Stałam w kościelnym korytarzu, próbując dyskretnie wyciągnąć zbłąkanego krakersa w kształcie rybki z nosa mojego malucha, kiedy osaczyła mnie starsza kobieta o dobrych intencjach. Minęły cztery miesiące od mojego poronienia. Poklepała mnie po ramieniu, spojrzała na mnie tymi swoimi przepełnionymi litością oczami i szepnęła: „Bóg po prostu potrzebował kolejnego aniołka, kochanie”. Jestem prawie pewna, że moja dusza na chwilę opuściła ciało. Stałam tam, ściskając w dłoni na wpół zgniecioną paczkę przekąsek i miałam ochotę krzyczeć, że nie obchodzą mnie braki kadrowe w anielskim chórze – chciałam mojego dziecka. To był dokładnie ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że ludzie kompletnie nie potrafią rozmawiać o stracie ciąży i właśnie dlatego dni poprzedzające 22 sierpnia sprawiają, że mam ochotę schować się pod łóżkiem z rodzinną paczką orzechowych M&M'sów.
Moja mama zawsze powtarza, że czas leczy rany, co szczerze mówiąc, jest bzdurą, bo czas sprawia tylko, że stajesz się lepsza w dźwiganiu ciężarów, jednocześnie udając, że wcale się nie pocisz. Porozmawiajmy o Dniu Tęczowego Dziecka 2025. Zbliża się wielkimi krokami. A jeśli się go obawiasz, albo czujesz się winna, że się go obawiasz, lub czujesz się winna, że w ogóle cię cieszy – przysiądź się. Będę z tobą do bólu szczera.
Dlaczego metafora burzy przyprawia mnie o tik nerwowy
Cała koncepcja „tęczowego dziecka” opiera się na pomyśle, że po strasznej burzy pojawia się piękna tęcza. Boże drogi, ktokolwiek to wymyślił, na pewno miał dobre intencje. Chciano dać pogrążonym w żałobie rodzicom symbol nadziei. Ale szczerze mówiąc, naprawdę nienawidzę nazywania dziecka, które straciłam, „burzą”. Ta ciąża nie była jakimś mrocznym, przerażającym zjawiskiem pogodowym. To było moje dziecko. Było kochane, a jego krótkie istnienie nie było straszliwym huraganem, który musiałam przetrwać, by zasłużyć na słoneczny dzień. Nie było tylko przystankiem w drodze do kolejnego dziecka.
Mój mąż w zasadzie zaczął nazywać naszego drugiego syna naszym „zwycięskim dzieckiem”, ponieważ jest wielkim fanem sportu i stwierdził, że sprowadzenie go bezpiecznie na ten świat było jak największa, najtrudniej wywalczona wygrana w naszym życiu. Szczerze mówiąc, wolę takie określenie. Wygrana docenia tę absolutnie wyczerpującą walkę, nie umniejszając jednocześnie samej grze. Kiedy w końcu zaszłam w ciążę z małym d (tak nazywamy Dallasa, żeby trzymać internetowych dziwaków na dystans), spędziłam pierwsze dwadzieścia tygodni na wstrzymywaniu oddechu. Każdy skurcz, każde dziwne ukłucie, każde dodatkowe wyjście do łazienki przyprawiało mnie o zawrót głowy. Niepokój nie zniknął magicznie w sekundzie, w której zobaczyłam dwie różowe kreski. Wręcz przeciwnie – zdwoił się i zadomowił na stałe.
Więc kiedy ludzie oczekują, że będziesz tym promiennym, wdzięcznym naczyniem pełnym czystego słońca, bo w końcu doczekałaś się swojej tęczy, to boli jak policzek. Masz prawo być przerażona. Masz prawo opłakiwać dziecko, które straciłaś, trzymając w ramionach to, które masz. Radość i druzgocący smutek mogą absolutnie siedzieć razem na przednim siedzeniu minivana, podczas gdy ty kurczowo zaciskasz dłonie na kierownicy, próbując nie zjechać do rowu. Jeśli chodzi o terminologię „anielskiego dziecka” – po prostu ją odpuść, jeśli jej nienawidzisz, a zatrzymaj, jeśli przynosi ci spokój.
Co mój pediatra naprawdę powiedział o poporodowej panice
Mieszkanie tutaj, na wiejskich terenach Teksasu, oznacza, że do najbliższego specjalisty jest 45 minut jazdy samochodem przez pastwiska dla krów. Nie możesz po prostu wyskoczyć na miasto, żeby się czymś zająć, kiedy żal uderza ze zdwojoną siłą. Jesteś tu uwięziona z cykadami i własnymi galopującymi myślami. Pamiętam, jak siedziałam w oświetlonym świetlówkami gabinecie podczas kontroli dwumiesięcznego małego d, płacząc tak mocno, że moja koszula była przemoczona, przekonana, że zawodzę jako mama, bo nie mogłam spać, nawet gdy on całkowicie odleciał. Czytałam na jakimś forum, że spora część kobiet cierpi na PTSD po stracie, i szczerze mówiąc, opierając się na historiach wszystkich znanych mi matek, te liczby wydają się podejrzanie niskie.

Moja pediatra, doktor Miller, podała mi szorstki ręcznik papierowy i powiedziała, że posiadanie dziecka po stracie miesza w chemii mózgu w sposób, którego prawdopodobnie wciąż w pełni nie rozumiemy. Powiedziała, że moja hiperczujność nie była wadą charakteru, ale wariującym biologicznym mechanizmem obronnym. W gruncie rzeczy uświadomiła mi, że trauma nie wyparowuje tak po prostu dlatego, że miałaś zdrowy poród, co było niesamowicie budujące, słysząc to od kogoś z dyplomem medycznym, a nie tylko z idealnie wykreowanej infografiki na Instagramie. Delikatnie namówiła mnie do dołączenia do konkretnej grupy wsparcia, co pomogło znacznie bardziej niż te wszystkie rzekomo niezbędne lawendowe olejki, które moja sąsiadka agresywnie mi wciskała.
Kupowanie rzeczy, gdy śmiertelnie boisz się zapeszyć
Urządzanie pokoiku dla dziecka po wcześniejszej stracie to całkowita psychologiczna gra z samą sobą. Z moim najstarszym, Coltonem (moją żywą przestrogą, który obecnie próbuje nauczyć wiejskie psy jeść ze stołu w kuchni), kupiłam absolutnie wszystko już w ósmym tygodniu. Wózek, łóżeczko, pasujące ekologiczne otulacze – cały zestaw. Byłam błogo naiwna. W przypadku mojego „zwycięskiego dziecka” odmówiłam kupienia choćby jednej pieluszki aż do trzeciego trymestru. Czułam się tak, jakby samo wyciągnięcie karty kredytowej miało w jakiś sposób zapeszyć całą ciążę.
Prowadzenie małego sklepu na Etsy w naszym garażu też nie pomagało mojemu zdrowiu psychicznemu. Sierpień to zazwyczaj czas, kiedy ludzie zaczynają zamawiać spersonalizowane ozdoby świąteczne, a ja, w szóstym miesiącu ciąży, próbowałam malować wesołe, małe drewniane bałwanki, pocąc się w koszulce przy prawie 40-stopniowym upale i obsesyjnie licząc kopnięcia. Jeśli nie ruszał się przez godzinę, wypijałam duszkiem szklankę lodowatej wody i szturchałam się w brzuch, dopóki nie oddał kopniaka, prawdopodobnie wkurzając go do granic możliwości jeszcze przed narodzinami. W byciu mamą tak naprawdę nigdy nie ma przerwy.
Kiedy w końcu się poddałam i pozwoliłam sobie coś kupić, pierwszą rzeczą był Drewniany stojak edukacyjny Baby Gym | Tęczowy zestaw z zabawkami w kształcie zwierzątek. Właściwie zamówiłam to o drugiej w nocy, zajadając stres suchymi płatkami śniadaniowymi nad zlewem. Chciałam czegoś pięknego, ale i naturalnego – absolutnie niczego głośnego, plastikowego czy irytującego. Kiedy przesyłka dotarła, usiadłam na podłodze pustego pokoju dziecięcego i po prostu wyłam, składając ten mały drewniany stojak w kształcie litery A. Stał się dla mnie tak dziwnym, namacalnym symbolem nadziei. Wiszące zabawki – ten mały słonik i teksturowane kółka – są niezwykle starannie wykonane, ale co ważniejsze, całość dawała poczucie niesamowitego spokoju. Jest w pełni zgodny z metodą Montessori i wykonany z pozyskiwanego w zrównoważony sposób drewna, co pomogło ukoić mój sparanoidowany matczyny umysł w kwestii toksycznych chemikaliów ulatniających się w domu. Koniec końców, było to jego absolutnie ulubione miejsce do wpatrywania się przez pierwsze sześć miesięcy życia. Gorąco polecam, jeśli szukasz delikatnego, pięknego sposobu na uhonorowanie swojej drogi w pokoju dziecka, bez poczucia przytłoczenia.
Później przyjaciółka o dobrych intencjach przysłała nam Wodoodporny śliniak dziecięcy z motywem tęczy. Słuchajcie, będę z wami całkowicie szczera – to naprawdę solidny śliniak. Łapie purée ze słodkich ziemniaków jak absolutny mistrz, świetnie zmywa się go w zlewie, a silikon jest wolny od BPA. Mały wzór tęczy i chmurki jest uroczy, ale bądźmy szczerzy, to tylko łapacz jedzenia, który i tak pokrywa się rozmazanym groszkiem i ulewaniem. Robi dokładnie to, co obiecuje, ale nie spodziewajcie się, że w cudowny sposób zmieni wasze życie. Po prostu utrzymuje koszulkę waszego dziecka w czystości, i to jest okej.
To, na punkcie czego miałam obsesję, to materiał dotykający jego skóry. Ponieważ mój niepokój sięgał zenitu, wpadłam w hiperfiksację na punkcie tkanin. Moja babcia zawsze mówiła, że dzieci potrzebują po prostu zwykłej, oddychającej bawełny i tym razem wcale się nie myliła. Kupiłam cały stos bluzeczek Wygodna prążkowana koszulka dziecięca z długim rękawem z bawełny organicznej w odcieniu szałwiowej zieleni. Mają dziewięćdziesiąt pięć procent bawełny organicznej z domieszką stretchu na tyle dużą, że nie masz poczucia, że łamiesz dziecku rękę, próbując przecisnąć ją przez tę wielką głowę. Pięknie znoszą pranie, co ma ogromne znaczenie, ponieważ absolutnie nikt nie ma czasu na ręczne pranie ubranek dla niemowląt, gdy jedziesz na dwóch godzinach snu i zimnej kawie rozpuszczalnej.
Jeśli utknęłaś właśnie w tej dziwnej, przerażającej fazie wicia gniazda i chcesz rozejrzeć się za bezpiecznymi, wolnymi od chemii opcjami dla swojego malucha, bez poczucia całkowitego przytłoczenia – weź głęboki oddech i sprawdź kolekcję organicznych ubranek dla dzieci Kianao.
Jak naprawdę wspierać swoich przyjaciół w tym czasie
Jeśli czytasz to, ponieważ ktoś, kogo kochasz, spodziewa się dziecka lub właśnie urodził po wcześniejszej stracie, posłuchaj mnie uważnie. Nie pisz do nich frazesów o boskim planie, zmuszając do patrzenia na jasną stronę i oczekując, że tak po prostu poradzą sobie z miażdżącym niepokojem. To potwornie wyczerpujące. Zamiast tego po prostu napisz: „Myślę dziś o tobie i wszystkich twoich dzieciach, chcesz, żebym podrzuciła ci jakieś tacosy?”. Tacosy rozwiązują wiele natychmiastowych problemów. Akceptacja i zrozumienie ich uczuć załatwiają resztę. Uznaj istnienie dziecka, które stracili. Używaj jego imienia, jeśli mu je nadali. Nie zachowuj się, jakby to nowe dziecko było częścią zamienną dla zepsutego urządzenia.

To zabawne, jak bardzo żałoba wprawia ludzi w zakłopotanie, zwłaszcza u nas na Południu. Radzimy sobie z tragedią, przynosząc ciężkie zapiekanki, co jest świetne do momentu, gdy zapiekanki się skończą, a wszyscy oczekują, że całkowicie wrócisz do normy. Ale po stracie ciąży nie ma już powrotu do normalności. Zmieniasz się bezpowrotnie. A kiedy każdego sierpnia nadchodzi Dzień Tęczowego Dziecka, wszystkie te skomplikowane uczucia nieproszenie wracają na powierzchnię.
Niektóre mamy chcą wykrzykiwać swoją radość z dachów i ubierać swoje dzieci od stóp do głów w tęczowe wzory, organizując przy tym wielką imprezę. Inne mamy wolą wylogować się z Instagrama, wyłączyć telefon i udawać, że ten dzień w ogóle nie istnieje. Obie reakcje są w stu procentach okej. Mój pierwszy Dzień Tęczowego Dziecka spędziłam, szlochając pod prysznicem, podczas gdy mąż pilnował dzieci, a w drugi kupowałam kolorowe pączki z posypką na śniadanie. Żałoba nie jest linią prostą. To poplątany kłębek włóczki, o który czasami się potykasz, kiedy po prostu próbujesz pójść do kuchni po szklankę wody.
Tworzenie własnych zasad na dwudziestego drugiego sierpnia
Nie jesteś winna internetowi idealnie wykadrowanego posta. Nie jesteś winna teściowej szczęśliwej, rodzinnej sesji zdjęciowej. Jeśli chcesz świętować, zrób to całkowicie na własnych zasadach. Posadź drzewo w ogródku. Kup sobie ładną biżuterię, którą będziesz mogła nosić na co dzień. Przekaż darowiznę na rzecz organizacji wspierającej rodziców po stracie, jeśli masz na to fundusze. Albo po prostu przetrwaj ten dzień w swoich najstarszych dresach, pochłaniając kiczowate reality show.
Jeśli szukasz delikatnego, zrównoważonego sposobu na uhonorowanie swojej drogi w tym roku lub desperacko potrzebujesz przemyślanego prezentu dla mamy po stracie, która przechodzi przez trudny czas, chwyć kubek kawy i zapoznaj się dziś z piękną kolekcją ekologicznych akcesoriów dla niemowląt od Kianao.
Pytania, o które możesz być zbyt zmęczona, by zapytać
Czy to w porządku, jeśli absolutnie nienawidzę określenia „tęczowe dziecko”?
Och, w stu procentach tak. Wygłosiłam tyradę na ten temat już wcześniej. Jeśli tego nienawidzisz, nie używaj. Nazywaj je swoim słoneczkiem, małym cudem lub po prostu swoim słodkim dzieckiem. Nikt nie ma prawa kontrolować słownictwa twojej żałoby. To ty ją przeżywasz, więc ty decydujesz, jak ją nazywać.
Jak mam radzić sobie ze wszystkimi ogłoszeniami o ciąży w Dzień Tęczowego Dziecka?
Wycisz je natychmiast. Przestań obserwować. Wrzuć telefon do jeziora, jeśli musisz. Poważnie, chroń swój spokój za wszelką cenę. Jeśli widok radosnych postów innych osób wywołuje u ciebie niepokój lub żal, nie masz absolutnie żadnego obowiązku wchodzić z nimi w interakcje. Twoje zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż ich potrzeba lajków.
Czy powinnam kupić przyjaciółce konkretny prezent z okazji Narodowego Dnia Tęczowego Dziecka?
Zwykle najlepszy jest prosty, szczery sms uświadamiający, że pamiętasz o tym dniu, ale jeśli twoim językiem miłości są prezenty, pomiń głośne, krzykliwe rzeczy. Miękki ekologiczny kocyk lub piękna drewniana szkatułka na pamiątki to zazwyczaj znacznie bezpieczniejszy, przemyślany wybór, który jej nie przytłoczy.
Mój niepokój w nowej ciąży jest okropny. Czy to kiedykolwiek naprawdę minie?
Zdecydowanie nie jestem lekarzem, ale z mojego osobistego doświadczenia wynika, że to nie ustaje całkowicie, a jedynie zmienia formę. Gdy już się urodzą, martwisz się o ich oddychanie. Potem martwisz się, że jedzą kamienie z podjazdu. Zdecydowanie łatwiej jest dźwigać to psychiczne obciążenie, ale koniecznie porozmawiaj z terapeutą, jeśli spędza ci to sen z powiek. Nie musisz cierpieć w milczeniu.
Co, jeśli nie czuję się „wystarczająco szczęśliwa” po narodzinach mojego dziecka?
Wtedy jesteś całkowicie normalną ludzką istotą, która przetwarza złożoną traumę, jednocześnie zmagając się z ekstremalnym brakiem snu i drastycznym spadkiem hormonów. Bądź dla siebie niezwykle wyrozumiała, powiedz lekarzowi dokładnie, jak się czujesz bez owijania w bawełnę i błagam, nie porównuj swojej chaotycznej rzeczywistości do czyjegoś idealnie wyfiltrowanego skrótu z najważniejszych wydarzeń.





Udostępnij:
Kim jest dziecko tornado? Medyczne fakty, które chciałabym znać
Trend na pluszowe bliźniaki z 19 września: co musisz wiedzieć