Siedzę właśnie po uszy w drukowaniu etykiet wysyłkowych do mojego sklepu na Etsy, podczas gdy mój najmłodszy, Levi, toczy coś, co brzmi jak bardzo zacięta debata polityczna z wentylatorem sufitowym. Ma sześć miesięcy, jest całkowicie bez majtek, cały upaprany czymś, co mam nadzieję jest tylko słodkim ziemniakiem, i agresywnie krzyczy "gu-gu, ba-ba-ba, ga-ga" do kawałka kręcącego się plastiku. Jest głośno, panuje chaos i szczerze mówiąc, to dokładnie to, co powinno się teraz dziać.
Przy moim najstarszym synu – który ma teraz pięć lat i jest chodzącą przestrogą moich błędów z początków macierzyństwa – myślałam, że ten etap to po prostu urocze odgłosy w tle. Kiedy byliśmy w sklepie, wtykałam mu smoczek do buzi, bo nie chciałam być tą matką z głośnym dzieckiem w kolejce do kasy. O naiwności, nie miałam zielonego pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w jego małym móżdżku. Babcia zawsze mawiała, że głośny dom to mądre dziecko, a ja szczerze mówiąc zazwyczaj tylko przewracałam oczami, bo ta sama babcia twierdziła, że wcieranie whisky w dziąsła to świetny pomysł medyczny, ale okazuje się, że w kwestii mówienia miała trochę racji.
Cała ta youtubowa machina
Bądźmy ze sobą szczere, bo ta konkretna rzecz doprowadza mnie do szału. Jeśli tylko wyszukasz w sieci cokolwiek na temat mowy niemowląt lub gaworzenia, zostaniesz zbombardowana przez te agresywnie jaskrawe, przebodźcowujące filmiki na YouTube, które obiecują, że nauczą twoje dziecko mówić. Mówię o tych dziwnych, animowanych kanałach, gdzie neonowe kształty skaczą i piszczą do dziecka wygenerowane komputerowo bzdury. Dziewczyny, to jedna wielka ściema.
Kiedy jesteś śmiertelnie zmęczona, jedziesz na trzech godzinach snu i od dobrych kilku dni nie brałaś prysznica, posadzenie malucha przed ekranem wydaje się kwestią podstawowego przetrwania. Ale te ekrany nie uczą ich absolutnie niczego o ludzkiej mowie. Rysunkowy dinozaur nie zatrzyma się i nie uśmiechnie, gdy twoje dziecko wyda z siebie losowy dźwięk. Nie westchnie i nie powie: "O rany, naprawdę?". Wiecie, co uczy dziecko mówić? Prawdziwy, wykończony człowiek siedzący na podłodze i robiący do niego śmieszne, przerysowane miny podczas składania prania.
Przy pierwszych dwójce dzieci spędziłam zdecydowanie zbyt wiele czasu na poczuciu winy, że nie kupuję tych drogich pudełek subskrypcyjnych ani wymyślnych aplikacji, które rzekomo podnoszą IQ, podczas gdy wszystkim, czego moje dzieci naprawdę potrzebowały, było po prostu to, abym opowiadała im o moim nudnym codziennym życiu podczas gotowania obiadu. Poczucie winy z powodu czasu przed ekranem to ciężki temat w społeczności matek, ale porzucenie iPada i po prostu mówienie do malucha podczas krojenia cebuli jest całkowicie darmowe i naprawdę działa. Internet chce, żebyś myślała, że potrzebujesz magistra z wczesnego rozwoju dziecka, żeby rozmawiać z własnym maluchem. To bzdura stworzona tylko po to, żeby ci coś sprzedać.
Co lekarz mówił całkiem na poważnie o tym całym hałasie
Kiedy zabrałam Leviego na wizytę kontrolną, nasz pediatra powiedział mi, że całe to "gu-gu" i gaworzenie to po prostu gimnastyka strun głosowych. To nie są przypadkowe bańki ze śliny, to taki katalizator, który naturalnie zmusza nas, rodziców, byśmy odpowiadali im tym dziwnym, wysokim głosem, o którym przed posiadaniem dzieci wszyscy przysięgaliśmy, że nigdy go nie użyjemy. Nauka mówi, że kiedy mówimy jak idioci, dzieci naprawdę lepiej przyswajają język. Ma to sens, bo normalny, głęboki i monotonny głos mojego męża usypia Leviego w dokładnie cztery minuty.

Z tego, co rozumiem – a nie jestem żadnym ekspertem, po prostu przeczytałam ulotkę w poczekalni, próbując jednocześnie powstrzymać mojego starszaka przed lizaniem spodu krzesła – wszystko to dzieje się w dość chaotycznych etapach. Na początku po prostu pochrząkują i wzdychają jak mali staruszkowie narzekający na wilgotność. Około czwartego miesiąca zaczynają wydawać z siebie te wrzaski pterodaktyla, które potrafią rozbić kieliszek od wina, jeśli nie jesteś na nie gotowa. A potem, koło szóstego miesiąca, pojawiają się klasyczne, powtarzające się dźwięki, przez które w końcu brzmią jak stereotypowe bobasy z sitcomów z lat dziewięćdziesiątych.
Zanim skończą dziewięć miesięcy, zaczynają robić pauzy i zmieniać ton, więc to naprawdę brzmi, jakby opowiadały wysoce dramatyczną historię o tym, jak pies ukradł im skarpetkę. To niesamowite widzieć, jak łączą w jedną całość kompletne bzdury, jednocześnie używając tych samych ekspresyjnych gestów rąk, których ja używam, gdy narzekam mężowi na podatki od nieruchomości.
Rzeczy, które naprawdę pomagają (i te, które tylko ładnie wyglądają)
Jeśli chcesz zachęcić malucha do gaworzenia, nie potrzebujesz salonu pełnego plastikowych śmieci, które wymagają ośmiu baterii AA i grają tę samą piskliwą melodyjkę, dopóki nie masz ochoty spakować walizki i wyjechać w Bieszczady. Zauważyłam, że te proste, ciche rzeczy sprawdzają się najlepiej, bo zostawiają miejsce na prawdziwą rozmowę.
Moim absolutnym faworytem jest teraz Drewniana Grzechotka Sensoryczna i Gryzak z Misiem. Wiem, pewnie myślicie, że to tylko grzechotka, ale pozwólcie, że opowiem wam, dlaczego kocham tego małego wybawcę. Ma uroczą, wydzierganą na szydełku główkę misia na prostym kółku z surowego drewna. Kiedy Levi spędza swój codzienny czas na macie, po prostu trzyma to cudo przed twarzą, potrząsa nim i prowadzi pełnoprawną "ga-ga" rozmowę bezpośrednio z misiem. Daje mu to twarz, na której może się skupić i do której może gaworzyć, podczas gdy ja zyskuję dwie minuty na wypicie zimnej kawy. Co więcej, może to bezpiecznie wpychać prosto do buzi w połowie zdania, mój pies jeszcze tego nie zniszczył, a do tego nie wydaje to żadnych okropnych, elektronicznych dźwięków. Jest tego warte w stu procentach.
A teraz, ponieważ obiecałam, że zawsze będę mówiła wam samą prawdę, porozmawiajmy o Dziecięcym Body z Bawełny Organicznej. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę świetne ubranko. Materiał jest mega miękki i myślę, że bawełna organiczna jest super, jeśli wasze dziecko dostaje tych dziwnych czerwonych wysypek od taniego poliestru, jak moje średnie. Ale powiedzmy sobie szczerze, to po prostu body. Zakrywa pieluchę, dobrze się pierze (nie kurczy się do rozmiaru ubranek dla lalek), a napy nie wyrywają się, gdy o 3 w nocy walczysz ze wściekłym bobasem. Jest bardzo praktyczne i dobrze wykonane, ale nie nauczy w magiczny sposób twojego dziecka mówić po francusku ani przesypiać całych nocy. To po prostu dobre, solidne ubranko.
To, co naprawdę pomoże im mówić, to zapewnienie im bezpiecznego miejsca do leżenia podczas waszych interakcji. Rozłóżcie kocyk, a jeśli chcecie czegoś estetycznego, co nie krzyczy "w moim domu wybuchł żłobek", Drewniany Stojak Edukacyjny jest fantastyczny. Kładziecie ich pod nim, a one po prostu gruchają i piszczą do małego drewnianego słonia kołyszącego się nad ich głową. Lubię go, bo zmusza mnie do zejścia na podłogę obok mojego synka, spojrzenia mu w oczy i naśladowania tych wszystkich absurdalnych dźwięków, które wydaje w stronę drewnianych kształtów.
Chcecie zobaczyć, czego jeszcze używamy, aby przetrwać chaos pierwszego roku? Sprawdźcie kolekcję nietoksycznych zabawek dla niemowląt od Kianao, od których nie rozboli was głowa.
Kiedy w domu jest trochę zbyt cicho
A oto ta straszna część rodzicielstwa, o której nikt nigdy nie chce rozmawiać na baby shower, gdy zajadacie się pastelowymi cukierkami. Przy moim najstarszym synu ciągle porównywałam go z dzieckiem sąsiadów, które w wieku ośmiu miesięcy praktycznie recytowało alfabet. Mój pediatra powiedział mi wprost, żebym wzięła głęboki oddech i przestała czytać paranoiczne fora dla matek o drugiej w nocy, ponieważ każde dziecko rozwija się w swoim własnym, dziwnym tempie.

Ale lekarka zaznaczyła też, że jeśli dobijemy do szóstego czy dziewiątego miesiąca i będzie okrągłe zero gaworzenia – żadnego kontaktu wzrokowego, żadnego naśladowania dźwięków, po prostu kompletna cisza – to wtedy musielibyśmy poważnie się zastanowić, zbadać jego słuch lub sprawdzić ewentualne opóźnienia. To nie jest przycisk natychmiastowej paniki, tylko przycisk "niech to sprawdzi specjalista". Znacie swoje dziecko lepiej niż jakiekolwiek tabele czy podręczniki, więc jeśli intuicja podpowiada wam, że coś jest nie tak z ich komunikacją, odpuśćcie sobie rady z Instagrama i po prostu zadzwońcie do swojego prawdziwego lekarza.
Jak podchodzę do tego tym razem
Przy tym trzecim dziecku staram się po prostu cieszyć tym absurdalnym hałasem, zamiast gorączkowo gonić za kolejnym kamieniem milowym. Kiedy Levi podaje mi klocek i krzyczy "ba-ba", nie robię mu rygorystycznego wykładu z użyciem fiszek na temat poprawnej wymowy. Po prostu mówię: "Tak, to wielki klocek, kolego!" i wracam do parowania zagubionych skarpetek. Próbuję używać z nim trochę podstawowego języka migowego dla niemowląt – tylko gestów "więcej" i "koniec" – bo szczerze mówiąc, zniwelowanie tej luki komunikacyjnej, zanim ich struny głosowe nadgonią resztę, ratuje mnie przed co najmniej trzema epickimi histeriami dziennie w mojej kuchni.
Naprawdę musicie po prostu przestać przejmować się tymi sztywnymi tabelkami rozwoju, od których serce bije szybciej, i wyrzucić edukacyjne fiszki, a w zamian zacząć zwyczajnie rozmawiać ze swoimi dziećmi tak, jakby były waszymi malutkimi, niepłacącymi czynszu współlokatorami, którzy akurat są świetnymi słuchaczami. Zanim się obejrzycie, te głupiutkie dźwięki zamienią się w prawdziwe słowa, a potem będziecie rozpaczliwie tęsknić za czasami, kiedy nie potrafiły wam pyskować, tłumacząc, dlaczego nienawidzą fasolki szparagowej.
Gotowi, by wyrzucić ten głośny plastikowy szajs i znaleźć prawdziwe, zrównoważone akcesoria dla swojego malucha? Zróbcie zakupy w naszej kolekcji dla wczesnego rozwoju o tutaj, zanim wasz szkrab na dobre wyrośnie z tego wspaniałego etapu.
Wasze pytania o etap gaworzenia
Dlaczego moje dziecko tylko puszcza bańki ze śliny, zamiast mówić?
Szczerze? Moje drugie dziecko robiło to przez bite dwa miesiące i zrujnowało każdą moją koszulkę. Mój pediatra powiedział mi, że to mokre, niesamowicie brudzące puszczanie bąbelków i robienie "motorka", to po prostu ich sposób na rozgryzienie, jak usta i język współpracują ze sobą, aby tworzyć wibracje. To bywa obrzydliwe i na pewno będziecie musieli nosić wszędzie pieluszkę z powodu tej śliny, ale to całkowicie normalne przygotowania do wypowiadania prawdziwych sylab w późniejszym czasie.
Czy to źle, jeśli odpowiadam im takim dziecięcym głosem?
Kiedyś myślałam, że muszę mówić jak profesjonalna prezenterka wiadomości, żeby moje dzieci były mądre. A skąd. Okazuje się, że ten denerwujący, piskliwy, śpiewny głos, którym naturalnie mówimy bez zastanowienia, to dokładnie to, czego potrzebują ich małe mózgi. Przykuwa to ich uwagę i wydłuża samogłoski, dzięki czemu naprawdę słyszą, jak konstruowane są słowa. Więc śmiało, brzmijcie całkowicie komicznie w alejce w supermarkecie, to czysta nauka.
Czy muszę ich poprawiać, kiedy źle wymawiają dźwięki?
Na Boga, nie. Jeśli pokazują na psa i mówią "gu-gu", błagam, nie róbcie z tego stresującego konkursu wymowy. Ja staram się po prostu powtarzać im to poprawnie, w stylu "Tak, spójrz na tego puszystego pieska!". One po prostu ćwiczą używanie swojej buzi. Jeśli będziecie je ciągle poprawiać i robić z tego wielkie halo, tylko się sfrustrują i zaczną na was krzyczeć, zamiast spróbować ponownie.
Czy język migowy dla niemowląt opóźnia ich prawdziwą mowę?
To był mój absolutnie największy strach przy pierwszym dziecku! Ale z tego, co widzę we własnym domu, to naprawdę pomaga im szybciej zacząć się komunikować. Dając im możliwość powiedzenia tymi małymi, niezdarnymi rączkami, że chcą "więcej" mleka, ograniczacie krzyki i uczycie ich, że komunikacja pozwala im dostać to, czego chcą. Zazwyczaj całkowicie porzucają znaki migowe, gdy tylko ich struny głosowe dogonią resztę, więc absolutnie się tym nie stresujcie.





Udostępnij:
Wyszukiwanie Goo Goo Babies Uma Musume o 3 w nocy a prawdziwe życie
Zielona kupka niemowlaka: Jak to ogarnąć, gdy padasz ze zmęczenia