Była 3:14 nad ranem, a ja miałam na sobie top do karmienia, którego zdecydowanie nie prałam od wtorku, gapiąc się w poświatę iPada, na którym po raz setny leciał ten sam film DreamWorks. Mój mąż, Dave, najwyraźniej poddał się o północy i pozwolił naszej trzyletniej Mai przyciągnąć swoje kocyki do salonu. Dosłownie maszerowała w kółko wokół stolika kawowego, skandując „szef bobas, szef bobas” i agresywnie potrząsając w połowie pustym kubkiem niekapkiem z letnim mlekiem.
Tymczasem ja byłam przygwożdżona do fotela do karmienia, uwięziona pod ciężarem naszego ośmiotygodniowego synka, Leo, który właśnie odgrywał rolę prawdziwego dyktatora naszego domu. Darł się od czterdziestu pięciu minut, bo ośmieliłam się wyjąć mu pierś z ust na dwie sekundy, żeby podrapać się po nosie.
Ironia sytuacji, w której siedzę, oglądając kreskówkę o ubranym w garnitur niemowlaku przejmującym kontrolę nad rodziną, podczas gdy sama jestem aktywnie przetrzymywana jako zakładniczka przez niespełna czterokilogramowe niemowlę, które nie potrafi nawet samodzielnie utrzymać główki, wcale mi nie umknęła. Szczerze mówiąc, to było za dużo. Prawdziwe piekło.
Kiedy Twój maluch przysięga wierność wytwórni DreamWorks
Porozmawiajmy przez chwilę o poczuciu winy związanym z czasem przed ekranem, bo mam wrażenie, że nieustannie w nim tonę. Zanim urodziłam dwójkę dzieci, byłam jedną z tych irytujących, przemądrzałych osób, które mówiły: „Och, moje dzieci będą bawić się tylko drewnianymi klockami i słuchać mądrych audycji radiowych”. Przewińmy do prawdziwego macierzyństwa – jestem w zasadzie chodzącym ułatwiaczem dostępu do ekranów, który po prostu próbuje przetrwać do kolejnej filiżanki kawy.
Kiedy urodził się Leo, cały świat Mai stanął na głowie. Moja lekarka, doktor Miller, która jest aniołem i widziała, jak płaczę częściej niż moja własna matka, ostrzegała mnie przed tym. Powiedziała, że małe dzieci przechodzą ogromny regres, gdy pojawia się nowe rodzeństwo i, rany boskie, nie żartowała. Maya zapomniała, jak korzystać z nocnika, żądała, by ją wszędzie nosić, i dostała intensywnej, dziwnej obsesji na punkcie serii o szefie bobasie.
Czytałam gdzieś — a może Dave mi to powiedział, szczerze nie pamiętam, bo mój mózg to papka — że cała koncepcja wymagającego nowego noworodka, który pojawia się i kradnie całą uwagę rodziców, jest dla starszego rodzeństwa niezwykle stresująca. Więc to, że Maya oglądała ten film w kółko, było dla niej w zasadzie terapią ekspozycyjną. Albo przynajmniej tak sobie wmawiałam, żeby usprawiedliwić fakt, że pozwoliłam jej go oglądać przez bite trzy godziny we wtorek, podczas gdy ja próbowałam wymyślić, jak funkcjonować po dwóch godzinach przerywanego snu. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) mówi, żeby nie dawać dzieciom ekranów przed ukończeniem drugiego roku życia, a potem tylko wysokiej jakości materiały edukacyjne. Kreskówka o szpiegostwie korporacyjnym raczej się do nich nie zalicza, ale co tam. Moja pani doktor w zasadzie tylko poklepała mnie po kolanie i powiedziała, że przetrwanie to jedyna miara, która się teraz liczy.
W każdym razie chodzi o to, że odchodziłam od zmysłów.
Iluzja snu czwartego miesiąca
Więc podczas gdy Maya radziła sobie ze swoimi uczuciami za pomocą filmów animowanych, Leo systematycznie niszczył moje zdrowie fizyczne. Każda noc była negocjacją z terrorystą. Jeśli masz noworodka, dokładnie wiesz, o czym mówię. Stajesz się ludzkim smoczkiem, bujanym fotelem, całodobowym bufetem z mlekiem.

Zaczęłam gorączkowo szukać w Google sposobów na uśpienie mojego dziecka, a internet to po prostu przerażające miejsce pełne ludzi, którzy wydają się mieć wszystko pod kontrolą. Wszyscy ciągle mówili o „wspomagaczach snu”. Słyszeliście ten termin? Sprawia, że mam ochotę wrzucić mój telefon do oceanu. Chodzi o to, że jeśli kołyszesz dziecko do snu lub usypiasz je przy piersi, to przyzwyczaja się ono do tego „wspomagacza” i kiedy budzi się o 2 w nocy, domaga się go z powrotem. Co ma sens, jak sądzę, w bardzo kliniczny, całkowicie pozbawiony współczucia sposób.
Ale kiedy poruszyłam ten temat z doktor Miller, praktycznie błagając ją o pozwolenie na to, by pozwolić mu się wypłakać w wieku dwóch miesięcy (myślałam, że umrę z wyczerpania), natychmiast ucięła ten pomysł. Wyjaśniła mi to w sposób, który naprawdę do mnie dotarł — powiedziała, że maleńkie mózgi dzieci dosłownie nie mają jeszcze „sprzętu” potrzebnego do rytmu dobowego. Nie produkują hormonów, które odróżniają dzień od nocy, aż do osiągnięcia około czwartego miesiąca życia, więc próba wymuszenia na noworodku sztywnego harmonogramu jest jak uczenie kota mówienia po francusku. To po prostu biologia. Musisz to po prostu przeczekać.
Przeczekać. Jasne. Ekstra.
Myślę, że dokładnie tego samego dnia całkowicie zrezygnowałam z pieluch wielorazowych, bo nie byłam w stanie znieść ani jednej dodatkowej komplikacji w moim życiu.
Jeśli jesteś w samym środku tego wszystkiego, czując się, jakbyś tonęła w praniu i braku snu, wiedz tylko, że nie zawodzisz, po prostu jesteś na froncie. Weź głęboki oddech i sprawdź nasze niezbędniki dla niemowlaka, jeśli potrzebujesz odrobiny praktycznej pomocy, by przetrwać kolejny dzień.
Kupowanie spokoju (lub próby)
Ponieważ nie mogłam jeszcze trenować u niego zasypiania, postanowiłam agresywnie skupić się na „rutynie przed snem”, na którą przysięgają wszystkie blogerki parentingowe. Zgodnie z nią, masz wykonać całą sekwencję wyciszających czynności, by dać mózgowi dziecka sygnał, że nadszedł czas na sen. Więc robisz kąpiel, smarujesz balsamem, czytasz książeczkę i odkładasz je do łóżeczka senne, ale magicznie nadal obudzone — co szczerze mówiąc, jest niemożliwe do wykonania bez przypadkowego ukołysania go do snu.
Ale jedną rzeczą, która faktycznie pomogła — i mam na myśli naprawdę pomogła — było dobranie odpowiednich ubranek do spania dla Leo. Mojemu dziecku wiecznie było gorąco. Był jak mały, wściekły piecyk. Zakładaliśmy mu grube polarowe pajacyki, bo była zima, a on wciąż budził się zalany potem i sfrustrowany. Ostatecznie zmieniłam mu piżamkę na Body Niemowlęce z Bawełny Organicznej od Kianao.
Nie przesadzam, mówiąc, że to była moja ulubiona rzecz, jaką dla niego mieliśmy. Nie ma rękawków, więc używałam tego jako warstwy bazowej pod lekki śpiworek do spania. Organiczna bawełna jest niezwykle miękka, a ponieważ jest odrobinę elastyczna, body nie traciło swojego kształtu, kiedy gorączkowo siłowałam się, by przeciągnąć je przez jego głowę podczas zmiany przelanej pieluchy o 3 nad ranem. Skończyło się na tym, że kupiłam chyba z sześć sztuk i po prostu prałam je na okrągło. Magicznie nie wyleczyło to jego problemów ze snem, ale zatrzymało pobudki z powodu przegrzania, co kupiło mi przynajmniej dodatkową godzinę snu. Zwycięstwo.
Z drugiej strony, mniej więcej w czasie, gdy w końcu skończył cztery miesiące i mogliśmy zacząć pracować nad samodzielnym zasypianiem, zaczęło się ząbkowanie. No pewnie. Bo wszechświat mnie nienawidzi. Dave, w desperackim, nocnym wirze zakupów na Amazonie, zamówił ten Silikonowy Gryzak Panda. To zupełnie w porządku produkt. Jest uroczy, silikon jest dopuszczony do kontaktu z żywnością i można go wrzucić do lodówki, żeby go schłodzić, co jest fajne. Ale szczerze? Leo był nim raczej średnio zachwycony. Użył go kilka razy, ale zdecydowanie wolał agresywnie gryźć mój własny obojczyk lub własną pięść. Myślę, że każde dziecko jest po prostu inne. Ale za to łatwo się go myje, więc mieszkał w mojej torbie na pieluchy przez kolejny rok.
Zrobienie z malucha kierownika
Najtrudniejszą częścią tej całej fazy wcale nie był brak snu — to było poczucie winy. Maya bardzo źle znosiła to, że nie jest już pępkiem świata. Dave i ja zauważyliśmy, że za każdym razem, gdy oglądała swój ulubiony film, utożsamiała się z postacią starszego brata, który był całkowicie spychany na boczny tor przez dzidziusia.

Doktor Miller zasugerowała, żeby dawać Mai „zadania”, dzięki którym poczuje się ważna, jakby była częścią zarządu, a nie tylko zwolnionym pracownikiem. Spróbowaliśmy więc pójść w tę stronę.
Kupiliśmy Tęczowy Stojak Edukacyjny, ale zamiast po prostu go rozłożyć dla Leo, zapakowaliśmy go i powiedzieliśmy Mai, że to prezent dla niej, żeby używała go do uczenia swojego brata, jak się bawić. Ludzie. Jak ta dziewczyna poczuła władzę.
Kładłam Leo na kocyku pod drewnianym stojakiem, a Maya siadała obok niego, bardzo poważnie tłumacząc, czym jest słoń i potrząsając nad nim małymi, drewnianymi kółeczkami. To wspaniała, minimalistyczna zabawka — zero tych okropnych, migających, plastikowych światełek, które od razu przyprawiają mnie o migrenę — ale prawdziwym jej pięknem było to, że dała Mai poczucie kontroli. Była szefową zabawy. A co ważniejsze? Dało mi to dokładnie cztery do siedmiu minut nieprzerwanego czasu, by wypić kawę, póki była jeszcze gorąca. Wart swojej wagi w złocie. PISZĘ WIELKIMI LITERAMI: BYŁO WARTO.
Światełko w tunelu
Posłuchajcie, faza noworodkowa, w której dziecko dyktuje wasz każdy ruch, jest brutalna. Po prostu tak jest. Połowę czasu spędzasz zastanawiając się, czy nie rujnujesz życia swojemu najstarszemu dziecku, a drugą połowę modląc się do boga, do którego nie odzywałaś się od czasów studiów, żeby małe pospało chociaż przez dwie nieprzerwane godziny.
Ale potem, powoli, mgła opada. Włączają się rytmy dobowe. Starsze rodzeństwo uświadamia sobie, że robienie min do dzidziusia to całkiem fajna sprawa. Przestajesz nosić ten sam top do karmienia przez cztery dni z rzędu.
Leo ma teraz cztery lata, a Maya siedem. Nadal walczą jak dzikie koty o pilota do telewizora, ale pewnego dnia przyłapałam ich skulonych pod kocem na kanapie, śmiejących się histerycznie z jakiejś kreskówki, idealnie zadowolonych ze swojego towarzystwa. Po prostu stałam w drzwiach trzymając moją kawę, czując tę obezwładniającą falę ulgi.
Przetrwaliśmy. Wy też przetrwacie.
Gotowa, by ulepszyć swój zestaw przetrwania rzeczami, które szczerze ułatwiają życie? Obejrzyj całą kolekcję Kianao już teraz i zafunduj sobie coś miłego. Zasłużyłaś na to.
Trudne pytania o ten cały okres
Jak sprawić, by starszak przestał nienawidzić nowego dziecka?
O rany, nie da się. A przynajmniej nie od razu! To całkowicie normalne, że starsze dzieci bywają wściekłe. Najlepszą rzeczą, jaką zrobiliśmy, było wygospodarowanie zaledwie 10-15 minut czasu sam na sam z Mayą każdego dnia, kiedy nawet nie wspominaliśmy o dziecku. Żadnego „chodźmy sprawdzić, co u brata” czy czegokolwiek podobnego. Tylko jej czas. To znacząco zmniejszyło jej niechęć.
Kiedy mogę na poważnie zacząć rutynę snu?
Moja lekarka była bardzo stanowcza, jeśli chodzi o czekanie do 4. miesiąca życia z jakimkolwiek „treningiem”. Przedtem mózgi niemowląt dosłownie nie produkują jeszcze odpowiednich hormonów snu. Próbowałam wymusić rutynę kąpieli/książeczki w 8. tygodniu życia i skończyło się to tylko płaczem nas obojga. Poczekaj, aż wyjdą z czwartego trymestru, poważnie.
Czy to źle, jeśli mój maluch ogląda telewizję, żeby dać mi chwilę wytchnienia?
Słuchaj, eksperci radzą to ograniczać i w idealnym świecie wszyscy byśmy tak robili. Ale kiedy wracasz do siebie po porodzie i zmagasz się z wrzeszczącym noworodkiem, przetrwanie ma pierwszeństwo. Jeśli film daje ci 90 minut na drzemkę lub po prostu tępe wpatrywanie się w ścianę, żebyś mogła być później lepszym rodzicem, zrób to. Poczucie winy jest gorsze niż czas spędzony przed ekranem.
O co chodzi z tymi „wspomagaczami snu”?
To po prostu kliniczny sposób na opisanie tego, czego dzieci potrzebują, aby zasnąć — na przykład karmienie piersią, kołysanie lub smoczek. Internet traktuje je jak zło wcielone, ale szczerze mówiąc, w tych pierwszych kilku miesiącach rób to, co musisz, żeby dziecko zasnęło. Możesz powoli odzwyczajać je od kołysania, gdy będzie trochę starsze, a jego mózg będzie w stanie sobie z tym poradzić.





Udostępnij:
Dlaczego słynne zdjęcia noworodków "na żabkę" to tak naprawdę fotomontaż
Największy mit o leżaczkach, w który uwierzyłam przy pierwszym dziecku