Z pomarańczowego wiadra z marketu budowlanego wyciekała na moje kuchenne kafelki mętna, śmierdząca woda z bagna, a mój czteroletni syn, Beau, stał nad nim, jakby właśnie odkrył złoto. Miałam niemowlaka na biodrze, stertę prania czekającą na kanapie i absolutnie zero cierpliwości do czegokolwiek, co pływało w tym wiadrze. Mój mąż wszedł za nim, wyglądając na zdecydowanie zbyt zadowolonego z siebie, i ogłosił, że Beau zdołał wyłowić maleńkiego, wijącego się bassa wielkogębowego w okolicznym stawie. Beau, złote dziecko, natychmiast zapytał, czy możemy włożyć go do szklanej kuli obok jego łóżka, tak jak złotą rybkę.
Będę z wami szczera — moja babcia zawsze powtarzała, żeby nie przynosić problemów z podwórka do domu, i z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że dzikie ryby ze stawu idealnie wpisują się w kategorię problemów z podwórka. Wszyscy przez to przechodziliśmy: stoisz w kuchni i próbujesz wymyślić, jak delikatnie zniszczyć marzenia malucha, nie wywołując przy tym histerii na pełną skalę, ale trzymanie dzikiej ryby jako zwierzaka domowego to granica, której absolutnie nie przekroczę.
Ta niewinnie wyglądająca rybka to tak naprawdę potwór
Kiedy patrzysz na maleńkiego bassa wielkogębowego, wygląda on po prostu jak urocza mała rybka, którą można kupić za dziesięć złotych w sklepie zoologicznym. Ale te stworzenia to dosłownie drapieżniki szczytowe, które są zaprogramowane, by pożerać wszystko w zasięgu wzroku. Chyba zawsze myślałam, że ryby rosną tylko do rozmiarów swojego akwarium, ale okazuje się, że to całkowity mit. Te bestie po prostu rosną w zależności od tego, ile zdołają wepchnąć do pyska, albo może to kwestia temperatury wody — sama nie wiem, ale po trzech miesiącach robią się gigantyczne. Myślisz, że sprawiasz sobie urocze zwierzątko na biurko, a nagle trzymasz w domu prehistorycznego rzecznego potwora.
Do tego dochodzi kwestia lokum, co stanowi absolutny koszmar finansowy. Żeby utrzymać to coś przy życiu aż do dorosłości, nie wystarczy zwykłe akwarium dla początkujących. Potrzebujesz zbiornika o szalonej pojemności, rzędu 600 czy 800 litrów, który w zasadzie zajmuje tyle miejsca, co mała kanapa i kosztuje mniej więcej tyle, co używany samochód. Sprawdziłam ceny w internecie tylko po to, żeby udowodnić mojemu mężowi, że się myli. Zanim kupisz akwarium, potężny system filtracji (którego potrzebujesz, bo te ryby produkują mnóstwo zanieczyszczeń) i specjalne zestawy do testowania wody, lekko wydasz kilka tysięcy na samo utrzymanie ryby, którą dostałaś za darmo z błotnistej kałuży.
A nawet nie zaczynajcie tematu tego, co te stworzenia właściwie jedzą, bo z pewnością będą kręcić nosem na te kolorowe płatki dla rybek. Musisz karmić je żywym pokarmem, co oznacza, że byłabym osobiście odpowiedzialna za kupowanie i przechowywanie takich rzeczy jak ochotka, solowiec, a z czasem żywe rybki karmowe, które ten bass będzie brutalnie połykał w całości na oczach moich straumatyzowanych dzieci. Jeśli popełnisz błąd i wpuścisz go do akwarium z jakimikolwiek innymi rybami, dosłownie zje swoich współlokatorów, gdy tylko wystarczająco zgłodnieje, a ja nie zamierzam prowadzić w salonie areny gladiatorów.
Nie wspominając o tym, że straż rybacka prawdopodobnie wlepiłaby ci spory mandat za wyłowienie niewymiarowej ryby drapieżnej z wód publicznych, a ja nie mam ani budżetu, ani czasu na użeranie się z oskarżeniami o wykroczenie za pięciocentymetrową rybkę.
Co doktor Evans miała do powiedzenia o wodzie ze stawu
Podczas gdy mój mąż próbował mnie przekonać, że możemy ją po prostu zostawić na noc w wannie, maluch wyślizgnął mi się z rąk, podczołgał do kałuży na podłodze i natychmiast spróbował wsadzić rączki w błotnistą wodę. To był koniec dyskusji.

Opowiedziałam o całej tej sytuacji naszej lekarce, doktor Evans, podczas wizyty kontrolnej kilka tygodni później, a ona spojrzała na mnie, jakbym postradała zmysły. Z tego, co zrozumiałam z jej wyjaśnień, dzikie zwierzęta wodne to w zasadzie pływające szalki Petriego pokryte dziwnymi bakteriami. Wspomniała o czymś, co nazywa się ziarniniakiem akwariowym, co brzmi jak jakaś średniowieczna choroba powodująca gnicie skóry, oraz o starej dobrej salmonelli, o której myślałam, że można się jej nabawić tylko od surowego kurczaka, ale najwyraźniej świetnie rozwija się również w rybich odchodach.
Powiedziała mi, że według jej interpretacji oficjalnych wytycznych, dzieci poniżej piątego roku życia w ogóle nie powinny dotykać wody z akwarium, a co dopiero wody z dzikiego jeziora, która stała w plastikowym wiadrze w gorące, teksańskie popołudnie. Małe dzieci są słodkie, ale bywają obrzydliwe i ciągle wkładają ręce do buzi, więc trzymanie akwarium pełnego dzikich bakterii na wysokości wzroku malucha, to proszenie się o tydzień żołądkowo-jelitowego koszmaru, na którego sprzątanie zdecydowanie nie mam siły.
Więc zamiast się kłócić, po prostu odmaszeruj z tym ciężkim wiadrem z powrotem nad strumyk, odwracając uwagę krzyczącego dziecka lodem na patyku i tłumacząc mu, że dzikie zwierzęta wolą swoje własne błotniste rodziny od szklanego pudełka w naszej kuchni.
Lepsze sposoby na zapewnienie im rozrywki
Słuchajcie, rozumiem. Chcemy, żeby nasze dzieci kochały przyrodę i oderwały się od iPadów, ale są na to lepsze sposoby, które nie wymagają sprowadzania bagna do własnego domu. Jeśli szukacie zrównoważonych i naprawdę bezpiecznych sposobów na zajęcie maluchów, sprawdźcie kolekcję zabawek Kianao.

Kiedy w końcu wrzuciliśmy tę rybę z powrotem do stawu i weszliśmy do domu, potrzebowałam bezpiecznego miejsca, by odłożyć maluszka na czas szorowania błota z dżinsów Beau. Absolutnie najlepszą rzeczą, jaką kupiłam w tym roku, jest Drewniany stojak edukacyjny Rainbow Baby Gym od Kianao. Będę z wami szczera – kupiłam go głównie dlatego, że jest piękny i wykonany z prawdziwego drewna, a nie z tego odblaskowego plastiku, przez który mój salon wyglądałby jak po wybuchu w żłobku. Ale to był prawdziwy ratunek. Dziecko leży pod nim przez bite dwadzieścia minut, uderzając rączkami w małego wiszącego słonika i drewniane kółka. To daje mu stymulację sensoryczną i ćwiczy koordynację ręka-oko, a mi daje wystarczająco dużo czasu, by zdezynfekować podłogę w kuchni. Stojak jest solidny, kolory są stonowane i spokojne, i co najważniejsze: nie wygrywa żadnych elektronicznych melodyjek, od których chce się wyrywać włosy z głowy.
Dla starszych dzieci, które mają obsesję na punkcie zabaw w wodzie, wypracowaliśmy kompromis w postaci Zestawu miękkich klocków Gentle Baby. Od razu wam powiem – ponieważ są zrobione z miękkiego, przyczepnego, gumowego materiału, jeśli zostawicie je na dywanie w salonie, przyciągną sierść psa jak magnes. Ale za to idealnie unoszą się na wodzie w wannie! Więc kiedy Beau marudzi, że chce wodne zwierzątko, wrzucam go do wanny z tymi klockami, a on buduje małe pływające wieże. Są nietoksyczne i wolne od BPA, co uspokaja moje nerwy, kiedy niemowlak nieuchronnie próbuje je żuć.
A skoro o żuciu mowa, jeśli *naprawdę* musimy iść nad jezioro, żeby mój mąż mógł łowić ryby, nie pozwalam maluchowi dotykać wody, więc przypinam go w wózku, dając mu do rączki Gryzak Panda. Za kilkadziesiąt złotych to rozwiązanie wyjątkowo przyjazne dla budżetu, a gryzak jest wykonany z silikonu spożywczego, więc jest całkowicie bezpieczny dla jego dziąseł. Najlepsze jest to, że kiedy maluch upuści go w piach — co robi nieustannie — po prostu wycieram go chusteczką dla niemowląt, a po powrocie do domu wrzucam prosto na górną półkę zmywarki. Doskonale znosi wysoką temperaturę i wyciągam go całkowicie odkażonego.
Uczymy nasze dzieci szacunku do natury, ale częścią tego szacunku jest pozostawienie jej na zewnątrz, tam gdzie jej miejsce. Pozwólcie dzikim stworzeniom pozostać dzikimi i zadbajcie o czystość swoich kuchennych płytek. Jeśli chcecie zaopatrzyć się w akcesoria, które naprawdę przetrwają starcie z waszymi dziećmi bez wprowadzania bagiennych bakterii do waszego domu, sprawdźcie linki powyżej.
Kłopotliwe pytania, które zawsze mi zadajecie
A co, jeśli moje dziecko już wpuściło rybę ze stawu do domowego akwarium?
Och, kochana, musisz ją stamtąd wyciągnąć. Najlepiej jeszcze dziś. Jeśli masz tam inne rybki, ten mały, dziki bass potraktuje je jak szwedzki stół, gdy tylko odrobinę podrośnie. Poza tym ryby ze stawu przenoszą dziwne pasożyty, na które domowe rybki ze sklepu zoologicznego mają absolutnie zerową odporność. Przełóż dzikusa do plastikowego pojemnika, zabierz dzieci na uroczyste "wypuszczenie na wolność" nad jezioro, a potem zrób ogromną podmianę wody w swoim akwarium, zanim twoje złote rybki złapią coś paskudnego.
Czy malutki bass zje naszą złotą rybkę?
Tak, absolutnie i bez cienia wątpliwości. Bassy wielkogębowe to agresywne drapieżniki. Nawet jeśli w tej chwili bass wydaje się mniejszy od złotej rybki, będzie ją nękał, podgryzał jej płetwy, aż w końcu ją przerośnie i połknie w całości. Nie bez powodu mają gigantyczne pyski. Nie traumatyzuj swoich dzieci wizją poranka, podczas którego zastaną w akwarium na wpół zjedzonego pupila.
Czy nie mogę po prostu jej wypuścić, kiedy zrobi się zbyt duża na szklaną kulę?
Rzecz polega na tym, że jeśli wpuścisz dziką rybę do domowego akwarium, zostanie ona narażona na kontakt z bakteriami czy chorobami, które mogą skrywać się w twojej wodzie lub filtrze. Jeśli po kilku miesiącach wypuścisz ją z powrotem do dzikiego jeziora, możesz przypadkowo wprowadzić do naturalnego ekosystemu obcą chorobę i wybić mnóstwo rodzimych ryb. Kiedy wprowadzisz ją do sztucznego środowiska na dłuższy czas, jej powrót nie jest już taki prosty i bezpieczny, jak mogłoby się wydawać. Po prostu od początku nie przynoś jej do domu.
Jak wyczyścić ręce mojego dziecka po tym, jak dotykało wody ze stawu?
Jeśli jesteście nad jeziorem i nie macie dostępu do umywalki, użyjcie chusteczek dla niemowląt, aby zmyć widoczne błoto, a następnie zastosujcie solidną dawkę płynu do dezynfekcji. Ale w sekundzie, w której przekroczycie próg domu, poprowadźcie je prosto do łazienki i użyjcie ciepłej wody i mydła antybakteryjnego. Nie pozwalajcie im jeść przekąsek w samochodzie w drodze powrotnej, jeśli ich ręce wciąż pachną wodą z bagna. Nauczyłam się tego na własnych błędach, a żaden wirus żołądkowy nie jest tego wart.
Czy można zatrzymać małą rybkę, jeśli wiemy, że nie urośnie duża?
Nawet jeśli macie absolutną pewność, że to zwykła mała płotka, a nie narybek ryby drapieżnej, nadal narażacie się na te same problemy z bakteriami i pasożytami. Dzika woda to brudna woda. Ponadto, dzikie ryby przyzwyczajone są do zimnej, dobrze natlenionej, płynącej wody, więc w stojącej wodzie w szklanej domowej kuli zazwyczaj i tak zdychają po kilku dniach, co prowadzi tylko do łez i śmierdzącego domu.





Udostępnij:
Wielka katastrofa z pesto dla malucha (i jak zrobić to dobrze)
Czego nauczył mnie atak paniki na widok larw biedronki