Największym mitem na temat dzietnych bogaczy jest to, że ich problemy są całkowicie obce nam, zwykłym, wykończonym mamom, które właśnie zmywają bataty z sufitu. Sama w to wierzyłam, dopóki mój czat grupowy nie zapłonął od dyskusji o sądowej batalii o opiekę nad dziećmi pewnego gracza Miami Heat. Kiedy zagłębiłam się w szczegóły sprawy gwiazdy NBA i jego byłej partnerki, uświadomiłam sobie coś szalonego. Odejmując kilka zer na koncie bankowym, matka dziecka Jimmy'ego Butlera mierzy się z dokładnie taką samą szaloną rzeczywistością jak ja: wychowywaniem pięciolatka, dwulatka i roczniaka w tym samym czasie.
Powiem wam, że trójka dzieci poniżej piątego roku życia to wyjątkowy rodzaj cyrku. Sprzedaję ręcznie robione sweterki dla niemowląt z mojego kuchennego stołu na teksańskiej prowincji tylko po to, żeby stać nas było na pieluchy, więc na wieść o sporze o nianię za dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie, opadła mi szczęka prosto do zimnej kawy. Ale zdejmując z tego celebrycki blask, to wciąż po prostu dwoje ludzi próbujących wymyślić, jak zapłacić komuś za opiekę nad ich dziećmi, by sami mogli pracować. To chyba najbardziej życiowy problem na świecie.
Absurdalne koszty wychowania całej drużyny koszykarskiej
Opieka nad dziećmi to istna finansowa czarna dziura, mówiąc delikatnie. Kiedy urodził się mój najstarszy syn, zakładałam, że po prostu wrócę do nauczania, a jego poślę do lokalnego żłobka, ale potem drugie i trzecie dziecko pojawiły się rok po roku. Zanim mój mąż i ja usiedliśmy przy stole w kuchni i to policzyliśmy, okazało się, że cała moja nauczycielska pensja powędrowałaby prosto do kieszeni właścicieli placówki, zostawiając mnie z dokładnie minus czterdziestoma dolarami tygodniowo jako dowodem na to, że ciężko pracowałam na swój dyplom.
Będę z wami szczera – szok cenowy, jakiego doznajesz płacąc komuś za utrzymanie twoich dzieci przy życiu, jest wręcz obraźliwy. Nawet jeśli nie jesteś graczem NBA, który kłóci się o rachunek za opiekę na kwotę dziesięciu kawałków miesięcznie, wciąż stoisz w obliczu systemu, który oczekuje, że ot tak oddasz równowartość całej raty kredytu hipotecznego za miejsce w sali dla maluchów, która pachnie podejrzanie wybielaczem i starymi chrupkami. A jeśli zdecydujesz się na żłobek, zasadniczo płacisz tysiące dolarów miesięcznie za przywilej tego, że twoje dziecko co trzy tygodnie przynosi do domu chorobę dłoni, stóp i jamy ustnej (tzw. bostonkę), co oznacza, że i tak musisz brać wolne w pracy, by opiekować się gorączkującym maluchem.
Moja babcia zawsze powtarzała, że rzucanie w dzieci pieniędzmi sprawia tylko, że stają się drogie w utrzymaniu, a nie dobre. Sama miała piątkę dzieci i twierdzi, że po prostu bawiły się na zewnątrz patykiem, dopóki nie zapalały się latarnie uliczne. Niech Bóg ją błogosławi, ale gdyby mojego dwulatka zostawić na zewnątrz z patykiem, natychmiast spróbowałby zdemontować klimatyzator sąsiada. Czasy się zmieniły, podobnie jak wioska, którą rzekomo mamy do wychowania dzieci. Próbujemy tu wygospodarować budżet na... może nowe łóżeczko, a może ekologiczne jedzenie, podczas gdy inflacja pożera nas żywcem, a opieka nad dziećmi kosztuje więcej niż czesne za studia.
Jeśli stoisz w obliczu kilkorga dzieci i kosztów opieki nad nimi, oto brutalna rzeczywistość, której nauczyłam się na własnej skórze:
- Będziesz negocjować wszystko. Ustalenie, kto przypilnuje starszaka, żebym mogła zabrać niemowlaka do lekarza, to dosłownie negocjacje z porywaczem z udziałem grafiku pracy mojego męża.
- Twoje potrzeby stale się zmieniają. To, co sprawdza się przy półrocznym dziecku, to absolutny żart dla trzylatka, który właśnie odkrył, jak otworzyć zamek w drzwiach.
- Nikt nie ma wszystkiego pod kontrolą. Ani ja, ani ty, a już na pewno nie ludzie zarabiający miliony, którzy i tak kończą kłócąc się o faktury za nianię w pismach sądowych.
Dlaczego ukrywamy nasze dzieci przed internetem
Jedną z rzeczy, którą całkowicie szanuję w całej tej publicznej aferze, jest to, jak bardzo ci rodzice starają się ukryć twarze swoich dzieci w internecie. Sama odebrałam tę lekcję w trudny sposób. Mój najstarszy syn to chodząca przestroga pokazująca, co się dzieje, gdy myślisz, że po prostu dzielisz się w sieci uroczym, zabawnym momentem z macierzyństwa. Wstawiłam wideo, na którym wpada w absolutną histerię, bo jego banan był "zbyt żółty", a moja mama zadzwoniła do mnie w ciągu pięciu minut, żeby zbesztać mnie za narażanie jego cyfrowego śladu i prywatności.

Najwyraźniej ich małe mózgi wciąż się rozwijają, więc udostępnianie ich najbardziej bezbronnych chwil w mediach społecznościowych może negatywnie wpłynąć na ich psychikę w przyszłości. Ja jednak rozumiem z tego głównie to, że moje dziecko ma prawo do napadu złości w spokoju, bez bycia ocenianym przez mojego kumpla z liceum. Mój pediatra wygłosił mi długi, wyczerpujący wykład o czasie przed ekranem i prywatności, w skrócie mówiąc mi, że kiedy raz opublikujesz zdjęcie, należy ono do internetu na zawsze i tracisz wszelką kontrolę nad tym, kto je widzi, co przeraziło mnie na tyle, by usunąć połowę postów na moim Instagramie.
Więc teraz moi obserwatorzy na Etsy mogą oglądać moje zapasy włóczki i nieskończoną kolekcję kubków do kawy, ale twarz mojego synka jest ściśle chroniona. Jeśli chcesz chronić prywatność swojego dziecka, a jednocześnie informować babcię o tym, co się u was dzieje, po prostu wrzuć wszystkie zdjęcia do prywatnej aplikacji ze współdzielonym albumem rodzinnym i zignoruj desperacką chęć gonienia za lajkami od nieznajomych z internetu, których i tak nie obchodzą kamienie milowe twojego malucha.
Rzeczy, które faktycznie sprawdzają się w domu pełnym maluchów
Kiedy masz trójkę dzieci z tak małą różnicą wieku, twój dom nieuchronnie zamienia się w wysypisko głośnych, plastikowych śmieci. Musisz być naprawdę bezwzględna w kwestii tego, co wpuszczasz za próg, inaczej oszalejesz, deptając po zabawkach, które śpiewają fałszywym głosem o drugiej nad ranem.
Weźmy na przykład Tęczowy stojak edukacyjny ze zwierzątkami. Powiem ci wprost: w domu z pięciolatkiem i zdziczałym dwulatkiem, drewniany stojak na podłodze to ogromne ryzyko potknięcia. Uderzyłam palcem u nogi w tę piękną, wykonaną ze zrównoważonych źródeł drewna konstrukcję więcej razy, niż potrafię zliczyć, pędząc przez salon, żeby powstrzymać dwulatka przed pomalowaniem psa. Jeśli masz tylko jedno dziecko, jest absolutnie wspaniały. Naturalne drewno, uroczy słonik sensoryczny – to wszystko, czego potrzebujesz do spokojnego, wyjętego prosto z Pinteresta pokoju dziecięcego. Ale w moim cyrku? To tor przeszkód, który czasem po cichu mam ochotę wrzucić do kominka.
A jeśli już mówimy o sprzęcie, który autentycznie uratował mi resztki zdrowia psychicznego, spójrz na Bambusowo-silikonowy gryzak Panda. Kiedy moje trzecie dziecko zaczęło ząbkować, zamieniło się we wrzeszczącą zjawę, która odmawiała snu i po prostu chciała pogryźć moje ramię do krwi. Myślałam, że oszaleję. Ten mały silikonowy miś panda był jedyną rzeczą, która przyniosła spokój w naszym domu. Płaski kształt oznacza, że jej pulchne rączki mogą go wygodnie trzymać, nie upuszczając co dziesięć sekund, a ja mogę go po prostu wrzucić do zmywarki, gdy w nieunikniony sposób pokryje się sierścią golden retrievera. Nie jest może super wymyślny, ale po prostu działa, a "działa" to obecnie mój podstawowy język miłości.
Możesz sprawdzić całą kolekcję gryzaków Kianao, jeśli aktualnie funkcjonujesz tylko na trzech godzinach snu i modlitwach.
Jeśli chodzi o ubranka, dawno temu zrezygnowałam ze wszystkiego, co miało skomplikowane guziki. Zatrzaski albo nic, mówię wam. Body niemowlęce z bawełny organicznej to właściwie nasz domowy mundurek. Jest bez rękawków, co bywa zbawieniem, bo przez osiem miesięcy w roku w Teksasie panuje temperatura zbliżona do powierzchni słońca, a organiczna bawełna nie sprawia, że moje dziecko ma dziwne, czerwone potówki, jak bywa w przypadku syntetycznych materiałów. Przetrwa nawet pięćdziesiąt prań tygodniowo, co jest w sumie jedynym wskaźnikiem, na którym mi szczerze zależy przy kupowaniu ubrań przeznaczonych i tak do ciągłego oblepiania purée z groszku.
Jak współpracować w opiece nad dzieckiem bez robienia scen
Jeśli masz ojca dziecka, z którym już nie jesteś, wyświadczcie sobie ogromną przysługę i pobierzcie jedną z tych aplikacji ze wspólnym kalendarzem, abyście już nigdy nie musieli na serio rozmawiać o tym, kto kupuje kolejną paczkę pieluch na noc.

Fizyczna rzeczywistość posiadania dzieci "jedno po drugim"
Słuchajcie, rodzenie dzieci z tak małą różnicą wieku jest niezwykle obciążające dla organizmu, bez względu na to, jak bardzo celebrytki próbują wmówić, że to bułka z masłem, prężąc się na pociążowych sesjach zdjęciowych. Mój lekarz spojrzał na mnie, jakbym całkowicie straciła rozum, kiedy zaszłam w trzecią ciążę, mamrocząc coś o tym, że moje zapasy żelaza po prostu nie istnieją, a organizm potrzebuje jakichś osiemnastu miesięcy, aby dojść do siebie. Kto by to jednak wiedział, skoro przetrwałam całe dziewięć miesięcy w dużej mierze na zimnej kawie i czystej determinacji.
To niesamowite, jak społeczeństwo oczekuje, że matki od razu dojdą do siebie, będą prowadzić dom, radzić sobie z napadami złości u malucha i jakoś jeszcze dobrze wyglądać, gdy ich hormony urządzają ostrą imprezę, a dno miednicy stanowczo protestuje. Spędzasz tyle czasu martwiąc się o zdrowie dziecka, że całkowicie zapominasz, że sama też jesteś człowiekiem, który potrzebuje snu, wody i może chociaż gorącego posiłku, który nie został wcześniej odrzucony przez trzylatka.
Zamiast stresować się idealnie estetycznym pokojem dziecięcym, próbując jednocześnie zaplanować przygotowywanie posiłków z ekologicznych produktów i przeczytać piętnaście książek dla rodziców dziennie, po prostu rzuć kilka miękkich klocków na podłogę i módl się, aby wszyscy dotrwali w jednym kawałku do drzemki.
Bądźmy szczere – niezależnie od tego, czy zmagasz się z byłym partnerem z pierwszych stron gazet, czy tylko próbujesz podzielić się kosztami majteczek treningowych ze swoim facetem w markecie, cel jest dokładnie taki sam: utrzymać dzieci przy życiu, zachować zdrowe zmysły i może od czasu do czasu znaleźć sposób na kupienie sobie pysznej kawy bez poczucia winy.
Jesteś gotowa na sprzęt wysokiej jakości, który szczerze mówiąc wytrzyma starcie z twoimi nieokiełznanymi maluchami? Kup trwałe akcesoria dla dzieci Kianao tutaj.
Trudne pytania, które szczerze zadajesz
Jak cię stać na opiekę nad trójką dzieci poniżej piątego roku życia?
Szczerze mówiąc, nie stać mnie. Zrezygnowałam z pracy jako nauczycielka, ponieważ cała moja pensja szła na żłobek, i teraz pracuję w domu sprzedając rzeczy na Etsy, podczas gdy moje dzieci niszczą mój salon. Prowadzimy rygorystyczny budżet, kupujemy używane ubrania i raz w tygodniu błagamy moją teściową, żeby ich przypilnowała, abym mogła spakować zamówienia bez asysty malucha próbującego zjeść etykiety wysyłkowe. Po prostu dajesz radę, bo musisz, ale to nigdy nie wygląda ładnie.
Czy naprawdę jest tak źle mieć dzieci jedno po drugim?
Przez pierwsze trzy lata to kompletny koszmar, a potem ponoć robi się niesamowicie. Przy trzeciej ciąży czułam się, jakby przejechała po mnie ciężarówka. Dźwigasz w ciąży malucha, a potem karmisz piersią noworodka odpieluchowując dwulatka. To absolutny chaos, ale momenty, w których tak szczerze się przytulają zamiast walczyć o plastikową łyżeczkę, sprawiają, że to ekstremalne niewyspanie jest prawie tego warte.
Jaki jest najlepszy sposób udostępniania zdjęć bez wrzucania ich do mediów społecznościowych?
Korzystamy z prywatnej aplikacji o nazwie FamilyAlbum. Wrzucam tam wszystkie nieedytowane, chaotyczne zdjęcia, a tylko dziadkowie oraz bliskie ciotki i wujkowie mają hasło. W ten sposób moja mama przestaje narzekać, że nigdy nie wysyłam jej zdjęć, a ja nie muszę martwić się o świrów w sieci albo moje fałszywe koleżanki z liceum, oceniające mój zabałaganiony blat kuchenny w tle.
Jak chronić niemowlę, kiedy wokół biegają rozszalałe maluchy?
Chustowanie. Nosiłam trzecie dziecko przywiązane do klatki piersiowej przez pierwsze osiem miesięcy jej życia, bo gdybym tylko odłożyła ją na matę, mój dwulatek niechybnie spróbowałby ujeżdżać ją jak konika albo zrzucić jej na głowę ciężkie drewniane klocki. Kiedy absolutnie musiałam ją odłożyć, korzystałam z gigantycznego, mocnego kojca, do którego starszaki nie mogły wejść. Wyglądało to trochę jak klatka dla psa, ale utrzymało ją przy życiu.
Dlaczego produkty dla dzieci mają teraz taką obsesję na punkcie naturalnych włókien?
Ponieważ syntetyczne materiały po prostu zatrzymują pot i unieszczęśliwiają dzieci. Kiedyś myślałam, że bawełna organiczna to tylko taki trik, żeby naciągnąć matki na kasę, dopóki moje drugie dziecko nie dostało okropnej egzemy od tanich poliestrowych pajacyków. Naturalne włókna, takie jak bambus czy organiczna bawełna, naprawdę oddychają, co jest nie do przecenienia, jeśli mieszkasz na południu, gdzie wilgotność wynosi chyba tysiąc procent. To po prostu chroni cię przed użeraniem się z wściekłym i drapiącym się niemowlakiem, co jest dla mnie warte kilku dodatkowych dolarów.





Udostępnij:
Droga Priyo, przyszła mamo: Czego nauczyły mnie wieści o dziecku J.J. McCarthy'ego
Nocne śledztwo, które zmieniło moje podejście do "toksycznej" wyprawki