Była 2:14 we wtorek, byłam pokryta cienką, ale wyraźną warstwą ulanego niemowlęcego mleka i po uszy tkwiłam w spirali przeglądania portalu z nieruchomościami, szukając na wpół zrujnowanych wiejskich domów w Somerset. Bliźniaczki od trzech tygodni na zmianę przechodziły regresję snu, a mój pozbawiony snu mózg w jakiś sposób doszedł do wniosku, że antidotum na wypalenie współczesnym rodzicielstwem w ciasnym mieszkaniu jest zakup małego gospodarstwa i hodowla małej kózki. Byłam absolutnie przekonana, że zwierzę znane głównie z uderzania głową w płoty i wrzeszczenia jak dorosły mężczyzna to moja droga do wewnętrznego spokoju.

Internet, widzicie, jest współwinny temu kłamstwu. Chce, żebyś uwierzyła, że wpisanie w telefon "małe kózki na sprzedaż" to pierwszy krok w stronę sielskiej nirwany, gdzie będziesz spędzać dnie w lnianych ogrodniczkach, karmiąc z butelki stworzenie, które zachowuje się dokładnie jak golden retriever, tylko ma bardziej oklapnięte uszy. To szokujące oszustwo. Spędziwszy ostatnie kilka tygodni na gorączkowym zgłębianiu tajników hodowli zwierząt gospodarskich zamiast na wykonywaniu mojej właściwej pracy, jestem tu, by wam powiedzieć, że nowonarodzona kózka to w zasadzie tykająca bomba zegarowa problemów żołądkowo-jelitowych, owinięta w zaskakująco delikatną warstwę runa.

Zanurzanie pępowiny w kieliszku z jodyną

Jeśli jakimś cudem uda ci się sprowadzić na świat małą kózkę, sama skala wymaganych natychmiastowych interwencji medycznych sprawia, że ludzki poród wydaje się być wyjątkowo relaksującym doświadczeniem. Nasza położna kazała nam w zasadzie zostawić kikuty pępowinowe bliźniaczek w spokoju, dopóki same nie odpadną, ale według faceta, z którym rozmawiałam, a który zarabia na życie ujeżdżaniem traktorów w Devon, kozie pępowiny to ogromne zagrożenie. Musisz poczekać, aż pępowina naturalnie się przerwie, uświadomić sobie, że jest absurdalnie długa, przyciąć ją do około 10 centymetrów wysterylizowanymi nożyczkami, a następnie zanurzyć cały krwawy kikut w maleńkim kubeczku z 9-procentową jodyną, aby powstrzymać śmiertelne infekcje bakteryjne przed wkroczeniem prosto do brzucha kozy.

Potem pojawia się panika związana z siarą. Ludzkie dziecko przez pierwszy dzień potrafi przetrwać na kilku kroplach mleka i czystej złośliwości, ale jeśli mała kózka nie spożyje pełnego przeciwciał pierwszego mleka matki w ciągu pierwszych ośmiu godzin życia, jej układ odpornościowy po prostu rezygnuje z istnienia. O 4 nad ranem wylądujesz, próbując wcisnąć specjalnie wyprofilowany smoczek dla jagniąt do beczącego pyszczka, jednocześnie monitorując cyfrowy termometr doodbytniczy, ponieważ ich normalna temperatura ciała powinna wynosić około 39°C, co w przypadku każdego ludzkiego dziecka sprawiłoby, że natychmiast podałabym paracetamol i dzwoniła po karetkę.

Możesz sprawdzić, czy koza jest straszliwie odwodniona, gwałtownie szczypiąc skórę na jej szyi, aby zobaczyć, czy natychmiast wraca na swoje miejsce, co szczerze mówiąc, wydaje się zdecydowanie zbyt subiektywne jak na diagnozę medyczną.

Podczas gdy ja czytałam o dokładnej temperaturze wymaganej, aby nowonarodzona koza nie zamarzła na śmierć w przewiewnej stodole, moje dziewczynki spały spokojnie w swoich Body niemowlęcych z bawełny organicznej. Polegam na tych cudach bez rękawów głównie dlatego, że są całkowicie kuloodporne. Organiczna bawełna jest absurdalnie miękka i idealnie rozciąga się na ich małych brzuszkach, nie tracąc przy tym fasonu, co oznacza, że nie muszę w nie ich wciskać, jakbym walczyła z naoliwioną świnią. Do tego brak syntetycznych barwników sprawia, że jakimś cudem udało nam się uniknąć tych tajemniczych czerwonych wysypek, które kiedyś pojawiały się z dnia na dzień i doprowadzały mnie do paniki. Przetrwały w naszym domu zadziwiającą ilość traumatycznych przejść z hummusem w roli głównej. Gdyby tylko zwierzęta gospodarskie były tak samo odporne.

Czterokomorowy żołądek i panika związana z proporcjami zbóż

Rzecz z kozami polega na tym – a rozumiem to tylko mgliście po czytaniu przerażających forów rolniczych o świcie – że są to przeżuwacze. Mają cztery żołądki. A raczej jeden ogromny żołądek z czterema komorami, który działa jak bardzo niestabilna kadź fermentacyjna. Nieprawidłowa zmiana diety nie tylko spowoduje u nich rozstrój żołądka; sprawi, że ich brzuch wypełni się gazem, aż dosłownie padną martwe z wzdęcia.

The four-chambered stomach and the grain ratio panic — The Pastoral Fantasy Delusion: Surviving Baby Goats

Kiedy zaczynasz je odstawiać od mleka w wieku od czterech do ośmiu tygodni, powinnaś przestrzegać surowej zasady 80/15/5, która nakazuje dietę składającą się w 80% z paszy objętościowej, takiej jak siano z lucerny, w 15% z chwastów pastwiskowych i w mikroskopijnych 5% ze zbóż. Zboże to zło wcielone. Podanie małej kózce dodatkowej garści owsa, bo spojrzała na ciebie tymi swoimi dziwnymi prostokątnymi oczami, to katastrofalny błąd, który zrujnuje ci cały tydzień. Stres związany z odmierzaniem dokładnie 5% zboża sprawia, że tęsknię za dniami, kiedy największym zagrożeniem dietetycznym w moim domu było to, że jedna z bliźniaczek znalazła za kanapą czerstwego chrupka kukurydzianego.

I broń Boże, żebyś pozwoliła im zbliżyć się do swoich ozdobnych krzewów. Azalie i rododendrony, które tak pięknie wyglądają na obrzeżach tarasu, są dla kóz wysoce toksyczne. Przeżują ładny różowy kwiatek i natychmiast wyzioną ducha. Wkładają do pyska absolutnie wszystko, żeby sprawdzić co to jest, działając dokładnie według tej samej logiki, co dziewięciomiesięczne ludzkie niemowlę, które właśnie odkryło porzucony kawałek plasteliny.

W szczytowym momencie fazy fiksacji oralnej u moich bliźniaczek, udało nam się odwrócić ich instynkt gryzienia od listew przypodłogowych za pomocą Gryzaka w kształcie Pandy. Jest świetny, absolutnie spełnia swoje zadanie, a małe silikonowe wypustki wydają się masować ich dziąsła na tyle dobrze, by powstrzymać nieustanne marudzenie na co najmniej dwadzieścia minut. Płaski kształt oznacza, że mogą go faktycznie same trzymać bez upuszczania co cztery sekundy, co jest małym cudem, chociaż nadal czasami przyłapuję je na próbach obgryzania nóg od krzeseł w jadalni, tylko po to, żebym nie traciła czujności.

(Jeśli właśnie próbujesz ubrać małego człowieka, a nie zwierzę gospodarskie, być może zechcesz przejrzeć naszą kolekcję ubranek z bawełny organicznej, zanim ostatecznie zdecydujesz się na zakup traktora.)

Więc twoje dzieci mogą złapać wirusa niesztowicy

Porozmawiajmy o chorobach odzwierzęcych, co jest sformułowaniem wywołującym u mnie tiki nerwowe oka. Jeśli jesteś rodzicem małych dzieci i sprowadzasz inwentarz na swoją posesję, w zasadzie musisz szorować się, jakbyś wchodziła na salę operacyjną, w jednorazowych rękawiczkach, tylko po to, by sprawdzić, czy koza ma strupki wokół pyska, w przeciwnym razie twoje dzieci mogą zarazić się niesztowicą (wirusem Orf).

Słowo „Orf” brzmi jak dźwięk wydawany przez psa z kreskówki, ale w rzeczywistości jest to wysoce zaraźliwa infekcja wirusowa, nazywana też „niesztowicą zakaźną”, którą kozy przenoszą i z radością przekazują ludziom. W jednej minucie twój maluch głaszcze urocze małe zwierzątko, a w następnej ma na dłoni sączącą się zmianę wirusową, bo nie zmusiłaś go do umycia rąk antybakteryjnym mydłem natychmiast po kontakcie. Sielankowa wizja twoich dzieci biegających boso po łące ze swoimi futrzastymi przyjaciółmi całkowicie wyparowuje, gdy zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz protokołu bezpieczeństwa biologicznego, żeby w ogóle wyjść i nakarmić te cholerne stworzenia.

Dlaczego samotna koza to koza z depresją

Jeśli spędziłaś choć trochę czasu na szukaniu "małe kózki na sprzedaż w okolicy" na różnych podejrzanych portalach ogłoszeniowych, szybko dowiesz się, że nie można kupić tylko jednej. Kozy to zwierzęta stadne z psychiczną potrzebą stałego towarzystwa, która graniczy z patologią.

Why a single goat is a depressed goat — The Pastoral Fantasy Delusion: Surviving Baby Goats

Jeśli trzymasz kozę w samotności, popadnie w głęboką, kliniczną depresję. Będzie nieustannie płakać, przestanie jeść i ogólnie sprawi, że poczujesz się jak najgorsza osoba na ziemi. I nie, twój golden retriever nie liczy się jako towarzysz, podobnie jak wyniosły kot sąsiadów. Musisz kupić przynajmniej dwie kozy, a może i owcę, co oznacza, że teraz automatycznie stajesz się odpowiedzialna za podwójne rachunki od weterynarza, podwójną ilość siana i podwójną ilość kup do przerzucania w niedzielny poranek.

Wychowywanie więcej niż jednego osobnika jakiegokolwiek gatunku to ćwiczenie z zarządzania chaosem. Kiedy bliźniaczki były malutkie, staraliśmy się stworzyć dla nich ustrukturyzowane, edukacyjne środowisko, mocno inwestując w rzeczy takie jak Drewniany stojak edukacyjny Baby Gym. To wspaniały, inspirowany metodą Montessori drewniany stojak w kształcie litery A, z którego zwisają śliczne, subtelne zabawkowe zwierzątka. Naprawdę uwielbiałam jego estetykę w naszym salonie zamiast jakiegoś krzykliwego, plastikowego potworka wyśpiewującego fałszywie rymowanki. Ale muszę być całkowicie szczera — kiedy dziewczynki zorientowały się, jak się przewracać i nabrały trochę siły w górnych partiach ciała, traktowały ten stojak mniej jako uspokajające doświadczenie sensoryczne, a bardziej jako rusztowanie do skoordynowanej ucieczki z więzienia. Po prostu chciały się po nim wspinać.

Wypalanie zawiązków rogów i inne weterynaryjne koszmary

Prawdopodobnie najbardziej wstrząsającą rzeczywistością hodowli małej kózki jest proces dekornizacji (usuwania zawiązków rogów). Rogi u kóz są niezwykle niebezpieczne. Blokują się w płotach, kozy przebijają się nimi nawzajem podczas kłótni o siano i mogą łatwo wybić oko maluchowi, jeśli koza zbyt szybko odwróci głowę. Z tego powodu zawiązki rogów muszą zostać usunięte, gdy koźlę ma od trzech do dziesięciu dni.

Mój znajomy weterynarz poinformował mnie, że polega to na podgrzaniu dekornizatora – który jest dokładnie tym, na co brzmi (żelazkiem do wypalania) – i kauteryzacji zawiązków rogów prosto z ich małych czaszek. Strona 47 bloga o prowadzeniu gospodarstwa, który czytałam, sugerowała, by "zachować spokój i mówić kojącym tonem" podczas tego procesu, co uznałam za głęboko bezużyteczną radę przy wypalaniu rogów wrzeszczącemu ssakowi.

Potem są szczepienia. W wieku około 30 dni trzeba podać im szczepionkę CD-T, aby chronić je przed tężcem i zakażeniami wywoływanymi przez bakterię Clostridium perfringens typu C i D. Jestem w miarę pewna, że Clostridium perfringens to czarnomagiczne zaklęcie z Harry'ego Pottera, ale najwyraźniej to przerażająca bakteria glebowa, która zabije kozę na śmierć w ciągu kilku godzin, jeśli przegapisz dawkę przypominającą szczepionki.

Jak zaprzyjaźnić się ze stworzeniem z prostokątnymi źrenicami

Jeśli przetrwasz zanurzanie w jodynie, rygorystyczne pomiary zboża i egzystencjalny lęk przed wirusami odzwierzęcymi, musisz jeszcze autentycznie nawiązać więź ze zwierzęciem. Kozy to zwierzęta będące w naturze ofiarami. Ich oczy mają poziome, prostokątne źrenice, które zapewniają im doskonałe widzenie peryferyjne, ale sprawiają, że wyglądają jak małe demony.

Ponieważ są zaprogramowane, by zakładać, że wszystko próbuje je zjeść, nie możesz tak po prostu wyciągnąć ręki z góry, żeby poklepać je po głowie jak psa. Dłoń opadająca z nieba wyzwala w nich odruch "ataku orła", więc momentalnie wezmą nogi za pas. Zamiast tego musisz powoli podejść do nich od przodu, kucnąć na ich poziomie i podrapać je pod brodą, na klatce piersiowej lub pod pachami, by zbudować zaufanie.

To szokująco podobne do tego, jak muszę podchodzić do moich dwulatek, kiedy próbuję skonfiskować im niezmywalny marker. Gwałtowne ruchy prowadzą do wrzasków; zniżenie się do ich poziomu i powolne negocjacje z drapaniem zazwyczaj przynoszą lepsze rezultaty.

Koniec końców, zamknęłam kartę z portalem nieruchomości. Sielska fantazja to piękne kłamstwo, które sobie wmawiamy, kiedy w mieście robi się zbyt głośno, a mieszkanie wydaje się zbyt małe. Ale rzeczywistość jest taka, że ledwo kwalifikuję się do utrzymywania przy życiu dwóch ludzkich maluchów, w miarę wolnych od szkorbutu, a co dopiero do zarządzania czterokomorowym żołądkiem przeżuwacza podatnego na wzdęcia.

Na razie będę trzymać się zarządzania chaosem w moich własnych czterech ścianach, gdzie jedyną rzeczą żującą listwy przypodłogowe jest moje własne potomstwo.

Gotowi, by wyposażyć swoje w pełni ludzkie dzieci w rzeczy, które naprawdę przetrwają codzienny chaos? Odkryjcie naszą pełną kolekcję zrównoważonych produktów tutaj.

Często Zadawane Pytania (Bo wiem, że nadal jesteście ciekawi)

Czy małe kózki naprawdę są dobrymi zwierzakami domowymi dla małych dzieci?

Tylko jeśli jesteście w pełni przygotowani do nadzorowania każdej najmniejszej interakcji niczym jastrząb w stanie najwyższej gotowości. Owszem, są niesamowicie czułe i zabawne, ale uderzają też głową, gdy się bawią, mają ostre małe kopytka, które bolą, gdy nadepną ci na stopę, i mogą przenosić wirusy takie jak wirus Orf (niesztowica), powodujące paskudne strupy na skórze ludzkich dzieci. Będziecie musieli egzekwować rygorystyczne zasady mycia rąk, co – jeśli wasze maluchy są choć trochę podobne do moich – jest bitwą, którą przegracie w 40% przypadków.

Co dokładnie wchodzi w skład "zestawu porodowego dla kóz" i czy naprawdę go potrzebuję?

Absolutnie go potrzebujecie, chyba że lubicie jeździć do sklepu rolniczego w ślepej panice o 3 nad ranem. Podstawowy zestaw porodowy dla kóz wymaga cyfrowego termometru doodbytniczego, sterylnych nożyczek do pępowiny, 9-procentowej jodyny w małym kubeczku, jednorazowych rękawiczek, specjalnego preparatu mlekozastępczego dla kóz (mleko krowie się nie sprawdzi), specjalnych smoczków do butelek dla koźląt i bezsmakowych elektrolitów pediatrycznych. W zasadzie wygląda to tak, jakbyście organizowali oddział noworodkowy w swojej szopie.

Czy mogę po prostu hodować kozę w moim przydomowym ogródku na przedmieściach?

Prawdopodobnie nie, a wasi sąsiedzi znienawidzą was, jeśli spróbujecie. Kozy są agresywnie głośne, zwłaszcza jeśli wydaje im się, że ukrywasz przed nimi jedzenie lub jeśli są oddzielone od swojego stada. Poza tym wymagają odpowiedniej przestrzeni do wypasu, solidnego ogrodzenia, bo to istni mistrzowie ucieczek, i schronienia przed przeciągami. Standardowy ogródek przy bliźniaku na przedmieściach tu nie wystarczy, bez względu na to, jak bardzo podoba wam się taka estetyka.

Dlaczego ludzie karmią małe kózki z butelki, zamiast pozwolić na to matce?

Dzieci karmione z butelki intensywnie zżywają się z ludźmi, ponieważ kojarzą cię z jedzeniem i przetrwaniem. Koźlęta wychowywane przez matkę naturalnie bardziej stronią od ludzi i wymagają ogromnej ilości celowego codziennego zajmowania się nimi, aby stały się wystarczająco oswojone do głaskania. Wielu hodowców karmi z butelki tylko po to, by koza nie uciekała do lasu za każdym razem, gdy człowiek wchodzi na wybieg, ale oznacza to konieczność od 4 do 5 karmień butelką dziennie, co jest dokładnie tak samo wyczerpujące, jak posiadanie ludzkiego noworodka.

Czy naprawdę to takie niebezpieczne, jeśli nakarmi się je zbyt dużą ilością zboża?

Tak, to autentycznie przerażające. Kozy potrzebują diety, która opiera się w dużej mierze na paszy objętościowej (takiej jak siano), aby ich złożony układ trawienny mógł funkcjonować. Zbyt duża ilość zboża fermentuje za szybko w ich żwaczu, powodując wzdęcia, które mogą dosłownie zmiażdżyć ich płuca i je zabić. Przysmaki powinny być niesamowitą rzadkością. Trzymajcie się zasady 80/15/5 i ignorujcie ich błagające prostokątne oczy, gdy przechodzicie obok pojemnika z paszą.