Wtorkowy poranek. 7:14. Stoję na wilgotnej trawie w za dużym flanelowym szlafroku mojego męża, w jednej puszystej skarpetce, bo pies ukradł drugą, i trzymam kubek z kawą, którą podgrzewałam w mikrofali już trzy razy. Maya, która ma siedem lat i jest zdecydowanie zbyt rozbudzona jak na tę godzinę, piszczy z taką częstotliwością, że jestem prawie pewna, że właśnie rozbiła okno na werandzie sąsiada. Leo, mój czterolatek, jest całkowicie nagi od pasa w dół i wywija plastikowym Tyranozaurem niczym prymitywną maczugą.
A tam, trzęsąc się obok naszego smutnego, gnijącego kompostownika i na wpół zjedzonej cukinii, siedzi coś, co początkowo wzięłam za zmutowanego, zarażonego wścieklizną szczura-potwora.
To coś syczało. Maya płakała. Leo próbował nakarmić to płatkiem śniadaniowym. A ja po prostu mrugałam w pustkę, zastanawiając się, dlaczego nie mogę mieć zwykłego poranka, kiedy to je się mrożone gofry i krzyczy z powodu zgubionych butów, jak każda inna normalna rodzina na przedmieściach.
Wielka wtorkowa panika przed podwórkowym szczurem
Będę z wami całkowicie szczera, bo w końcu jesteśmy tu jak przyjaciele. Kiedyś absolutnie nienawidziłam oposów. Naprawdę myślałam, że to po prostu gigantyczne, agresywne śmieciowe trolle, które tylko czekają, by zrujnować mi życie i zarazić moją rodzinę średniowiecznymi plagami. Wiem, że to zupełnie niesprawiedliwe, ale tego właśnie nauczyło mnie jakieś dziewięćdziesiąt lat filmów animowanych i kreskówkowych złoczyńców. Z kolei wiewiórki mają u mnie pełne przyzwolenie na niszczenie ogrodu, tylko dlatego, że mają puszyste ogony i wyglądają uroczo, gdy trzymają żołędzie. W każdym razie, wracając do tematu, byłam przerażona tym maleńkim, trzęsącym się szarym kłębkiem w moim ogródku.
Mój mąż Dave w końcu wyczłapał na zewnątrz, popijając swoje idealnie gorące espresso, rzucił okiem na sytuację i ogłosił, że zamierza go „okiełznać”. Dave jest księgowym. Najbardziej niebezpieczną rzeczą, jaką na co dzień próbuje okiełznać, jest tabela przestawna w Excelu. Natychmiast wpadłam w panikę, ponieważ w sytuacjach kryzysowych jestem całkowicie bezużyteczna, i zaczęłam na niego krzyczeć, żeby tego nie dotykał, bo prawdopodobnie odgryzie mu twarz.
Zrobiłam więc to, co w nagłych wypadkach robi każda racjonalna, głęboko zestresowana milenialna matka. Chwyciłam za telefon, zamknęłam dzieci w domu, żeby nie zostały pogryzione, i gorączkowo zadzwoniłam do szwagierki, która w weekendy jest wolontariuszką w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt.
Odebrała po czwartym sygnale i od razu kazała mi się uspokoić, wziąć głęboki oddech i przestać zachowywać się jak idiotka.
Wszystko, co całkowicie źle zrozumiałam na temat oposów
Według mojej niezwykle cierpliwej szwagierki prawie wszystko, w co wierzyłam na temat tych dziwnych, małych podwórkowych stworzeń, było całkowicie błędne. One w ogóle nie są gryzoniami. Okazuje się, że to jedyne torbacze w Ameryce Północnej. A to oznacza, że mają torbę. Jak kangury. Dosłownie całe dorosłe życie mieszkam na przedmieściach i nie miałam pojęcia, że wokół kręcą się prawdziwe ssaki z torbami lęgowymi, wyjadając kleszcze z naszych krzaków.

Moje rozumienie biologii jest w dużej mierze oparte na tym, co tam piąte przez dziesiąte pamiętam z liceum, ale podobno samice oposów rodzą po niewiarygodnie krótkiej ciąży. Trwa ona na przykład 13 dni. A kiedy rodzą się młode, są wielkości trzmiela. Dosłownie trzmiela! Wpełzają do torby matki i rosną tam przez jakieś dwa lub trzy miesiące. Kiedyś tak gorzko narzekałam na te czterdzieści tygodni męczącej ciąży z Leo, a tu proszę, to stworzenie rodzi zwierzaki wielkości owadów w niecałe dwa tygodnie. Nagle poczułam dziwną falę matczynej solidarności z syczącym stworzeniem przy moim kompostowniku.
Oto kilka innych, lekko przerażających, ale fascynujących rzeczy, których dowiedziałam się, stojąc w ogródku w moim szlafroku:
- Mają absurdalnie dużo zębów. Coś około 50, co podobno oznacza, że mają ich więcej niż jakikolwiek inny ssak w Ameryce Północnej. To mnóstwo zębów jak na tak mały pyszczek.
- Są zbudowane trochę jak miniaturowe małpki. Mają chwytny ogon, by utrzymywać równowagę na gałęziach drzew, i przeciwstawne kciuki na tylnych łapach. Szczerze mówiąc, gdyby miały lepszy PR, ludzie by je uwielbiali.
- Udawanie martwego to nie jest tania sztuczka. Myślałam, że one po prostu decydują się paść i udawać martwe, gdy się boją. Otóż nie. W rzeczywistości jest to mimowolny stan przypominający śpiączkę, w który ich ciała zapadają w chwili zagrożenia, i może to trwać od 40 minut do nawet 4 godzin. Więc jeśli zobaczysz w swoim ogródku „martwego” oposa, to być może po prostu ma atak paniki. Dość życiowe.
A skoro mowa o małych, bezbronnych stworzeniach bawiących się na podwórku, to nauczenie moich dzieci szacunku do natury, zamiast prób jej zgniatania, było długą i wyboistą drogą. Kiedy Leo był niemowlakiem, praktycznie mieszkał na zewnątrz, w błocie. Przerobiliśmy tyle tanich ubranek, które rozpadały się na szwach, gdy tylko przeczołgał się przez jakąś zbłąkaną gałązkę. Z czasem wreszcie poszłam po rozum do głowy i kupiłam body z organicznej bawełny bez rękawków od Kianao. Uwielbiałam to konkretne body, ponieważ było niesamowicie miękkie dla jego wrażliwej skóry, ale zarazem cudownie odporne, by przetrwać plamy z trawy, błotne kałuże i wszystkie dziwne, szorstkie powierzchnie, o które postanowił się ocierać. Co więcej, bawełna organiczna jest uprawiana bez użycia silnych pestycydów, co wydawało się być małym zwycięstwem dla naszego lokalnego ekosystemu. Jeśli próbujecie stworzyć przestrzeń, która jest bezpieczna zarówno dla waszych dzieci, jak i dla przechodzących dzikich zwierząt, przeglądanie zrównoważonych ubranek z bawełny organicznej dla dzieci to całkiem niezły punkt startowy.
Zasada 20 centymetrów (Albo: Jak sprawdzić, czy to naprawdę sierota)
Wracając do mojego podwórkowego kryzysu. Byłam przekonana, że to małe zwierzątko było bezbronnym, osieroconym małym oposem, tragicznie oddzielonym od matki, który miał wkrótce umrzeć z wychłodzenia obok mojej cukinii. Byłam już psychicznie przygotowana, by go adoptować i nazwać Barnaby.
Moja szwagierka powstrzymała tę spiralę myśli i zadała mi jedno, bardzo konkretne pytanie: „Jak duży on jest?”
Eksperci od dzikiej przyrody używają bardzo ścisłych miar, aby ustalić, czy interwencja człowieka jest naprawdę potrzebna, ponieważ najwyraźniej tacy ludzie o dobrych chęciach, jak ja, nieustannie porywają w pełni zdrowe i radzące sobie młode zwierzęta. Nazywa się to Zasadą 20 centymetrów (ok. 8 cali).
Jeśli zwierzę ma co najmniej 20 centymetrów długości od czubka nosa do nasady ogona – a w tym pomiarze absolutnie nie uwzględnia się samego łysego ogona – i waży więcej niż około 200 gramów (choć nie wiem, kto normalny wynosi wagę kuchenną do ogródka), to jest wystarczająco stare, aby poradzić sobie samo. To w zasadzie nastolatek. Zostaw go w spokoju. Niech w spokoju wyjada kleszcze.
Jednakże bezwzględnie musisz zainterweniować i wezwać profesjonalistę, jeśli maluch spełnia którekolwiek z poniższych kryteriów:
- Jest krótszy niż 20 centymetrów.
- Krwawi lub ma widoczne obrażenia.
- Twój pies lub kot miał go w pysku (ponieważ ślina zwierząt domowych jest dla nich podobno wysoce toksyczna).
- Jest pokryty jajami much (o rany, aż mam ciarki, kiedy to piszę).
- Jest zmarznięty, bezcelowo błąka się wokół i wydaje dziwny, płaczliwy dźwięk.
A tak przy okazji, ten płaczliwy dźwięk? Brzmi dokładnie jak maleńkie kichnięcie. Jeśli usłyszysz małą, szarą, puchatą kulkę, która raz za razem kicha w twoich krzakach, oznacza to, że wzywa matkę i potrzebuje pomocy.
Co naprawdę zrobić, jeśli potrzebuje ratunku
Załóżmy, że zmierzyłaś zwierzaka (wizualnie, z dystansu, proszę, nie wyciągaj miarki) i zdajesz sobie sprawę, że to faktycznie osierocony maluch, który potrzebuje ludzkiej pomocy. Nie po prostu go chwytaj i nie przynoś do kuchni.

Istnieją bardzo surowe zasady, których musisz przestrzegać, aby przypadkowo nie zabić biedactwa, próbując być bohaterem.
- Najpierw zadbaj o ochronę własnych dłoni. Zawsze noś rękawiczki. Jeśli to starszy młody osobnik, użyj grubych, skórzanych rękawic ogrodowych. Jeśli to malutkie niemowlę, wystarczą rękawiczki lateksowe. Naprawdę musisz zapobiec przenoszeniu chorób i uniknąć kontaktu z jego śliną.
- Natychmiast zapewnij ciepło. Musisz znaleźć bezpieczne, ciemne kartonowe pudło i wyłożyć je miękkimi, nieprującymi się ręcznikami (żadnej frotte z pętelkami, w które mogą zaplątać się ich małe paluszki). Umieść połowę pudełka na poduszce grzewczej ustawionej na najniższą temperaturę.
- NIE rób mu kąpieli. Nie obchodzi mnie, czy jest cały w pchłach. Jeśli zanurzysz małego oposa w wodzie lub spróbujesz zafundować mu „kąpiel przeciwpchelną”, szok dosłownie go zabije. Zamiast tego po prostu zawiń go w ciepły ręcznik – podobno dzięki temu pchły same bezpiecznie z niego zeskoczą. Pozwól, by to ośrodek rehabilitacji zajął się robakami.
- Nigdy, przenigdy nie karm go krowim mlekiem. Myślałam, że porzuconym małym zwierzątkom powinno się podawać spodeczek z mlekiem, jak na filmach. Absolutnie nie. Niewłaściwe karmienie powoduje tzw. metaboliczną chorobę kości, albo maluch zachłyśnie się i udusi.
Jeśli maluch ma nadal zamknięte oczy, pod żadnym pozorem nie wolno mu podawać ani jedzenia, ani wody. Jeśli jego oczy są otwarte, moja szwagierka twierdzi, że można użyć specjalnego mleka dla szczeniąt o nazwie Esbilac lub odrobiny musu jabłkowego, ale TYLKO w charakterze środka ratunkowego na maksymalnie 24 godziny, podczas gdy czekasz na odpowiedź od pogotowia dla dzikich zwierząt.
No i nie próbuj zatrzymywać go dla siebie. W większości miejsc trzymanie oposa jako zwierzęcia domowego bez specjalnego zezwolenia na rehabilitację dzikich zwierząt jest surowo zabronione. Dave był tym faktem bardzo rozczarowany, ale ja wręcz przeciwnie – mam już dwójkę ludzkich dzieciaków demolujących mój dom i na pewno nie potrzebuję, by torbacz dokładał mi obowiązków i brudnego prania.
Utrzymanie chaosu pod kontrolą
A skoro mowa o zębach, gryzieniu i małych stworzeniach robiących bałagan, to wiadomość, że młode oposy mają aż 50 zębów, od razu wywołała u mnie okropne wspomnienia z okresu ząbkowania Leo. Kiedy wyrzynały mu się pierwsze zęby trzonowe, gryzł stolik kawowy, zabawki psa, moje ramię i dosłownie wszystko, co udało mu się chwycić w buzię. Przetrwaliśmy tylko dzięki silikonowemu gryzakowi dla niemowląt Panda. To było absolutne wybawienie. Leo godzinami zawzięcie rzuł mały bambusowy, teksturowany element, podczas gdy ja po prostu patrzyłam tępo w ścianę. Często wrzucaliśmy go do lodówki, by był lodowato zimny, co najwyraźniej znieczulało jego opuchnięte dziąsła. Co więcej, jest wykonany z silikonu spożywczego i całkowicie wolny od BPA, co dawało mi ogromny spokój ducha w momentach, gdy Leo zachowywał się jak dzikie zwierzątko.
Podczas gdy Dave i ja ogarnialiśmy podwórkową sytuację z fauną, dzieci wciąż były bezpiecznie zamknięte w domu, przyciskając nosy do szklanych, przesuwnych drzwi. Kiedy Maya była noworodkiem i potrzebowaliśmy bezpiecznego miejsca, by móc ją położyć – żeby zjeść albo ogarnąć nagły domowy kryzys – używaliśmy drewnianego stojaka edukacyjnego dla niemowląt Tęcza w kącie salonu. Jest rewelacyjny, wygląda bardzo estetycznie i minimalistycznie, a mały, wiszący, drewniany słoń był uroczy. Maya potrafiła uderzać w niego przez jakieś dziesięć czy dwanaście minut, zanim zażądała wzięcia na ręce. Jednak w czasie noworodkowym dwanaście nieprzerwanych minut to w zasadzie luksusowe wakacje.
Ostatecznie malutki opos przy naszym kompostowniku wstał, otrzepał się i odczłapał pod płotem do ogródka sąsiada. Na pewno był większy niż 20 centymetrów. W ogóle nie potrzebował ratunku. Prawdopodobnie po prostu uciął sobie poranną drzemkę, a my całkowicie zepsuliśmy mu klimat naszymi krzykami.
Dopiłam resztę zimnej kawy, zagoniłam moje półnagie dziecko z powrotem do domu i zamknęłam drzwi. Kolejny cichy i spokojny poranek w urokach macierzyństwa. Upewnij się, że jesteś gotowa na własne, nieprzewidywalne dni, i sprawdź pełną kolekcję ekologicznych drewnianych stojaków edukacyjnych, by twoje własne, ludzkie dzieci miały bezpieczną rozrywkę w domu, podczas gdy ty zajmujesz się porządkami na podwórku.
Często zadawane pytania o podwórkowe oposy
Co to znaczy, gdy mały opos wydaje dźwięk podobny do kichania?
Szczerze mówiąc, myślałam, że po prostu jest przeziębiony, ale najwyraźniej ten specyficzny odgłos kichania to sposób, w jaki niemowlę woła matkę. Jeśli słyszysz, że jakieś małe szare zwierzątko nerwowo kicha w twoich krzakach, a do tego jest bardzo małe, prawdopodobnie zostało osierocone i potrzebuje pomocy pogotowia dla dzikich zwierząt.
Czy mogę wykąpać małego oposa, jeśli jest cały w pchłach?
Absolutnie nie. Wiem, że chęć umycia go może być silna, ale nie zanurzaj go w wodzie ani nie rób mu kąpieli na pchły. Nagła zmiana temperatury i stres powodują szok, który dosłownie może być dla niego śmiertelny. Po prostu delikatnie zawiń to biedne stworzenie w ciepły ręcznik, a pchły naturalnie same zeskoczą w poszukiwaniu lepszego żywiciela.
Czy powinnam podać opuszczonemu młodemu oposowi krowie mleko prosto z lodówki?
Nie! Nigdy nie podawaj im krowiego mleka. Moja szwagierka wryła mi to do głowy. Krowie mleko u oposów powoduje poważną metaboliczną chorobę kości albo uduszenie. Jeśli mają zamknięte oczy, nie podawaj im absolutnie niczego. Jeśli oczy są otwarte, możesz użyć specjalnego mleka dla szczeniąt Esbilac lub odrobiny musu jabłkowego, ale tylko maksymalnie przez 24 godziny, w oczekiwaniu na pomoc profesjonalisty.
Skąd mam wiedzieć, czy opos udaje martwego, czy jest naprawdę martwy?
Bardzo trudno to stwierdzić, ponieważ udawanie martwego nie jest u nich świadomym wyborem – to mimowolny stan letargu, w który zapada ich ciało, gdy są przerażone. Taka śpiączka może trwać od 40 minut do nawet pełnych 4 godzin. Najlepiej jest po prostu odejść, zamknąć psy w domu i sprawdzić ponownie za kilka godzin. Najczęściej po tym czasie same się budzą i oddalają.
Opos jakiej wielkości poradzi sobie sam?
Musisz zastosować Zasadę 20 centymetrów (8 cali). Oceń je wizualnie, mierząc od czubka ich różowego nosa do nasady ogona (NIE doliczaj do tego długości samego łysego ogona). Jeśli mają co najmniej 20 centymetrów długości i wyglądają na w miarę pulchne (ważą około 200 gramów), to są już samodzielnymi nastolatkami, zdolnymi przetrwać bez matki. Zostaw je w spokoju!





Udostępnij:
Zrozumieć stado: Dlaczego mała orka to najlepszy przewodnik po rodzicielstwie
Zaskakująca prawda o naklejkach Dziecko na pokładzie oczami ratowników