Stałam w potwornie niekorzystnym, jarzeniowym świetle toalety na stacji Buc-ee's przy autostradzie I-35, kiedy zobaczyłam dwie różowe kreski. Moje najstarsze dziecko, które jest żywym dowodem na to, dlaczego nie powinno się pozwalać maluchowi jeść pączka z cukrem pudrem w samochodzie, waliło w drzwi kabiny, moja mrożona herbata pociła się na podajniku papieru toaletowego, a ja, zamiast płakać ze szczęścia, miałam po prostu ochotę zwymiotować. Pozwólcie, że powiem wam, czego absolutnie nie powinnyście robić, gdy dowiadujecie się, że jesteście w ciąży po stracie dziecka. Nie powinnyście od razu chwytać za telefon i oglądać idealnie wyreżyserowanych zdjęć z ogłoszeniem ciąży, nie powinnyście udawać, że nie jesteście przerażone, i zdecydowanie nie powinnyście odbierać telefonu, gdy wasza szalenie optymistyczna teściowa dzwoni zapytać, jak mija wam podróż. Ja zrobiłam wszystkie te trzy rzeczy, co wpędziło mnie w spiralę paniki, która trwała mniej więcej do Halloween.

Tym, co ostatecznie mi pomogło, było całkowite odcięcie się od szumu, znalezienie lekarki, która nie patrzyła na mnie jak na wariatkę, gdy prosiłam o dodatkowe USG dla uspokojenia, i po prostu pozwolenie sobie na bycie kłębkiem nerwów bez ciągłego przepraszania za to.

Co kryje się za tym określeniem

Prowadząc mój mały sklepik na Etsy od stołu w jadalni, dostaję mnóstwo wiadomości od innych mam. Zamawiają spersonalizowane tabliczki do pokoju dziecięcego i czasem zostawiają notatkę z pytaniem, czy mogłabym dorysować malutką tęczę. I nieuchronnie, ktoś w moim wiejskim miasteczku w Teksasie, widząc jak pakuję zamówienia na poczcie, zawsze o to zapyta. Jeśli zdarzyło ci się nie spać o 3 nad ranem i wpisywać w telefon "co to jest tęczowe dziecko", podręcznikowa odpowiedź brzmi, że to dziecko urodzone po poronieniu, ciąży pozamacicznej, martwym urodzeniu lub utracie niemowlęcia. Chodzi o to, że to coś pięknego i jasnego, co pojawia się po strasznej, mrocznej burzy.

Ale będę z wami szczera – mam do tego określenia stosunek słodko-gorzki. Niech ich Bóg błogosławi, ludzie, którzy je wymyślili, mieli dobre intencje, a Narodowy Dzień Tęczowego Dziecka, który przypada w sierpniu, to dla wielu osób naprawdę ważne wydarzenie. Czasami jednak nazywanie mojego utraconego dziecka "burzą" wydaje mi się trochę niesmaczne. To nie była burza, to było moje dziecko. Mimo to, jest to skrót myślowy, z którego wszyscy korzystamy, więc ja też go używam, nawet jeśli przewracam oczami na ten przesadnie poetycki ton.

Porozmawiajmy o toksycznej pozytywności

Przysięgam, że w chwili, gdy ludzie dowiadują się, że znów jesteś w ciąży po stracie, zamieniają się w chodzące, gadające pocztówki z toksyczną pozytywnością. "Wszystko dzieje się po coś!" Naprawdę, Brenda? Proszę, wyjaśnij mi kosmiczny sens tego, że w zeszłym roku moje serce rozpadło się na milion kawałków. Chcą, żebyś jak najszybciej przeskoczyła przez etap żałoby i wypchnąć cię w stronę słońca. To tak, jakby twój smutek sprawiał im dyskomfort, więc próbują go zdusić wymuszoną radością.

Let's Talk About The Toxic Positivity — What Is a Rainbow Baby? The Beautiful, Messy, Anxious Reality

Absolutnie najgorsze jest: "Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę". Słyszałam to tak wiele razy, że zaczęłam wręcz zgrzytać zębami przez sen. Masz po prostu ochotę krzyczeć, że sama możliwość zajścia w ciążę to nie jest nagroda; nagrodą jest powrót ze szpitala do domu z żywym, oddychającym dzieckiem. Po mojej stracie, w szaleńczym amoku o drugiej w nocy, wyrzuciłam dosłownie każde pudło z akcesoriami dla niemowląt, więc pomysł, że sam widok pozytywnego testu miałby wszystko naprawić, brzmiał jak kiepski żart.

Masz prawo być wściekła. Masz prawo być przerażona. Nie musisz być promieniującą boginią wdzięczności tylko dlatego, że znów jesteś w ciąży. Żal i radość po prostu siedzą w tym samym pokoju, wpatrując się w siebie nawzajem, a to jest strasznie wyczerpujące.

Swoją drogą, te drogie elektroniczne bransoletki do liczenia ruchów dziecka, które agresywnie wciskają w internecie zaniepokojonym mamom, to kompletna strata pieniędzy – wystarczy użyć darmowej aplikacji w telefonie.

Medyczne sprawy, o których mówiła mi lekarka (i które w większości zrozumiałam)

Porozmawiajmy o kwestiach medycznych, ponieważ mój mózg był przekonany, że każde ukłucie, skurcz czy dziwne uczucie oznacza koniec świata. Moja ginekolożka posadziła mnie i powiedziała, że lęk w ciąży po stracie to w zasadzie coś w rodzaju PTSD. Ciągle czekasz, aż wydarzy się coś złego. Naukowe uzasadnienie tego wszystkiego jest dla mnie nieco mgliste – coś o tym, że trauma zmienia poziom kortyzolu i sprawia, że jesteś o wiele bardziej podatna na poporodowe problemy psychiatryczne – ale moja lekarka po prostu spojrzała na mnie i powiedziała, że wyrzucamy standardowe zasady przez okno.

Powiedziała mi, żebym zaczęła przyjmować witaminy prenatalne z dużą dawką kwasu foliowego, zanim w ogóle zaczniemy próbować ponownie. Tak też zrobiłam, ale i tak spędziłam pierwsze dwadzieścia tygodni na analizowaniu każdego zużytego kawałka papieru toaletowego. Wspominała też coś o liczeniu ruchów po 20. tygodniu, gdzie podobno szukasz około 10 ruchów w dwugodzinnym oknie. Szczerze mówiąc, moje dziecko i tak uprawiało gimnastykę na moim pęcherzu 24/7, więc nigdy tak naprawdę nie musiałam liczyć, ale sama świadomość, że istnieje jakiś punkt odniesienia, sprawiła, że poczułam się odrobinę lepiej.

Moja babcia, która wychowała piątkę dzieci na biednej farmie, powtarzała mi, że dzieci potrzebują tylko miłości i mleka, a zamartwianie się wszystkim innym to marnowanie dobrego popołudnia. Czasami się z nią zgadzam, ale potem przypominam sobie, że potrafiła smarować ząbkujące dziąsła whisky, więc do jej mądrości podchodzę z dużym przymrużeniem oka.

Rzeczy, które faktycznie kupiłam, gdy byłam na to gotowa

Przez moje wielkie porządki o 2 w nocy, musiałam zacząć od nowa z bardzo napiętym budżetem. Kiedy w końcu pozwoliłam sobie na zakup czegoś do tej ciąży – byłam chyba w 28. tygodniu i wciąż wstrzymywałam oddech – nie chciałam niczego, co krzyczałoby neonowymi kolorami tęczy. Chciałam czegoś spokojnego.

Stuff I Actually Bought When I Was Ready — What Is a Rainbow Baby? The Beautiful, Messy, Anxious Reality

Skończyło się na tym, że kupiłam Kocyk dziecięcy z organicznego bambusa w tęczowy wzór. Dziewczyny, to nie jest tylko puste zachwalanie produktu; ten kocyk naprawdę sprawił, że się popłakałam, kiedy go rozpakowałam. Tęczowy nadruk jest stonowany i naturalny, a nie w tych jaskrawych, podstawowych kolorach, przez które twój salon wygląda jak dmuchany zamek. Składa się w 70% z organicznego bambusa i w 30% z organicznej bawełny, a przy cenie 39,90 € nie zrujnował mojego tygodniowego budżetu na zakupy. Otuliłam w niego moje tęczowe dziecko w szpitalu. Fantastycznie przepuszcza powietrze w tych absurdalnych teksańskich upałach i do dziś używam go jako osłony na wózek. Dał mi możliwość uczczenia pamięci dziecka, które straciliśmy, jednocześnie ciesząc się tym, które mogło z nami zostać.

Z drugiej jednak strony, ludzie ciągle zasypywali mnie prezentami z motywem tęczy. Tak trafiliśmy na Silikonowy gryzak Tęcza i będę z wami do bólu szczera: jest po prostu okej. To w 100% silikon spożywczy i zdecydowanie koił jej dziąsła, kiedy wychodziły jej te okropne górne zęby. Ale z powodu wszystkich tych małych rowków, które tworzą kształt tęczy, każdy pojedynczy koci i psi kłak w moim domu magicznie znajdował do nich drogę. Myłam go w zlewie dziesięć razy dziennie. Jeśli mieszkacie w lśniącym czystością domu bez zwierząt, prawdopodobnie jest fantastyczny, ale przy moim zabałaganionym życiu doprowadzał mnie do lekkiego szału.

Jeśli szukacie czegoś niesamowicie praktycznego, co nie będzie przyciągać psiej sierści, to Miękka prążkowana koszulka dziecięca z organicznej bawełny z krótkim rękawem jest moją absolutnie ulubioną bazą. Kosztuje niecałe 20 €, przeciska się przez wielką główkę niemowlaka bez żadnej walki, a organiczna bawełna sprawia, że moje dziecko nie dostaje tych dziwnych, czerwonych wysypek od potu, z którymi tak często się tu zmagamy. Sprawdźcie ubranka dziecięce z organicznej bawełny marki Kianao, jeśli potrzebujecie rzeczy, które naprawdę przetrwają niekończące się ulewania i prania.

Jak udało mi się nie zwariować

Ostatecznie jednak to, co mi pomogło, nie było żadnym produktem. Było to pójście na terapię i poznanie techniki zwanej CBT (terapią poznawczo-behawioralną), co brzmi przerażająco, ale w gruncie rzeczy polega na nauczeniu się, jak kazać własnemu mózgowi się zamknąć, kiedy wpada w spiralę lęku. Moja terapeutka zaleciła mi stosowanie krótkich, uziemiających mantr. Kiedy zaczynałam panikować w kolejce do kasy w supermarkecie H-E-B, bo od dwudziestu minut nie czułam kopnięcia, zmuszałam się do powtarzania: "Teraz, w tym konkretnym momencie, jestem w ciąży i z moim dzieckiem wszystko w porządku". Po prostu przestań wariować, oddychaj i przetrwaj kolejną godzinę.

Zrozumiałam też, że muszę postawić twarde granice, żeby chronić własny spokój, co wyglądało mniej więcej tak:

  • Harmonogram zależał wyłącznie ode mnie: Nie powiedziałam własnej matce o ciąży, dopóki nie skończyłam 20. tygodnia, a ignorowanie ogromnego poczucia winy, w które próbowała mnie z tego powodu wpędzić, było najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęłam.
  • Media społecznościowe stały się moim śmiertelnym wrogiem: Oglądanie tych idealnie oświetlonych, pozbawionych cienia niepokoju ogłoszeń ciążowych na Instagramie sprawiało tylko, że czułam się wadliwa. Usunęłam więc aplikacje z telefonu na sześć miesięcy i zamiast tego gapiłam się w drzewa.
  • Stałam się potwornie irytująca w gabinecie lekarskim: Prosiłam o dodatkowe sprawdzanie bicia serca na każdej wizycie, stanowczo odmawiałam wyrzutów sumienia z powodu zajmowania im czasu i obiecałam sobie, że nie będę przepraszać za to, że potrzebuję uspokojenia.

Zaszalałam też z dokładnie jedną, zupełnie niepotrzebną rzeczą: Zestawem edukacyjnym Alpaka z zabawkami z motywem tęczy i pustyni. Plastikowy stojak ze zwierzątkami z farmy mojego najstarszego dziecka doprowadził mnie na skraj szaleństwa swoim niekończącym się, elektronicznym muczeniem. Ten drewniany jest całkowicie cichy. Szydełkowa mała tęcza i kaktus są urocze, drewno pochodzi ze zrównoważonych źródeł, a ja nie miałam poczucia, że poświęcam swoje zdrowie psychiczne w imię jej rozwoju sensorycznego. Cisza i spokój w domu z trójką dzieci poniżej piątego roku życia są w zasadzie bezcenne.

Jeśli tkwisz w tym w tym momencie, wpatrując się w pozytywny test i czując szaloną mieszankę absolutnego przerażenia oraz ostrożnej nadziei, wiedz, że cię rozumiem. To niesamowity bałagan uczuć. To trudne. Ale to, że nie uśmiechasz się w każdej sekundzie dnia, nie znaczy, że robisz coś źle.

Zanim przejdziemy do konkretnych pytań, które ludzie zawsze mi zadają w tej sprawie, poświęć chwilę i przejrzyj zrównoważone kolekcje dziecięce marki Kianao, aby znaleźć coś małego, co przyniesie ci dziś odrobinę ukojenia. Zasługujesz na to.

Pytania na ten temat, które ciągle słyszę

Czy muszę nazywać moje dziecko tęczowym dzieckiem?
Nie, absolutnie nie. Jeśli to określenie wywołuje u ciebie ciarki żenady albo czujesz, że umniejsza dziecku, które straciłaś, po prostu je zignoruj. Możesz po prostu nazywać je swoim dzieckiem. Obiecuję, że nikt nie będzie cię sprawdzał z legitymacji członkowskiej.

Czy to normalne, że czuję się winna z powodu bycia szczęśliwą?
Boże, tak. Wina ocalałego to bardzo realna, bardzo ciężka sprawa. Czułam, że cieszenie się nową ciążą oznacza, że w jakiś sposób idę dalej i zapominam o tej, którą straciłam. Moja terapeutka musiała mi przypominać chyba ze sto razy, że żal i radość mogą siedzieć razem w tym samym pokoju i wcale się wzajemnie nie wykluczają. To codzienna praktyka.

Jak radzisz sobie z niepokojem przed wizytą u lekarza?
Zasadniczo nie spałam w ogóle w noc przed jakimkolwiek USG. Zabierałam ze sobą męża, ściskałam jego dłoń tak mocno, aż jego palce dosłownie robiły się fioletowe, i mówiłam wprost osobie przeprowadzającej badanie: "Proszę mi natychmiast powiedzieć, czy bije serce, niech pani nie zaczyna od pogaduszek o pogodzie". Bądź szczera ze swoim zespołem medycznym w kwestii swojego przerażenia; ci dobrzy specjaliści od razu pośpieszą cię uspokoić.

Czy powinniśmy zrobić coś wyjątkowego, by upamiętnić dziecko, które straciliśmy?
Tylko jeśli szczerze przyniesie ci to spokój. Niektórzy sadzą w ogrodzie drzewa lub kupują drogą spersonalizowaną biżuterię, ale ja po prostu trzymałam maleńki, tani notesik schowany w szafce nocnej, w którym spisywałam swoje uczucia, gdy sytuacja stawała się zbyt trudna, by nosić to wszystko we własnej głowie. Nie ma jednej właściwej drogi, by uhonorować waszą stratę, więc rób po prostu to, co pozwala ci dalej oddychać.