Blask ekranu laptopa o trzeciej nad ranem to wyjątkowo nieprzyjazny rodzaj światła, szczególnie, gdy oświetla arkusz kalkulacyjny zawierający siedemdziesiąt cztery potencjalne imiona dla człowieka, którego jeszcze nawet nie spotkałeś. Za oknem naszego londyńskiego mieszkania deszcz mżył w ten ponury, nieustępliwy sposób, charakterystyczny dla listopada. Moja żona, w zaawansowanej ciąży bliźniaczej, spała w najlepsze, używając mojego lewego uda jako poduszki ortopedycznej. Byłem uwięziony, gapiąc się w komórkę C42 i przeżywając łagodny atak paniki na myśl o tym, czy konkretne imię dla dziewczynki nieuchronnie sprawi, że nasza przyszła córka zostanie menedżerką średniego szczebla w regionalnej hurtowni papieru.

Wybór imienia dla dziecka to koszmar, ale wybór dwóch to już wojna psychologiczna. Nie możesz po prostu wybrać dwóch, które ci się podobają; muszą brzmieć, jakby grały w tym samym zespole, ale bez robienia z siebie kabaretu. Około czwartej rano, po odrzuceniu wszystkiego od „Astrid” po „Zarę”, wpadłem w internetową króliczą norę i nabawiłem się agresywnej, całkowicie irracjonalnej obsesji na punkcie litery V.

Dziwna matematyka litery V

Pamiętam jak przez mgłę, że czytałem artykuł jakiegoś amerykańskiego eksperta od imion, który twierdził, że V to obecnie najmodniejsza litera w anglojęzycznym świecie. Z natury podchodzę nieufnie do każdego, kto zarabia na życie śledzeniem trendów fonetycznych, ale jest w tym jakaś dziwna prawda. To coś, co językoznawcy prawdopodobnie nazwaliby literą o wysokiej wartości w Scrabble, ale w przeciwieństwie do X lub Z, przez które dziecko brzmi jak czarny charakter z filmu science-fiction, V ma w sobie coś łagodnego i kojącego.

Jeśli spojrzysz na statystyki – a ja to zrobiłem, i to bardzo dokładnie, bo unikanie to mój główny mechanizm radzenia sobie ze zbliżającym się ojcostwem – z tysiąca najpopularniejszych imion dla dziewczynek, tylko około szesnaście faktycznie zaczyna się na literę V. To Święty Graal współczesnego rodzicielstwa: imię, które brzmi całkowicie znajomo, ale statystycznie jest rzadkie. Możesz czuć się odrobinę zadowolony z siebie na placu zabaw, nie skazując jednocześnie dziecka na to, że do końca życia będzie musiało literować swoje imię każdej recepcjonistce w przychodni.

Botaniczne złudzenia i rzeczywistość z maluchem na pokładzie

Wydaje się, że największa kategoria imion na V inspirowana jest naturą, co mocno przemawia do naszego milenialskiego pragnienia udawania, że weekendy spędzamy na zbieraniu czosnku niedźwiedziego, zamiast bezmyślnie przewijać internet na kanapie. Rozważaliśmy imię Vale, które brzmi jak bardzo luksusowy strumyk, oraz Verbena, które przypomina coś, co kupiłoby się w absurdalnie drogim centrum ogrodniczym.

Ostatecznie dla Bliźniaczki Numer Jeden wybraliśmy imię Violet. Wtedy wyobrażałem sobie spokojne, zamyślone dziecko siedzące na zalanej słońcem łące, być może czytające mały tomik poezji. To było oczywiście zanim faktycznie miałem w domu dwulatkę.

Rzeczywistość jest taka, że Violet obecnie podchodzi do życia z chaotyczną energią karczemnej awantury. Jej głównym hobby jest próba zagonienia kota do kosza na pranie. Wiedząc, że chcemy ubierać ją w rzeczy, które nie podrażnią jej zaskakująco wrażliwej skóry, jeszcze przed jej narodzinami kupiłem body niemowlęce z bawełny organicznej z falbankami od Kianao. To szczerze mówiąc mój ulubiony element jej garderoby, w dużej mierze dlatego, że dzięki rękawkom z falbankami wygląda jak malutki, niezadowolony aniołek, gdy agresywnie memła w buzi wafla ryżowego. Bawełna organiczna z certyfikatem GOTS jest genialna, bo faktycznie wytrzymuje pranie w 40 stopniach, gdy córka nieuchronnie nie trafi do buzi łyżką z purée z marchewki, a kopertowe ramiona oznaczają, że podczas wybuchowej wpadki pieluszkowej mogę ściągnąć całe body w dół, zamiast przeciągać je przez głowę i psuć wszystkim dzień. To małe zwycięstwo, ale kiedy funkcjonujesz na trzech godzinach snu, bierzesz, co dają.

Jeśli jesteś właśnie w fazie wicia gniazda i kupujesz malutkie ubranka w burzy hormonów, gorąco polecam sprawdzić szerszą kolekcję ubranek z bawełny organicznej Kianao, zanim przypadkowo kupisz dwadzieścia syntetycznych pajacyków, w których twoje dziecko będzie pocić się jak maratończyk.

Silne imiona, które brzmią nieco przerażająco

Jeśli nie kręcą cię kwiaty, drugą ścieżką z literą V jest siła. Victoria to oczywisty wybór, ponadczasowy łaciński klasyk oznaczający zwycięstwo, chociaż niesie ze sobą ogromne brzemię – brzmi jak ktoś, kto pewnego dnia zażąda od ciebie prasowania swoich szkolnych skarpetek. Jest też Valerie, wywodzące się od waleczności, i Valentina, co oznacza siłę i zdrowie.

Strong names that sound vaguely terrifying — The Great 3AM Hunt for Baby Girl Names Starting With V

Pewnego ranka przy śniadaniu zaproponowałem żonie Valentinę. Zwróciłem uwagę, że Walentina Tierieszkowa była pierwszą kobietą w kosmosie, co czyni ją fenomenalną patronką. Moja żona spojrzała na mnie znad swojej bezkofeinowej herbaty i spokojnie zauważyła, że czterosylabowe imię dla dziecka, na które nieuchronnie trzeba będzie krzyczeć z drugiego końca zatłoczonego supermarketu, to logistyczny koszmar. Powiedzenie „Va-len-ti-na, odłóż ten mrożony groszek” zajmuje zbyt dużo czasu.

Przez chwilę lobbowałem za imieniem Valkyrie, głównie dlatego, że pomysł nazwania córki po mitologicznych nordyckich wojowniczkach prowadzących zmarłych do Walhalli bardzo spodobał się mojemu pozbawionemu snu mózgowi, ale żona zagroziła, że zamknie mnie na balkonie, jeśli jeszcze raz o tym wspomnę. Velmę odrzuciłem w ułamku sekundy, bo niezależnie od tego, jak bardzo próbowałbyś odczarować to imię, twoje dziecko i tak będzie brzmiało, jakby właśnie zgubiło okulary w nawiedzonym domu, szukając Scooby-Doo.

Szpitalna tablica i incydent z »baby g«

Sam poród był zlepkiem jaskrawych świateł, paniki i pikających maszyn. Kiedy wreszcie dotarliśmy na oddział poporodowy, przepracowana pielęgniarka nagryzmoliła „Bliźniak A” i „Baby G” na tablicy suchościeralnej nad plastikowymi łóżeczkami. Do dziś nie mam zielonego pojęcia, dlaczego pominęła pięć liter alfabetu przy drugim z bliźniąt. Może długopis jej się omsknął, a może po prostu spojrzała na tę malutką, czerwoną ze złości twarz i uznała, że ma w sobie silną energię na literę G.

Przez trzy dni, podczas gdy moja żona wracała do sił, błąkałem się po korytarzach, lulając opatulone zawiniątko, do którego mówiliśmy wyłącznie „baby g”. To było przypadkowe przezwisko, które przylgnęło do niej na tygodnie, nawet po tym, jak ostatecznie wypełniliśmy dokumenty w urzędzie i oficjalnie daliśmy jej na imię Vera.

Vera to powrót do stylu retro. Oznacza prawdę po łacinie i wiarę po rosyjsku, a szczyt popularności osiągnęło gdzieś w okolicach 1910 roku. To zdecydowanie imię w stylu „babciowym”, co jest teraz wielkim trendem. Jest coś niesamowicie zabawnego w patrzeniu na trzykilogramowego noworodka, który nie potrafi utrzymać własnej głowy, i zwracaniu się do niego imieniem, które brzmi, jakby zaraz miał nalewać sherry i narzekać na przeciąg.

Absolutna panika przy sprawdzaniu inicjałów

Jedną rzeczą, przed którą nikt cię nie ostrzega, gdy wybierasz imię dla dziewczynki, jest przerażający test akronimów. Nieważne, jak piękne jest imię, jeśli po połączeniu z drugim imieniem i nazwiskiem tworzy coś okropnego.

The absolute panic of checking the initials — The Great 3AM Hunt for Baby Girl Names Starting With V

W przypadku imion na literę V to niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku. Jeśli jej drugie imię zaczyna się na A, a twoje nazwisko na N, jej inicjały to V.A.N. Jeśli twoje nazwisko zaczyna się na T, wyjdzie V.A.T., a nikt nie chce nazwać dziecka od podatku od towarów i usług. Spędziliśmy bitą godzinę, rozpisując permutacje na odwrocie rachunku za prąd, żeby upewnić się, że nie skazujemy niechcący naszych córek na lata udręki w szkole średniej.

Vera, w przeciwieństwie do swojej siostry, jest bardzo metodyczna. Nie biega w kółko; siedzi w kącie i po cichu analizuje integralność strukturalną salonu. Kupiliśmy jej miękkie klocki sensoryczne dla niemowląt od Kianao. Są w porządku. To klocki. Robią dokładnie to, co klocki powinny robić – wprowadzają kształty i kolory, podczas gdy ona rzekomo rozwija wczesne umiejętności logiczne. Ale absolutnie najlepszą rzeczą w nich – i jedynym powodem, dla którego nie wyleciały jeszcze przez okno – jest to, że są wykonane z miękkiej gumy. Kiedy o piątej rano w ciemnym salonie z kubkiem kawy w ręku nieuchronnie na któryś nadepnę, ugina się on pod moją piętą, zamiast wbijać się w stopę jak plastikowy kolczatka. Dla rodzica to właśnie definicja luksusowego designu.

Co położna środowiskowa mamrotała pod nosem o zębach

Nadanie dziecku eleganckiego i wyrafinowanego imienia, takiego jak Vivienne czy Vega, jest świetnym pomysłem, dopóki nie skończy sześciu miesięcy i nie zmieni się w dzikie, śliniące się stworzenie, opętane bólem własnej czaszki. Ząbkowanie to sposób, w jaki natura karze cię za to, że przeżyłeś fazę noworodkową.

Nasza położna, starsza kobieta, która wyglądała, jakby w swoim życiu widziała już tysiące wrzeszczących dzieci i nasze nie robiło na niej żadnego wrażenia, wybełkotała coś mgliście o wczesnym wyrzynaniu się zębów powodującym tymczasowy dyskomfort i zasugerowała, żebyśmy to po prostu przeczekali. Strona 47 poradnika dla rodziców sugeruje zachować spokój i cicho im śpiewać, co uznałem za wybitnie bezużyteczne, gdy Vera krzyczała z częstotliwością, która sprawiała, że nasz pies chował się pod kanapę.

Nie do końca rozumiem naukowe powody, dla których ich dziąsła tak bardzo się zapalają, głównie dlatego, że przesypiam połowę wyjaśnień, ale wiem na pewno, że potrzebujesz fizycznych barykad, by powstrzymać je przed zjedzeniem twoich mebli. Gryzak Panda od Kianao stał się naszym kołem ratunkowym. Został wykonany z silikonu spożywczego, co daje uspokajające poczucie bezpieczeństwa, ale co ważniejsze, ma te wszystkie małe, różnoteksturowe wypustki, o które Vera mogła agresywnie pocierać przednimi dziąsłami przez długie godziny. Możesz wrzucić go do lodówki, by go schłodzić, co najwyraźniej łagodzi ból, ale szczerze mówiąc, byłem po prostu zachwycony, że żuje pandę, a nie drewniane nogi naszego stołu w jadalni.

Dziwna prawda o wybieraniu

Koniec końców, polowanie na imiona dla dziewczynek to syzyfowa praca, bo w końcu imię po prostu stapia się z dzieckiem. Spędzasz miesiące na debacie nad fonetycznym brzmieniem Violet kontra Viola, martwisz się o kulturowe implikacje powracających imion retro i stresujesz symetrią imion rodzeństwa. A potem przychodzą na świat, całe w płynach ustrojowych i krzyczące, a w ciągu tygodnia imię, nad którym tak się głowiłeś, staje się jedynie dźwiękiem, jaki z siebie wydajesz, kiedy musisz powstrzymać je przed zjedzeniem kolejnej garści ziemi z ogródka.

Jeśli właśnie wpatrujesz się w swój własny arkusz kalkulacyjny w środku nocy, próbując zważyć wartość litery V w Scrabble z ryzykiem brzmienia pretensjonalnie – po prostu zamknij laptopa. Wyjdź na zewnątrz, wypowiedz to imię głośno w pustkę, a jeśli nie poczujesz zażenowania – znalazłeś to właściwe.

A jeśli przygotowujesz się na chaos związany z nowym członkiem rodziny, zrób sobie przysługę i załatw praktyczne sprawy, zanim uderzy niedobór snu. Sprawdź ekologiczne akcesoria dla niemowląt od Kianao, żebyś nie musiał w panice zamawiać rzeczy o czwartej rano jedną ręką, jednocześnie drugą trzymając płaczące niemowlę.

Niewygodne pytania o nadawanie imienia człowiekowi

Dlaczego imiona na V nagle są wszędzie?
Bo w tajemnicy przed światem wszyscy próbujemy się nawzajem przebić. Całe pokolenie milenialsów zdało sobie sprawę, że imiona takie jak Sarah i Jessica są zbyt powszechne, ale jednocześnie przeraża nas wymyślanie imion brzmiących jak hasło do Wi-Fi. Imiona na V to złoty środek – brzmią jak rodowy majątek i urok dawnych lat, ale statystycznie są na tyle rzadkie, że możesz poczuć się, jakbyś odkrył jakąś wielką tajemnicę.

Czy dopasowane imiona dla bliźniąt to beznadziejny pomysł?
Tak, absolutnie. Nie róbcie tego. Jeśli dacie swoim dzieciom na imię Valentina i Valeria, resztę życia spędzicie potykając się o własny język z nerwów. Chcecie imion, które ładnie obok siebie wyglądają na zaproszeniu ślubnym, a nie takich, które brzmią jak nazwa kancelarii prawniczej. Violet i Vera się sprawdzają, bo dzielą tę samą literę, ale mają zupełnie inny układ samogłosek, co oznacza, że mogę krzyknąć za jedną przez cały park bez obawy, że druga mnie zignoruje.

Co zrobić, jeśli inicjały tworzą coś okropnego?
Zmieniasz drugie imię albo godzisz się z tym, że twoje dziecko będzie lekko dręczone w siódmej klasie. Tu nie ma kompromisów. Zapisz inicjały wielkimi literami, zapisz małymi i powiedz na głos. Jeśli układają się w nazwę płynu ustrojowego, urzędu skarbowego lub partii politycznej, wracaj do deski kreślarskiej.

Czy imiona w stylu retro brzmią zbyt staro dla noworodka?
Przez jakieś trzy dni, tak. Mówienie 'Vivienne' na malutkiego noworodka z pomarszczoną jak śliwka twarzą wydaje się lekko śmieszne, jakby zaraz miał poprosić o martini. Ale dzieci przerażająco szybko dorastają do swoich imion. Zanim skończą cztery miesiące, będzie to brzmiało zupełnie naturalnie, a w drugim roku życia nie będziesz mógł sobie wyobrazić, że mogłyby nazywać się inaczej.

Jak szczerze zgodzić się co do imienia, by przy okazji nie wziąć rozwodu?
Idziecie na kompromis z czystego wyczerpania. Jedno z was będzie się upierać przy imieniu mitologicznego nordyckiego wojownika, drugie zechce czegoś tradycyjnego, aż w końcu, w 38. tygodniu ciąży, będziecie oboje tak potwornie zmęczeni, że idealnie urocze, normalne imię w stylu Violet zabrzmi jak podpisanie traktatu pokojowego. Po prostu napiszcie je na tablicy w szpitalu i odmówcie dalszej dyskusji na ten temat.