Droga Saro z zeszłego października,
Stoisz właśnie w kuchni w tych szarych legginsach z Lululemon – tych z tajemniczą plamą po wybielaczu na lewym udzie, które ciągle obiecujesz wyrzucić, ale jakoś nigdy tego nie robisz. Jest około 6:43 we wtorek. Twoja kawa zdążyła już wystygnąć, bo znowu zostawiłaś ją na mikrofalówce. Maya, która ma siedem lat, ale zachowuje się jakby miała siedemnaście, hiperwentyluje nad twoim iPadem, wykrzykując ciąg liter, który brzmi jak sekwencja startowa pocisków wojskowych. Leo, który ma cztery lata i jest kompletnie dziki, stoi całkowicie nagi na wyspie kuchennej i domaga się mrożonych gofrów. Totalny chaos.
Piszę do ciebie z przyszłości, żeby powiedzieć ci: odstaw kawę, weź głęboki oddech i zabierz jej iPada, zanim zorientuje się, jak działa Apple Pay. Ponieważ za chwilę wkroczycie w fazę gry Clash Royale, a szczerze mówiąc, to bardzo mroczne miejsce.
Właśnie w tej chwili Maya krzyczy o małym smoku. W swoim niewyspanym, przed-kawowym stanie prawdopodobnie myślisz: Och, jak słodko, chce małego pluszaka albo nową książeczkę na dobranoc o mitycznym stworzeniu. Nie. Nie daj się zwieść. Ona mówi o cyfrowej naklejce. To się nazywa emotka. I w tym momencie cała jej pozycja społeczna w hierarchii drugiej klasy zależy od tego, czy uda ci się rozkminić, jak zrealizować ten głupi ciąg liter na stronie internetowej, o której w życiu nie słyszałaś.
Czym właściwie, do cholery, jest ta emotka?
Wiem, że jesteś zdezorientowana, więc po prostu wyrzucę z siebie to, czego nauczyłam się przez ostatnie sześć miesięcy piekła. Emotka to w zasadzie animowane emoji, którym dzieciaki spamują do siebie nawzajem, grając w tę mobilną grę strategiczną o nazwie Clash Royale. One nawet już nie używają słów, po prostu wysyłają sobie obrazek rysunkowego goblina przewracającego oczami czy coś w tym stylu.
Ta emotka, na punkcie której Maya traci teraz zmysły, to taki zielony smok, który liże ekran. Ciągle nazywa go swoim "baby d", co po pierwsze brzmi absurdalnie, a po drugie, dlaczego w ogóle mamy za to płacić? Chwila, dowcip polega na tym, że akurat ta emotka jest darmowa, ale gra robi z jej zdobycia coś tak niewiarygodnie skomplikowanego, że na koniec masz ochotę po prostu rzucić w ekran kartą kredytową, byle tylko marudzenie ustało.
Kod, który wykrzykuje, to BLOWTHEMAWAY. Są też inne, jak FIREFIREFIRE i ANGRYFURNACE, które szczerze mówiąc brzmią jak rzeczy, które mruczę pod nosem, kiedy próbuję ugotować obiad. Wszystko to przypomina mi te Tamagotchi, które miałyśmy w latach 90., takie dziwne małe e-dziecko, które żyje w twoim telefonie, tyle że nawet nie masz satysfakcji z nakarmienia go. Po prostu logujesz się do tego całego Supercell ID – co zajęło mi trzy podejścia i reset hasła, bo ciągle wpisywałam maila Marka – wpisujesz kod i nagle animowany smok liże ci ekran iPada od środka. MAGIA.
Tak przy okazji, Mark w tej całej epoce jest całkowicie bezużyteczny. Jego oficjalne stanowisko wobec tej gry brzmi: "Kochanie, wyluzuj, to darmowa aplikacja, po prostu daj jej grać". Powiedział to dosłownie, stojąc w kuchni, jedząc garść suchych płatków Cheerios i nie wnosząc absolutnie nic do porannej rutyny. Faceci. W każdym razie, rzecz w tym, żebyś nie słuchała Marka. Ponieważ gra jest "darmowa" w taki sam sposób, w jaki "darmowe" są prezentacje garnków na pokazach. Łapią ich na urocze małe postacie, a potem nagle twoje dziecko błaga o pięćdziesiąt dolców na klejnoty, żeby kupić sobie pikselowego czarodzieja.
Zagmatwane opinie dr. Arlingtona o migających ekranach
Więc, jako że jestem kłębkiem nerwów, poruszyłam ten temat na bilansie czterolatka u Leo w zeszłym miesiącu. Siedziałam na tym szeleszczącym papierze lekarskim, od którego od razu się pocisz, próbując powstrzymać Leo przed zjedzeniem darmowych szpatułek do gardła, i zapytałam dr. Arlingtona o czas przed ekranem.

Trochę westchnął, poprawił okulary na nosie i zaczął mówić o Amerykańskiej Akademii Pediatrii. Podobno jest jakaś zasada o ograniczaniu czasu przed ekranem dla dzieci w wieku Mayi do godziny dziennie, a może dwóch godzin? Nauka jest tu dla mnie szczerze mówiąc strasznie niejasna, bo głównie skupiałam się na wydłubywaniu patyczka higienicznego z zaciśniętej pięści Leo. Ale dr Arlington powiedział coś o tym, jak te gry hakują ich receptory dopaminy za pomocą tych wszystkich migających kolorów i mikro-nagród, w zasadzie zamieniając ich małe płaty czołowe w papkę. To znaczy, nie użył słowa "papka", ale taki był przekaz. Powiedział, że to zakłóca ich zabawę offline i cykle snu, w co zdecydowanie wierzę, bo kiedy Maya gra przez ponad czterdzieści minut, zmienia się w absolutnie dzikiego goblina, z którym nie da się negocjować.
Podobno mamy zachęcać do zabaw manualnych. Wiesz, fizycznymi przedmiotami w prawdziwym świecie, które nie wymagają połączenia z WiFi ani hasła z jedną wielką literą i znakiem specjalnym.
Desperacja i przedmioty fizyczne
Więc w mojej desperacji, byleby tylko odciągnąć ją od iPada, poszłam na całego w tę smoczą estetykę, ale tak wiesz, w prawdziwym życiu. Skoro chciała małego smoka, w porządku, mieliśmy to zrobić offline.
Stanęło na tym, że kupiłam ten Kocyk bambusowy dla niemowląt Mono Rainbow. Wiem, wiem, to ma być otulacz czy coś takiego, i pierwotnie kupiłam go, żeby mieć ładne, estetyczne tło do zdjęć Leo, których w sumie nigdy nie robię. Ma takie naprawdę urocze, minimalistyczne łuki w kolorze terakoty i jest z bambusa, więc jest nieprzyzwoicie miękki. Ale Maya całkowicie go zarekwirowała. Wzięła ten organiczny kocyk za osiemdziesiąt dolców i zamieniła w swoją oficjalną "pelerynę małego smoka".
Szczerze? To moje najlepiej wydane pieniądze. Biega w niej po podwórku po błocie, zeskakując z mebli ogrodowych i rycząc na listonosza. Dopiera się za każdym razem idealnie, co jest prawdziwym cudem, bo materiały bambusowe zwykle mnie przerażają w praniu, ale ta rzecz po praniu staje się wręcz jeszcze bardziej miękka. Ziemiste kolory sprawiają, że kocyk rzucony na podłogę w salonie nie wygląda jak tani, plastikowy, neonowy śmieć, co jest ogromnym plusem dla mojego zdrowia psychicznego. Kiedy tylko zaczyna marudzić o Clash Royale, po prostu każę jej założyć pelerynę i iść bronić podwórka.
Kupiłam też Zestaw miękkich klocków konstrukcyjnych z nadzieją, że oboje będą się nimi razem bawić. Są okej. To takie miękkie, gumowe klocki w pastelowych kolorach makaroników z małymi zwierzakami. Są zupełnie w porządku. Główną zaletą jest to, że kiedy nadepnę na nie w ciemności, nie wrzeszczę i nie budzę całego domu. Ale przeważnie Leo po prostu rzuca nimi w psa, więc, no cóż.
Panda, która uratowała moje zdrowie psychiczne
Prawdziwym, niespodziewanym bohaterem w wielkiej wojnie o czas przed ekranem okazało się coś zupełnie z tym niezwiązanego. Przez to, że Maya ciągle grała w swoją grę, Leo stawał się super niespokojny i marudny, czując się odtrąconym. Ma cztery lata, więc nie bardzo rozumie, czym jest emotka, wie tylko, że jego siostra gapi się w świecący prostokąt i go ignoruje. Znów zaczął żuć rękawy swoich koszulek – a myślałam, że oduczyliśmy go tego w zeszłym roku. Okropieństwo.

Przeszukiwałam dno torby na pieluchy w poszukiwaniu jakiejś zapomnianej owocowej przekąski i znalazłam Silikonowy gryzak Panda. Kupiłam go miesiące temu i zupełnie o nim zapomniałam. To taka mała panda z bambusowymi detalami, w 100% z silikonu spożywczego, całkowicie nietoksyczna.
Dałam go Leo tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie. Słuchajcie. Od razu zaczął go gryźć, patrząc, jak Maya gra. Oczywiście gryzak jest zaprojektowany dla niemowląt, ale jego płaski kształt jest wprost idealny dla jego małych, niespokojnych rączek. Zamiast niszczyć sobie kołnierzyki, on po prostu siedzi cicho i żuje tę pandę. Jest całkowicie bezpieczna, nie ma tego dziwnego, chemicznego zapachu jak w przypadku tanich plastikowych zabawek, a kiedy upuści ją na podjeździe, mogę ją po prostu wrzucić do zmywarki. To aktualnie moja absolutnie ulubiona rzecz w naszym domu. Nazywamy ją jego "pandą skupienia".
Po prostu przetrwaj poranek
Więc, Saro z przeszłości, oto moja rada dla ciebie na ten chaotyczny wtorkowy poranek: Weź iPada. Wejdź na stronę Supercell. Wpisz BLOWTHEMAWAY, żeby to małe zielone coś polizało ekran, a Maya mogła poczuć się dziś w szkole jak legenda. A potem natychmiast wejdź w ustawienia Apple i włącz żądanie hasła do KAŻDEGO JEDNEGO zakupu w aplikacji. Nie pomijaj tego kroku, inaczej przez miesiąc będziecie jedli ryż z fasolą.
A potem? Wyłącz iPada. Wyślij ją na dwór w jej pelerynie z kocyka. Niech Leo żuje swoją silikonową pandę. Wypij swoją zimną kawę. Świetnie sobie radzisz. Faza na małego smoka minie, a już niedługo Maya będzie miała obsesję na punkcie czegoś jeszcze bardziej niezrozumiałego i drogiego.
Z miłością,
Ty z Przyszłości
Gotowa, by odzyskać swój dom od tych wszystkich neonowych ekranów i plastiku? Odkryj kolekcję kojących, organicznych produktów Kianao, które naprawdę dobrze wyglądają w salonie.
Moje chaotyczne odpowiedzi na twoje gorączkowe, nocne wyszukiwania w Google
Bo wiem, że siedzisz teraz w ciemnościach, próbując to wszystko pojąć.
Jak, u diabła, zrealizować te kody w Clash Royale?
Okej, więc nie możesz po prostu wpisać tego w samej grze, co doprowadza do szału. Musisz wejść do oficjalnego sklepu internetowego Supercell przez przeglądarkę, zalogować się za pomocą Supercell ID swojego dziecka (które prawdopodobnie będziesz musiała dla niego założyć, powodzenia w zapamiętaniu tego hasła), i znaleźć to małe okienko z napisem "Zrealizuj kod sklepu". Wpisujesz litery, naciskasz enter i modlisz się, żeby serwery nie padły. Emotka powinna magicznie pojawić się w grze. To gigantyczny ból głowy.
Czy granie w tę grę jest dla nich naprawdę bezpieczne?
To są właśnie rzeczy, które nie dają mi spać w nocy. Sama gra to tylko rysunkowa przemoc – jak na przykład rycerz uderzający mieczem szkielet – ale istnieją tam klany i funkcje czatu. Ja od razu wyłączyłam wszystkie funkcje czatu, które udało mi się znaleźć w kontroli rodzicielskiej. Nie potrzebuję, żeby 40-latek o nicku DragonSlayer99 pisał z moją siedmiolatką. Po prostu zablokuj ustawienia i trzymaj iPada w salonie, gdzie masz go na oku.
Co się stanie, jeśli przez przypadek kupią mnóstwo klejnotów?
Płacz. Żartuję. (No, w sumie trochę nie). Jeśli nie ustawiłaś zabezpieczenia hasłem tak, jak ci mówiłam, mogą z łatwością wydać sto dolców jednym kliknięciem. Jeśli to się stanie, musisz natychmiast skontaktować się ze wsparciem Apple lub Google Play i zgłosić, że to był nieautoryzowany zakup zrobiony przez dziecko. Czasami zwracają pieniądze, a czasami nie. Ucz się na moich atakach paniki: wejdź w tej chwili w ustawienia telefonu i włącz opcję "Wymagaj hasła przy zakupach".
Jak zabrać im iPada bez całkowitej histerii?
Szczerze mówiąc, żadne ostrzeżenia nie działają. Mówienie Mayi "jeszcze pięć minut" dosłownie nic dla niej nie znaczy, ponieważ czas jest iluzją, kiedy gapisz się w ekran. Muszę fizycznie przekierować ją na coś innego. Zazwyczaj zaczynam piec coś, co ładnie pachnie, albo wyciągam kocyk i mówię jej, że podłoga to lawa. Musisz przerwać ten trans jakąś fizyczną, prawdziwą rozrywką. Albo przekąskami. Przekąski sprawdzają się zawsze.





Udostępnij:
Jak przetrwać pierwszą noc z dzieckiem ze stopą końsko-szpotawą (i co dalej)
Ciąża Claire Saffitz: Cała prawda o pieczeniu dla dwojga