Droga Priyo sprzed sześciu miesięcy. Stoisz właśnie w dziale z warzywami w Mariano's na Western Avenue. Twój czternastomiesięczny synek właśnie puścił Twoją dłoń. Rzuca się do ucieczki w stronę automatycznych drzwi. Myślałaś, że ten etap nadejdzie znacznie później, może bliżej drugich urodzin. Bardzo się myliłaś.
W drodze do sklepu radio w samochodzie grało piosenkę Bruno Marsa „Runaway Baby”, a teraz brzmi ona jak szydercza ścieżka dźwiękowa. Znasz te słowa o łapaniu uciekającego malucha. Ale to wcale nie jest urocze, kiedy to Twoje własne, prawdziwe dziecko pędzi w stronę wieży ze szklanych butelek z oliwą z oliwek. To po prostu prosta droga do zawału.
Posłuchaj. Wiem, że myślisz, że masz to pod kontrolą, bo kiedyś zarządzałaś pięcioma salami na dziecięcym oddziale intensywnej terapii. Ogarniałaś dreny opłucnowe i wkłucia centralne. Myślisz, że mały człowiek w miękkich dresach nie ma szans Cię przechytrzyć. A jednak. Środowisko szpitalne było kontrolowane. Świat zewnętrzny to chaos, a Twój maluch jest agentem tego chaosu.
Piszę to, mając już najgorsze za sobą. Wciąż miewamy trudne momenty, ale moje tętno spoczynkowe w większości wróciło do normy. Chcę Ci powiedzieć, co tak naprawdę działa, co mówią lekarze i dlaczego przez połowę rzeczy, które czytasz na tych pastelowych, parentingowych kontach na Instagramie, oboje możecie zginąć.
Anatomia małego uciekiniera
Porozmawiajmy o tym, dlaczego on ucieka. Zapytałam o to naszą pediatrę, dr Patel, na bilansie półtoraroczniaka. Liczyłam na jakąś medyczną wymówkę. Chciałam, żeby powiedziała, że ma nadaktywną korę ruchową albo coś, co da się wyleczyć. Zamiast tego spojrzała na mnie znad okularów i mruknęła coś o odkrywaniu własnej niezależności. Podobno dzieci po prostu pewnego dnia się budzą i zdają sobie sprawę, że ich ciała są oddzielone od naszych.
Testują tę hipotezę, biegnąc prosto pod pędzące samochody. Ich kora przedczołowa na tym etapie to w zasadzie papka, więc brakuje im umiejętności przewidywania konsekwencji. Eksperci nazywają to zabawą w straszne-bezpieczne. Dziecko dostaje zastrzyk adrenaliny z powodu niebezpieczeństwa, zmieszany z absolutną pewnością, że rzucisz zakupy, by je uratować. To taki biologiczny test zaufania, tyle że odgrywany na betonie.
Na ostrym dyżurze nazywamy to Kodem Ucieczka, gdy pacjent samowolnie opuszcza oddział. W przypadku dwulatka to po prostu wtorkowy poranek. Widziałam tysiące złamanych kości u dzieci, które wybiegły na parking, podczas gdy ich rodzice byli rozproszeni na ułamek sekundy. Odzywa się we mnie pielęgniarka z oddziału urazowego, ale takie są też bezlitosne prawa fizyki.
Dochodzi też kwestia stałości obiektu. Próbowałam użyć frazy, którą przeczytałam na minimalistycznym blogu parentingowym. Spojrzałam synowi w oczy i powiedziałam, że musi zostać tam, gdzie mogę go zobaczyć. Poświęciłam dobrych kilka minut, żeby wytłumaczyć koncepcję pola widzenia dziecku, które nadal próbuje zjeść psią karmę. Zamrugał tylko oczami i czmychnął za stoisko z arbuzami. Dr Patel przypomniała mi, że maluchom brakuje aparatu poznawczego, by zrozumieć, że Twoje oczy mają inną linię widzenia niż ich. Jeśli widzą błyszczący kosz na śmieci, zakładają, że Ty też go widzisz i jesteś nim równie zachwycona.
Niektórzy uwielbiają plecaczki ze smyczą, ale ja zawsze kończę zaplątana w linkę jak niezdarnie animowana marionetka.
Zapomnij o łagodnym rodzicielstwie w pobliżu ulicy
Będziesz mieć wyrzuty sumienia, że krzyczysz. Natychmiast o tym zapomnij. Kiedy maluch puszcza Twoją rękę w pobliżu ulicy, nie ma czasu na nawiązywanie więzi i przekierowywanie uwagi. Nie ma miejsca na walidację uczuć dziecka, które za chwilę zderzy się z Hondą Civic.

Jest pewien konkretny sposób, w jaki należy krzyczeć. Opiera się na efekcie "cocktail party". Kiedy jesteś w zatłoczonym pokoju, ignorujesz hałas w tle, dopóki ktoś nie wypowie Twojego imienia. Twój maluch ma tak samo. Ulica jest głośna, jego monolog wewnętrzny zagłusza wszystko, a słowo „stój” nic dla niego nie znaczy. Musisz najpierw wykrzyczeć jego imię, aby wyrwać go z tego transu. Porzuć skrypt łagodnego rodzicielstwa na dwie sekundy, żeby krzyknąć jego imię i rzucić ostrą komendę.
Czytałam o metodzie „klaśnięcia i warknięcia” doktora Harveya Karpa. Brzmi absurdalnie, ale działa. Kiedy wyrywają do przodu, robisz jedno ostre, głośne klaśnięcie i rzucasz niskie, gardłowe „stój”. Zaskakuje to ich układ nerwowy na tyle, by zamarli na ułamek sekundy. Ta połowa sekundy to wszystko, czego potrzebujesz, by pokonać dystans i złapać ich za koszulkę na plecach.
Gdy już je fizycznie zabezpieczysz, możesz wrócić do łagodnego rodzicielstwa. Możesz uklęknąć na brudnym chodniku i powiedzieć, że wiesz, iż chciały gonić gołębia, ale samochody są niebezpieczne. I tak będą płakać, ale przynajmniej będą bezpieczne.
Ubiór odpowiedni do pościgu
Oto coś, o czym nikt Cię nie ostrzega. Pogoń za małym dzieckiem to dyscyplina sportowa. Ty się spocisz, i one też. Przed tym etapem ubierałam synka we wszystko, co wyglądało uroczo. Grube swetry, sztywny dżins, mnóstwo warstw. To był błąd.
Na etapie ucieczek, dzieci generują niewiarygodne ilości ciepła. Dodaj do tego stres związany z byciem zgarniętym z ziemi i zapiętym w wózku wbrew ich woli, a masz gotowy przepis na ostrą wysypkę z potu. Przekonałam się o tym na własnej skórze po pewnym wyjątkowo trudnym popołudniu na Navy Pier.
Zredukowałam jego garderobę do absolutnych podstaw. Moim obecnym wybawieniem jest niemowlęce body z bawełny organicznej od Kianao. Kupiłam trzy sztuki w różnych barwach ziemi. Uwielbiam je, bo są bez rękawków, wykonane głównie z bawełny organicznej, z idealną domieszką elastanu, dzięki której syn może zwinąć się w precel, gdy próbuję go zapiąć w foteliku samochodowym.
Niebarwiona bawełna robi ogromną różnicę. Kiedy pocił się po ucieczkach przede mną, syntetyczne materiały, które kiedyś kupowaliśmy, powodowały okropne czerwone plamy pod jego kolanami i na szyi. Bawełna organiczna oddycha. Dodatkowo ma kopertowe zakładki na ramionach. Kiedy nieuchronnie ubrudzi się w błocie po zanurkowaniu w wielkiej donicy, mogę zsunąć całe body w dół, przez nogi, zamiast ciągnąć brudny kołnierzyk przez jego twarz.
Mała wskazówka: pierz je w zimnej wodzie i zrezygnuj z płynu do płukania. Płyn osadza się na włóknach bawełny i rujnuje jej przewiewność, co z kolei podważa cały sens kupowania ubrań z organicznej bawełny.
Przejrzyj kolekcję bazowych ubrań z bawełny organicznej Kianao, jeśli masz dość walki z potówkami.
Strategiczne powstrzymywanie i przekupstwo
Są sytuacje, kiedy po prostu nie możesz pozwolić im iść na własnych nogach. Lotniska. Zatłoczone bazarki. Parking pod supermarketem. W takich momentach musisz umieścić malucha w wózku, a on będzie z Tobą walczyć jak dziki kot.

Sekretem jest odwrócenie uwagi. Nie możesz ich po prostu przypiąć pasami i oczekiwać, że zaakceptują swoją niewolę. Musisz zaproponować wymianę. Trzymam specjalną rezerwę przedmiotów, które "istnieją" tylko i wyłącznie w wózku.
W tej chwili świetnie sprawdza się gryzak Panda. Wiem, że teoretycznie jest przeznaczony na ząbkowanie, ale szczerze mówiąc, to po prostu doskonała, namacalna zabawka do odwracania uwagi. Jest wykonany z bezpiecznego silikonu spożywczego, więc nie przeszkadza mi, jeśli żuje go przez godzinę. Ma różne faktury, które zajmują rączki na tyle skutecznie, że syn zapomina, iż jest przypięty pięciopunktowymi pasami.
Gdy upuści go na podłogę w sklepie spożywczzym, po prostu przecieram go chusteczką dezynfekującą. Wieczorem wrzucam go do zmywarki. Jest wystarczająco ciężki, żeby przyjemnie leżał mu w rączce, ale nie na tyle, by spowodować u mnie wstrząśnienie mózgu, gdy nieuchronnie rzuci mi nim w głowę, siedząc w wózku.
Kiedyś próbowaliśmy zajmować go większymi zabawkami. Mieliśmy ten piękny stojak edukacyjny Tęcza. Był cudowny, gdy mój syn był jeszcze małą kluseczką, która po prostu leżała i uderzała rączką w drewnianego słonika. Teraz, gdy się przemieszcza, ten stojak to dla niego po prostu tor przeszkód. To świetny produkt dla noworodków, ale całkowicie bezużyteczny dla malucha, który chce przebiec maraton. Zaoszczędź pieniądze na mniejsze, przenośne zabawki, które pomogą odwrócić jego uwagę w drodze.
Rozgrzewka przed wejściem
To jest najważniejsza lekcja, Priyo. Nie możesz zabrać wypoczętego, rozpieranego energią malucha prosto z łóżeczka do miejsca pełnego ograniczeń i oczekiwać posłuszeństwa. To jest po prostu wbrew ich biologii.
Musisz go najpierw trochę wymęczyć. Jeśli musimy pójść do apteki, najpierw zatrzymujemy się na małym, ogrodzonym placu zabaw na końcu ulicy. Otwieram furtkę i mówię mu: "biegnij!". Gonię go. Bawimy się w to całe "straszne-bezpieczne", ale na moich warunkach. Pozwalam mu odbiec trochę dalej, po czym dopadam go i łapię. Śmieje się, spala pierwszą warstwę tej szalonej energii i czuje, że mógł poćwiczyć swoją niezależność.
Po dwudziestu minutach takiej zabawy jest o wiele bardziej chętny do trzymania mnie za rękę w sklepie. To wydłuża czas naszych sprawunków, ale ratuje mnie przed załamaniem nerwowym na oczach ludzi w alejsce z witaminami.
Przetrwasz to. Nauczysz się przewidywać ten specyficzny ruch barkiem, który pojawia się tuż przed jego ucieczką. Będziesz szybsza. Twój refleks się wyostrzy. Tylko ubieraj go w przewiewne rzeczy, używaj głośnego głosu, gdy to konieczne, i przestań przejmować się tym, co myślą inni ludzie w supermarkecie.
Prawdopodobnie oni też mieli kiedyś uciekające z rąk maluchy.
Zrób zapasy akcesoriów do wózka i niezbędników podróżnych przed kolejnymi zakupami.
Pytania, które zadawałam sobie, gdy było najgorzej
Czy to normalne, że on się śmieje, gdy krzyczę, żeby przestał biec?
Tak i potrafi to doprowadzić do szału. Wydaje się to przejawem buntu, ale nasza pediatra wyjaśniła, że zwykle jest to reakcja układu nerwowego. Są przytłoczeni nagłym, głośnym hałasem i adrenaliną z pościgu, więc ich mózg reaguje automatycznie wielkim, nieadekwatnym uśmiechem. Tak naprawdę z Ciebie nie kpią, chociaż w tamtym momencie czujesz, że to atak personalny.
Jak trenować trzymanie za rękę, żeby uniknąć awantury?
Nie zaczynaj ćwiczeń w pobliżu ruchliwej drogi. Ja zaczęłam trenować u nas w domu, na korytarzu. Trzymałam go za rękę i szliśmy do kuchni. Jeśli puszczał moją dłoń, całkowicie przestawałam się ruszać. Żadnego kroku w przód, chyba że byliśmy złączeni dłońmi. Trwało to tydzień okrutnie powolnych spacerów do kuchni, ale w końcu zrozumiał, że puszczenie mojej ręki oznacza przerwanie wędrówki. Przenieśliśmy się na chodnik dopiero wtedy, gdy opanował spacery w przedpokoju.
Co jeśli po prostu odmawia pójścia we właściwym kierunku?
Wtedy trzeba go ponieść. Daję jedno ostrzeżenie. Mówię mu, że idziemy do samochodu, a jeśli pobiegnie w inną stronę, to zaniosę go jak worek mąki. Kiedy nieuchronnie rusza w stronę podwórka sąsiada, zgarniam go pod pachę. Nie jest to zbyt eleganckie. Krzyczy przez całą drogę na podjazd. Ale za każdym razem jestem konsekwentna, dzięki czemu powoli poznaje granice.
Czy powinnam się martwiować o ADHD, bo on nigdy nie chodzi normalnie?
Dr Patel kazała mi nawet nie myśleć o diagnozach związanych z zaburzeniami uwagi w tym wieku. Małe dzieci z założenia mają być w nieustannym, chaotycznym ruchu. Ich zadaniem jest badanie fizycznych granic swojego świata. Siedzenie w miejscu i spokojne chodzenie po prostej linii to umiejętność z zakresu funkcji wykonawczych, która rozwija się znacznie później. Póki co, chaotyczne bieganie to tylko znak, że jego zdolności motoryczne funkcjonują idealnie, nawet jeśli to dla Ciebie potwornie męczące.
Czy te silikonowe zawieszki naprawdę potrafią zająć ich uwagę w wózku?
Przez jakieś piętnaście minut, co czasami w zupełności wystarczy, żeby przebrnąć przez kolejkę do kasy. Gryzak przypinam klipsem do smoczka na pasku wózka. Dzięki temu, kiedy się znudzi i go rzuci, zabawka po prostu zwisa, zamiast wturlać się pod but kogoś obcego. To nie jest magia, ale kupuje Ci to małe okienko spokoju, gdy nie możesz pozwolić dziecku swobodnie biegać.





Udostępnij:
Prawdziwe znaczenie „Rubber Baby Buggy Bumper” (i dlaczego to takie ważne)
Wideo "Santa Baby" Kim Kardashian a nasz prawdziwy świąteczny chaos