Droga Saro z zeszłego października,

Wiem dokładnie, gdzie teraz jesteś. Jest wtorek, 7:14 rano. Stoisz w kuchni w tych tragicznych, szarych dresach z tajemniczą dziurą na lewym udzie, trzymając drugą — nie, bądźmy szczere, trzecią — filiżankę letniej, mocno palonej kawy. Leo siedzi na podłodze, agresywnie rzucając płatkami Cheerios w psa, a Maya rozpaczliwie szuka swojego lewego buta, który na sto procent leży pod kanapą, ale nie miałaś jeszcze siły, żeby tam zajrzeć.

A potem spoglądasz na telefon.

Wyskakuje powiadomienie. Ktoś w telewizji krzyczy o ropie. Słowa uderzają w ciebie, to to stare, powracające hasło polityczne, i nagle twój mózg wpada w spiralę wpadając w chaotyczny, przerażający diagram Venna, próbując pojąć, co to całe hasło „drill baby drill” (wierć, mała, wierć) tak naprawdę oznacza dla twojej rodziny. Bo w twoim chronicznie zmęczonym, naszprycowanym kofeiną mózgu milenialnej matki, słowo „drill” (oznaczające wiercenie, próbny alarm, ale i wiertarkę) jakoś stało się najbardziej stresującym słowem w słowniku.

Piszę do ciebie z przyszłości, z perspektywy sześciu miesięcy, żeby powiedzieć ci: odłóż ten telefon. Poważnie, odłóż go. Za chwilę dostaniesz małego ataku paniki na myśl o topniejących lodowcach, próbnych alarmach na wypadek strzelaniny w podstawówce Mai i o tym, czy kupienie Leo dosłownej zabawkowej wiertarki na urodziny zniszczy środowisko. To dużo. Rozumiem cię.

Ten raz, kiedy płakałaś przez platformę wiertniczą i drewnianą zabawkę

Więc pomówmy najpierw o eko-niepokoju, bo to przez niego gapisz się w sufit o 2:00 w nocy. Widzisz, jak powraca cała ta retoryka „drill baby drill” i aż ściska cię w klatce piersiowej, prawda? David uważa, że czytasz zdecydowanie za dużo wiadomości i każe ci po prostu usunąć Twittera, i szczerze mówiąc, prawdopodobnie ma rację. Ale jak tu nie panikować?

Czytałam gdzieś — to było BBC? a może po prostu jakiś facet na Instagramie, o boże, mam nadzieję, że to nie był Instagram — że do 2030 roku musimy obciąć globalne emisje dwutlenku węgla o połowę. 2030! Maya będzie miała dopiero trzynaście lat! Na ostatniej wizycie kontrolnej Leo nasza pediatra zapytała mnie, czy dobrze sypiam, bo moje lewe oko dosłownie drgało, gdy rozmawiałyśmy o siatkach centylowych. Próbowałam jej wyjaśnić, że po prostu martwię się temperaturą oceanów i tym, czy nie zostawiamy naszym dzieciom planety, która dosłownie płonie, a ona tylko pokiwała głową z tym delikatnym, pełnym litości wyrazem twarzy profesjonalisty medycznego.

Rzecz w tym, że wszyscy widzieliśmy, co stało się z wyciekiem z Deepwater Horizon lata temu, jak miliony galonów ropy po prostu zniszczyły wszystko, a pomysł rozszerzenia tego całego wydobycia wydaje się ogromnym krokiem wstecz, podczas gdy my tak bardzo staramy się w domu używać papierowych słomek, które rozpuszczają się w naszym mrożonym latte po pięciu minutach.

To sprawia, że czujesz się całkowicie bezradna. W każdym razie, chodzi o to, że nie naprawisz makroekonomicznej polityki środowiskowej zza kuchennego blatu. Po prostu się nie da. Ale MOŻESZ kontrolować, co przynosisz do domu, i właśnie dlatego w końcu przestałaś kupować te tanie, fast-fashion poliestrowe ubrania, które uwalniają mikroplastik do pralki.

Nawet nie zamierzam teraz rozmawiać o toksycznych chemikaliach w tradycyjnych materacykach dla niemowląt, bo mój mózg dosłownie eksploduje, a nie mam na to już emocjonalnej przepustowości.

Zamiast tego, skup się na małych zwycięstwach. Kiedy nasza przyjaciółka Jessica urodziła w zeszłym miesiącu, zamiast kupować coś plastikowego, kupiłam jej Niemowlęce body z falbankami z organicznej bawełny marki Kianao. Uwierz mi, jest TAKIE miękkie. Zrobiono je w 95% z bawełny organicznej, co oznacza, że nie rosło przy użyciu tych potwornych pestycydów, które zabijają pszczoły. Ma takie małe, falbaniaste rękawki, które są absurdalnie urocze, i szczerze mówiąc, widok dziecka w naturalnym, oddychającym materiale, który nie dokłada się do tego koszmaru paliw kopalnych, sprawia, że czuję się choć odrobinę lepiej z tym światem. Jest też wstępnie dekatyzowane, więc Jessica nie będzie mnie nienawidzić, gdy z braku snu przypadkiem upierze je w gorącej wodzie.

Prawdziwe piekło próbnych alarmów w przedszkolu

Ale sprawy klimatyczne wcale nie są najgorszą częścią twojego porannego mętliku w głowie, prawda? Nie. Najgorsza jest ta pognieciona kartka papieru, którą znalazłaś wczoraj wieczorem na dnie plecaka z Elsą należącego do Mai, wciśnięta tuż obok spłaszczonego kartonika po soku.

The absolute hell of kindergarten lockdown practice — What The Drill Baby Drill Slogan Actually Means For Parents

Alarm „bądź bezpieczny”. Próbny alarm o zagrożeniu (lockdown). Dla siedmiolatki.

Nienawidzę tej rzeczywistości. Naprawdę. Kiedy byłyśmy dziećmi, próbny alarm oznaczał wyjście na boisko, bo ktoś przypalił tosta w pokoju nauczycielskim. Teraz nasze maluchy uczą się, jak cicho chować się w szafach, żeby źli ludzie ich nie znaleźli. Chce mi się od tego wymiotować.

Spędziłam chyba ze trzy godziny na przewijaniu blogów z psychologii dziecięcej, próbując wymyślić, jak z nią o tym porozmawiać. Ta ekspertka, dr Laura Markham, powiedziała coś o tym, że dzieci poniżej siódmego roku życia nie potrafią tak naprawdę odróżnić ćwiczeń od prawdziwego zagrożenia, co ma całkowity sens, ale jednocześnie rozbija moje serce na milion kawałków. Potem inny psycholog mówił o tym, że musimy najpierw ustabilizować własny układ nerwowy, zanim porozmawiamy z dziećmi na takie tematy, bo one chłoną nasze sygnały niewerbalne.

Jasne. Oczywiście. Pozwólcie, że po prostu magicznie ustabilizuję swój układ nerwowy, jednocześnie wyobrażając sobie najgorszy z możliwych scenariuszy. Bułka z masłem.

Ale spróbowałam po prostu oddychać przez te zlewające mnie poty paniki, usiąść na brzegu jej łóżka i posłuchać, jak o tym opowiada — jak normalny człowiek, a nie przerażony zakładnik, który próbuje naprawić wszystko naraz. Zapytałam ją, jak wyglądały dla niej te ćwiczenia, a ona powiedziała, że zmęczyły jej się nogi od siedzenia po turecku w ciemności. Nie mówiłam jej, że wszystko zawsze będzie całkowicie w porządku, bo dzieci wiedzą, kiedy się kłamie, ale przypomniałam jej, że jej nauczycielka, pani Gable, jest bezpieczną osobą dorosłą, a jej jedynym zadaniem jest dbanie o jej bezpieczeństwo. Nawet to zadziałało. Poszła spać. Ja nie zmrużyłam oka, gapiąc się w ścianę, dopóki David nie zapytał mnie, czy planuję morderstwo.


Jeśli ty też desperacko próbujesz wypełnić swój dom naturalnymi, bezpiecznymi i uspokajającymi rzeczami, żeby zrównoważyć chaos świata zewnętrznego, prawdopodobnie powinnaś po prostu przejrzeć kolekcję ekologicznych niezbędników dla dzieci Kianao, zanim stracisz zmysły w jakimś oświetlonym jarzeniówkami hipermarkecie.

Tymczasem Leo po prostu chce zabawkowy zestaw narzędzi

A na dodatek, żeby jeszcze bardziej dobić twój już i tak kruchy stan psychiczny, Leo uznał, że jego ulubioną rzeczą na świecie są narzędzia. Chce młotka. Chce klucza francuskiego. Rozpaczliwie pragnie dosłownej dziecięcej w—wiertarki, żeby naprawić stolik kawowy, w którym zdążył już zrobić wgniecenie drewnianym klockiem.

Meanwhile Leo just wants a toy tool set — What The Drill Baby Drill Slogan Actually Means For Parents

Poszłaś w zeszłym tygodniu do sklepu z zabawkami i stałaś w alejce, patrząc na te neonowopomarańczowe i zielone zestawy z plastikowymi wiertarkami. Wymagają chyba czterech baterii AA, wydają z siebie ten okropny, piskliwy, wyjący dźwięk i są w całości wykonane z dokładnie tego samego plastiku na bazie ropy naftowej, przed którym podobno próbujemy ratować świat.

Odmówiłam zakupu.

David stwierdził, że dramatyzuję i że czterolatek nie przejmuje się śladem węglowym swoich zabawek, co jest prawdą, ale JA SIĘ PRZEJMUJĘ, David. JA SIĘ PRZEJMUJĘ.

Więc idziemy na kompromis w kwestii zrównoważonych zabawek. Właśnie dlatego mam taką obsesję na punkcie szukania drewnianych alternatyw. Kiedy Leo był trochę młodszy, jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przynieśliśmy do domu, był Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy stojak z zabawkami w kształcie zwierzątek. Poważnie, jeśli masz niemowlę, odpuść sobie te jaskrawe, plastikowe potworności, które świecą i grają blaszaną, fałszującą muzykę klasyczną. Ten drewniany stojak edukacyjny jest po prostu piękny. Jest zrobiony z drewna pozyskiwanego w odpowiedzialny sposób, ma te delikatne, ziemiste kolory i nie przebodźcowuje dziecka. Leo potrafił po prostu leżeć pod nim i uderzać w małe, drewniane kółka oraz materiałowego słonika, i to było takie spokojne. Został zainspirowany metodą Montessori, przez co czuję się dużo lepszą mamą, niż w rzeczywistości jestem, a co najważniejsze, nie jest skazany na zaleganie na wysypisku śmieci przez kolejne cztery wieki.

Skoro mowa o rzeczach lądujących w buzi Leo, powinnam chyba wspomnieć o Gryzaku dla niemowląt Panda z silikonu i bambusa. Kupiłam go podczas tych mrocznych dni wyżynania się trzonowców. Słuchaj, jest... w porządku. Jest naprawdę uroczy, no i zrobiono go w 100% z silikonu spożywczego, więc nie zawiera BPA i jest nietoksyczny, co było moim podstawowym wymogiem. Można go wrzucić do lodówki, żeby się schłodził, co zdecydowanie pomagało, gdy z powodu bólu dziąseł Leo zachowywał się jak wściekły borsuk. Czy jest to jakaś magiczna pamiątka rodowa, którą przekażę wnukom? Nie. To silikonowa panda, którą dajesz dziecku, żeby przestało wrzeszczeć w supermarkecie. Robi dokładnie to, co ma robić, łatwo się myje w zmywarce i, szczerze mówiąc, czasami to jedyne, czego nam trzeba, by przetrwać jakiś wtorek.

Biorąc głęboki oddech

Więc posłuchaj, Saro sprzed sześciu miesięcy. Wiadomości będą nadal krzyczeć o wierceniach w poszukiwaniu ropy. Szkoła będzie nadal wysyłać do domu zgody na ćwiczenia w przypadku alarmu, które sprawiają, że masz ochotę uczyć swoje dzieci w bunkrze. A twoje dzieci nadal będą prosić o głośne, plastikowe zabawki.

Nie naprawisz wszystkiego. Jesteś tylko jedną, bardzo zmęczoną kobietą w dresach.

Ale możesz podejmować wybory, które sprawią, że twój własny, mały kącik na świecie stanie się nieco bezpieczniejszy i nieco czystszy. Kup tę organiczną bawełnę, wybieraj drewniane zabawki, weź głęboki oddech, zanim porozmawiasz z Mayą o strasznych rzeczach - rób cokolwiek, co zajmie ich uwagę. Radzisz sobie świetnie. A teraz idź poszukać tego lewego buta, słowo daję, jest za szafką pod telewizor.

Jeśli jesteś gotowa, by kontrolować przynajmniej małe rzeczy — jak choćby materiały, w których śpi i bawi się twoje dziecko — sprawdź już teraz pełną kolekcję zrównoważonych, ekologicznych produktów Kianao i odetchnij głęboko.

Chaotyczne odpowiedzi na twoje pełne niepokoju pytania

Co tak naprawdę ma wspólnego z klimatem to całe „drill baby drill”?
Okej, więc w gruncie rzeczy to hasło polityczne, które nawołuje do agresywnej ekspansji wydobycia paliw kopalnych, na przykład wierceń na morzu. Moje rozumienie — przefiltrowane przez czystą panikę — jest takie, że naukowcy twierdzą, iż musimy drastycznie obniżyć emisję dwutlenku węgla do 2030 roku, aby zapobiec przegrzaniu się planety (ta cała sprawa z progiem 1,5 stopnia Celsjusza). Więc w zasadzie skandowanie na rzecz większej liczby wierceń to dokładne przeciwieństwo tego, co musimy robić, jeśli chcemy, aby nasze dzieci miały zdatną do życia planetę. Stąd drganie mojej powieki.

Jak do cholery rozmawiać z małym dzieckiem o próbnych alarmach w szkole?
Biorąc wcześniej dużo głębokich oddechów. Nie wypalaj od razu: „są źli ludzie”. Eksperci twierdzą, że dzieci poniżej 7 roku życia tak naprawdę nie dostrzegają różnicy między ćwiczeniami a prawdziwym wydarzeniem, więc przedstaw sprawę w super prosty sposób. Ja po prostu pytam Mayę, co czuła, potwierdzam, że siedzenie w ciemności jest dziwne i straszne, oraz przypominam jej, że nauczyciele to bezpieczni dorośli, których zadaniem jest jej chronić. A potem idę płakać do spiżarni.

Czy drewniane zabawki są naprawdę aż o tyle lepsze niż plastikowa wiertarka dla dziecka?
Tak! Szczerze, tak. Pominąwszy fakt, że drewniane zabawki nie wymagają baterii ani nie wydają z siebie potwornych, elektronicznych dźwięków, które doprowadziłyby cię do szaleństwa, są o wiele lepsze dla środowiska. Tanie, plastikowe zabawki są wytwarzane z ropy naftowej (co odnosi się bezpośrednio do problemu paliw kopalnych) i lądują na wysypiskach śmieci już na zawsze. Drewniane zabawki, takie jak ten tęczowy stojak edukacyjny, pomagają w rozwoju motoryki małej bez użycia toksycznych farb i mikroplastiku.

Jak radzić sobie z ciągłym eko-niepokojem będąc rodzicem?
Jeśli wpadniesz na idealną odpowiedź, proszę, napisz mi SMS-a. Ale tak poważnie, po prostu musisz skupić się na tym, co możesz kontrolować we własnym domu. Głosuję na wyborach, staram się być na bieżąco bez popadania w paranoję i kupuję zrównoważone, organiczne produkty od marek, które na poważnie troszczą się o planetę. To wydaje się kroplą w morzu potrzeb, ale głosowanie własnym portfelem naprawdę działa. I napij się wody, prawdopodobnie jesteś odwodniona.