Wczoraj około dziesięć po czwartej po południu leżałam plackiem na dywanie w salonie, podczas gdy Bliźniaczka A próbowała na siłę wepchnąć plastikową łyżeczkę do lewej dziurki od nosa Bliźniaczki B. We włosach miałam coś, co – miałam szczerą nadzieję – było rozgniecionym bananem, za prawym okiem czułam tępy ból, a do tego ogarnęło mnie dojmujące poczucie własnej śmiertelności. Mój telefon zawibrował na podłodze tuż przy moim uchu. To było powiadomienie z jakiegoś plotkarskiego portalu informujące mnie o najnowszym dziecku Jacqueline MacInnes Wood.
Po prostu leżałam na dywanie, wpatrując się w zabłąkany płatek śniadaniowy przyklejony do listwy przypodłogowej i próbując to wszystko policzyć w moim pozbawionym snu mózgu. Pięcioro dzieci. Pięciu chłopców. Wszyscy poniżej szóstego roku życia. Moje dziewczynki mają po dwa latka, a w większość poranków ledwo starcza mi sił umysłowych, by zawiązać własne buty. Na samą myśl o dorzuceniu do tego pokoju noworodka, trzylatka, czterolatka i sześciolatka w tej właśnie chwili, mam ochotę zacząć hiperwentylować w brązową papierową torbę.
Czysta matematyka przy piątce małych dzieci
Naprawdę nie rozumiem fizycznej logistyki przenoszenia takiej liczby małych ludzi z jednego miejsca w drugie. Samo wyjście z naszymi dwiema dziewczynkami z mieszkania na chodnik wymaga operacji o rygorze wojskowym, obejmującej łapówki, groźby i absurdalny podwójny wózek, który klinuje się w każdych możliwych drzwiach w Londynie. Przy piątce tak małych chłopców pewnie w ogóle nie używa się już wózka. Musisz zaganiać ich jak owce, może przy pomocy gwizdka i świetnie wyszkolonego owczarka collie.
Gwiazda „Mody na sukces” podobno zdecydowała się na planowany poród domowy przy tym piątym dziecku. Brzmi to szalenie duchowo i uroczo, ale ja osobiście, dziękuję bardzo, wymagam natychmiastowego dostępu do wysoko wykwalifikowanych specjalistów z ogromnymi ilościami znieczulenia zewnątrzoponowego w sterylnym do granic możliwości otoczeniu. My wybraliśmy opcję szpitalną, głównie dlatego, że nasze mieszkanie jest wielkości pudełka po butach i jestem prawie pewna, że sąsiedzi z dołu wezwaliby policję, gdybyśmy próbowali przyjąć na świat bliźniaki w salonie.
Dlaczego internet tak bardzo przejmuje się chłopcami
To, co mnie całkowicie zbiło z tropu, to nie tylko sama liczba dzieci, ale też to, jak internet zareagował na ogłoszenie płci piątego dziecka Jacqueline MacInnes Wood. Ludzie totalnie powariowali na punkcie faktu, że urodziła kolejnego chłopca, któremu dała na imię Talon. Zupełnie obcy ludzie na Reddicie i Instagramie wpadali w histerię, niemal żądając wyjaśnień, dlaczego nie ma dziewczynki.

Cała ta kultura projektowania rozczarowania płcią dziecka jest dla mnie jakimś absurdem. Ludzie traktują planowanie rodziny jak grę na jednorękim bandycie, gdzie rzekomo trzeba pociągać za wajchę tak długo, aż trafisz na pasujący do siebie zestaw. Zdarzało się, że na pozór normalnie wyglądający ludzie zatrzymywali mnie w supermarkecie, patrzyli na moje identyczne córki i tragicznym szeptem pytali, czy „będziemy starać się o chłopca”. Zazwyczaj akurat w momencie, gdy Bliźniaczka A próbowała zjeść surową cebulę prosto ze stoiska z warzywami. Z reguły po prostu gapię się na nich w milczeniu, dopóki sami powoli się nie wycofają. Czasami trzeba po prostu rzucić telefon w kąt i całkowicie zignorować dziwaków rzutujących własne, dziwne dynamiki rodzinne na twoje życie, zanim przytłoczy cię ciężar nieproszonych opinii.
Cała prawda o ciążach jedna po drugiej
Kiedy dziewczynki miały jakieś osiem miesięcy, a w naszym domu nikt nie przespał więcej niż trzech godzin z rzędu od zeszłej wiosny, popełniłam błąd i rzuciłam żartem do doktora w naszej lokalnej przychodni na temat trzeciego dziecka. Spojrzał na mnie znad okularów ze wzrokiem będącym mieszanką głębokiego współczucia i czystego, medycznego przerażenia.
Wymamrotał coś o odstępach między ciążami i o tym, że ludzkie ciało potrzebuje co najmniej osiemnastu miesięcy, aby w zasadzie „odgnieść się” po porodzie. Jestem prawie pewna, że miał na myśli to, że jeśli po prostu rodzisz dzieci jedno po drugim, twoje zapasy żelaza i kwasu foliowego całkowicie się wyczerpują, a twoje kości mogą pęknąć jak suche gałązki (choć przyznaję, że moje pojęcie o biologii jest w najlepszym razie kulawe). Wood ma trzydzieści osiem lat, co środowisko medyczne agresywnie określa mianem „ciąży geriatrycznej”, bo lekarze najwyraźniej uwielbiają obrażać wyczerpane kobiety. Przetrwanie pięciu takich ciąż z rzędu przy jednoczesnym utrzymaniu mięśni dna miednicy w jednym kawałku brzmi mniej jak wydarzenie medyczne, a bardziej jak ekstremalna dyscyplina olimpijska.
Sprzęt przetrwania w pełnym domu
Jeśli wychowujesz kilkoro dzieci, niezależnie od tego, czy to bliźniaki jak moje, czy mała armia chłopców, rozpaczliwie potrzebujesz rzeczy, które zajmą je po cichu, żebyś mogła przez cztery minuty tępo pogapić się w ścianę. Drewniany gryzak sensoryczny i grzechotka Miś z kółkiem to obecnie mój absolutnie ulubiony gadżet w naszym mieszkaniu. Bliźniaczka B od trzech tygodni obgryza to kółko z surowego drewna bukowego jak mały, wściekły bóbr, bo wyrzynają się jej tylne zęby trzonowe i jest z tego powodu wściekła. Uwielbiam tę grzechotkę głównie dlatego, że jest całkowicie bezgłośna, nie atakuje mnie migającymi, neonowymi światłami i naprawdę wydaje się odwracać jej uwagę od prób gryzienia siostry po kostkach.
Z drugiej strony mamy też Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. Są w porządku. Zrobiono je z miękkiej gumy, co chyba głęboko doceniam za każdym razem, gdy któryś z nich nieuchronnie leci prosto w moje czoło, kiedy próbuję wypić poranną kawę. Ale szczerze mówiąc, to po prostu kolejne rzeczy, które co wieczór muszę wyławiać spod kanapy przy akompaniamencie strzykających kolan.
Jeśli szukasz zabawek, które nie sprawią, że twój salon będzie wyglądał jak eksplozja plastiku w krzykliwych barwach, powinnaś sprawdzić te zrównoważone, drewniane opcje, które naprawdę przetrwają więcej niż jedno dziecko.
Kiedy dziewczynki były trochę młodsze i jeszcze nie potrafiły chodzić, bardzo polegaliśmy na Drewnianym stojaku edukacyjnym. Był absolutnie genialny, bo pozwalał uwięzić je w jednym miejscu, podczas gdy ja w pośpiechu wpychałam sobie do ust kawałek zimnego tosta nad kuchennym zlewem. Wykonanie z naturalnego drewna sprawiało, że nie czułam się, jakbym mieszkała w wielkim pudle z zabawkami, a wiszące zwierzątka jakoś magicznie hipnotyzowały je na tyle długo, żebym zdążyła wypić chociaż pół kubka herbaty, zanim zupełnie wystygła. Jeśli zamierzasz przekazywać rzeczy z dziecka na dziecko, aż do piątego, naprawdę potrzebujesz sprzętu z prawdziwego drewna, a nie z taniego plastiku, który rozpada się na kawałki, gdy tylko nadepnie na niego maluch.
Akceptacja całkowitej utraty kontroli
Wood opublikowała coś w swoich mediach społecznościowych o zanurzeniu się w spokoju i cichej magii nowych początków. Przeczytałam ten cytat, odrywając zaschniętą owsiankę od spodni. Myślę, że w naszym mieszkaniu nie było ani jednej chwili spokoju od 2021 roku.
Ale może to właśnie jest sekret przetrwania z piątką chłopców poniżej szóstego roku życia. W pewnym momencie po prostu musisz poddać się hałasowi. Przestajesz próbować utrzymać porządek w domu, akceptujesz to, że zawsze ktoś będzie płakał, i po prostu płyniesz przez ten chaos jak duch nawiedzający swoje własne życie. Brzmi wyczerpująco, ale też dziwnie wyzwalająco. Choć ja, dziękuję bardzo, chętnie pozostanę przy moich dwóch małych agentkach destrukcji.
Jeśli stoisz w obliczu własnej, chaotycznej rodzicielskiej podróży i potrzebujesz wyposażenia, które nie rozpadnie się po tygodniu, przejrzyj pełną kolekcję trwałych produktów dla dzieci tutaj, zanim zacznie się kolejny atak histerii.
Odpowiedzi na pytania, które mogą cię autentycznie nurtować
Jak radzisz sobie z ocenianiem płci twoich dzieci przez innych?
Zazwyczaj trzeba się po prostu śmiać, gdy obcy ludzie zbyt głęboko angażują się w efekty twoich decyzji reprodukcyjnych. Ludzie potrafią dosłownie zagonić cię w róg w kawiarni, by wytłumaczyć, dlaczego potrzebujesz chłopca lub dziewczynki, by „dopełnić” swoją rodzinę. Ja zazwyczaj po prostu odpowiadam, że wychowujemy dwa dzikie szopy pracze i odchodzę, zostawiając ich z zagwozdką, czy żartowałam.
Czy posiadanie dzieci z małą różnicą wieku to naprawdę taki zły pomysł?
Mój lekarz przedstawił to tak, jakby twoje ciało po prostu wyczerpało baterie, jeśli nie zafundujesz mu długiej przerwy między ciążami. Z tego, co zrozumiałam przez mgłę mojego niewyspania, twoje zapasy witamin zostają całkowicie wyczyszczone, przez co kolejna ciąża to znacznie większe obciążenie dla kości i poziomu energii. Ale jakoś ludzie to ogarniają i nie rozpadają się na kawałki.
Jak stać was na wyprawkę dla kilkorga dzieci?
Przestajesz kupować plastikowe śmieci, które psują się po trzech dniach. Szybko nauczyliśmy się, że zakup jednej, nieco droższej drewnianej zabawki wychodzi znacznie taniej niż pięciokrotne wymienianie taniej elektronicznej błyskotki. Do tego wypraszasz od znajomych ubranka po ich dzieciach i akceptujesz fakt, że twoje najmłodsze przez pierwszy rok życia będzie prawdopodobnie nosić lekko wyblakłe pajacyki.
Co jest tak naprawdę najtrudniejsze w posiadaniu kilkorga maluchów?
Hałas. Nikt nie ostrzega cię przed potężnym natężeniem hałasu. To nie tylko płacz, to ciągłe upuszczanie przedmiotów, wrzaski o to, kto dostanie niebieski kubeczek, i dziwne odgłosy dinozaurów wydawane o szóstej rano. Z czasem, aby przetrwać, wykształcasz w sobie coś w rodzaju selektywnej głuchoty.





Udostępnij:
Poradnik rodzicielski Jasona Kelce: O mdlejących ojcach i rozbrykanych maluchach...
Baby blues: Jak przetrwać kryzys piątego dnia po porodzie