Więc stoję w mojej kuchni jakoś o 6:15 rano, trzymając Leo, który miał wtedy może ze trzy tygodnie, w starych flanelowych spodniach od piżamy Dave'a i topie ciążowym, który pachniał głęboko skwaśniałym mlekiem i absolutną desperacją. I moja teściowa — która chce dobrze, naprawdę, z całego serca — patrzy na mnie znad swojej idealnej filiżanki herbaty Earl Grey i mówi: „Wiesz, gdybyś po prostu dodała trochę gęstego kleiku ryżowego do jego wieczornej butelki, przespałby całą noc, dzieci potrzebują węglowodanów”.
Dwie godziny później pojawiła się doradczyni laktacyjna, którą wynajęłam w zapłakanej panice o trzeciej nad ranem. Pachniała intensywnie paczulą i pewnie poinformowała mnie, że jeśli nie będę go karmić rygorystycznie na żądanie co czterdzieści pięć minut, moja laktacja bezpowrotnie zaniknie i na zawsze zrujnuję jego bezpieczny styl przywiązania. A potem mój mąż, Dave — kochany, kompletnie pozbawiony pojęcia Dave — wchodzi do salonu w idealnie wyprasowanej koszuli do pracy, trzymając telefon i mówi: „A może spróbujemy wojskowego harmonogramu snu? Czytałem wpis na blogu faceta, który trenował Navy SEALs, i on twierdzi, że niemowlęta świetnie się rozwijają dzięki surowej dyscyplinie”.
W tym momencie po prostu zaczęłam szlochać do mojej letniej kawy.
W każdym razie, zmierzam do tego, że moja kuzynka Jess właśnie urodziła swoje pierwsze dziecko, słodką małą Vialetę, i wczoraj o 3:14 nad ranem napisała do mnie, w kompletnej rozsypce, otrzymując dokładnie tę samą lawinę absolutnie beznadziejnych rad od wszystkich dookoła. Jej wiadomość to było dosłownie: „DLACZEGO ONA NIE ŚPI CZY MAM JĄ BUDZIĆ NA KARMIENIE NIENAWIDZĘ WSZYSTKICH”. Co, szczerze mówiąc, doskonale rozumiem. Faza noworodkowa jest jak niezwykle intensywna fala w wojsku, do której nikt cię nie przygotowuje, a ty nagle jesteś odpowiedzialna za utrzymanie tego malutkiego, kruchego człowieka przy życiu, jadąc na zerowej ilości snu REM i krwawiąc.
Po prostu cudownie.
Każdy ma swoją opinię i wszyscy się mylą
Kiedy Jess zapytała mnie, co właściwie powinna robić z małą Vialetą, moją pierwszą myślą było po prostu powiedzieć jej, żeby wrzuciła telefon do oceanu. Ponieważ każdy — twoja mama, babka w kolejce w supermarkecie, twój listonosz, influencerki z Instagrama w idealnie beżowych pokoikach — ma opinię na temat tego, co powinnaś robić ze swoim dzieckiem.
Kiedy urodziła się Maya, pamiętam, jak w panice pytałam moją lekarkę, dr Gupta, która sama zawsze wyglądała na uroczo wykończoną, co ja u licha mam robić z tym całym karmieniem. Chyba powiedziała coś o tym, że ich malutkie żołądki po prostu mega szybko trawią mleko, więc realistycznie rzecz biorąc, muszą jeść co dwie lub trzy godziny. Ale też po prostu wyśmiała mnie, gdy wspomniałam o rygorystycznym harmonogramie, mówiąc, że powinnam patrzeć na Mayę, a nie na zegarek, co brzmi niesamowicie w stylu eko-matek, ale tak naprawdę uratowało mi to resztki zdrowia psychicznego.
Kończy się na tym, że próbujesz przestrzegać wszystkich tych zasad i po prostu oblewasz je wszystkie naraz, i właśnie dlatego w końcu po prostu zaczęłam karmić Mayę za każdym razem, gdy krzyczała, ignorując dziwne tabelki z Excela Dave'a.
Sprawa owijania wymknęła się całkowicie spod kontroli
Porozmawiajmy przez chwilę o śnie, bo to jedyna rzecz, która tak naprawdę cię obchodzi, gdy masz noworodka. Wydałam dosłownie setki dolarów, próbując wymyślić, jak bezpiecznie opatulić moje dzieci na noc.

Otulanie to w zasadzie spisek ukuty przez ludzi znających się na origami, żeby pozbawieni snu rodzice poczuli się niekompetentni. Oglądałam, jak pielęgniarki w szpitalu to robią, i zawijały Leo jak idealne, ciasne małe burrito. Wyglądał tak przytulnie. Potem wracałam do domu, próbowałam to odtworzyć za pomocą zwykłego kocyka, i w ciągu trzech minut oczywiście udawało mu się wyciągnąć rączkę i zaczynał okładać się pięścią po twarzy. Szczerze, u mnie fizyka tego zjawiska nigdy nie działała.
Pamiętam, jak dr Gupta wspominała o zasadzie twardego materaca i o tym, że dla bezpieczeństwa dzieci muszą spać na plecach z absolutnie pustym łóżeczkiem, co przerażało mnie do tego stopnia, że po prostu godzinami gapiłam się, jak oddychają. Ale muszą mieć ciepło, prawda? Więc musisz je otulać. W końcu poddałam się w walce z tymi kocykami w stylu origami i odkryłam śpiworek z bawełny organicznej Kianao, który przy Mai dosłownie uratował mi życie.
Jest... ekstremalnie miękki. Jak masełko. Po prostu zapinasz w nim dziecko na suwak. Żadnego składania, zawijania, żadnej paniki, że kocyk wyląduje na ich twarzy. Mam na jego punkcie kompletną obsesję i kupiłam chyba z cztery sztuki, bo Maya była w ulewaniu profesjonalistką. Wczoraj wysłałam dwa do Jess dla małej Vialety z liścikiem, na którym napisałam tylko: „NIE MA ZA CO”.
Z drugiej strony, kupiłam też jedną z prążkowanych czapeczek niemowlęcych Kianao w uroczym, owsianym kolorze, bo myślałam, że będzie niesamowicie wyglądać na zdjęciach noworodkowych. Jest w porządku. Zapewniła jej ciepło w głowę na dokładnie jednym spacerze, ale szczerze mówiąc, niemowlęta i tak po prostu tak agresywnie ocierają głową o różne rzeczy, że czapki z nich spadają. Oczywiście, chyba że mieszkasz na samej Arktyce albo potrzebujesz jej do jakiegoś słodkiego zdjęcia na Instagrama – w przeciwnym razie, po wyjściu ze szpitala, możesz całkowicie odpuścić sobie czapki.
Moje absolutnie nienaukowe podejście do odbijania
Okej, muszę powiedzieć kilka słów o odbijaniu, bo nikt cię nie ostrzega, ile czasu spędzisz na klepaniu małego człowieka po plecach, modląc się przy tym do jakiegokolwiek boga, który zechce cię wysłuchać.
Z Leo wyglądało to tak, że wypijał butelkę, a ja siedziałam po ciemku klepiąc go po plecach przez czterdzieści pięć minut. I nic. Cisza. Odkładałam go do łóżeczka, wychodziłam z pokoju na paluszkach niczym ninja, kładłam się do łóżka, zamykałam oczy i w tej samej sekundzie słyszałam, jak ulewa na swoją czystą pościel, bo zachował to swoje odbicie dokładnie na ten jeden moment, w którym jego kręgosłup znalazł się w pozycji poziomej. To doprowadzało mnie do szału. Próbowałam wszystkich pozycji. Przez ramię. Pozycję siedzącą z podtrzymywaniem brody, przy której zawsze czułam, że zaraz skręcę mu kark. Na brzuchu w poprzek kolan w chwycie na piłkę do rugby.
W końcu, Dave przejął obowiązek odbijania, bo już traciłam zmysły, a Dave jest w tym dziwnie dobry. Myślę, że ma po prostu cięższe dłonie. Ale tak na poważnie, odbijanie to głównie kwestia szczęścia i trzymania pod ręką miliona pieluszek do odbijania w każdej możliwej chwili.
Kąpiele? Szczerze mówiąc, po prostu przecieraj je mokrą myjką, dopóki nie skończą jakichś dwóch miesięcy.
Rzeczy, których naprawdę potrzebujesz kontra to, co kupują ci inni
Kiedy tworzysz listę prezentów dla dziecka, dostajesz mnóstwo absolutnych bzdur. Ja miałam podgrzewacz do chusteczek. Po co mi był podgrzewacz do chusteczek? Po prostu wysuszał chusteczki, a do tego rozwijała się w nim jakaś dziwna pleśń.

Prawda jest taka, że potrzebujesz tylko rzeczy wielofunkcyjnych, bo twój mózg nie radzi sobie z przedmiotami, które mają tylko jedno zastosowanie. Na przykład moją ulubioną rzeczą, jaką mieliśmy, był ten niemowlęcy kocyk z organicznego lnu Kianao. Używałam go dosłownie do wszystkiego. Zarzucałam na wózek, gdy słońce świeciło zbyt mocno. Używałam jako chusty do karmienia, gdy byliśmy u teściowej i gapiła się na mnie zbyt intensywnie. Raz wytarłam nim całą rozlaną kawę na przednim siedzeniu mojego samochodu. Za każdym razem, gdy wrzucałam go do prania — a robiłam to non-stop — robił się tylko coraz bardziej miękki.
Kiedy Maya trochę podrosła, wypróbowałam też te urocze drewniane gryzaki, które robi Kianao. Wyglądają przepięknie, są bardzo estetyczne i w stylu Montessori. Maya ich nienawidziła. Dosłownie rzuciła drewnianym kółkiem na drugi koniec pokoju, woląc z pełnym zaangażowaniem obgryzać pilota od telewizora Dave'a albo krawędź mojego etui od telefonu. Także w tym przypadku, wszystko zależy od dziecka.
Jeśli desperacko szukasz rozwiązań ułatwiających sen albo po prostu chcesz kupić rzeczy, które autentycznie wytrzymają milion prań, koniecznie sprawdź kolekcję ubranek dziecięcych z bawełny organicznej Kianao, zanim kupisz cokolwiek innego.
Zdrowie psychiczne i ignorowanie internetu
Najtrudniejszą częścią fazy noworodkowej tak naprawdę nie jest wcale brak snu, choć bywa on fizycznie wykańczający. Najgorszy jest sam ciężar niepokoju. Nagle jesteś całkowicie odpowiedzialna za to dziecko i każda najdrobniejsza sprawa wydaje się kwestią życia i śmierci.
Kiedy Jess napisała do mnie o małej Vialecie, panika w jej słowach była wręcz namacalna. Pamiętam to uczucie. Dr Gupta powiedziała mi kiedyś, że lęk poporodowy jest niesamowicie powszechny, ale po prostu nie mówimy o nim wystarczająco dużo, bo przecież powinnyśmy „chłonąć każdą chwilę” tej magicznej noworodkowej bańki. Co jest totalną bzdurą. To nie jest magiczna bańka. To jest okop.
Dave miał kiedyś obsesję na punkcie naszej niani elektronicznej z kamerką. O drugiej w nocy przybliżał obraz na klatkę piersiową Leo, żeby patrzeć, jak się unosi i opada. Robił to tak często, że w końcu musiałam schować przed nim ten monitor, bo doprowadzało to nas oboje do szaleństwa. Musisz znaleźć w sobie zaufanie, że dobrze sobie radzisz, nawet jeśli panuje kompletny chaos.
Tak więc, pozamykaj te zakładki. Przestań guglować „dlaczego kupa mojego dziecka jest zielona” o 2 nad ranem. Po prostu idź napić się wielkiej szklanki lodowatej wody, zamknij oczy na pięć minut, a jeśli już absolutnie musisz siedzieć w telefonie, sprawdź nowości od Kianao, zamiast wkręcać się w diagnozy z internetu.
Moje skrajnie wyczerpane odpowiedzi na wasze pytania
Czy istnieje jakiś konkretny harmonogram, którego powinnam przestrzegać przy noworodku?
Boże, nie. To znaczy, możesz próbować, ale dziecko nie zna się na zegarku. Wydaje mi się, że dr Gupta mówiła, iż w okolicach trzeciego lub czwartego miesiąca w końcu zaczynają spać trochę dłużej, ale do tego czasu po prostu walczysz o przetrwanie. Karm, gdy krzyczą. Śpij, gdy możesz. Ignoruj tabelki Dave'a.
Czy naprawdę muszę je budzić na karmienie?
Okej, więc na samym początku, zanim nie odzyskają wagi urodzeniowej, lekarze zazwyczaj mówią, że tak, choć budzenie śpiącego dziecka wydaje się takim absurdem. Ale gdy tylko moja lekarka dała nam zielone światło, że Maya przybiera na wadze, pozwalałam jej spać. Nigdy nie budź śpiącego dziecka, chyba że wykwalifikowany medyk złoży ci z tego powodu osobistą groźbę.
Dlaczego podczas snu brzmią jak miniaturowe welociraptory?
Nikt nie ostrzega, jak niesamowicie głośne potrafią być noworodki. Chrząkają, piszczą, agresywnie odchrząkują. Kiedyś wyskakiwałam z łóżka pięćdziesiąt razy w nocy, myśląc, że Leo się obudził, ale on po prostu odwalał te swoje dziwne akcje z aktywnym snem. To całkowicie normalne, ale zrujnuje twój własny sen doszczętnie.
Jakie ubranka tak naprawdę warto kupić?
Na suwak. Tylko i wyłącznie na suwak. Jeśli kupisz pajacyk na zatrzaski, skończysz próbując dopasować siedemnaście maleńkich, metalowych guzików w kompletnych ciemnościach, podczas gdy dziecko będzie na ciebie wrzeszczeć. Po prostu kupuj zapinane na zamek ubranka z bawełny organicznej. Poważnie. Spal zatrzaski na stosie.
Czy jeszcze kiedyś poczuję się normalnie?
Tak. Obiecuję. Pewnego dnia obudzisz się i uświadomisz sobie, że spałaś ciurkiem przez bite sześć godzin. Wypijesz kubek kawy, dopóki jest jeszcze ciepła. Założysz normalne spodnie. Zajmuje to kilka miesięcy, i kiedy tkwisz w samym środku tego chaosu, wydaje się, że to trwa całą wieczność, ale idzie to przetrwać. Przeważnie.





Udostępnij:
List do dawnej mnie: tiktokowe konto issa_hay_baby_ to nie rzeczywistość
Dlaczego pluszak Beanie Baby z 21 lipca to koszmar w pokoju malucha