Pociłam się w mojej ulubionej szarej koszulce, balansując na jednej nodze na krześle w jadalni i wydając dźwięki przypominające konającego indyka. Poniżej, mój najstarszy syn, Hunter, darł się wniebogłosy w plecionym koszu za ponad dwieście złotych, który kupiłam w internecie. Mój pies szczekał na te indycze odgłosy, mąż ukrywał się w garażu, a ja byłam na skraju płaczu, bo chciałam tylko jednego, pięknego zdjęcia noworodkowego na pamiątkę. Biedactwo, Hunter wyglądał jak wściekły, czerwony, pomarszczony ziemniak wepchnięty do wiadra z drapiącym, sztucznym futerkiem.

Będę z tobą szczera. Te wszystkie noworodkowe sesje, które widzisz na Instagramie, to jedno wielkie kłamstwo. Te kobiety w beżowych, idealnych domach, z cichutko śpiącymi niemowlakami ułożonymi na drewnianych pieńkach, to chyba jakieś czarodziejki, albo po prostu uśpiły swoje dzieci jakimiś czarami. Prowadzę mały sklepik na Etsy w garażu przy moim domu na teksańskiej prowincji, więc wiem co nieco o stylizacji zdjęć. Potrafię sprawić, że pomalowany kawałek drewna w trzy minuty wygląda jak rustykalny szyld z drogiego butiku. Ale zrobienie zdjęcia żywemu, wiercącemu się, nieprzewidywalnemu ludzkiemu niemowlęciu? To zupełnie inna bajka, która prawie mnie wykończyła.

Zanim na świat przyszło moje trzecie dziecko, w końcu zrozumiałam, że wcale nie potrzebujesz wymyślnych rekwizytów, oświetlenia studyjnego ani ubranek, które kosztują więcej niż moje cotygodniowe zakupy spożywcze. Wystarczy okno, spora dawka cierpliwości i pogodzenie się z tym, że co ma być, to będzie.

Dlaczego próby zrobienia tych "nagich i śpiących" ujęć to katastrofa

Porozmawiajmy o tych zdjęciach, na których dzidziuś jest nagi, śpi i jest zwinięty w kłębek jak mała żabka. W przypadku Huntera, mojego najstarszego syna (który jest moim ostatecznym dowodem na to, czego NIE robić), próbowałam zrobić to w naszym salonie w połowie października. Położyłam go na gołym dywanie, zdjęłam mu body i chwyciłam za aparat. W ciągu trzydziestu sekund zrobił się siny, zaczął się rzucać i sikać jak fontanna prosto na mój porządny dywan.

Wtedy do pokoju weszła moja babcia, spojrzała na całą sytuację i powiedziała mi, że zaraz zamrożę to biedne dziecko na śmierć. I miała rację, bo najwyraźniej niemowlęta w ogóle nie potrafią utrzymać stałej temperatury ciała. Doktor Miller, nasza lekarka z przychodni, powiedziała mi później, że noworodki mają w zasadzie zepsuty wewnętrzny termostat. Wygląda na to, że ich małe ciałka niesamowicie szybko tracą ciepło, więc jeśli zdejmiesz z nich całe ubranie w pokoju o normalnej temperaturze 21 stopni, czują się tak, jakby leżały w zaspie śnieżnej.

Jeśli absolutnie upierasz się przy zrobieniu zdjęcia gołej pupy swojego malucha, w zasadzie musisz zamienić swój dom w tropikalne terrarium. Musisz podkręcić ogrzewanie do jakichś 27 stopni, aż sama zaczniesz wylewać z siebie siódme poty, przynieść piecyk i bezpiecznie skierować go W POBLIŻE (ale nie BEZPOŚREDNIO NA) dziecka, i po prostu zaakceptować fakt, że będzie ci niewygodnie po to, żeby jemu było ciepło. Z moją drugą córką, Sadie, spróbowałam tego dokładnie jeden raz. Spłynął ze mnie cały makijaż, ona zrobiła kupę na kocyk, a ja od razu zdecydowałam, że na wszystkich przyszłych zdjęciach moje dzieci będą w ubraniach.

Co mój lekarz powiedział o ściskaniu ich małych szyjek

Kolejną rzeczą, która absolutnie mnie przeraża w tych profesjonalnie wyglądających zdjęciach noworodków, są pozy. Kojarzysz te, na których główka dziecka spoczywa idealnie na jego dłoniach, a całe ciało opiera się na łokciach? Taa, nie rób tego. Mówię poważnie.

Poruszyłam ten temat podczas jednej z wizyt kontrolnych, bo nie mogłam pojąć, jak ludzie zmuszają swoje dzieci do utrzymania takiej pozy. Doktor Miller spojrzała na mnie znad okularów i w zasadzie powiedziała, że drogi oddechowe niemowląt mają wielkość słomki, a ich szyje są jak mokry makaron. Jeśli spróbujesz podeprzeć noworodka, a jego ciężka mała główka opadnie do przodu tak, że podbródek uderzy w klatkę piersiową, może to dosłownie odciąć mu dopływ powietrza. Nie do końca rozumiem dokładną mechanikę anatomiczną tego zjawiska, ale powiedziała, że ich tchawice po prostu się zaciskają. To mi w zupełności wystarczyło.

Zamiast zmuszać dziecko do jakichś dziwnych, akrobatycznych póz w wiaderku lub podpartych na stołku, po prostu połóż je płasko na plecach, na bezpiecznej, twardej powierzchni, lub połóż je na brzuszku na kilka sekund – o ile mają już wystarczająco silną szyję, a ty stoisz tuż nad nimi.

Trik mojej mamy z kocykiem, który naprawdę działa

Skoro nie używamy wiaderek i nie robimy zdjęć nagiej żabki, to jak zrobić dobre zdjęcie? Moja mama udzieliła mi najlepszej rady, gdy byłam w ciąży z Beau, moim najmłodszym. Powiedziała, żebym wybrała jedno miejsce, kupiła jeden kocyk i po prostu kładła go obok przesuwnych szklanych drzwi balkonowych.

My mom's blanket trick that actually works — How to Take Decent Baby Pictures Without Losing Your Entire Mind

To cały sekret, dziewczyny. Zdjęcie "kolejnego miesiąca życia" nie musi być produkcją teatralną. Ja po prostu robię miejsce na podłodze tuż obok naszego największego okna, ponieważ naturalne światło dzienne ukrywa wiele mankamentów i sprawia, że skóra malucha wygląda miękko i idealnie. Wyłączam wszystkie żółte górne światła w pokoju, wyłączam lampę błyskową w telefonie, żeby nie oślepić biednego dziecka, i rozkładam miękki kocyk.

Jeśli chcesz, żeby przestały się turlać chociaż na pięć sekund, możesz wsunąć je pod Drewniany stojak edukacyjny dla niemowląt, tylko po to, by chwilę poleżały nieruchomo i spojrzały w górę, ale szczerze mówiąc, ja zazwyczaj po prostu kładę je na płasko.

Ubierajmy je jak normalnych ludzi

W tym miejscu zaoszczędzę wam mnóstwo pieniędzy i łez. Przestańcie kupować te wielkie tiulowe spódniczki tutu, sztywne dżinsowe ogrodniczki i gigantyczne opaski, które zostawiają czerwone odgniecenia na ich główkach. Wygląda to absurdalnie, dzieci tego nienawidzą, a sztywny materiał marszczy się wokół ich buzi, przez co nie widać nawet tych uroczych, podwójnych podbródków.

Najlepsze ubranka do zdjęć niemowlęcych to te najprostsze. Jestem ogromną zwolenniczką zakładania im po prostu gładkiego, neutralnego body. Żadnych neonowych kolorów rzucających dziwne cienie na ich twarze, żadnych gigantycznych postaci z kreskówek na klatce piersiowej. Po prostu miękki, elastyczny, jednolity materiał. Do comiesięcznych zdjęć Beau zawsze używam Niemowlęcego body bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao.

Przede wszystkim to bawełna organiczna, a moja babcia dałaby się za nią pokroić, bo twierdzi, że te wszystkie syntetyczne poliestrowe rzeczy, które dzisiaj kupujemy, są powodem, dla którego dzieci mają tyle wysypek. Nie wiem, czy to naukowo udowodnione, ale wiem, że egzema u Beau znika, kiedy je nosi. Body dobrze i przytulnie przylega do ciała i nie zwija się mu aż na usta. Brak rękawków oznacza, że na zdjęciach mogę podziwiać te jego urocze, pucułowate ramionka z fałdkami, no i nic nie odwraca uwagi od jego twarzy. Do tego jest na tyle przystępne cenowo, że kiedy (co jest nieuniknione) uleje na nie dokładnie w momencie robienia zdjęcia, nie przechodzę załamania nerwowego.

Jeśli chcesz zobaczyć ubranka, które naprawdę dobrze wyglądają na zdjęciach i nie przyprawią twojego dziecka o wysypkę, możesz przejrzeć kolekcję organicznych ubranek niemowlęcych Kianao. Trzymaj się prostoty.

Absolutnie najlepsza rzecz, której możesz użyć do pokazania skali

Jeśli robisz comiesięczne zdjęcia, aby śledzić, jak maluch rośnie, potrzebujesz na zdjęciu czegoś obok niego, co ukaże skalę. Przy Hunterze próbowałam użyć tablicy kredowej, na której wypisywałam wszystkie jego postępy. Staranne narysowanie liter zajęło mi trzydzieści minut, po czym on kopnął tablicę i rozmazał kredowy pył po całym moim salonie.

The absolute best thing to use as a size marker — How to Take Decent Baby Pictures Without Losing Your Entire Mind

W przypadku Sadie kupiłam Zestaw miękkich klocków dla niemowląt, myśląc, że będę super kreatywna układając z nich wieżę, by pokazać, w którym jest miesiącu. Szczerze mówiąc, sprawdzają się do zdjęć tak sobie. Zanim skończyła pół roku, zorientowała się, że może łapać klocki i ciskać nimi w moją głowę. Są z miękkiej gumy, więc nie bolało, ale rujnowało to kadr. Wyglądają uroczo rozrzucone w tle dla dodania koloru, ale próba utrzymania ich starannie ułożonych obok poruszającego się dziecka to syzyfowa praca.

Kiedy urodził się Beau, całkowicie zrezygnowałam ze skomplikowanych rekwizytów. Zaczęłam kłaść obok niego na kocyku jego ulubiony gryzak. To była najlepsza decyzja pod słońcem. Moim absolutnym faworytem jest Silikonowy gryzak niemowlęcy w kształcie bambusa z Pandą.

Mam całą historię związaną z tym gryzakiem. Próbowaliśmy zrobić zdjęcie na pół roczku Beau. Wychodził mu ząb, był marudny, ślinił się przez to swoje organiczne body i krzyczał. Byłam wykończona. Rzuciłam Gryzak Panda na kocyk, tylko po to, żeby odwrócić jego uwagę. Złapał go, wsadził sobie tę małą bambusową część do buzi i posłał mi największy, bezzębny uśmiech na świecie. Zrobiłam zdjęcie i to najlepsza fotografia, jaką mu kiedykolwiek zrobiłam. Teraz używam go na każdym comiesięcznym zdjęciu. Dokładnie widać po nim, jak bardzo urósł, ponieważ gryzak pozostaje w tym samym rozmiarze, a on rośnie. W dodatku przez połowę czasu radośnie go żuje, więc faktycznie leży spokojnie. Gryzak jest wykonany z bezpiecznego silikonu spożywczego, całkowicie nietoksyczny, a kiedy skończy go obśliniać, po prostu wrzucam go do zmywarki. Naprawdę, to uratowało moje zdrowie psychiczne.

Nie miej obsesji na punkcie "kroków milowych"

Róbcie zdjęcia, gdy uśmiechają się w okolicach trzeciego miesiąca, siadają w szóstym i zaczynają raczkować po całym domu w dziewiątym, ale szczerze... kogo to obchodzi, jeśli przegapisz dokładny tydzień, w którym to nastąpi. Mój najstarszy nie siadał, dopóki nie skończył prawie ośmiu miesięcy, a ja przez miesiąc płakałam, bo nie mogłam zrobić "zdjęcia siedzącego półroczniaka", które mieli wszyscy w internecie. Twoje dziecko będzie robić wszystko według swojego własnego, dziwnego harmonogramu. Po prostu róbcie im zdjęcia w tym, co robią w danym momencie. I tak z sentymentem wracam przede wszystkim do tych zabałaganionych, rozmazanych chwil z codziennego życia.

Zanim przejdziemy do pytań, które najczęściej zadają mi mamy z mojej grupy wsparcia, poświęć chwilę i złap swoje niezbędniki dla niemowląt tutaj, żebyś w ostatniej chwili nie szukała gorączkowo czystego body lub porządnego gryzaka.

Pytania o robienie zdjęć niemowlętom, które najczęściej słyszę

Jak sprawić, żeby moje dziecko spojrzało w aparat?

Nie zmusisz ich do tego. Klikasz dziwnie językiem, potrząsasz kluczykami do samochodu nad głową, fałszujesz piosenkę ze Świnki Peppy i modlisz się, żeby choć na ułamek sekundy spojrzały w twoim kierunku. Jeśli odwrócą wzrok, po prostu zrób im zdjęcie z profilu. Czasami dziecko patrzące w dal i tak wygląda zresztą bardzo artystycznie i nastrojowo.

Czy powinnam używać lampy błyskowej w telefonie?

O Boże, nie, błagam, nie rób tego. Doktor Evans powiedział mi kiedyś, że nagłe, jasne błyski mogą naprawdę zaszkodzić ich małym, wciąż rozwijającym się oczkom, ale przede wszystkim po prostu je to przeraża i zmusza do płaczu. Co więcej, bezpośrednie światło z lampy błyskowej sprawia, że wszyscy wyglądają na nim jak spoceni zakładnicy. W ciągu dnia przenieś malucha w okolice okna, wyłącz lampę błyskową i wykorzystaj to światło słoneczne, jakie akurat masz.

A co, jeśli moje dziecko płacze przez cały czas, kiedy próbuję zrobić zdjęcie?

To robisz im zdjęcie, jak płaczą. Mówię całkiem poważnie. Mam zdjęcie Sadie z czwartego miesiąca, na którym drze się tak szeroko, że widać jej migdałki – oprawiłam je w ramkę i powiesiłam w przedpokoju. Jest przezabawne. Rodzicielstwo jest chaotyczne i głośne, a udawanie, że twoje dziecko jest przez cały czas cichym aniołkiem, potrafi wykończyć. Dokumentujcie te ataki histerii, dziewczyny.

Jaka pora dnia jest najlepsza na robienie zdjęć?

Zaraz po tym, jak obudzą się z drzemki i zaraz po jedzeniu. Nie próbuj fotografować głodnego, zmęczonego niemowlęcia. Zazwyczaj celuję w połowę poranka, około 10:00, ponieważ wtedy w moim salonie jest w miarę przyzwoite światło, a Beau zdążył już wypić swoją poranną butelkę. Jeśli przegapisz to okienko, spróbuj ponownie jutro. Dziecko nigdzie się przecież nie wybiera.

Czy profesjonalne sesje zdjęciowe są warte swojej ceny?

Jeśli masz na to budżet i cię to nie stresuje, to jasne. Ale nie zadłużaj się z tego powodu. Zapłaciłam profesjonalnemu fotografowi za sesję Huntera i chociaż zdjęcia są ładne, moim ulubionym ujęciem wciąż jest to rozmazane zdjęcie, które mój mąż zrobił telefonem, gdy Hunter pożerał garść spaghetti w kuchni. Zaoszczędź pieniądze na pieluchy i po prostu wypróbuj ten trik ze światłem z okna.