Stałam po kolana w teksaskim błocie, trzymając mojego najstarszego syna za szelki dżinsowych ogrodniczek, żeby nie rzucił się na druciane ogrodzenie. W tym samym czasie dwumetrowy ptak przypominający dinozaura przewiercał moją duszę wzrokiem. Właściciel farmy, facet o imieniu Earl, który wyglądał, jakby nie spał od 1998 roku, stał nonszalancko po drugiej stronie bramki, trzymając w jednej ręce małe emu, jakby to był ziemniak. Mój syn wrzeszczał z natężeniem dźwięku, które zazwyczaj słyszę tylko wtedy, gdy rozładuje się iPad, i domagał się, abym pozwoliła mu zabrać tę małą, pasiastą puchatą kulkę do domu, żeby zamieszkała w jego pokoju.

Jeśli masz dziecko o silnym charakterze, doskonale znasz ten specyficzny rodzaj publicznej paniki, którego właśnie doświadczałam. Wiesz też, że logika nie działa na trzylatka, który właśnie uznał, że jego życiowym celem jest posiadanie egzotycznego drobiu.

O tym, jak facet ze sklepu rolniczego dał nam fatalną radę

Cała ta sytuacja zaczęła się od tego, że mój mąż uznał, że oglądanie piskląt w lokalnym sklepie z paszami będzie uroczą rozrywką na sobotni poranek. Poszliśmy tam po karmę dla psa, a wyszliśmy z ulotką lokalnego gospodarstwa sprzedającego bezgrzebieniowce. Nawet nie wiedziałam, co to jest bezgrzebieniowiec, ale okazuje się, że to kategoria wielkich, nielotnych ptaków, które na polnej drodze biegają szybciej niż mój minivan. Mój najstarszy syn zobaczył na tablicy ogłoszeń zdjęcie małego emu i to by było na tyle. Jechaliśmy na farmę.

Earl z wielką chęcią opowiedział mi wszystko o tym, jak hoduje się te ptaki i muszę przyznać, że to sprawiło, że spojrzałam na mojego męża z zupełnie nowym poziomem irytacji. W świecie emu to tata robi dosłownie wszystko. Mówię o siedzeniu na gnieździe z gigantycznymi turkusowymi jajami nawet do sześćdziesięciu dni bez przerwy. Z tego, co zrozumiałam z mruknięć Earla, samiec przez ten cały czas nie je, nie pije i nie opuszcza gniazda, tracąc przy tym chyba połowę masy ciała tylko na wysiadywanie swoich dzieci. Tymczasem mój mąż narzeka na ból pleców, jeśli musi kołysać małą przez ponad piętnaście minut po karmieniu o drugiej w nocy. Biedaczek, ale skoro wielki ptak potrafi głodować przez dwa miesiące, żeby być dobrym tatą, to myślę, że ludzcy mężczyźni poradzą sobie z załadowaniem zmywarki bez proszenia o medal.

Toddler in mud boots reaching toward an animal pen at a Texas farm

Moja pediatra mało na mnie nie nakrzyczała przez ten drób

Gdy Earl próbował podać to wiercące się, pasiaste małe emu przez płot mojemu rozpaczliwie wyciągającemu rączki maluchowi, zawibrował mi telefon. To dzwoniono z przychodni dr Miller w sprawie dziwnej wysypki mojej najmłodszej córki. Kiedy mimochodem wspomniałam, gdzie właśnie stoję, ton pielęgniarki zmienił się nie do poznania.

My pediatrician practically yelled at me over poultry — The Day My Toddler Tried To Steal A Baby Emu At The Local Texas Farm

Nasza przychodnia ma bardzo rygorystyczne podejście do kontaktu dzieci poniżej piątego roku życia z żywymi ptakami. Półświadomie zdawałam sobie sprawę, że kurczaki przenoszą zarazki, ale dr Miller powiedziała mi później, że układ odpornościowy niemowląt po prostu nie jest przystosowany do tego, co żyje na ptasich piórach i łapach. Rzucała przerażającymi statystykami na temat salmonelli i innej bakterii, która chyba nazywała się Campylobacter (co brzmi jak koszmarny obóz letni dla gimnazjalistów, a w rzeczywistości jest agresywnym wirusem żołądkowym, przez który dziecko ląduje w szpitalu pod kroplówką). Zabrzmiało to tak, jakby dotknięcie pisklaka było w zasadzie tym samym, co polizanie podłogi w publicznej toalecie. Odciągnęłam syna od płotu tak szybko, że o mało nie naderwałam sobie mięśnia w ramieniu.

Mój najstarszy syn to właściwie chodząca przestroga dla wszystkiego, co robię. Kiedy był niemowlakiem, pozwoliłam mu pełzać po mini-zoo, a tydzień później płaciliśmy ogromny rachunek ze szpitala za leczenie odwodnienia, bo złapał jakiegoś tajemniczego farmowego wirusa. Powiem wam szczerze – więcej tego błędu nie popełnię. Płyn do dezynfekcji rąk nie leczy wszystkiego, bez względu na to, co twierdzi moja babcia.

Podłogi na farmie i dlaczego natura bywa brutalna

Skoro nie mogliśmy dotykać ptaków, Earl uznał, że potrzebujemy pełnego wykładu na temat infrastruktury rolnej. Okazuje się, że jeśli postawisz świeżo wyklute emu na śliskiej powierzchni, takiej jak panele podłogowe lub gazeta, ich małe bioderka po prostu trwale wyskakują ze stawów. Nazywa się to rozjeżdżaniem nóg i jest nieodwracalne. Muszą dorastać na gumowych matach albo na ubitej ziemi.

Szczerze mówiąc, po wysłuchaniu tego poczułam się trochę lepiej z moimi własnymi rodzicielskimi niepokojami. Spędzamy tyle czasu stresując się, czy nasze domy są idealnie zabezpieczone przed dziećmi i czy rogi stolików kawowych nie spowodują trwałego uszkodzenia mózgu, a tymczasem natura daje ptakom biodra, które zwichną się, jeśli będą chodzić po niewłaściwej trawie. To daje dobrą perspektywę, kiedy składasz czwarte pranie i zastanawiasz się, czy krzywdzisz swoje dzieci, pozwalając im oglądać za dużo bajki o Bluey.

A skoro mowa o praniu i ubieraniu tych delikatnych istotek, które wychowujemy, w przypadku mojej najmłodszej w zasadzie nie rozstaję się z body z organicznej bawełny z motylkowymi rękawkami. Rozciąga się na tyle, by bez walki przejść przez jej wielką głowę, co jest dla mnie ogromnym plusem. Powiem jednak jedno: zdecydowanie kupujcie ciemniejsze kolory, bo biały zacznie wyglądać jak miejsce zbrodni w tej samej sekundzie, w której wasze dziecko chociażby spojrzy na miseczkę z przetartą marchewką.

Dziwaczny trend w pielęgnacji skóry, o który nikt nie prosił

To prowadzi mnie do absolutnie najbardziej szalonej części naszej rozmowy o emu. Kiedy opowiedziałam mamom z mojej lokalnej grupy na Facebooku o naszej niefortunnej przygodzie na farmie, trzy różne kobiety natychmiast zapytały, czy przy okazji kupiłam ptasi tłuszcz. Myślałam, że żartują.

Dziewczyny, one nie żartowały. Istnieje cała subkultura „eko-mam”, które przysięgają, że wcieranie oleju z emu w skórę ich dzieci leczy ciemieniuchę, egzemę i odparzenia pieluszkowe. Siedziałam tam, wpatrując się w telefon w kolejce przed przedszkolem i próbując przetrawić fakt, że ludzie biorą wytopiony tłuszcz z ptaka-dinozaura i smarują nim twarze swoich niemowląt.

Słuchajcie, jestem w stu procentach za naturalnymi metodami. Moja babcia nakładała mleko z piersi dosłownie na wszystko, od zapalenia spojówek po ukąszenia komarów, i choć wtedy przewracałam na to oczami, teraz sama to robię. Ale ptasi smalec to granica, której nie przekroczę. Kobiety w internecie wmawiały mi, że idealnie naśladuje ludzkie lipidy skóry, i może to prawda, ale moja pediatra stwierdziła, że standardowa wazelina lub dobry krem na bazie roślinnej działają równie dobrze i nie wymagają wysyłania zwierzęcia do rzeźni. Po prostu nie mogę znieść tego zapachu ani samego pomysłu. Zawsze wybiorę masło owsiane lub skwalan. Chcę, żeby moje dziecko pachniało lawendą i czystą bawełną, a nie sklepem rolniczym.

Jeśli chcecie postawić na naturę bez uciekania się do produktów ubocznych rolnictwa, po prostu trzymajcie się ubranek niemowlęcych z organicznej bawełny i roślinnych akcesoriów Kianao. Oszczędzi wam to odpowiadania na naprawdę dziwne pytania, kiedy przyprowadzacie dziecko do żłobka.

A baby wearing an organic cotton bodysuit while playing on a rug

Zabawki, które potrafią przetrwać w moim domu

Earl wspomniał, że aby zmusić małe emu do jedzenia, trzeba wrzucać do ich misek błyszczące rzeczy, na przykład folię aluminiową lub sztućce, żeby zaczęły je dziobać. Zaśmiałam się na głos, bo czuję się dokładnie tak samo, gdy próbuję przekonać moją roczną córkę, by zjadła cokolwiek innego niż czerstwy chrupek, którego znalazła pod kanapą.

Toys that actually survive my house — The Day My Toddler Tried To Steal A Baby Emu At The Local Texas Farm

Niemowlęta to w zasadzie małe ptaszki, które ciągnie do lśniących, niebezpiecznych przedmiotów. Kiedy moje średnie dziecko ząbkowało, wydałam fortunę na wymyślne, estetyczne zabawki, które całkowicie zignorowała. Będę z wami szczera – kupiłam silikonowo-bambusowy gryzak Panda z nadzieją, że będzie to magiczna różdżka na jej opuchnięte dziąsła. Jest... w porządku. Moja najmłodsza lubi gryźć małe bambusowe uszka, ale moje średnie dziecko całkowicie to zignorowało, woląc żuć moje brudne kluczyki do samochodu, więc wasze doświadczenia mogą być różne. Przynajmniej można go myć w zmywarce, co jest jedynym powodem, dla którego wciąż trzymam go w torbie na pieluchy.

To, co w moim domu jest używane dosłownie codziennie, to miękkie klocki dla niemowląt. Są prawdziwymi zwycięzcami z jednego prostego powodu: kiedy o 2:00 w nocy idę boso przygotować butelkę i na nie nadepnę, zgniatają się, zamiast wysłać mnie na ostry dyżur z przebitą piętą. Dzieci rzucają nimi w siebie, gryzą je, wrzucają do wanny, a one i tak jakimś cudem wciąż wyglądają jak nowe. Z takich właśnie małych zwycięstw składa się życie, kochani.

Godzenie się z moim nudnym podwórkiem

Jeśli uważacie, że postawienie dwumetrowego dinozaura na podmiejskim podwórku obok trampoliny to dobry pomysł, to niech was Bóg ma w swojej opiece.

Odjechaliśmy z farmy Earla bez ptaka na tylnym siedzeniu, ku absolutnej rozpaczy mojego trzylatka, który płakał przez całe dwadzieścia minut drogi do domu. Powiedział mi, że rujnuję mu życie i że ucieknie, żeby zamieszkać w stodole. Podałam mu soczek w kartoniku i podgłośniłam radio.

Wychowywanie ludzkich dzieci jest wystarczająco szalone i bez dodawania do tego agresywnego inwentarza. Pomiędzy eksplodującymi pieluchami, regresami snu, które wywołują u ciebie halucynacje, i ciągłym strachem, że w jakiś sposób rujnujesz ich rozwój emocjonalny, bo krzyknęłaś z powodu rozlanego mleka, mamy wystarczająco dużo na głowie. Nie potrzebuję się martwić, że moja podłoga jest zbyt śliska dla stawów biodrowych małego emu, i zdecydowanie nie chcę tłumaczyć mojemu agentowi ubezpieczeniowemu, dlaczego wielki ptak wybił kopnięciem dziurę w moich drzwiach tarasowych.

Zamiast gonić za szalonymi snami o farmie i kupować dziwaczne zwierzęce tłuszcze, po prostu zaopatrzcie się w porządne, organiczne ubranka i zabawki, które nie doprowadzą was do bankructwa, i miejcie to z głowy. Sprawdźcie poniżej naszą kolekcję bezpiecznych, naturalnych niezbędników, a zwierzęta hodowlane zachowajcie na książeczki z obrazkami.

Trudne pytania, które zwykle słyszę w tym temacie

Czy naprawdę można trzymać emu jako zwierzątko domowe?
Podobno w Teksasie można trzymać prawie wszystko, o ile ogrodzenie jest odpowiednio wysokie, co jest dość przerażające. Ale samo to, że możesz legalnie coś posiadać, nie oznacza, że powinno to stać obok huśtawki twojego dziecka. Dorosłe osobniki są ogromne i potrafią kopnąć na tyle mocno, że złamią słupek ogrodzeniowy. Ja zostaję przy golden retrieverach.

Dlaczego farmer powiedział, że nie wolno pomagać ptakom wykluwać się z jaj?
To mnie trochę przeraziło, ale Earl stwierdził, że pisklęta rozwijają specjalne, tymczasowe mięśnie w szyi tylko po to, żeby przebić się przez skorupkę. Jeśli człowiek rozbije jajo, żeby im „pomóc”, pisklę nie napracuje się wystarczająco mocno, przez co ostatecznie nie wchłonie odpowiednio swojego woreczka żółtkowego. Matka Natura bywa naprawdę bezlitosna.

Czy olej z emu jest naprawdę niezbędny na egzemę u niemowląt?
Nie jestem lekarzem, ale moja pediatra przewróciła oczami tak mocno, że myślałam, iż zemdleje, kiedy o to zapytałam. Zasadniczo powiedziała, że nie ma absolutnie żadnego medycznego powodu, by używać topionego zwierzęcego tłuszczu, skoro standardowy skwalan roślinny, czy nawet tania wazelina, tworzą dokładnie taką samą barierę wilgoci bez tego dziwnego rolniczego bagażu.

Co się stanie, jeśli moje dziecko dotknie pisklaka na farmie?
Według mojego lekarza, dzieci poniżej piątego roku życia są bardzo podatne na zakażenie salmonellą od żywego drobiu. Jeśli twój maluch zdąży dotknąć ptaka, zanim rzucisz go na ziemię w ramach blokady, natychmiast udajcie się do zlewu i wyszorujcie mu ręce prawdziwym mydłem i wodą. Sam płyn do dezynfekcji nie zawsze wystarcza na taki farmowy brud.

Jak szybko w ogóle rosną te stworzenia?
Earl powiedział nam, że w pierwszym roku życia rosną od wielkości melona kantalupy do niemal dwóch metrów wzrostu. Gdyby moje dzieci rosły w takim tempie, zbankrutowałabym, próbując po prostu kupić im buty. Na całe szczęście, moje maluchy mieszczą się w swoje śpioszki w rozmiarze na 12 miesięcy chociaż przez jeden sezon.