Staliśmy w przewiewnej szkolnej sali gimnastycznej w Wicker Park, kiedy zaczął się krzyk. Nie było to zwykłe marudzenie malucha, ale ten wysoki, bezdechowy wrzask, który sprawia, że każdy rodzic w promieniu kilkunastu metrów zastyga w bezruchu. Mój syn miał na sobie masowo produkowany kostium baby saja, który dostał od zbyt entuzjastycznej cioci, a jego skóra była pokryta wściekle czerwoną pokrzywką.
Posłuchajcie, zazwyczaj można wyłapać ten dokładny moment, w którym dziecko osiąga swój limit sensoryczny. Dla mojego dziecka było to połączenie syntetycznej turkusowej peruki zsuwającej się na oczy i poliestrowej kamizelki w romby, która w dotyku przypominała żyłkę wędkarską z recyklingu. Skończyło się na tym, że rozebrałam go do samej pieluszki, prosto przy stoisku z zabawami.
Jeśli w ciągu ostatnich kilku miesięcy znaleźliście się w pobliżu telewizora lub placu zabaw, na pewno słyszeliście o KPop Demon Hunters. To ten film animowany, który według Netflixa jest ich największym hitem wszech czasów. Dzieci oszalały na jego punkcie. Rodzice są wykończeni ścieżką dźwiękową. I z jakiegoś powodu każdy maluch w naszej okolicy chce się przebrać za Baby Saja – złowrogiego, podstępnego demona rapera, który tak się składa, że ma bardzo uroczą, pastelową estetykę.
Rozumiem ten fenomen. Wygląd postaci jest niezaprzeczalnie uroczy. Ale znalezienie dla dzieci kostiumu baby saja, który nie jest przy okazji dosłownym narzędziem tortur, to już zupełnie inna bajka.
Rzeczywistość przebrań w stylu fast fashion
Muszę powiedzieć kilka słów o tych wszystkich kostiumach, które są teraz agresywnie reklamowane w sklepach w mediach społecznościowych. Większość z nich jest produkowana w jakieś dwanaście sekund przy użyciu absolutnie najtańszego, najmniej oddychającego plastiku znanego ludzkości. Kiedy owijasz spoconego malucha w takie materiały, w zasadzie zatrzymujesz ciepło i powodujesz tarcie tuż przy jego najbardziej wrażliwej barierze skórnej. Widziałam setki takich przypadków kontaktowego zapalenia skóry na oddziale pediatrycznym i zawsze nasilają się one w okolicach Halloween lub konwentów komiksowych.
I nie chodzi tylko o swędzenie, choć to już wystarczająco złe. Chodzi o łatwopalność. Nie lubimy o tym myśleć, ale te tanie syntetyczne mieszanki topią się, a nie spalają, gdy wejdą w kontakt z przypadkową świeczką lub grzejnikiem. Wtapiają się w skórę. To taki koszmarny scenariusz, który spędza sen z powiek pielęgniarkom na SOR-ze, a my tak po prostu zapinamy nasze dzieci w te kombinezony zagrożenia, by przez godzinę mogły wyglądać jak demoniczny raper.
A sam zapach tych strojów po wyciągnięciu ich z plastikowej torby wysyłkowej to po prostu ulatniające się chemikalia. Jestem całkiem pewna, że ich małe, rozwijające się płuca nie powinny wdychać rozpuszczalnika użytego do ufarbowania tego syntetycznego materiału na turkusowo.
Nawet nie dopuszczam do siebie myśli o nałożeniu na włosy malucha zmywalnego, kolorowego lakieru, bo wszyscy wiemy, że kończy się to tylko na trwale zafarbowanym dywanie w salonie.
Co mój pediatra myśli o tych akcesoriach
Kiedy tydzień po incydencie na sali gimnastycznej poszłam z synem na wizytę kontrolną, nadal drapał się po karku. Mój pediatra tylko na niego spojrzał i westchnął. Skończyło się na długiej rozmowie o tym, jak estetyka popkultury fatalnie przekłada się na bezpieczeństwo niemowląt i małych dzieci.
Weźmy na przykład włosy. Baby Saja ma te charakterystyczne turkusowe, niebiesko-szare włosy. W zestawach z kostiumami sprzedawane są sztywne, ciężkie peruki, które wyglądają przezabawnie na manekinie, ale dla dwulatka są prawdziwym sensorycznym koszmarem. Mój pediatra wspomniał, że poza ryzykiem zadławienia się wypadającymi syntetycznymi włóknami, peruki zatrzymują ogromne ilości ciepła, a przecież maluchy i tak wyjątkowo słabo radzą sobie z termoregulacją. Ich ciała po prostu nie potrafią skutecznie odprowadzać ciepła, gdy ich głowa owinięta jest plastikowym dywanem.
Do tego dochodzi jeszcze czapka. Bohater nosi odwrócony do tyłu, musztardowy kaszkiet z przypiętym niebieskim kwiatkiem niezapominajki. Oficjalne poradniki dotyczące gadżetów i tanie podróbki sugerują użycie przypinki z kwiatkiem. Ostra, metalowa agrafka znajdująca się milimetry od skóry głowy malucha.
Nie kupujcie tanich peruk, wyrzućcie tę agrafkę do kosza i po prostu przyklejcie kawałek niebieskiego filcu do żółtej bawełnianej czapeczki, jeśli chcecie zachować zdrowe zmysły i uniknąć wizyty na ostrym dyżurze z powodu rany kłutej.
Anatomia rapera-demona
Najbardziej ironiczne w kostiumie baby saja jest to, że to w zasadzie zwykły streetwear. Nie potrzebujecie plastikowej zbroi ani piankowego ogona. Potrzebujecie tylko odpowiednich warstw, co sprawia, że niezwykle łatwo jest go skompletować z ubrań, które Wasze dziecko będzie mogło jeszcze później założyć.

Bazą jest turkusowa lub jasnoniebieska bluzka z długim rękawem. Na to idzie kultowy różowy sweterek bez rękawów w romby lub kamizelka. Dół to po prostu ciemnoniebieskie lub fioletowe jeansy rurki. Jeśli chodzi o buty, będziecie potrzebować śnieżnobiałych sneakersów, najlepiej z różową podeszwą, choć życzę powodzenia w utrzymaniu ich w czystości przez więcej niż trzy minuty w jesiennej chlapie.
Rekwizyt to najłatwiejsza część. To dosłownie zwykła butelka dla niemowląt. Wręczyłam mojemu synowi jego szklaną butelkę w silikonowej osłonce – wyglądał całkowicie jak jego postać, a przy okazji nie zapominał o nawodnieniu.
Kompletowanie stroju z materiałów, które oddychają
Jeśli zamierzacie złożyć kostium baby saja, zacznijcie od bazy z bawełny organicznej. Chcecie materiałów, które naprawdę oddychają i poruszają się razem z dzieckiem, a nie sztywnych poliestrów, które ograniczają jego motorykę dużą.
My stworzyliśmy nasz kostium, używając miękkiej turkusowej bluzki z bawełny organicznej, którą już mieliśmy. Z różową kamizelką w romby było trochę trudniej, ale znalazłam lokalną dziewiarkę, która zrobiła ją z wełny merynosów. Była to inwestycja, ale teraz nosi ją po prostu na rodzinne obiady i wygląda w niej jak malutki, zadziorny profesjonalny golfista. Ciemne jeansy to po prostu jego codzienne, elastyczne spodnie.
Skończyło się na tym, że kupiłam Bambusowy kocyk dziecięcy we wzór kosmosu, aby użyć go jako prowizorycznej peleryny dla jego przyjaciela, który postanowił być niebiańskim tancerzem z chórku. Szczerze mówiąc, ten kocyk to obecnie moja ulubiona rzecz, jaką posiadamy. Otulamy go nim w wózku w drodze do domu, a włókna bambusowe wydają się naprawdę regulować jego temperaturę, zamiast po prostu dusić go gorącem. Ma taką miękką, lejącą się formę, która w dotyku przypomina wodę, a nadruk z planetami jest na tyle subtelny, że nie krzyczy z daleka "rzecz dla niemowlaka".
Wzięłam też Kocyk dziecięcy z organicznej bawełny z nadrukiem niedźwiedzi polarnych z myślą, że użyjemy go jako zimowej warstwy pod jego kostium na zewnątrz podczas zbierania cukierków. Do tego celu sprawdza się w porządku. Bawełna jest przyjemna, ale trochę za gruba, by nosić ją pod kamizelką w romby, więc teraz ten kocyk głównie leży złożony na oparciu fotela w pokoiku dziecięcym.
Kiedy w końcu wróciliśmy do domu z tej katastrofalnej imprezy, moje dziecko było wyczerpane. Zrzucił z siebie te wszystkie warstwy ubrań, złapał butelkę i wczołgał się pod swój Drewniany stojak edukacyjny, mając na sobie tylko pieluszkę i ten musztardowy kaszkiet. Od miesięcy obserwuję, jak wpatruje się w małego, wiszącego drewnianego słonika na tym stojaku, i była to jedyna rzecz, która w końcu pomogła mu się wyciszyć po wieczornym przestymulowaniu. Jest solidny, naturalne drewno nie gryzie się z wystrojem mojego salonu, a jemu dał bezpieczną, cichą przestrzeń do odreagowania popołudnia w roli demona.
Dlaczego tak obsesyjnie podchodzimy do detali
Myślę, że powodem, dla którego wariujemy, próbując idealnie odwzorować postacie takie jak Baby Saja, jest to, że chcemy być "tymi fajnymi" rodzicami. Chcemy, aby nasze dzieci miały te magiczne chwile, kiedy patrzą w lustro i widzą swoją ulubioną postać z bajki.

Ale dzieci nie dbają o ekranową wierność odwzorowania postaci. Nie obchodzi ich to, czy różowe podeszwy na białych trampkach mają ten sam odcień Pantone, co w filmie. Obchodzi je to, czy buty nie uciskają ich w palce. Obchodzi je to, czy kamizelka nie sprawia, że swędzi je szyja. Zależy im na tym, żeby mogły zgiąć kolana i podnieść z podłogi cukierek.
Kiedy przedkładamy estetykę nad wygodę, robimy to dla naszych profili na Instagramie, a nie dla naszych dzieci. Trudno to przełknąć, kochani, ale taka jest prawda. Sama musiałam nauczyć się tego na własnych błędach, stojąc w przewiewnej sali gimnastycznej i trzymając w ramionach kłębek swędzącego, toksycznego plastiku.
Następnym razem, gdy moje dziecko będzie chciało przebrać się za jakiś popkulturowy fenomen, najpierw spojrzę na metkę z materiałem, a dopiero potem na sam projekt. Jeśli to nie jest coś, w czym sama chętnie bym zasnęła, nie zmuszę go do chodzenia w tym przez trzy godziny.
Sprawdź nasze bezpieczne, przyjazne sensorycznie akcesoria przed kolejną imprezą przebieraną.
Bałaganiarska rzeczywistość dziecięcego cosplayu
Czy mogę użyć standardowych farbek do twarzy na policzkach mojego malucha, żeby upodobnić go do postaci?
Naprawdę bym tego nie robiła. Większość tych tanich farbek na Halloween jest pełna metali ciężkich i syntetycznych barwników, które po prostu niszczą barierę hydrolipidową dziecka. Mój pediatra podkreślał, że skóra malucha jest niesamowicie porowata. Jeśli już absolutnie musicie to zrobić, użyjcie odrobiny organicznego, spożywczego barwnika zmieszanego z balsamem bezpiecznym dla egzemy, ale szczerze mówiąc, dzieci i tak wytrą to sobie w oczy w ciągu pięciu minut, więc lepiej w ogóle to odpuścić.
Jak sprawić, żeby musztardowy kaszkiet utrzymał się na głowie, jeśli dziecko nienawidzi czapek?
Nie robić tego. Zakładasz czapkę na głowę, robisz jedno rozmazane zdjęcie na czat grupowy, a potem pozwalasz dziecku rzucić nią o podłogę. Próba zmuszenia malucha do noszenia czapki, której nienawidzi, to z góry przegrana bitwa, która skończy się płaczem dla wszystkich zaangażowanych. Odpuśćcie sobie czapkę, kochani.
Czy to dziwne, jeśli moje dziecko używa prawdziwej butelki dla niemowląt jako rekwizytu, chociaż jest już odstawione od piersi/butelki?
Absolutnie nie. Regresje i tak zdarzają się cały czas, gdy dzieci są przestymulowane. Jeśli noszenie pustej butelki lub takiej napełnionej wodą sprawia, że czują się bliżej postaci baby saja i pozwala im to zachować dobry humor podczas chaotycznego wydarzenia, po prostu dajcie im tę butelkę. To o wiele lepsze niż noszenie jakiejś ciężkiej, plastikowej kosy czy innej broni, którą bawią się starsze dzieci.
Co mam zrobić, jeśli odmawiają założenia różowej kamizelki w romby?
Po prostu zmieńcie taktykę. Powiedzcie im, że Baby Saja ma dziś na sobie swoją niewidzialną pelerynę, albo pozwólcie im nosić samą turkusową bluzkę. Piękno przebieranek w tym wieku polega na tym, że dzieci nie mają jeszcze w pełni rozwiniętego poczucia stałości obiektu i prawdopodobnie w połowie dnia i tak zapomną, jak wygląda ta postać. Nie walczcie z maluchem o sweter. Przegracie.
Czy białe trampki są absolutnie konieczne?
Posłuchajcie, kupowanie nowiutkich białych sneakersów dla dwulatka to ćwiczenie z finansowego masochizmu. Staną się szare, zanim w ogóle wyjdziecie z podjazdu. Po prostu załóżcie im jakiekolwiek wygodne, rozchodzone buty, które już mają. A jeśli ktoś na imprezie spróbuje Wam powiedzieć, że buty nie są kanoniczne dla KPop Demon Hunters, po prostu odejdźcie od tej osoby.





Udostępnij:
Droga dawna ja: Chaotyczny list otwarty o kupowaniu sandałków dla malucha
Nocna panika i poszukiwania maści na klatkę piersiową, gdy maluch choruje