We wtorek punktualnie o 14:14 Florence popełniła fatalny w skutkach błąd, zerkając na niebieski plastikowy kubek. Nie dotknęła go. Nawet nie wycelowała w niego swoim lepkim, umazanym dżemem palcem. Po prostu rzuciła na niego okiem z lekkim, przelotnym zainteresowaniem. Z drugiego końca pokoju jej siostra bliźniaczka Matilda – która do tej pory radośnie próbowała zjeść kawałek listwy przypodłogowej – wyczuła tę zmianę w atmosferze. Matilda porzuciła drewno, sprintem pokonała dywan, brutalnie chwyciła niebieski kubek i zaczęła wrzeszczeć, jakby Florence właśnie znieważyła naszych przodków. Florence, nagle zdając sobie sprawę, że ten kubek to najcenniejszy artefakt na półkuli zachodniej, przypuściła kontrofensywę. W ciągu kilku sekund byłem oblany wodą, czyjeś zabłąkane kolano trafiło mnie w żebra, a obie dziewczynki wyły o kawałek plastiku, który dostaliśmy za darmo z promocyjnym jajkiem wielkanocnym.

Witamy w naszym domu. Jesteśmy obecnie zakładnikami w samym środku zjawiska dziecięcej zazdrości, a moje zdrowie psychiczne wisi na wyjątkowo cienkiej, oślinionej nitce.

Czysta, nieskażona zazdrość, która promieniuje od dwulatka, jest naprawdę powalająca. Gdy mamy taką chwilę, że jedna z dziewczynek siedzi mi na kolanach, druga rzuca każdą, jakże angażującą i odpowiednią dla jej rozwoju czynność, tylko po to, by wcisnąć się między nas z siłą gracza rugby. Pewnej nocy byłem tak wykończony tą ciągłą wojną o terytorium, że o 3 nad ranem skończyłem osuwając się na kuchenne kafelki, szukając w Google odpowiedzi. W moim delirium z braku snu przypadkowo wpisałem envy baby english lyrics (myśląc, że to jakieś przetłumaczone skandynawskie przysłowie o dzieleniu się), tylko po to, by odkryć, że to wiralowa japońska piosenka Vocaloid o staczaniu się w absolutne szaleństwo. Co, szczerze mówiąc, z przerażającą dokładnością oddawało klimat mojego salonu.

Co lekarz tak naprawdę powiedział o zazdrości

W zeszłym miesiącu zaciągnąłem dziewczynki do naszej przychodni na rutynowe badania, głównie po to, by upewnić się, że od tego ciągłego stresu nie dorobiły się wczesnych wrzodów. Mimochodem wspomniałem, że Matilda spędza 80 procent czasu czuwania wściekła na fakt, że Florence w ogóle istnieje w tym samym kodzie pocztowym. Nasz lekarz rodzinny, zmęczony facet, który najwyraźniej nie wypił ciepłej herbaty od 2018 roku, wymamrotał coś o lewej korze czołowej i o tym, jak zazdrość wywołuje ogromny spadek poziomu dopaminy, chociaż jestem prawie pewien, że trochę zgadywał, żebyśmy tylko wyszli z jego gabinetu, zanim Florence zdąży zdemontować jego drogo wyglądający ciśnieniomierz.

Niejasno wyjaśnił, że małe dzieci żyją w stanie „dwubiegunowości”, co oznacza, że wszystko jest albo absolutnie najlepsze, albo absolutnie najgorsze, z zerowym polem pośrodku. Więc kiedy Matilda widzi Florence trzymającą wafla ryżowego, jej mózg najwyraźniej rejestruje to jako katastrofalne zagrożenie dla jej przetrwania. Zakładam, że ma to sens z ewolucyjnego punktu widzenia, jeśli przymknąć na to oko, ale jest to niesamowicie mało pomocne, gdy po prostu próbujesz zapiąć je obie w wózku bez rękoczynów.

Incydent z gryzakiem pandą, który mnie złamał

Szybko uczysz się, że kupowanie wszystkiego podwójnie to jedyny sposób na przetrwanie z bliźniakami, ale nawet ten system ma wady. W tej zazdrości nie chodzi o przedmiot; chodzi o posiadanie tego przedmiotu w tej konkretnej milisekundzie. Weźmy na przykład nasze ząbkowanie, które było w zasadzie sześciomiesięcznym byciem zakładnikiem. Aby zachować resztki słuchu, kupiłem dwa silikonowe gryzaki w kształcie pandy, ponieważ są obiektywnie genialne. Zostały wykonane z silikonu spożywczego, który jest wystarczająco miękki dla ich opuchniętych dziąseł, a jednocześnie na tyle wytrzymały, że nie udało im się odgryźć pandzie uszu.

Ale istnienie dwóch pand nie przyniosło pokoju. O nie. Pewnego popołudnia Florence rzuciła swoją pandę pod sofę, wpatrzyła się w pandę Matildy i natychmiast zaczęła hiperwentylować z zazdrości. Chciała konkretną pandę, tę lekko zwilżoną śliną swojej siostry. Spędziłem dwadzieścia minut, próbując wydobyć zapasową pandę spod mebli za pomocą kija od szczotki, tylko po to, by w trakcie nastąpić bosą stopą na zdradziecki drewniany klock. To fantastyczny gryzak – łatwy do mycia, całkowicie nietoksyczny i wydaje się, że naprawdę łagodzi ich dziąsła, gdy Calpol przestaje działać – ale na własnej skórze przekonałem się, że nie da się racjonalnie wytłumaczyć maluchowi, by przestał chcieć dokładnie tego samego, co ma jego rodzeństwo.

Kiedy zazdrość pojawia się, zanim dziecko w ogóle zaistnieje

Oczywiście, narzekanie na zazdrość małych dzieci wydaje się dziwnym luksusem, gdy wracam myślami do innego rodzaju dziecięcej zazdrości, z którą mierzyliśmy się lata temu. Jeśli kiedykolwiek zmagaliście się z niepłodnością, dokładnie wiecie, o czym mówię. To to duszące, puste uczucie w klatce piersiowej, kiedy jesteście po trzech latach prób poczęcia dziecka, siedzicie w pubie, a wasz kumpel Dave mimochodem ogłasza, że jego żona jest w ciąży za pierwszym podejściem „przez przypadek”.

When the envy happens before the baby even exists — Surviving The Absolute Carnage Of The Modern Envy Baby Phase

Uśmiechasz się tak mocno, że fizycznie boli cię szczęka, kupujesz im piwo w ramach świętowania, a potem wracasz do domu, siadasz w ciemnościach i pochłania cię zazdrość tak toksyczna, że sam siebie nie poznajesz. Medyczne broszury w poczekalni sugerują praktykowanie uważności lub pisanie listów do przyszłego dziecka, co uważałem za głęboko protekcjonalne, podczas gdy moja żona robiła sobie zastrzyki z hormonów, po których czuła się, jakby jej krew była gazowana.

Ten rodzaj zazdrości przy staraniach o dziecko to cichy, brutalny ból, o którym nikt nie mówi, bo wprawia to ludzi w zakłopotanie na przyjęciach. Spędziliśmy lata na filtrowaniu naszych mediów społecznościowych, agresywnie wyciszając każdego, kto opublikował rozmazane zdjęcie USG, tylko po to, by przetrwać kolejny tydzień. To przerażające zawieszenie w próżni, w którym autentycznie nienawidzisz siebie za zazdrość o szczęście przyjaciół, ale biologiczna desperacja jest po prostu zbyt głośna, by ją zignorować. Ostatecznie doczekaliśmy się naszych cudownych bliźniaczek, ale ten specyficzny, gorzki ból pragnienia tego, co ktoś inny ma tak łatwo, wyrył mi się w pamięci na zawsze.

Tymczasem niektórzy ludzie w internecie płaczą teraz nad „zazdrością o imię dla dziecka”, bo jakiś nieznajomy na TikToku użył imienia „Bexleigh”, co szczerze mówiąc i tak jest zbrodnią przeciwko językowi angielskiemu.

Rzeczywistość ubierania identycznych maluchów

W desperackiej próbie zminimalizowania codziennych wyzwalaczy zazdrości, staramy się ubierać je dokładnie tak samo. Teoria głosi, że jeśli spojrzą w dół i zobaczą ten sam materiał, prymitywna małpia część ich mózgu nie zarejestruje zagrożenia. Niedawno kupiliśmy im obu body dziecięce z organicznej bawełny z falbankami.

Będę tu brutalnie szczery: to uroczy element garderoby. Bawełna organiczna jest niesamowicie miękka, nie powoduje u nich tych dziwnych czerwonych plam egzemy, co tanie ciuchy z sieciówek, a te małe rękawki z falbankami wyglądają niezaprzeczalnie uroczo, gdy akurat nie próbują rzucić się na siebie nawzajem. Ale zapinanie tych wzmocnionych zatrzasków w kroku, podczas gdy musisz przytrzymywać malucha, który jest wściekle zazdrosny, że jej siostrze pierwszej zmieniono pieluchę, przypomina próbę rozbrojenia bomby w tunelu aerodynamicznym. Sprawdza się na leniwą niedzielę, gdy w cudowny sposób są spokojne, ale kiedy uderza zazdrość, te delikatne falbanki dają mi zerową przewagę taktyczną w okopach.

Zamiast robić to, co każą poradniki dla rodziców – zniżać się do poziomu ich wzroku, dostrzegać ich wielkie uczucia, wyznaczać jasne granice i dawać przestrzeń na frustrację – gorąco polecam po prostu krzyknąć: „Patrz, gołąb!” i rzucić zupełnie niezwiązanym z sytuacją przedmiotem przez całą kuchnię, aby zrobić zwarcie w ich małych receptorach dopaminy, zanim ktoś zostanie ugryziony.

Znalezienie strefy neutralnej w zgliszczach

Jeśli jest jedna rzecz, która faktycznie wymusza w naszym domu tymczasowy rozejm, to stworzenie przestrzeni, co do której żadna z nich nie czuje, że w pełni do niej należy. Jeśli obecnie macie do czynienia z rodzeństwem zachowującym się jak terytorialni watażkowie, być może zechcecie pomyśleć o stworzeniu dedykowanej, neutralnej strefy zabawy; nasz tęczowy stojak edukacyjny (Play Gym) był ratunkiem w pierwszych dniach, kiedy dopiero zaczynały zauważać siebie nawzajem i stawały się dziwnie zaborcze jeśli chodzi o przestrzeń na podłodze.

Finding a neutral zone in the wreckage — Surviving The Absolute Carnage Of The Modern Envy Baby Phase

Dlaczego musimy to po prostu przeczekać

Nasza pielęgniarka środowiskowa, urocza kobieta, która patrzy na mój chaotyczny salon z litością zarezerwowaną zazwyczaj dla ofiar klęsk żywiołowych, powiedziała nam w zeszłym tygodniu, że ten etap jest w rzeczywistości oznaką zdrowego rozwoju poznawczego. Najwyraźniej fakt, że odczuwają tę złożoną, okropną emocję oznacza, że ich mózgi robią dokładnie to, co do nich należy.

Kiwam głową i udaję, że to naukowe potwierdzenie ułatwia zmywanie wpół przeżutych tostów z zasłon po awanturze o konkretny talerz. Prawda jest taka, że niespecjalnie obchodzą mnie kroki milowe w rozwoju poznawczym, kiedy przed obiadem po raz dwunasty wycieram im łzy. Po prostu chcę, żeby przestały patrzeć na siebie jak na śmiertelnych wrogów z powodu kłaczka znalezionego na dywanie.

Ale potem, w samym środku rzezi, coś się zmienia. Matilda nagle przestaje płakać, patrzy na Florence i wręcza jej ten sam niebieski kubek, o który przed chwilą walczyła na śmierć i życie. Florence go bierze, gaworzy coś niezrozumiale i obie zaczynają się histerycznie śmiać z żartu, w który najwyraźniej nie zostałem wtajemniczony. Trwa to dokładnie cztery sekundy, po czym wybucha kolejna wojna, ale to wystarczy.

Jeśli obecnie jesteście w krzyżowym ogniu dziecięcej zazdrości – czy to tej łamiącej serce podczas starań o ciążę, czy absurdalnej zazdrości malucha – wiedzcie, że nie ponosicie porażki. Poradniki nie znają waszych dzieci, eksperci przez połowę czasu zgadują, a dotrwanie do pory snu jest absolutnie słuszną strategią rodzicielską. Weźcie kawę, zamknijcie się w łazience na dwie minuty i sprawdźcie ekologiczne sprzęty w Kianao, które mogą kupić wam pięć minut spokoju. I na litość boską, nie kupujcie niebieskiego kubka.

Brutalna prawda o etapie zazdrości

Czy to normalne, że moje dziecko nienawidzi nowego niemowlęcia?
Stary, „nienawiść” to mocne słowo, ale tak. Z ich perspektywy do domu właśnie wprowadził się głośny, przeciekający obcy i ukradł ich ulubionego służącego (ciebie). Nasz lekarz rodzinny zasugerował, że ta zazdrość to po prostu biologiczna reakcja paniki. Nie karzcie ich za mówienie niemiłych rzeczy o dziecku; po prostu postarajcie się przetrwać szok związany ze zmianą. Będzie lepiej, a przynajmniej w końcu przyzwyczają się do współlokatora.

Jak radzić sobie ze znajomymi, gdy zmagam się z zazdrością przy staraniach o dziecko?
Wycisz ich. Naprawdę. Wycisz ich powiadomienia na WhatsAppie, przestań obserwować ich Instagrama i odrzucaj zaproszenia na baby shower. Nie jesteś nikomu winien swojego zdrowia psychicznego podczas nawigowania po absolutnym piekle problemów z płodnością. Prawdziwi przyjaciele zrozumieją, jeśli powiesz: „Kocham was, ale w tej chwili nie mogę przebywać w otoczeniu dziecięcych tematów”. Bezlitośnie chroń swój spokój.

Czy powinienem kupować wszystko podwójnie dla bliźniaków, by powstrzymać zazdrość?
Możesz spróbować, ale to pułapka. Kupiliśmy dwie identyczne zabawki, a one i tak pokłóciły się o tę konkretną, która leżała nieco bardziej po lewej. Posiadanie duplikatów pomaga w podstawowej logistyce, ale nie uleczy psychologicznej potrzeby posiadania dokładnie tego, co trzyma drugie dziecko. Po prostu zaakceptuj chaos i trzymaj Calpol pod ręką.

Dlaczego moje dziecko jest zazdrosne, gdy przytulam partnera?
Bo jesteś ich własnością. Tak właśnie postrzegają to maluchy. Kiedy przytulam żonę, Florence zachowuje się, jakby była świadkiem niszczycielskiej zdrady. Znowu daje o sobie znać ta „dwubiegunowość” – nie potrafią pojąć, że miłość jest nieskończona. Myślą, że twoja uwaga to ciasto, a twój partner właśnie zjadł ich kawałek. Po prostu wciągnij dziecko w grupowy uścisk, dopóki nie wyrwie się z obrzydzeniem.

Czy zmuszanie ich do dzielenia się naprawdę działa?
Z mojego doświadczenia? Nie bardzo. Zmuszanie wrzeszczącego dwulatka do oddania zabawki rodzi tylko urazę i sprawia, że całkowicie przepacam koszulkę. Odkryłem, że nieco lepiej działa odwrócenie uwagi zazdrośnika czymś prozaicznym, na przykład trzepaczką lub pustym kartonowym pudełkiem. Ich mózgi są w tym wieku niesamowicie podatne na rozproszenie; wykorzystaj to na swoją korzyść.