Była 3:14 nad ranem. Miałam na sobie spodnie do jogi z tajemniczą, zaschniętą plamą po jogurcie na lewym udzie i za duży t-shirt, który należał do mojego męża, Dave'a. Niosłam na rękach moją 11-miesięczną wtedy córkę Mayę, która właśnie ząbkowała i była z tego powodu wściekła, a w drugiej dłoni balansowałam letnim kubkiem wczorajszej kawy. Krążyłyśmy po ciemnym salonie.

I wtedy na to nadepnęłam.

Plastikowy, zasilany na baterie, agresywnie kolorowy sorter kształtów. Moja pięta wylądowała prosto na żółtej plastikowej gwiazdce. Natychmiast przez cichy dom przedarł się demoniczny, robotyczny głos: "JESTEM WESOŁĄ GWIAZDKĄ! HURRA!", po którym nastąpiła kanonada stroboskopowych świateł i syntetyczny beat techno. Maya zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej. Dave krzyknął coś z sypialni. Moja stopa pulsowała z bólu. Dosłownie wykopałam ten plastikowy sorter przez cały pokój, rozlewając przy tym zimną kawę na dywan.

To był dokładnie ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że moje całe podejście do zabawek dla dzieci było absolutnie i całkowicie do bani.

Migający, plastikowy koszmar

Na początku myślałam, że więcej znaczy lepiej. Wiecie, że jeśli zabawka nie śpiewa alfabetu w trzech różnych językach i nie miga jak kasyno w Las Vegas, to tak naprawdę nie jest edukacyjna. Byłam mamą po raz pierwszy, absolutnie przerażoną tym, że zrujnuję rozwój poznawczy mojego dziecka, więc kupowałam najbardziej skomplikowane plastikowe sortery kształtów, jakie tylko mogłam znaleźć. Mówię tu o monstrualnych tworach z dwunastoma różnymi otworami. Pięciokąty, sześciokąty, ośmiokąty, jakieś dziwne trapezy.

Maya tego nienawidziła. Siedziała tam, trzymając plastikowy trapez, próbując wcisnąć go w otwór na gwiazdkę, a kiedy to nie działało, po prostu się frustrowała i rzucała nim w psa.

Myślałam, że zostaje w tyle. Dave siadał z nią na podłodze w weekendy, próbując "nauczyć" ją różnicy między pięciokątem a sześciokątem. "Spójrz, Maya, policz boki", mówił, poprawiając okulary, do niemowlaka, który głównie próbował żuć jego zegarek. To było niedorzeczne. Całkowicie omijaliśmy sedno tego, jak dzieci tak naprawdę się uczą.

Co tak naprawdę powiedział mój lekarz

Na wizycie kontrolnej u 12-miesięcznej Mayi zatargałam jedno z tych plastikowych potworności do gabinetu, żeby odwrócić jej uwagę. Doktor Aris, nasz lekarz, który widział mnie płaczącą z powodu wszystkiego – od odparzeń pieluszkowych po papkę z groszku – patrzył, jak Maya naciska przycisk wywołujący piętnastosekundowy, muzyczny pokaz świateł. Ona po prostu tam siedziała, wpatrując się tępym wzrokiem w światełka.

Delikatnie odsunął zabawkę na bok i wręczył jej drewnianą szpatułkę.

Od niechcenia wspomniał, że zabawki, które robią wszystko za dziecko – śpiewają, migają, poruszają się – tak naprawdę odbierają mu szansę na zabawę. Nazwał to "przyczyną i skutkiem". Kiedy zabawka miga tylko dlatego, że się jej dotknie, daje to dziecku tani strzał dopaminy bez konieczności realnego rozwiązywania problemów. Zasadniczo niszczy to ich i tak krótką zdolność skupienia uwagi. Potem zaczął mówić o chwycie pęsetowym, czyli tym, jak niemowlęta uczą się używać razem kciuka i palca wskazującego. Wspomniał, że mięśnie nadgarstka, które rozwijają w wieku jednego roku, to dokładnie te same mięśnie, których będą potrzebować do malowania i pisania, gdy pójdą do przedszkola.

Jego rada była do bólu prosta. Powiedział mi, żebym pozbyła się baterii i kupiła tradycyjną, drewnianą układankę (Steckspiel). Zwykłe drewniane pudełko z otworami. Maksymalnie cztery kształty. Żadnych światełek. Żadnych dźwięków. Tylko drewno i fizyka.

Drewno i tak brzmi lepiej

Poszłam więc do domu, wrzuciłam ten nieszczęsny sorter z gwiazdką techno do pojemnika na dary i zamówiłam moją pierwszą prawdziwą, drewnianą układankę wtykową. Zmiana była niesamowita. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam po jej otwarciu, były wrażenia dotykowe. Była ciężka. Solidna. Kiedy wzięło się do ręki drewniany kwadrat, czuć było, że jest to konkretny przedmiot.

Ale najlepszą rzeczą była odpowiedź akustyczna. Kiedy Mayi w końcu udało się wrzucić kółko z litego drewna bukowego do otworu, wydało ono to głęboko satysfakcjonujące, głuche stuknięcie. Drewno uderzające o drewno. To nie był zsyntetyzowany okrzyk, to był po prostu naturalny dźwięk działającej fizyki. Zatrzymała się, spojrzała na pudełko i zachichotała. Zrobiła to znowu. Stuk. Siedziała tam przez równe dwadzieścia minut – to całe życie dla roczniaka – po prostu wrzucając kształty i słuchając dźwięku.

Jeśli obecnie toniecie w morzu głośnego plastiku i chcecie odzyskać estetykę swojego salonu oraz zdrowy rozsądek, naprawdę powinniście przejrzeć drewniane zabawki Kianao, ponieważ ta zmiana szczerze obniżyła mi ciśnienie.

Cała ta obsesja na punkcie toksycznych farb

Okej, muszę porozmawiać o farbach. Bo kiedy zaczęłam kupować drewniane zabawki, wpadłam w niezłą, nocną króliczą norę, czytając, czym tak naprawdę są pokryte. Niemowlęta biorą do buzi WSZYSTKO. Maya przez trzy tygodnie używała kwadratowego klocka jako smoczka. Leo, moje drugie dziecko, aktywnie gryzł swoje klocki do sortowania jak szczeniak golden retrievera.

The whole toxic paint obsession — My chaotic journey to the perfect Holz Steckspiel toy

Nauczyłam się takiego niemieckiego słowa: speichelfest. Oznacza odporny na ślinę. Dosłownie nie wiedziałam, że to rzecz, o którą powinnam się martwić, zanim miałam dzieci. Ale jeśli kupujecie tanie, jaskrawo pomalowane drewniane zabawki od podejrzanych internetowych mega-sprzedawców, ta farba odpadnie w ułamku sekundy po kontakcie z kwasową śliną waszego dziecka. A potem ją połkną. To przerażające. Te tanie rzeczy to zazwyczaj drewno prasowane, co oznacza, że jest połączone jakimiś dziwnymi klejami i rozwarstwia się, gdy jest mokre. Drzazgi w ustach dziecka! O Boże, na samą myśl o tym oblewają mnie poty.

Właśnie dlatego musicie absolutnie szukać rzeczy, które spełniają normę DIN EN 71. Brzmi to jak nudny formularz podatkowy, ale jest to europejski standard bezpieczeństwa, który gwarantuje, że zabawka nie otruje waszego dziecka ani nie spowoduje zadławienia małym elementem. Prawdziwe, ekologiczne drewniane zabawki są barwione wodnymi lazurami i wykończone olejami roślinnymi oraz woskiem pszczelim, więc możecie pozwolić dzieciom gryźć drewniany trójkąt aż padną ze zmęczenia, bez napadów paniki.

Etapy wkładania rzeczy do otworów

Kiedyś myślałam, że zabawki do sortowania są tylko dla maluchów, ale to, w jaki sposób się nimi bawią, niesamowicie ewoluuje. To naprawdę fascynujące, jeśli tylko usiądziesz i poobserwujesz, zamiast na siłę uczyć ich, czym jest ośmiokąt.

  • 10 do 12 miesięcy: To era czystej "przyczyny i skutku". Chcą po prostu patrzeć, jak rzeczy znikają w pudełku. W 90% przypadków nie trafią w otwór. Nic nie szkodzi.
  • 18 miesięcy: Wtedy sprawy przybierają poważny obrót. Zaczynają naprawdę dopasowywać kształty i kolory. To również moment, w którym ogromnym hitem stają się drewniane przebijanki (Stecktafeln).
  • 2 do 3 lat: Etap zabawy otwartej (open-ended play). Myślisz, że wyrosły z sortera? Wcale nie. Leo ma teraz cztery lata i używa drewnianych kształtów ze swojego starego pudełka do sortowania jako udawanego jedzenia dla plastikowych dinozaurów albo układa je w dziwaczne, chwiejne wieże na stoliku kawowym.

Moje ulubione pudełko z klockami

Ostatecznie stanęło na solidnym, drewnianym sorterze kształtów od Kianao i w tym momencie jest to w zasadzie nasza pamiątka rodowa. Przetrwał zrzucenie go przez Mayę ze schodów. Przetrwał pozostawienie go przez Leo na dworze w błocie przez dwa dni. Ma tylko podstawowe kształty – koło, kwadrat, trójkąt, prostokąt – a to jest DOKŁADNIE to, czego wam potrzeba. Zbyt wiele kształtów powoduje tylko płacz i frustrację.

Obserwując, jak pracują ich mózgi

Była taka faza, kiedy Leo miał około półtora roku, bawił się swoją drewnianą układanką i ciągle zmieniał ręce. Podnosił walec lewą ręką, przekładał do prawej, próbował włożyć go do dziurki, frustrował się i zmieniał z powrotem na lewą.

Watching their brains work — My chaotic journey to the perfect Holz Steckspiel toy

Dave, oczywiście, był przekonany, że Leo zostanie leworęcznym genialnym miotaczem i zaczął mówić o stypendiach na baseball. Ja po prostu agresywnie wygooglowałam "czy to normalne, że maluch zmienia ręce". Doktor Aris w końcu wytłumaczył mi, że dokładnie w ten sposób naturalnie kształtuje się stronność. Gdzieś pomiędzy 12. a 36. miesiącem życia ich mózg dosłownie decyduje, która strona dominuje. Powiedział mi, żebym go po prostu obserwowała i pod żadnym pozorem go nie poprawiała ani nie zmuszała do używania konkretnej ręki. Koncentracja wymagana do manipulowania tymi małymi drewnianymi klockami w naturalny sposób wydobywa na jaw, czy dziecko jest lewo- czy praworęczne.

Ta, która wygląda pięknie, ale doprowadza mnie do szału

Będę z wami całkowicie szczera. Nie każda drewniana układanka to dla rodziców same tęcze i jednorożce. Mamy taką absolutnie przepiękną tęczową układankę z kołkami. Wygląda olśniewająco na półce w dziecięcym pokoju. Kolory są piękne. Leo uwielbia zsuwać drewniane krążki na pionowe kołki. To fantastyczne ćwiczenie dla mięśni jego małych nadgarstków.

Ale te krążki? One się toczą. Toczą się tak szybko i tak daleko. Spędzam około 30% mojego życia na czworakach z latarką w ręku, próbując wyłowić drewniany, niebieski krążek spod kanapy w salonie, starając się przy tym nie dotykać kłębków kurzu. To świetna zabawka, kołki są super stabilne i bezpieczne, więc nie zrobi sobie krzywdy, jeśli się o nią potknie, ale rany, te krążki doprowadzają mnie do szału.

Jak nie zniszczyć drewna

Tak czy inaczej, po prostu przetrzyjcie klocki lekko wilgotną ściereczką, jeśli staną się brudne i lepkie od rączek malucha, i absolutnie nigdy nie namaczajcie ich w zlewie ani nie wygotowujcie, chyba że chcecie zniszczyć strukturę drewna i całkowicie je rozwarstwić.

Jeśli jesteście gotowi przestać potykać się o głośne, plastikowe śmieci w środku nocy, zróbcie sobie przysługę i przejrzyjcie edukacyjne, drewniane opcje w Kianao, znajdźcie coś prostego i pięknego, i w końcu popatrzcie, jak wasze dziecko potrafi się skupić.

Kilka kłopotliwych pytań, które pewnie wam się nasuwają

Ile kształtów powinien mieć pierwszy drewniany sorter?
Szczerze mówiąc, cztery. Maksymalnie pięć. Jeśli kupisz jedną z tych kostek z 14 różnymi kształtami, twój roczniak po prostu się wkurzy i będzie płakać. Trzymajcie się podstaw – koło, kwadrat, trójkąt. One dopiero rozgryzają geometrię, nie zmuszajcie ich do wyższej matematyki.

Czy mogę umyć te drewniane klocki w zlewie?
NIE. Nie zanurzajcie ich pod wodą! Całkowicie zrujnowałam piękny drewniany gryzak, kiedy Maya była mała, ponieważ wrzuciłam go do wrzącej wody, myśląc, że jestem dobrą, dbającą o higienę mamą. Drewno napęczniało, wykończenie zeszło i w dotyku przypominał papier ścierny. Używajcie tylko wilgotnej szmatki. Drewno ma zresztą naturalne właściwości antybakteryjne.

Jaki wiek jest najlepszy na układankę (Steckspiel)?
Możecie wprowadzić naprawdę podstawowy sorter około 10. do 12. miesiąca życia, kiedy dzieci potrafią już pewnie i samodzielnie siedzieć. Nie oczekujcie jednak, że będą poprawnie trafiać kształtami w odpowiednie dziurki, dopóki nie zbliżą się do 15. lub 18. miesiąca. Wcześniej po prostu eksplorują koncepcję grawitacji i robią hałas.

Czy to normalne, że moje dziecko po prostu rzuca klockami?
Tak, o mój Boże, tak. Maya przez okrągły miesiąc używała swoich klocków jako pocisków. To po prostu kolejna forma przyczyny i skutku (przyczyną jest rzut klockiem, skutkiem jest mama krzycząca "Ał!"). Po prostu delikatnie przekierowujcie ich uwagę z powrotem na pudełko. To minie.

Co, jeśli mój maluch włoży kołki do buzi?
Na 100% włoży je do buzi. Właśnie dlatego musicie kupować wysokiej jakości zabawki z litego drewna, pomalowane odpornymi na ślinę (speichelfest) farbami na bazie wody. Jeśli kupicie tanie rzeczy, zjedzą łuszczącą się farbę. Jeśli kupicie te dobre, zyskają po prostu bardzo drogi, bardzo bezpieczny, drewniany smoczek na kilka miesięcy.