Absolutnie największym kłamstwem, jakie branża parentingowa kiedykolwiek nam wcisnęła, jest to, że twoje Spotify Wrapped musi wyglądać jak sen wariata osiemnastowiecznego austriackiego kompozytora, żeby twoje dziecko dostało się do dobrego przedszkola. Stałam wczoraj w kuchni, cała w jakiejś lepkiej, niezidentyfikowanej substancji, którą moje średnie dziecko rozsmarowało na blacie, próbując spakować kilka zamówień na winylowe naklejki do mojego sklepu na Etsy, a z głośników ryczała nowa piosenka ROSÉ i Bruno Marsa „APT.”. Mój prawie dwuletni syn agresywnie kiwał głową do rytmu, całkowicie ignorując edukacyjne drewniane klocki, które mu przygotowałam. Ale potem wszedł refren, a słowa piosenki o pragnieniu miłości odbiły się echem po domu dokładnie w momencie, gdy mój syn wziął swój kubek niekapek, spojrzał mi prosto w oczy i minął moje szeroko otwarte ramiona, żeby przytulić się do nogi swojego taty. Dosłownie wymamrotałam na głos do sufitu — pytając moje własne dziecko: czy nie pragniesz mnie tak, jak ja ciebie?
Będę z wami szczera, odrzucenie przez malucha, podczas gdy w tle leci popowy hymn o obsesyjnym romansie, to bardzo specyficzny rodzaj matczynego upokorzenia. Poświęcamy dziewięć miesięcy na to, żeby w nas urosły, godziny na to, żeby je z siebie wypchnąć lub dać się rozciąć, a rok później uznają nas za piąte koło u wozu, bo tata robi śmieszny głos, kiedy czyta książkę o dinozaurach. To jest brutalne, dziewczyny.
Kłamstwo o muzyce klasycznej, na które wszystkie dałyśmy się nabrać
Przy moim najstarszym dziecku byłam chodzącą przestrogą i kłębkiem nerwów matki po raz pierwszy. Kupiłam te absurdalnie drogie płyty CD z „rozwijającą mózg” muzyką klasyczną, bo jakiś ekspert z Instagrama wcisnął mi, że słuchanie popu w jakiś sposób zahamuje rozwój jego ścieżek nerwowych. O naiwności, spędzałam godziny siedząc w cichym salonie, słuchając klawesynów podczas składania prania, mając ochotę wydrapać sobie oczy z nudów. Zanim pojawiło się moje trzecie dziecko, wszystko to poszło w niepamięć. Jeśli mama sprząta kuchnię, mama słucha Bruno Marsa, Taylor Swift, albo jakiegokolwiek hip-hopu z lat 90., który sprawia, że zdrapywanie zaschniętej owsianki z krzesełka staje się znośne.
Kiedy wspomniałam o tym na wizycie kontrolnej, bo miałam przelotny moment matczynych wyrzutów sumienia z powodu ryczenia radiowymi hitami w samochodzie, moja pediatra, doktor Miller — która wygląda, jakby też nie przespała pełnej nocy od mniej więcej 1998 roku — po prostu mnie wyśmiała. Powiedziała, że z tego, co wie o wytycznych Amerykańskiej Akademii Pediatrii, dla niemowląt liczy się głównie rytm i słowa. Skoczne popowe piosenki z powtarzającymi się refrenami tak naprawdę pomagają im zrozumieć wzorce językowe, co ma absolutny sens, jeśli pomyślisz, że połowa popowych piosenek i tak ma zasób słownictwa przedszkolaka.
Jedyną rzeczą, o której doktor Miller naprawdę trąbiła, był poziom głośności. Okazuje się, że kanały słuchowe niemowląt są malutkie i wzmacniają ciśnienie akustyczne o wiele bardziej niż uszy dorosłych, więc zbyt głośne puszczanie muzyki może naprawdę uszkodzić im słuch. Podobno istnieje jakaś granica około 80 decybeli, której nie powinno się przekraczać, choć nie mam decybelomierza, więc po prostu utrzymuję taką głośność, przy której nadal słyszę, jak mój pięciolatek knuje w pokoju obok. Dopóki nie zmieniasz swojego minivana w mobilny klub nocny, prawdopodobnie nic im nie będzie od słuchania twoich popowych przebojów.
Kiedy ignoruje cię twoja własna krew
Ale wróćmy do czystej, emocjonalnej dewastacji, jaką jest faza preferowania tylko jednego rodzica przez malucha, bo to coś, na co nikt cię odpowiednio nie przygotuje na baby shower. Słyszysz piosenkę z chwytliwym tekstem o tęsknocie i odrzuceniu, i nagle odnosisz go do swojego osiemnastomiesięcznego dziecka, które drze się wniebogłosy, gdy ty próbujesz założyć mu buty, a nie jego tata.

Moja babcia siadała na werandzie, pijąc mrożoną herbatę tak słodką, że mogłaby zedrzeć lakier z samochodu, i powtarzała mi, że małe dzieci to po prostu pijani mali współlokatorzy, którzy nie wiedzą, czego chcą. Czasami myślę, że była najmądrzejszą kobietą na świecie, a czasami, że była po prostu potwornie zmęczona. Ale miała rację co do tego, że dzieciom z czasem to przechodzi i wracają. Obecnie mój najmłodszy tkwi głęboko w fazie „tylko tatuś”. Jeśli próbuję podać mu krakersa, zachowuje się, jakbym oferowała mu truciznę. Jeśli mój mąż daje mu dokładnie tego samego krakersa z dokładnie tego samego pudełka, to rarytas na miarę gwiazdki Michelin.
Przeczytałam mnóstwo artykułów na ten temat, próbując poczuć się lepiej o drugiej w nocy, i ogólny konsensus wydaje się być taki, że faworyzowanie jednego rodzica to znak niezwykle bezpiecznego stylu przywiązania. Psychologia, która za tym stoi, jeśli dobrze rozumiem ten żargon, mówi, że dzieci odpychają cię i traktują jak śmiecia, ponieważ wiedzą, że i tak nigdzie nie odejdziesz. Czują się w pełni bezpiecznie, testując z tobą granice. Wybaczcie, ale brzmi to jak jedno wielkie oszustwo. Chcecie mi powiedzieć, że nagrodą za zapewnienie niezachwianej, bezwarunkowej miłości i idealnie wyregulowanego układu nerwowego jest bycie zbywaną przez jedenastokilogramowego dyktatora?
Sposób na to jest taki, że wyrzucasz dumę do śmieci i przekazujesz wrzeszczące dziecko swojemu partnerowi, a sama idziesz schować się do spiżarni z garścią kawałków czekolady, bo próba zmuszenia malucha do przyjęcia twojego pocieszenia, kiedy on chce drugiego rodzica, to bitwa, której po prostu nigdy nie wygrasz.
Rzeczy, które naprawdę kupiłam i których używam podczas tego chaosu
Ponieważ prowadzę z domu małą firmę, mój dom to strefa niekończącej się katastrofy, pełna kopert wysyłkowych, taśm pakowych i przypadkowych akcesoriów dla dzieci. Jestem teraz absurdalnie wybredna, jeśli chodzi o to, na co wydaję pieniądze, bo mój budżet jest napięty i mam alergię na produkty dla dzieci, które wyglądają, jakby w moim salonie wybuchła fabryka plastiku. Wolę rzeczy, które wtapiają się w otoczenie, nie krzyczą z daleka „DZIECKO” i potrafią przetrwać starcie z pralką.
Jeśli zamierzasz urządzać w salonie taneczne imprezy do muzyki pop, potrzebujesz na podłodze odpowiedniego miejsca. Mam absolutną obsesję na punkcie Bambusowego Kocyka Dziecięcego Mono Rainbow marki Kianao. Wiem, wiem, każdy influencer na planecie wciska teraz bambus, ale mówię wam, ta rzecz naprawdę jest warta tego całego zamieszania. Kosztuje w okolicach 35 dolarów, co jak na kocyk jest sporą sumą, ale wyrzuciłam już tyle tanich poliestrowych koców, które po jednym praniu stawały się szorstkie, że z łatwością to sobie usprawiedliwiłam. Zrobiony w 70% z organicznego bambusa i w 30% z organicznej bawełny, jest nieprzyzwoicie miękki. Używam największego rozmiaru (120x120 cm) i po prostu rozkładam go na dywanie, żeby mój najmłodszy mógł się po nim turlać, gdy ja pakuję zamówienia z Etsy. Wzór tęczy w kolorze terakoty jest super minimalistyczny, więc nie gryzie się z moimi meblami, a kiedy moje dziecko nieuchronnie na niego uleje, bambus naprawdę spiera się lepiej niż standardowa bawełna. Nie znam naukowej przyczyny tego zjawiska, ale tak po prostu jest.
Jeśli się rozglądasz, możesz odkryć naszą kolekcję kocyków dla niemowląt, aby zobaczyć, co mam na myśli mówiąc o nowoczesnej estetyce, bo te wzory naprawdę wygrywają z neonowymi zwierzątkami z sieciówek.
Będąc całkowicie szczerą, nie wszystko jest strzałem w dziesiątkę. Mamy też Szydełkowy Gryzak Grzechotkę w Kształcie Jelonka. Nie zrozumcie mnie źle, wizualnie? Jest zachwycający. Jest zrobiony z organicznej bawełny, ma urocze drewniane kółko i niebieską bandankę. Kupiłam go, bo pomyślałam, że będzie pięknie wyglądał na zdjęciach na profilu mojego sklepu na Instagramie, i tak też jest. Ale z praktycznego punktu widzenia, dla mamy trzech dzikich chłopców? Jest po prostu okej. Drewniane kółko świetnie sprawdza się przy ząbkowaniu, ale szydełkowa głowa jelonka chłonie ślinę jak gąbka. Instrukcja mówi, że można przecierać go wilgotną szmatką, ale kiedy twoje dziecko upuści go na błotnisty podjazd, wilgotna szmatka nie wystarczy. Pranie ręczne i suszenie na płasko trwa wieki, a kto ma na to czas? Jeśli masz czyściutkie, nieskazitelne niemowlę – kupuj w ciemno. Jeśli jednak twoje dziecko przypomina z zachowania szczeniaka golden retrievera, może lepiej trzymać się czegoś, co można wygotować.
Jak przetrwać strajki przy posiłkach
Faza faworyzowania rodzica nie kończy się na przytulaniu i bajkach na dobranoc; płynnie przechodzi też na czas posiłków. Nic nie uczy pokory szybciej niż przygotowanie pięknie zbilansowanego, ekologicznego posiłku tylko po to, by twoje dziecko rzuciło nim o podłogę, bo ośmieliłaś się położyć groszek obok kurczaka. A potem wchodzi twój mąż, daje mu zwykły kawałek chleba, i dzieciak zjada to, jakby głodował od tygodnia.

To tutaj polegam głównie na sprzętach, które odwalają za mnie najcięższą robotę, głównie po to, żebym nie straciła panowania nad sobą. Silikonowa Miseczka dla Dzieci z Przegródką w Kształcie Prosiaczka stoi na tacce naszego krzesełka do karmienia od sześciu miesięcy bez przerwy. Zazwyczaj nie przepadam za „uroczymi naczyniami w kształcie zwierzątek”, ale te małe świńskie uszka mnie zdobyły. Jednak największym atutem dla mnie jest przyssawka. Będę z wami szczera – żadna przyssawka w historii świata nie jest w 100% odporna na malucha, jeśli ten naprawdę uprze się, żeby ją oderwać od stołu. Moje średnie dziecko prawdopodobnie wyciągnęłoby Excalibura z kamienia, gdybyś mu tego zabroniła. Ale ta miseczka z Kianao naprawdę daje radę. Trzyma się mojego drewnianego krzesełka na tyle dobrze, że daje mi to co najmniej pięć minut na to, bym zdążyła odejść na chwilę i nalać sobie kawy, zanim on zorientuje się, jak podważyć silikonowy języczek.
Przegródki to prawdziwe wybawienie, bo nie daj Boże makaron dotknąłby truskawek. A ponieważ jest zrobiona z silikonu spożywczego, co wieczór po prostu wrzucam ją na górną półkę zmywarki. Na tym etapie mojego życia, jeśli produkt ma oznaczenie „tylko do mycia ręcznego”, jest on dla mnie praktycznie skreślony. Fakt, że przetrwała cykl wyparzania w mojej zmywarce i nie wyblakła ani się nie odkształciła, sprawia, że jest warta każdej złotówki.
Przetrwaj to, mamo
Jeśli jesteś w samym środku fazy „nie chcę mamy” i słuchasz radia czując się kompletnie odrzuconą przez kogoś, kto nadal nie potrafi sam wysmarkać nosa, po prostu weź głęboki oddech. To tylko faza. Naprawdę irytująca, uderzająca w dumę, ale jednak tylko faza. Dalej puszczaj swoją popową muzykę, rób sobie przerwy, gdy domagają się drugiego rodzica i pamiętaj, że prędzej czy później złapią jelitówkę, a jedyną osobą na świecie, którą będą chcieli, by trzymała miskę, będziesz ty. To dość mroczne pocieszenie, ale zawsze coś.
Zanim wpadniesz w nocną czarną dziurę z artykułami Google o stylach przywiązania małych dzieci, wyświadcz sobie przysługę i sprawdź sprzęty, które naprawdę ułatwiają życie. Przejrzyj asortyment Kianao i znajdź rzeczy, które przetrwają bałagan, zmywarkę i dziecięce histerie.
Kłopotliwe pytania, które słyszę na okrągło
Czy naprawdę można puszczać głośno muzykę pop przy niemowlaku?
Z tego, co powiedziała moja pediatra, gatunek nie ma najmniejszego znaczenia – Bruno Mars jest tak samo dobry dla rozwoju ich mózgu jak Mozart. Jedyną rzeczą, którą naprawdę musisz się martwić, jest głośność. Utrzymuj ją na tyle nisko, aby nie uszkodzić ich malutkich bębenków, zwłaszcza w samochodzie lub jeśli używasz generatora szumu blisko łóżeczka.
Dlaczego mój maluch nagle mnie odpycha i chce tylko taty?
Ponieważ to mali tyrani testujący swoje granice. A tak na poważnie, eksperci twierdzą, że to dlatego, że są z tobą bezpiecznie związani i wiedzą, że twoja miłość jest bezwarunkowa, więc czują się na tyle pewnie, by cię ignorować i skupić na drugim rodzicu. To boli jak zdrada, ale to tak naprawdę dość pokręcony komplement dla twojego macierzyństwa.
Czy kocyki bambusowe są naprawdę warte swojej kosmicznej ceny?
Kiedyś myślałam, że to wielkie marketingowe oszustwo, dopóki w końcu go nie kupiłam. Tak, są tego warte. Są o wiele bardziej miękkie niż zwykła bawełna, ładnie się rozciągają przy owijaniu malucha i jakimś sposobem lepiej się dopierają, gdy dziecko na nie uleje. Jeśli masz na to budżet, to jeden z niewielu produktów premium, które naprawdę polecam.
Jak czyścić te urocze szydełkowe gryzaki?
Z ogromną cierpliwością, dlatego łączy mnie z moim dość szorstka miłość. Trzeba je czyścić punktowo łagodnym mydłem i wodą, a jeśli mocno się zabrudzą, trzeba je wyprać ręcznie w zimnej wodzie i rozłożyć na płasko do wyschnięcia. Nie wrzucaj ich do suszarki bębnowej, chyba że marzy ci się skurczona, zniekształcona głowa jelonka.
Czy miseczki z przyssawką serio powstrzymują malucha przed rzucaniem jedzeniem?
Zatrzymują zwykłe, przypadkowe trącenia i spowalniają zdeterminowanego malucha. Silikonowa miseczka-prosiaczek, której używam, ma naprawdę mocną podstawę, ale jeśli moje dziecko wpadnie na to, gdzie jest mały silikonowy języczek zwalniający przyssawkę, wszystko szlag trafia. Kupuje mi to jednak wystarczająco dużo czasu, aby odwrócić się i chwycić ręcznik papierowy, a to, szczerze mówiąc, i tak wszystko, o co mogę prosić.





Udostępnij:
Jak w końcu nauczyłam się wyciszać lęki we własnej głowie
Ojcem mojego dziecka jest szef: Prawdziwy przewodnik po ciąży w pracy