Cyfrowy zegar na mikrofali świecił wrogo o 3:14 w nocy, a w mieszkaniu wreszcie zapadła całkowita cisza, przerywana jedynie cichym buczeniem lodówki. Florence, nieco cięższa z naszych bliźniaczek, właśnie skończyła pić z butelki. Wykonałem perfekcyjny transfer z moich kolan do jej łóżeczka, cofając ramiona z dręczącą powolnością sapera rozbrajającego bombę. Jej oczy były zamknięte. Oddech miarowy. Wstałem zwycięski, gotowy paść na własne łóżko, by zyskać cenne dziewięćdziesiąt minut snu.
I wtedy nastąpił tektoniczny wstrząs.
Jej malutka klatka piersiowa skurczyła się, unosząc ramiona nad materacem. Z jej ust wyrwał się pisk, przypominający coś pomiędzy przerażoną myszą a zardzewiałą pompką rowerową. Pięć sekund później kolejny gwałtowny skurcz wstrząsnął jej ciałem. Potem następny. Otworzyła oczy, patrząc na mnie z wyrazem ogromnej zdrady.
Sukcesem zakończyłem karmienie, ale byłem całkowicie nieprzygotowany na te rytmiczne drgawki całego ciała, które nastąpiły chwilę później. Jeśli czytasz to, wpatrując się w gwałtownie podskakujące niemowlę i gorączkowo próbując wymyślić, co robić, to wiedz, że doskonale cię rozumiem.
Nocne, paniczne poszukiwania w sieci
W tych pierwszych tygodniach byłem przekonany, że moje dzieci są fundamentalnie zepsute. Czkawka u dziecka nie wygląda jak czkawka u dorosłego. Kiedy ja mam czkawkę, wstrzymuję oddech na dziesięć sekund i wracam do swojego piwa. Kiedy czkawkę ma noworodek, wydaje się, że bierze w tym udział cały jego układ kostny.
Przypominam sobie, jak siedziałem w ciemności, skąpany w niebieskim świetle telefonu, przeglądając przerażające fora dla rodziców. Na 47 stronie jakiegoś bardzo poważnego poradnika o usypianiu sugerowano zachowanie całkowitego spokoju i utrzymywanie kojącej aury, co uznałem za wyjątkowo nieprzydatne, gdy sam byłem oblany zwietrzałym mlekiem i funkcjonowałem po zaledwie dwóch godzinach przerywanego snu. Byłem pewien, że córka się dławi, rozwija się u niej astma albo ma jakąś nagłą dolegliwość żołądkową.
Nasza położna środowiskowa wpadła kilka dni później, zważyła dziewczynki i zupełnie obojętnie patrzyła, jak Matilda niemal wystrzeliwuje się z leżaczka przy czkawce po karmieniu. Zażądałem podania niezbędnej interwencji medycznej. Położna tylko się zaśmiała i powiedziała, żebym przestał się martwić, bo dzieci po prostu w ogóle nie przejmują się tym, że mają czkawkę.
Podobno nauka mówi, że kiedy dziecko pije mleko zbyt szybko lub nałyka się dużo powietrza, jego maleńki żołądek powiększa się jak balon. Ten balon naciska na przeponę, która następnie wpada w serię mimowolnych skurczów. A może ma to coś wspólnego z podrażnieniem nerwu błędnego. Nigdy nie do końca zrozumiałem biologię tego zjawiska, ale ogólny wniosek naszego pediatry był taki, że jest to całkowicie normalne i przeszkadza nam znacznie bardziej niż im.
Fizyka przerwy na odbicie
Oczywiście, świadomość, że to nie jest śmiertelne, wcale nie pomaga, gdy próbujesz uśpić wibrujące dziecko. Nie zasną, gdy ich klatka piersiowa co cztery sekundy próbuje wyrwać się z ciała. Zacząłem więc eksperymentować z różnymi metodami zapobiegania, zaczynając od przerywania w połowie karmienia.
Ktoś, gdzieś zasugerował, że jeśli po prostu przerwiesz karmienie w połowie i wymusisz odbicie, powietrze w żołądku nie osiągnie masy krytycznej. Rzeczywistość wyciągania butelki z ust głodnego bliźniaka przypomina próbę odebrania gazeli lwu. Zostaniesz ukarany.
Ale ostatecznie znalazłem na to sposób. Pozwalałem im wypić kilkadziesiąt mililitrów, przygotowywałem się na krzyki, sadzałem prosto na kolanie i klepałem po plecach z twardym rytmem gracza na bongosach. W większości przypadków potężne, szokująco dorosłe beknięcie roznosiło się echem po salonie, po czym na moim ramieniu lądowała mała kałuża mleka. Jeśli uda ci się pozbyć uwięzionego powietrza, zanim żołądek zacznie naciskać na cokolwiek, co wywołuje skurcze, czasami możesz całkowicie ominąć cały ten czkawkopodobny koszmar.
Zatykanie dziury smoczkiem
Kiedy odbijanie zawodziło – a zawodziło często, zazwyczaj dlatego, że o 4 nad ranem miałem koordynację wzrokowo-ruchową pijanego malucha – czkawka uderzała ze zdwojoną siłą. Wtedy odkryłem magiczne, resetujące przeponę właściwości smoczka.

Nasz lekarz wspomniał mimochodem, że ssanie smoczka angażuje inne mięśnie niż połykanie mleka, a to ciągłe, rytmiczne przełykanie może czasem oszukać przeponę i zmusić ją do rozluźnienia. Byłem bardzo sceptyczny (jak wobec wszystkich porad medycznych do czwartego tygodnia), ale w desperacji chwytałem się wszystkiego.
Kiedy po raz pierwszy włożyłem smoczek do ust Florence podczas poważnego ataku czkawki, ssąca zajadle przez około trzydzieści sekund dziewczynka nagle się uspokoiła. Skurcze dosłownie zanikły jak radio tracące sygnał. To było niesamowite. Oczywiście nie działa to za każdym razem, bo nic w rodzicielstwie nie ma stuprocentowej skuteczności, ale działało na tyle często, że zacząłem chomikować smoczki w każdym pokoju niczym preppers szykujący się na koniec świata.
Kiedy mleko zamienia się w papkę
Kiedy już myślałem, że mamy całkowicie ogarniętą sytuację z butelką, dziewczynki skończyły sześć miesięcy i zostaliśmy rzuceni w chaotyczny świat stałych pokarmów. Naiwnie założyłem, że skoro nie są już karmione wyłącznie płynami, czkawka ustanie. Niesamowicie się myliłem.
Okazuje się, że kiedy niemowlę desperacko próbuje wciągnąć purée ze słodkich ziemniaków tak szybko, jak to tylko możliwe, połyka mniej więcej tyle samo powietrza co skoczek spadochronowy. Skurcze wróciły, najczęściej w momencie, gdy ich usta były pełne pomarańczowej papki, która następnie z każdym „hik” była gwałtownie wyrzucana przez cały stół kuchenny.
Jeśli właśnie teraz rewidujesz wszystkie swoje życiowe wybory, wycierając z sufitu purée z dyni, może zechcesz poznać nasze zrównoważone kolekcje do karmienia. Nie wyleczą one twojego braku snu, ale odpowiedni sprzęt sprawia, że sprzątanie staje się znacznie mniej przytłaczające.
To była era, w której musieliśmy przemyśleć kwestię naszego sprzętu. Próbowaliśmy różnych talerzy i miseczek, ale jeśli miska przesuwała się po blacie krzesełka, dziewczynki frustrowały się, płakały, połykały powietrze i natychmiast dostawały czkawki. Ostatecznie zaopatrzyliśmy się w Silikonową Miseczkę z Przyssawką Miś, która szczerze mówiąc jest jedną z moich ulubionych rzeczy w kuchni. Wystarczy ją docisnąć, a trzyma się plastikowej tacy z przerażającą siłą. Nie mogą jej zrzucić, nie mogą jej przesuwać i w rezultacie jedzą w nieco rozsądniejszym tempie, zamiast gorączkowo gonić jedzenie po całym stole.
Jeśli chodzi o samo wkładanie jedzenia do ust, mieliśmy mieszane doświadczenia. Mamy Bambusowy Zestaw Łyżeczki i Widelca dla Dzieci, który moja żona absolutnie uwielbia, ponieważ wygląda na blacie niesamowicie stylowo i ekologicznie. Silikonowe końcówki są bardzo miękkie dla ich małych dziąseł. Jednak szczerze mówiąc, ponieważ zazwyczaj zmywam na wpół śpiąc, fakt, że nie można po prostu agresywnie wrzucić drewnianych rączek do namaczania we wrzącej wodzie, trochę mnie irytuje.
Zamiast tego ciągle łapię się na tym, że sięgam po Silikonowy Zestaw Łyżeczki i Widelca dla Dzieci. Są w całości z silikonu, co oznacza, że kiedy Matilda, jak zawsze, wystrzeliwuje swoją łyżkę przez cały pokój w napadzie po-czkawkowej furii, łyżka bezkarnie odbija się od listwy przypodłogowej. Mogę wrzucić je do zmywarki, mogę je wygotować, mogę zrobić z nimi, co tylko chcę, a one to przetrwają.
Absolutne bzdury, których należy unikać
Jako że z zawodu jestem dziennikarzem, mam okropny zwyczaj dociekania prawdy na dany temat do momentu, w którym się zezłoszczę. Istnieje cała branża zbudowana wokół leczenia dziecięcych dolegliwości i jej spora część to totalne bzdury.

Moim absolutnie najmniej ulubionym remedium, które ludzie stale polecali, była woda koperkowa. Każda babcia da sobie za nią uciąć rękę. To nieuregulowany suplement diety, który pachnie mocno koprem włoskim i rozczarowaniem. Zapytałem o nią lekarza, a on tylko westchnął, potarł skronie i wyjaśnił, że praktycznie nie ma twardych dowodów naukowych potwierdzających jej skuteczność na skurcze przepony. Spróbowaliśmy jej dokładnie raz. Florence wypluła ją prosto w moje oko, gwałtownie odbiła czkawką, a potem płakała przez dwadzieścia minut, bo to dziwnie smakowało. Nigdy więcej.
Do tego dochodzą tradycyjne dorosłe metody, które ludzie z jakiegoś dziwnego powodu sugerują stosować u niemowląt. Mój własny wujek zasugerował, żebym spróbował przestraszyć dzieci, żeby je wyleczyć. Jasne, zróbmy „jump-scare” na kruchym, niewyspanym sześciotygodniowym maluchu, który i tak już z trudem przetwarza fakt istnienia własnych rączek. To z pewnością poprawi nastrój w domu.
Ktoś inny na forum zasugerował, żeby dać im kilka łyków zwykłej wody do picia. Proszę, cokolwiek robisz, ignoruj obcych ludzi z internetu. Położna środowiskowa bardzo jasno powiedziała, że podawanie zwykłej wody dziecku poniżej szóstego miesiąca życia jest w rzeczywistości niebezpieczne i może zaburzyć ich poziom sodu, prowadząc do zatrucia wodnego. Fakt, że doradza się to tak swobodnie, na równi z radą „spróbuj pomasować plecki”, jest naprawdę niepokojący.
Poddanie się skurczom
W końcu, około czwartego miesiąca, przestałem tak agresywnie walczyć z czkawką. Uświadomiłem sobie, że mój własny niepokój związany ze skurczami klatki piersiowej powodował u mnie więcej stresu, niż same skurcze u dziewczynek.
Jeśli odbijanie w połowie karmienia nie działało, a smoczek nie restartował tajemniczego nerwu błędnego, i jeśli trzymanie ich pionowo na ramieniu przez dwadzieścia minut kończyło się tylko całkowitym drętwieniem mojej ręki, po prostu odpuszczałem. Odkładałem je do łóżeczek, wibrujące jak telefon komórkowy odbierający długiego SMS-a, i wyłączałem światło.
Za pierwszym razem czułem się jak okropny ojciec, pewien, że zostawiam je na pewną zgubę. Ale wiecie co się stało? Obserwowałem je na ziarnistym obrazie z niani z noktowizorem. Matilda czknęła jeszcze sześć razy, spojrzała tępo w sufit, zamknęła oczy i po prostu zasnęła. Skurcze zniknęły w ciemności.
Czasem jedynym prawdziwym rozwiązaniem jest czas, co jest najbardziej irytującą radą, jaką można dać zmęczonemu rodzicowi, ale też najtrafniejszą.
Jeśli zmagasz się z bałaganiarską rzeczywistością rozszerzania diety, niekończącym się ulewaniem i sprzętem, który po prostu nie działa, zapoznaj się z naszą pełną ofertą mądrych i zrównoważonych akcesoriów do karmienia, zanim zanurkujesz w poniższą sekcję FAQ.
Trudna rzeczywistość (FAQ)
Czy czkawka sprawia mojemu dziecku ból?
Zadałem naszej lekarz dokładnie to samo pytanie, będąc na granicy płaczu. Zapewniła mnie, że dzieci nie odczuwają z tego powodu żadnego bólu. Nam się wydaje, że zapada im się klatka piersiowa, ale dla nich to po prostu dziwna funkcja organizmu. Jeśli nie krzyczą z bólu, czują się całkowicie w porządku, nawet jeśli wyglądają na lekko zirytowane całym zajściem.
Czy powinienem przestać karmić, gdy zaczyna się czkawka?
To podchwytliwe pytanie i sam zawsze to knociłem. Jeśli spróbujesz zabrać butelkę wygłodniałemu dziecku, zacznie krzyczeć, nałyka się więcej powietrza i tylko pogorszy sprawę. Zazwyczaj pozwalałem im skończyć fazę łapczywego połykania, a następnie delikatnie wyjmowałem butelkę, gdy robiły przerwę na wzięcie oddechu, sadzałem je i pocierałem ich plecki. Czasami rytmiczne połykanie mleka faktycznie pomaga zatrzymać skurcze, więc tak czy siak jest to trochę ryzykowna gra.
Kiedy czkawka jest naprawdę problemem?
Mieliśmy jeden taki tydzień, kiedy Florence czkała przez – jak mi się wydawało – wiele godzin, wyginając plecy jak gimnastyczka i ulewając ogromne ilości mleka. Lekarka wspomniała, że jeśli skurczom towarzyszy intensywny płacz, wyginanie pleców w łuk i ogromne ulewania, może to być refluks, a nie tylko zwykłe pęcherzyki powietrza. Jeśli naprawdę się martwisz, po prostu zadzwoń do swojego pediatry. Od tego właśnie tam są i są przyzwyczajeni do zmęczonych rodziców zadających pełne paniki pytania.
Czy woda koperkowa naprawdę na to pomaga?
Z mojego wysoce nienaukowego, ale głęboko osobistego doświadczenia: absolutnie nie. Sprawia tylko, że twoje dziecko pachnie lukrecją i dodaje kolejny lepki płyn do puli rzeczy, które musisz zmywać z poduszek na kanapie. Nasza położna nie była nią w ogóle pod wrażeniem i ja również w ogóle nie jestem pod wrażeniem.
Jak długo pozwalać im czkać, zanim coś z tym zrobię?
Kiedyś wpadałem w panikę po trzydziestu sekundach. Teraz wiem, że jeśli po prostu poczekam dziesięć do piętnastu minut, czkawka zazwyczaj mija całkowicie sama. Jeśli minęło dwadzieścia minut, a one próbują zasnąć, ale ciągle budzą się przez to podskakiwanie, to zazwyczaj jest ten moment, kiedy interweniuję ze smoczkiem lub próbuję posadzić je na chwilę pionowo na mojej klatce piersiowej.





Udostępnij:
Jak uspokoić dziecko z kolką i nie zwariować
Jak kołysanka „Śpij maluszku, nie płacz już” uratowała mi dziś w nocy zmysły