Moja mama powiedziała mi we wtorek, że jeśli kiedykolwiek wrzucę do sieci kolejne zdjęcie dziewczynek, przestępcy z dark webu ukradną ich tożsamość i pozakładają na nie karty kredytowe. Facet z placu zabaw, którego kojarzę tylko z widzenia, niejaki Dave, upierał się, że jeśli natychmiast nie zarezerwuję im na Instagramie nazw użytkownika z imieniem i nazwiskiem, do 2040 roku nikt nie będzie chciał ich zatrudnić. Potem wpadła nasza pielęgniarka środowiskowa, spojrzała na mój telefon i zasugerowała, abym trzymał je z dala od wszelkich ekranów do dwudziestego siódmego roku życia, choć powiedziała to z pustym wzrokiem kobiety, która wie, że nie wytrzymam z tym nawet do piątku.
Stałem w naszej londyńskiej kuchni, oblany czymś mokrym – i miałem szczerą nadzieję, że to tylko woda z psiej miski – próbując przetrawić tę lawinę sprzecznych porad, jednocześnie gapiąc się na absolutne bzdury migające na ekranie mojego telefonu. Ktoś właśnie całkowicie zmyślił istnienie rocznego dziecka piętnastoletniej gwiazdy reality show.
Pewnie to przegapiliście, o ile macie własne życie, ale internet dosłownie oszalał z powodu fałszywej plotki o rzekomym sekretnym dziecku najstarszego syna Kourtney Kardashian. Jakiś troll dosłownie wykreował istnienie dziecka o imieniu Piper, stworzył fałszywe konta i patrzył, jak rozwija się chaos, aż Kourtney musiała publicznie nakazać wszystkim, by przestali rozsiewać kłamstwa na temat nastolatka. To kompletny absurd, ale czytanie o całej tej dziwacznej sytuacji z ukrywanym niemowlakiem wpędziło mnie w natychmiastową, zlaną zimnym potem spiralę paniki na temat wychowywania dzieci w świecie, w którym rzeczywistość jest najwyraźniej tylko opcją.
Prawdziwe przerażenie cyfrowym śladem
Porozmawiajmy o absolutnym koszmarze wychowywania dzieci w erze, w której każdy może kliknąć prawym przyciskiem myszy i zapisać twoje życie na dysku. Kiedy dorastałem, najgorszą rzeczą, jaka mogła spotkać moje okropne zdjęcie, było wsadzenie go przez mamę do fizycznego albumu, który kurzył się w szafce, wyciąganego tylko po to, by upokorzyć mnie przed moją pierwszą dziewczyną. Teraz zdjęcie Florence nurkującej twarzą w misce ze spaghetti może technicznie rzecz biorąc żyć wiecznie na serwerze w Nevadzie, czekając na ponowne wykorzystanie przez kogoś, kogo to rozbawi.
Paranoja zaczyna się w momencie, gdy zdajesz sobie sprawę, że nie masz absolutnie żadnej kontroli nad tym, kto ogląda te zdjęcia, gdy już opuszczą twój telefon. Wysyłasz niewinne zdjęcie bliźniaczek w pieluchach do teściowej, a ona natychmiast wrzuca je na swojego publicznego Facebooka, obserwowanego przez pięciuset "znajomych", z których połowa to pewnie boty sprzedające kryptowaluty. Prosisz ją, by to zdjęła, a ona traktuje cię, jakbyś właśnie obraził jej religię, co prowadzi do pełnego napięcia niedzielnego obiadu, podczas którego nikt się nie odzywa, a ja zjadam stanowczo za dużo pieczonych ziemniaków z samej tylko nerwowości.
Do tego dochodzi egzystencjalny lęk związany ze współczesną kradzieżą tożsamości, co tak naprawdę uświadomiła mi cała ta saga z fałszywym potomkiem Disicka. Co się stanie, gdy jakiś znudzony nastolatek w piwnicy postanowi stworzyć fałszywy profil dla Matildy, używając zdjęć wyciągniętych z moich własnych, z pozoru prywatnych kont? Myśl, że ktoś mógłby dla żartu przejąć tożsamość mojej dwulatki, mrozi mi krew w żyłach, a ciągłe przewidywanie zagrożeń, które jeszcze dekadę temu w ogóle nie istniały, jest po prostu wyczerpujące.
Spróbowałem kiedyś pobrać jedną z tych zaawansowanych aplikacji do kontroli rodzicielskiej, ale poczułem się jak agent wywiadu szpiegujący Świnkę Peppę, więc ją usunąłem i zjadłem ciastko na pocieszenie.
Co wyczerpana pani doktor powiedziała mi o ekranach
Poruszyłem ten temat na naszej ostatniej wizycie kontrolnej, próbując brzmieć jak odpowiedzialny ojciec, a nie jak facet, który spędził trzy godziny o 3:00 nad ranem, czytając teorie spiskowe na Reddicie. Nasza lekarka, dr Evans, jest świętą kobietą, ale kiedy zapytałem ją o konsensus medyczny w sprawie wpływu cyfrowego świata na zdrowie psychiczne, tylko ciężko westchnęła. Wydaje mi się, że istnieją jakieś oficjalne wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej — albo może przeczytałem ich streszczenie na Twitterze — sugerujące, że wczesna ekspozycja na media społecznościowe robi z rozwijającego się mózgu papkę, ale szczerze mówiąc, chyba nikt nie wie tego na pewno.
Dr Evans wymamrotała coś o tym, że ciągły napływ plotek w sieci i cyberprzemoc windują stany lękowe nastolatków pod sufit, chociaż otwarcie przyznała, że opiera się w dużej mierze na własnych doświadczeniach ze swoim czternastoletnim synem, który nie odezwał się do niej słowem od świąt Bożego Narodzenia. Wspomniała, że opóźnienie dzieciom dostępu do internetu wydaje się działać jak bufor ochronny, ale powiedziała to ze wzruszeniem ramion, które wyraźnie sugerowało, że wszyscy po prostu improwizujemy i liczymy na to, że jakoś to będzie.
Skupiam się na namacalnych rzeczach, które faktycznie mogę kontrolować
Ponieważ nie mogę fizycznie pobić internetowego trolla, próbuję przekierować mój intensywny ojcowski niepokój na ochronę rzeczy, których faktycznie mogę dotknąć, takich jak ekstremalnie wrażliwa skóra moich dzieci. Zarówno Florence, jak i Matilda odziedziczyły po mnie koszmarną cerę, co oznacza, że pokrywają się wściekle czerwonymi plamami, jeśli syntetyczne włókno choćby spojrzy na nie z drugiego końca pokoju.

To prowadzi mnie do tego jednego elementu dziecięcej wyprawki, którego będę bronił jak niepodległości: Niemowlęce body z bawełny organicznej. Zazwyczaj nie ekscytuję się ubraniami, ale to body bez rękawów uratowało mi zdrowie psychiczne podczas Wielkiej Fali Upałów zeszłego lata. Utknęliśmy w Pizza Express w Woking, bliźniaczki się pociły, a Florence postanowiła zaliczyć katastrofę pieluszkową dokładnie w momencie, gdy na stół wjechały bułeczki czosnkowe.
Ponieważ te body są wykonane w 95% z bawełny organicznej, odpowiednio oddychają, co oznacza, że dziewczynki od samego początku nie dusiły się we własnym pocie. Co ważniejsze, mają w sobie 5% elastanu, co oznaczało, że mogłem rozciągnąć otwór na szyję na tyle szeroko, by ściągnąć zabrudzone ubranko w dół przez jej ciało, zamiast ciągnąć ten bałagan przez głowę i wcierać we włosy (błąd nowicjusza, który popełnia się tylko raz). Materiał jest całkowicie wolny od tych wszystkich okropnych chemicznych barwników, które wywołują u nich egzemę, a nawet po wypraniu go sto razy w 40 stopniach, żeby usunąć najróżniejsze podejrzane plamy, wciąż nie stracił fasonu. To po prostu genialny, funkcjonalny kawałek materiału, który sprawia, że moje życie jest odrobinę mniej chaotyczne.
Próby zatrzymania ich w świecie offline za pomocą drewnianych przedmiotów
W mojej nieustającej, rozpaczliwej próbie utrzymania ich zaangażowania w trójwymiarowy świat zamiast wgapiania się w mój telefon, zdobyliśmy alarmującą ilość drewnianych i gumowych zabawek. Niektóre z nich są świetne. A o niektóre po prostu potykasz się w ciemności.
Mamy Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. Słuchajcie, będę z wami całkowicie szczery: to po prostu klocki. To zupełnie w porządku, jaskrawo kolorowe gumowe kwadraty, które rzekomo mają promować logiczne myślenie i wczesne umiejętności matematyczne, ale nie oszukujmy się. Florence nie ogarnia odejmowania. Ona ogarnia rzucanie.
Jedyną prawdziwą zaletą tych konkretnych klocków jest to, że są miękkie. Kiedy Matilda nieuchronnie stwierdza, że ma dość architektonicznych ingerencji swojej siostry i rzuca klockiem prosto w moją skroń, gdy próbuję wypić poranną kawę, nie zostawia to siniaka. Są wolne od BPA i unoszą się na wodzie w wannie, co jest nawet w miarę zabawne przez jakieś cztery minuty, ale szczerze mówiąc, to po prostu gumowe kostki zajmujące miejsce w moim salonie.
Kiedy ząbkowanie zamienia twoje dziecko w dzikiego borsuka
Skoro mowa o dolegliwościach fizycznych, które odciągają mnie od paniki związanej z cyfrowym śladem, bliźniaczkom wyżynają się właśnie tylne zęby, co oznacza, że mój dom brzmi jak ciągły program przyrodniczy. Ilość śliny ma wymiar biblijny. Strona 47 poradnika dla rodziców, który dała mi teściowa, sugeruje, by podczas ząbkowania zachować spokój i cicho im śpiewać, co okazało się wybitnie bezużyteczne o 3:00 nad ranem, kiedy Matilda próbowała żuć moją rzepkę.

Skończyło się na tym, że kupiłem ten Gryzak Panda z czystej, pozbawionej snu desperacji, bo wyglądał dość absurdalnie. Ma kształt małej pandy, jest wykonany z silikonu spożywczego i, o dziwo, świetnie się sprawdza. Płaski kształt jest łatwy do chwycenia dla ich lepkich rączek, a wypustki z fakturą zdają się uderzać w dokładnie ten punkt na dziąsłach, który sprawia im tyle bólu.
Ale moim osobistym faworytem jest ten drugi, Fioletowy Gryzak Bubble Tea, do którego nie mogę tu zalinkować, ale znajdziecie go na stronie. Ma kształt kubka z herbatą boba, co przemawia do mojej milenialskiej wrażliwości, ale co ważniejsze, można wrzucić go do lodówki na dwadzieścia minut. Zimny silikon znieczula ich dziąsła na tyle skutecznie, że przestają gryźć własne palce (i moje). Nie znam dokładnej nauki, która za tym stoi, ale wszystko, co sprawia, że maluch przestaje wrzeszczeć, jest w mojej książce w zasadzie magią.
Jeśli ty też ukrywasz się teraz w kuchni, nałogowo robiąc zakupy, próbując zagłuszyć dźwięki Cocomelon, możesz sprawdzić kolekcję zabawek dla niemowląt Kianao i spróbować kupić sobie pięć minut świętego spokoju.
Moja niewiarygodnie chaotyczna próba stworzenia rodzinnego planu medialnego
Kourtney Kardashian najwyraźniej poradziła sobie z tajnymi internetowymi kontami swoich dzieci, po prostu je całkowicie usuwając i wyłączając wszystkie komentarze na ich publicznych profilach, co szczerze mówiąc wydaje się całkowicie racjonalną reakcją na świat, który stracił rozum.
Wciąż powtarzam sobie, że muszę spisać formalny "Rodzinny Plan Medialny", jak te, o których czytałem, ale na razie mój plan polega na panicznym wygooglowywaniu imion moich córek raz w miesiącu i agresywnym usuwaniu znaczników z moich niekorzystnych zdjęć na Facebooku. Jeśli zastanawiasz się, jak poradzić sobie z tym w przypadku własnych dzieci, zamiast próbować poddać audytowi całe swoje cyfrowe życie w jedno popołudnie i nabawić się załamania nerwowego, po prostu spróbuj zmienić swoje profile w mediach społecznościowych na prywatne, uprzejmie zagrozić wszystkim krewnym, którzy publikują zdjęcia twoich dzieci bez pytania, i zaakceptować fakt, że nie możesz kontrolować wszystkiego.
Zanim przejdziemy do pytań, o które wiem, że po cichu panikujesz w swojej głowie, weź głęboki oddech, nastaw wodę na herbatę i sprawdź pełną ofertę Kianao – rzeczy, które są naprawdę realne, namacalne i zaprojektowane tak, by uczynić rodzicielstwo odrobinę mniej przerażającym.
Pytania, które zadaję sobie o 2:00 w nocy
Co mam szczerze mówiąc zrobić, jeśli ktoś założy fałszywe konto, udając moje dziecko?
Jeśli znajdziesz się w tej koszmarnej sytuacji, w której ktoś podszywa się pod twojego malucha (co jest szalone, ale do tego doszliśmy), nie wdawaj się w dyskusję z trollem. Przejdź od razu do narzędzi raportowania danej platformy, zgłoś to jako podszywanie się pod osobę nieletnią i poproś znajomych, by też to masowo zgłaszali. Platformy są notorycznie powolne, ale lawina zgłoszeń zazwyczaj zmusza ludzkiego moderatora do przyjrzenia się sprawie i usunięcia fałszywego profilu.
Czy jest już za późno, jeśli wrzucałem zdjęcia moich dzieci na mojego publicznego Instagrama?
Ciągle się tym martwię, bo na sto procent publikowałem zdjęcia bliźniaczek, kiedy byłem zbyt niewyspany, by zrozumieć ustawienia prywatności. Nie jest "za późno". Możesz cofnąć się w czasie już teraz, zarchiwizować te stare, publiczne zdjęcia i zablokować swoje konto. Nie jesteś w stanie całkowicie wyczyścić internetu, ale możesz już dziś przestać dolewać oliwy do ognia.
Jak mam niby wytłumaczyć internetowe plotki maluchowi?
Nie tłumaczysz. Mając dwa lata, Florence myśli, że pies kontroluje pogodę. Ale w miarę jak będą rosły, mój niesamowicie luźny plan polega po prostu na ciągłym pokazywaniu im w telewizji lub na iPadzie rzeczy, które nie są prawdziwe. Celem jest wychowanie dzieci, które naturalnie zakładają, że wszystko, co widzą na ekranie, jest po trosze kłamstwem, dopóki nie udowodni się, że jest inaczej – zamiast czekać, aż będą nastolatkami, by wyjaśnić, że ludzie zmyślają całe sekretne życia dla zwrócenia na siebie uwagi.
Czy te zaawansowane routery z kontrolą rodzicielską naprawdę działają?
Mój kumpel kupił jeden z tych wojskowych routerów, które filtrują złośliwe treści u samego źródła. Twierdzi, że to genialne rozwiązanie, by powstrzymać starsze dzieci przed trafieniem na okropne strony internetowe, ale przypadkowo zablokowało też jego inteligentną lodówkę i blog ogrodniczy jego żony. Działają, ale bądź przygotowany na spędzenie wielu godzin na rozwiązywaniu problemów, dlaczego twój telewizor nagle myśli, że znajduje się w Korei Północnej.
Dlaczego ludzie w ogóle zmyślają fałszywe dzieci celebrytów?
Bo internet jest zepsuty, a ludzie są niesamowicie znudzeni. Istnieje cała gospodarka zbudowana na kliknięciach i zaangażowaniu, a nic nie skłania ludzi do szybszego klikania niż skandaliczna, całkowicie wymyślona historia o nastolatku. To ponure przypomnienie, że wskaźniki zaangażowania nie dbają o prawdę, i właśnie dlatego musimy być tymi, którzy stoją na bramce cyfrowego życia naszych dzieci.





Udostępnij:
Dlaczego podejście Margot Robbie do macierzyństwa to czysty geniusz
Dlaczego wygląd Megan Fox po porodzie sprawił, że o mało nie zwariowałem