Właśnie patrzę, jak lity świerk sitkajski wart jakieś trzysta pięćdziesiąt funtów jest używany jako taran przeciwko mojemu stolikowi kawowemu z Ikei. Moje córeczki bliźniaczki, które dysponują łączną siłą rażenia małego, lokalnego tornada, odkryły, że jeśli chwycisz gryf gitary akustycznej i weźmiesz odpowiedni zamach, instrument wyda niezwykle satysfakcjonujący głuchy dźwięk przy uderzeniu w płytę wiórową.
To moja wina. Sam się o to prosiłem.
Kupiłem gitarę Baby Taylor. To instrument akustyczny w rozmiarze 3/4. Jako cierpiący na permanentny brak snu ojciec dwulatek, zobaczyłem w nazwie produktu słowo "baby" i w moim mózgu (niegdyś mózgu dziennikarza) nastąpiło całkowite zwarcie. Miałem przed oczami iście filmową, kompletnie oderwaną od rzeczywistości wizję naszych przyszłych weekendów. Wyobrażałem sobie, jak siedzę na dywanie z moją pełnowymiarową gitarą akustyczną, a dziewczynki siedzą naprzeciwko mnie ze swoją malutką, idealnie proporcjonalną wersją mini. I jak wszyscy razem cicho brzdąkamy jakiś indie-folkowy hymn, podczas gdy popołudniowe słońce wpada przez wykuszowe okno naszego londyńskiego mieszkania.
Czego nie wziąłem pod uwagę w tej żenująco hipsterskiej fantazji, to fakt, że maluch nie brzdąka. Maluch uderza.
No i proszę. Jesteśmy tu. Gorączkowo wyrywam pięknie wykonaną gitarę akustyczną ze stalowymi strunami z lepkich rączek, zanim pęknie na pół, i piszę to, żeby was ostrzec. Jeśli zastanawiasz się nad zakupem wysokiej klasy gitary podróżnej jako pierwszego instrumentu dla małego dziecka, musisz zderzyć się z brutalną rzeczywistością.
Stalowe struny, które tną jak drut
Pozwólcie, że przez chwilę ponarzekam na stalowe struny, bo to największa przeszkoda, o której nikt was nie ostrzega, gdy kupujecie dziecku prawdziwą gitarę. Baby Taylor to z krwi i kości, profesjonalny instrument. Nie jest to plastikowa zabawka z supermarketu, która po naciśnięciu migającego na czerwono guzika wygrywa mechaniczną melodyjkę.
Ponieważ to prawdziwa gitara akustyczna, jest wyposażona w stalowe struny. Wcisnęliście kiedyś niezabezpieczony opuszek palca w napięty, cienki stalowy drut pod obciążeniem kilkudziesięciu kilogramów? To potworny ból.
Dorośli, którzy uczą się grać, muszą przetrwać około miesiąca pęcherzy i bólu, dopóki na ich opuszkach nie utworzą się zrogowacenia, a my jakimś cudem oczekujemy, że dziecko po prostu to zniesie. Mój kumpel Dave, który uczy muzyki od dekady i ma cierpliwość anioła, powiedział mi przy piwie, że wciśnięcie fabrycznie ustawionej gitary akustycznej w ręce dziecka poniżej siódmego roku życia to w zasadzie gwarancja, że zrezygnuje po trzech dniach. Dzieci po prostu nie mają jeszcze odpowiedniej opuszki, a sam nacisk potrzebny do czystego zagrania dźwięku jest bezlitosny.
Jeśli absolutnie upieracie się, by kupić taką gitarę starszemu dziecku, które faktycznie jest gotowe na lekcje, musicie od razu zanieść ją do lutnika (pachnącego delikatnie paczulą), aby obniżył akcję strun i wymienił te fabryczne na wersję "silk and steel" (jedwabno-stalowe), które nie pokroją od razu ich maleńkich paluszków w paski.
Jeśli chodzi o dołączony pokrowiec – to po prostu miękki, materiałowy plecak, który zapewnia mniej więcej taką samą ochronę konstrukcji, co wilgotny ręcznik papierowy, gdy trzynastokilogramowe dziecko postanowi użyć go jako trampoliny.
Krótka lekcja motoryki małej i... hummusu
Ubrałem dziewczynki na nasz wielki, muzyczny debiut w salonie – tak przynajmniej zakładałem. Miały na sobie pasujące Niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej. Kupiłem je głównie dlatego, że nasza pani pediatra wzbudziła we mnie paranoję na punkcie materiałów syntetycznych, które rzekomo podrażniają ich skórę (choć szczerze mówiąc, jestem niemal pewien, że to nieustannie rozsmarowywany jogurt i ślina są główną przyczyną ich wysypek). Te body są świetne. To w gruncie rzeczy po prostu bardzo elastyczne koszulki, które całkiem nieźle znoszą pranie w 60 stopniach po "makaronowej katastrofie". Nie sprawiają magicznie, że wasze dziecko prześpi całą noc, ale zatrzaski na dole są na tyle mocne, że wytrzymują, gdy w panice rozrywam je podczas pieluchowego "kodu czerwonego" o czwartej rano – a to właściwie wszystko, czego wymagam na tym etapie od ubrań.
W każdym razie, siedziały tam, wyglądając uroczo w swojej organicznej bawełnie, a ja wręczyłem im instrument. Maya od razu spróbowała zjeść klucze do strojenia.
Podczas ostatniej wizyty w przychodni – w momencie, gdy lekarka agresywnie zdrapywała coś, co okazało się zaschniętym hummusem z kolana Chloe, by sprawdzić podejrzanie wyglądającego siniaka – mimochodem wspomniała, że zręczność i motoryka mała, niezbędne do oddzielnego ułożenia trzech palców na trzech różnych strunach, by stworzyć akord, w pełni rozwijają się dopiero w szkole podstawowej. Spróbujcie to pojąć. Ich małe mózgi wciąż próbują wymyślić, jak skutecznie wmanewrować łyżkę owsianki do buzi bez wydłubania sobie oka, a ja oczekiwałem, że opanują mechanikę gryfu w akordzie e-moll.
Co faktycznie sprawdza się na tym etapie
Po wyrwaniu im gitary i ukryciu jej na najwyższej półce mojej szafy (gdzie spoczywa do dziś, powoli rozstrajając się w ciemności), potrzebowałem czegoś, co odwróci ich uwagę. Wyciągnąłem Miękkie klocki sensoryczne dla niemowląt.

Te klocki to prawdopodobnie jedyna rzecz, która aktualnie trzyma mnie przy zdrowych zmysłach, i uwielbiam je wyłącznie z powodów surwiwalowych. Są zrobione z bardzo miękkiej, gąbczastej gumy. Oznacza to, że kiedy Maya w nieunikniony sposób decyduje się wystrzelić klocek z numerem 4 prosto w moją skroń z bliskiej odległości, tylko dlatego, że miałem czelność pokroić jej porannego tosta w trójkąty zamiast w kwadraty, klocek po prostu niegroźnie odbija się od mojego nosa, zamiast posłać mnie na SOR ze wstrząśnieniem mózgu.
Mają na sobie małe cyferki i symbole zwierząt, co podobno jest genialne dla wczesnego rozwoju poznawczego i logicznego myślenia, ale ja najbardziej doceniam to, że mogę na nie stanąć boso w ciemności bez wykrzykiwania słów, które moje dzieci następnego dnia powtarzałyby w żłobku. A do tego delikatnie piszczą przy ściśnięciu, co jest jedynym akustycznym występem, jakiego uświadczymy w tym mieszkaniu w przewidywalnej przyszłości.
Jeśli rozpaczliwie próbujecie znaleźć zabawki, które nie zrujnują waszych mebli ani czaszki, możecie przejrzeć naszą kolekcję miękkich zabawek i artykułów sensorycznych tutaj.
Drewno wymaga pielęgnacji (a ja ledwo jestem w stanie zadbać o siebie)
Oto kolejna rzecz o wysokiej klasy instrumentach akustycznych, którą broszury marketingowe skrzętnie przemilczają: są one w zasadzie jak delikatne, kapryśne rośliny doniczkowe.
Gitara Baby Taylor ma wierzch z litego drewna, zazwyczaj świerku lub mahoniu. Brzmi wspaniale, emitując zaskakująco ciepły ton dzięki lekko wypukłemu tyłowi z warstwowego drewna sapele. Ale lite drewno jest bardzo podatne na zmiany wilgotności. Jeśli powietrze staje się zbyt suche, drewno kurczy się i pęka dokładnie na środku.
Żyjąc w Londynie, moje mieszkanie jest w listopadzie wilgotną, pełną przeciągów jaskinią, albo w styczniu sauną suchą na pieprz, gdy kaloryfery grzeją na pełnej mocy. Z założenia powinno się kupić specjalistyczny nawilżacz gąbkowy, nasączać go wodą destylowaną i co kilka dni zawieszać wewnątrz otworu rezonansowego gitary, aby drewno było odpowiednio nawilżone.
Ja ledwo pamiętam o tym, żeby samemu wypić szklankę wody. Przeżywam na zimnej kawie i zjedzonych resztkach niedojedzonych kanapek moich córek. Ostatnią rzeczą, na którą mam jeszcze moce przerobowe, jest pilnowanie, czy maleńka gitara jest odpowiednio "nawilżona".
Duch minionych zabaw
Patrzenie na gitarę ukrytą w szafie budzi we mnie głęboką nostalgię za pierwszymi miesiącami ich życia – czasami, kiedy "zabawa" nie oznaczała dla mnie roli żołnierza sił pokojowych ONZ. Zanim zaczęły się przemieszczać, mieliśmy Drewniany stojak edukacyjny rozstawiony na dywanie w kącie.

Była to piękna, prosta drewniana konstrukcja w kształcie litery A z kilkoma zwisającymi zwierzaczkami i geometrycznymi kształtami. Wystarczyło położyć dziecko pod spodem, a ono sobie po prostu leżało, całkowicie zafascynowane, od czasu do czasu machając malutką piąstką w stronę drewnianego słonia. Nie wymagało to strojenia. Nie niosło ryzyka uszkodzenia konstrukcji mieszkania. Żadnych krwawiących palców. Po prostu czysta, cicha stymulacja rozwojowa. Nie zdawałem sobie sprawy, jak dobrze mi było, dopóki nie nauczyły się chodzić.
Kompromis z nylonowymi strunami
Więc z czym nas to zostawia?
Gitara 3/4 to wyjątkowy kawałek inżynierii muzycznej. Jeśli jesteś dorosłym, który szuka gitary podróżnej, żeby wrzucić ją do bagażnika, albo masz wysoce zmotywowanego dziewięciolatka, który wyrósł już ze swojego pierwszego instrumentu – to genialna inwestycja, która dobrze trzyma strój i brzmi znacznie potężniej, niż sugerują jej wymiary.
Ale dla maluchów? Absolutnie nie. Dla przedszkolaków? Szkoda pieniędzy. Jeśli uparliście się, żeby wcisnąć instrument w ręce cztero- lub pięciolatka, całkowicie odpuśćcie sobie stalowe struny. Kupcie mu tanie plastikowe ukulele z nylonowymi strunami. Nylon jest miękki, nie wymaga ogromnej siły palców, a gdy w nieunikniony sposób zrzucą je ze schodów, nie będziecie opłakiwać straty finansowej.
Moje wielkie marzenia muzyczne nie zostały całkowicie zniszczone, tylko odłożone w czasie. Podejrzewam, że ściągnę gitarę z szafy gdzieś tak w okolicach 2029 roku. A do tego czasu trzymamy się gumowych klocków i próbujemy dotrwać do pory snu bez większych zniszczeń mienia.
Gotowi na inwestycję w zabawki, które mają realny sens na waszym obecnym etapie rodzicielstwa? Odkryjcie naszą pełną gamę zabawek rozwojowych, które zostały stworzone z myślą o prawdziwym życiu z maluchami.
Pytania, które zadają mi inni żyjący w złudzeniach rodzice
Jaki wiek będzie faktycznie odpowiedni na gitarę Baby Taylor?
Szczerze mówiąc, o ile wasze dziecko nie jest licencjonowanym geniuszem, nie dałbym mu do rąk akustyka ze stalowymi strunami przed skończeniem co najmniej siedmiu lub ośmiu lat. Potrzebują wystarczającej siły w dłoniach i emocjonalnej dojrzałości, aby znieść początkowy fizyczny dyskomfort dociskania strun bez zalania się łzami.
Jakie struny założyć dla początkującego dziecka?
Nie zostawiajcie fabrycznych średnich (medium) strun, jeśli dziecko dopiero się uczy. Poproście w sklepie muzycznym o założenie strun typu "Silk and Steel". Mają one bardziej miękki rdzeń, co oznacza znacznie mniejsze naprężenie, dzięki czemu są nieskończenie przyjaźniejsze dla miękkich, delikatnych opuszków palców bez zrogowaceń.
Czy miękki pokrowiec zapewnia wystarczającą ochronę?
Jeśli tylko wrzucacie ją do bagażnika, żeby podjechać na lekcję – tak, taki "gig bag" jest w porządku. Jeśli jednak macie w domu maluchy, które traktują każdą płaską powierzchnię jako potencjalną trampolinę do skoków – nie. Miękki pokrowiec nie uchroni gryfu przed złamaniem, jeśli ktoś na niego nadepnie. Kupcie twardy futerał.
Jak usunąć lepkie ślady palców maluchów z drewna?
Unikajcie silnych środków chemicznych i płynów do mebli, ponieważ mogą one zniszczyć wykończenie gitary. Użyjcie po prostu lekko wilgotnej (nie mokrej) ściereczki z mikrofibry, by delikatnie zetrzeć zaschnięte plamy po jogurcie, a następnie od razu wytrzyjcie instrument do sucha suchą szmatką.





Udostępnij:
Dlaczego to, jak mówisz do niemowlaka, ma ogromne znaczenie
Drogi Marcusie z przeszłości: Ostrzeżenie przed aktualizacją systemu zwaną ząbkowaniem