z niskobudżetowego filmu o inwazji kosmitów.

Wpatrywaliśmy się w to w milczeniu przez dłuższą chwilę. Moja żona ostatecznie zasugerowała, żebyśmy postawili odlew na kominku, ale oboje wiedzieliśmy, że będzie przerażał gości. Obecnie rezyduje w pudełku po butach w moim domowym biurze, będąc stałym przypomnieniem nocy, kiedy próbowaliśmy połączyć wysoce stresujące kino niezależne z wysoce stresującym, amatorskim tworzeniem odlewów.

Jedyną prawdziwą ofiarą tego wieczoru, nie licząc mojego ciśnienia krwi, był ubiór, który miała na sobie nasza córka. Alginat rozprysł się na jej brzuszku i mimo całonocnego namaczania, odmówił sprania się. Ostatecznie musieliśmy wyrzucić to ubranko do śmieci, co było bolesne, więc zdecydowanie polecam rozebrać dziecko do samej pieluszki lub ubrać je w coś, czego szczerze nienawidzicie, zanim podejmiecie się tego typu czarów. Jeśli zmuszeni jesteście zastąpić zrujnowane ubranka, bo też zachciało wam się zabaw plastycznych o 20:00, gorąco zachęcam do kupienia jednych z naszych body bez rękawów z bawełny organicznej, które są urocze, niewiarygodnie miękkie i szczerze mówiąc, zasługują na coś lepszego niż bycie oblepionym dentystycznym gipsem.

Niezbyt pomocne odpowiedzi na pytania o odlewy

Czy alginat faktycznie jest bezpieczny dla niemowląt?
Nasza położna uważała, że tak, głównie dlatego, że jest nietoksyczny i rzekomo zrobiony z alg morskich, choć wciąż pozostaję nieco sceptyczny, biorąc pod uwagę radioaktywne kolory, w jakich występuje. Przede wszystkim jednak nie nagrzewa się tak jak gips modelarski. W dotyku przypomina po prostu zimnego, mokrego ślimaka na skórze. Dokładnie go zmyjcie, bo lubi chować się w tych małych fałdkach na nadgarstku i zasychać na twardą skorupę, a jej wydłubywanie później to istny koszmar.

Jak utrzymać dziecko w bezruchu na tyle długo, by forma zastygła?
Nie da się. W zasadzie musisz po prostu wyrzucić do kosza każdy swój wielki plan o radosnej, budującej więź chwili w spokoju, i zamiast tego modlić się, żeby maź zastygła, zanim twoje dziecko zdąży wmasować ją sobie w lewe oko, podczas gdy ty gorączkowo będziesz próbować zająć je czymkolwiek, co nie jest przybite do podłogi. My użyliśmy naszego silikonowego gryzaka w kształcie pandy, ale szczerze mówiąc, wyjątkowo jaskrawy odcinek czegokolwiek na iPadzie albo głośne, bezlitosne śpiewanie "Kół w autobusie" też może zadziałać. Po prostu zaakceptuj to, że będą się wiercić.

Dlaczego mój gotowy odlew gipsowy wygląda jak szpon mutanta?
Ponieważ podczas wlewania gipsu uwięziłeś w formie pęcherzyki powietrza, albo dlatego, że twoje dziecko zaciskało pięść w czystej furii, kiedy alginat zastygał. Kiedy już zastygnie, nie da się tego naprawić. Musisz po prostu pogodzić się z tym, że twoje dziecko najwyraźniej ma budowę dłoni welociraptora i schować odlew w szufladzie, gdzie nie wystraszy dziadków.

Czy mogę obejrzeć Shiva Baby z moimi dziećmi?
Absolutnie nie. Chyba że chcesz, aby twój maluch zapytał cię, co to jest "sugar daddy", kiedy będziesz stać w kolejce w Biedronce – w przeciwnym razie gorąco odradzam. Zostaw to na czas, kiedy na pewno będą twardo spać, a i tak przygotuj sobie mocny napar z rumianku, bo sama ścieżka dźwiękowa drastycznie podniesie twoje tętno spoczynkowe.

Czy istnieje łatwiejszy sposób na zrobienie odcisku dłoni dziecka?
Tak, po prostu użyj tuszu i kartki papieru, jak to ludzie robili od zarania dziejów. Zajmuje to dwie sekundy, prawie nic nie kosztuje i nie wymaga zamiany kuchni w prowizoryczne studio efektów specjalnych. Albo po prostu zrób zdjęcie. One i tak tak szybko rosną, że nawet nie zapamiętasz fazy szponu.