Wczoraj w mojej ulubionej rzemieślniczej kawiarni, barista wręczając mi mrożone Americano, rzucił mimochodem, że pozwolenie 11-miesięcznemu dziecku na płacz w wózku buduje "odporność przeponową". Dwie godziny później teściowa napisała mi SMS-a z ostrzeżeniem, że reagowanie na każde piśnięcie oznacza, że jestem właśnie manipulowany przez istotę, która dosłownie przed chwilą nauczyła się jeść banana bez dławienia się. Do tego dochodzi facet z parentingowego subreddita, który agresywnie zarzekał się, że jedynym sposobem na powstrzymanie histerii jest puszczanie brązowego szumu o określonej częstotliwości przez subwoofer Sonos za dwa tysiące złotych.
Jestem inżynierem oprogramowania. Kiedy piszę kod, błąd składniowy wskazuje mi konkretny numer linijki. Mogę namierzyć buga. Mogę go naprawić. Kiedy mój syn, Leo, krzyczy, dostaję tylko głośny, ryczący alarm systemowy z zerową dokumentacją. Więc jak każdy niewyspany tata-milenials, funkcjonujący na trzech godzinach snu i z analitycznym przymusem mapowania danych, odpaliłem Google, żeby dowiedzieć się, jak zdebugować dziecko.
I jakimś cudem moja gorączkowa, nocna historia wyszukiwania zaprowadziła mnie z dala od pediatrycznych czasopism medycznych, prosto w ramiona idola popu z 1971 roku.
Dziwna popkulturowa królicza nora, do której wpadłem o 3 nad ranem
Okazuje się, że kiedy agresywnie wyszukujesz różne warianty niemowlęcych histerii i powodów, dla których ludzie płaczą, algorytm czasami uznaje, że chcesz dowiedzieć się czegoś o Bobbym Shermanie. Jeśli nie jesteś boomerem, prawdopodobnie nie masz zielonego pojęcia, kto to taki. Ja na pewno nie miałem, ale moja żona Sarah musiała delikatnie zapytać, dlaczego o trzeciej nad ranem na ekranie mojego laptopa świeci się okładka jakiegoś starego magazynu dla nastolatków.
Miał ogromny hit zatytułowany dosłownie "Cried Like a Baby", w którym zasadniczo używa niemowlęcych histerii jako metafory głębokiej, niekontrolowanej rozpaczy dorosłego człowieka. Ta piosenka to w zasadzie raport o błędzie bogatego, odnoszącego sukcesy faceta, który ma wszystko, ale wciąż płacze bezradnie sam w ciemności.
Spędziłem stanowczo zbyt dużo czasu czytając o tym gościu, podczas gdy Leo wściekle protestował przeciwko swojemu łóżeczku. Ta metafora w sumie pięknie się sprawdza, bo płakanie jak dziecko to nie tylko kwestia głośności. Chodzi o całkowitą niezdolność do kontrolowania własnego stanu systemu. Po prostu crashujesz się raz za razem, dopóki ktoś inny cię nie zresetuje. Nie wiesz, dlaczego jesteś zły. Wiesz tylko, że twoja temperatura wewnętrzna jest nie taka, a oświetlenie otoczenia cię drażni.
Zabawna ciekawostka o Shermanie: w późniejszym okresie życia rzucił karierę gwiazdy pop, by zostać dyplomowanym ratownikiem medycznym i oficerem szkoleniowym w policji w Los Angeles. To się nazywa zwrot w karierze. Ja ledwo potrafię zrobić zwrot od mojego biurka do pracy na stojąco w stronę przewijaka bez naciągnięcia ścięgna udowego.
Co pediatra tak naprawdę powiedział nam o tym hałasie
Kiedy Leo miał około czterech tygodni, zaciągnęliśmy go do doktora Arisa, ponieważ krzyczał od 17:00 do 20:00 każdego wieczoru z niezawodnością zadań crona. Śledziłem dokładny czas jego płaczu, zużycie pieluch i temperaturę w pokoju w arkuszu kalkulacyjnym, w pełni gotowy do zaprezentowania tych danych jak raportu finansowego za trzeci kwartał.

Doktor Aris ledwie spojrzał na moje pięknie sformatowane tabele przestawne. Po prostu westchnął, popatrzył na moje podkrążone oczy i wymamrotał coś o "okresie fioletowego płaczu" (PURPLE Crying), co jest akronimem, którego nadal do końca nie rozumiem, mimo że googluję go dwa razy w tygodniu. Najwyraźniej zdrowe dzieci po prostu przechodzą przez tę fazę, w której ich układ nerwowy działa na niespatchowanej, wysoce niestabilnej wersji beta oprogramowania układowego i po prostu płaczą. Godzinami. To nie jest bug. To po prostu przerażający feature wczesnego rozwoju dziecka.
Próbowałem zapytać, czy powinniśmy po prostu zostawić go w łóżeczku, żeby "sam to ogarnął", jak sugerował barista, ale doktor Aris od razu odrzucił ten pomysł. Wspomniał coś o skaczącym poziomie kortyzolu i hormonach stresu zalewających ich małe ciała, jeśli po prostu pozwolimy im krzyczeć w pustkę, co brzmi jak niezwykle złe wieści dla jego rozwijającego się dysku twardego. Więc musieliśmy interweniować. Za każdym razem.
Sprzętowe rozwiązania na nieobsłużone wyjątki
Kiedy oprogramowanie wewnętrzne zawodzi, moim pierwszym instynktem jest rzucenie sprzętu w problem. Albo przynajmniej akcesoriów.
Będę tu całkowicie szczery: kilka miesięcy temu, podczas fazy ząbkowania, płacz Leo osiągnął zupełnie nowy, przenikliwy poziom decybeli. Gryzł pasek mojego Apple Watcha, krawędź stolika kawowego, a od czasu do czasu ogon psa. Z czystej desperacji kupiłem o 3 w nocy Gryzak dla Niemowląt Dinozaur od Kianao. Zwykle jestem bardzo sceptyczny wobec czegokolwiek w kształcie dinozaura, co rzekomo ma rozwiązać moje życiowe problemy, ale to coś naprawdę działa. Ma na plecach te małe, teksturowane wypustki, które najwyraźniej trafiają dokładnie w ten właściwy, uszkodzony sektor na jego dziąsłach. Siedzi i wściekle go żuje, utrzymując ze mną nieprzerwany, intensywny kontakt wzrokowy. To trochę niepokojące, ale natychmiast zatrzymuje krzyki.
Kupiliśmy też Drewniany Stojak Edukacyjny z małymi zabawkami w kształcie zwierzątek. Jest w porządku. Wygląda świetnie w naszym salonie, o wiele lepiej niż te neonowe plastikowe potworności, które wyglądają jak eksplozja wesołego miasteczka, i potrafił go zająć na całe siedem minut na raz, kiedy był mniejszy. Teraz, kiedy ma 11 miesięcy, głównie chce po prostu oderwać drewnianego słonia ze stelaża i uderzać nim o podłogę, żeby sprawdzić, jaki rezonans akustyczny uda mu się wygenerować.
Absolutny chaos pięciu metod uspokajania
Wszyscy w internecie powtarzają, żeby używać metody "5S", aby powstrzymać płacz dziecka. W teorii to świetne rozwiązanie, dopóki nie próbujesz go wdrożyć w życie, lecąc na oparach energii.

Otulanie to w zasadzie spinanie ich wierzgających kończyn trytytkami, żeby nie biły się po twarzy podczas snu.
Ale odruch ssania? To właśnie on niszczy mnie na głęboko osobistym poziomie. Koncepcja polega na tym, że danie im smoczka lub czegoś do żucia uruchamia w ich mózgu mechanizm uspokajający. To jak wciśnięcie Ctrl+Alt+Delete podczas napadu furii. Brzmi genialnie.
Tyle że wymaga to, aby dany obiekt faktycznie pozostał w buzi. Kiedy Leo był młodszy, potrafił agresywnie wypluć smoczek, natychmiast uświadomić sobie swój błąd, a potem zacząć krzyczeć, bo jego urządzenie uspokajające po prostu zniknęło. Ten cykl powtarzał się mniej więcej 400 razy w ciągu nocy. Spędziłem tygodnie, działając jako ludzki mechanizm odzyskiwania smoczka, zgarbiony w ciemnościach nad kołyską, po omacku przeszukując materac.
Nawet teraz robi to ze swoimi gryzakami. Upuszcza swój Gryzak Wiewiórkę na dywan, gapi się na niego, jakby ten go głęboko zdradził, i wyje dopóki go nie podniosę, tylko po to, by natychmiast znów rzucić nim o podłogę. To okrutny, niekończący się eksperyment z dziedziny fizyki.
Prawdę mówiąc, jedyną rzeczą, która jakoś omija szaleństwo tych sztywnych kroków uspokajania, jest po prostu ciasne owinięcie go w jego Kocyk Niemowlęcy z Bawełny Organicznej we Wzór w Misie Polarne i odstawianie dziwnej, szalonej kombinacji gwałtownego syczenia "ciiiii" jak obłąkany bibliotekarz, kołysząc się przy tym pod kątem 45 stopni, co przeczy prawom grawitacji, dopóki system wreszcie się nie wyłączy.
Jeśli właśnie masz do czynienia z małym człowiekiem, który krzyczy głośniej niż modem dial-up łączący się z mainframe'em, może zechcesz rzucić okiem na niezbędniki z bawełny organicznej i sprzęt do zabawy od Kianao, zanim całkowicie postradasz zmysły.
Kiedy musisz zrestartować swój własny system operacyjny
Była taka jedna noc, mniej więcej w drugim miesiącu, kiedy wrzask był tak głośny i tak nieustępliwy, że mój obraz naprawdę zaczął się rozmywać na krawędziach. Poczułem ogromny skok czystej, niefiltrowanej paniki, jakbym skasował produkcyjną bazę danych i nie miał żadnych backupów.
Okazuje się, że to całkowicie standardowa porada medyczna, żeby po prostu bezpiecznie odłożyć dziecko do łóżeczka, wyjść z pokoju i zamknąć drzwi na dziesięć minut. Na początku w to nie wierzyłem. Myślałem, że to oznacza oblanie testu na ojcostwo. Ale Sarah kazała mi wyjść na werandę i przez pięć minut pooddychać lodowatym, portlandzkim deszczem.
To twardy reset systemu. Nie możesz debugować aplikacji, jeśli twój własny terminal się zawiesił. Wzięcie chwili przerwy nie oznacza, że je porzucasz; oznacza po prostu, że aktywnie zapobiegasz katastrofalnej awarii własnego sprzętu. Więc stałem na zewnątrz, patrzyłem, jak lokalny szop pracz zjada pół pizzy z naszego kompostownika, pozwoliłem mojemu tętnu spaść poniżej 120 i wróciłem do środka.
Posłuchaj, jeśli trzymasz teraz krzyczące niemowlę i czytasz to jednym okiem, odłóż je bezpiecznie, weź oddech i idź napić się szklanki wody. A kiedy będziesz gotowy, żeby zaktualizować swój zestaw narzędzi do rozwiązywania problemów z kolejną, nieuniknioną histerią, sprawdź kolekcję bezpiecznych, zrównoważonych akcesoriów dla niemowląt od Kianao.
Chaotyczne pytania, które wygooglałem o 4 nad ranem
Dlaczego on natychmiast zaczyna płakać w ułamku sekundy, w którym siadam?
Jestem przekonany, że niemowlęta mają precyzyjnie skalibrowany żyroskop wewnętrzny. W momencie, gdy moje pośladki stykają się z poduszką na kanapie, u Leo włącza się alarm. Najwyraźniej jest to cecha ewolucyjna, dzięki której niemowlęta czują się bezpieczniej, gdy opiekun jest w ruchu, naśladując w ten sposób warunki w łonie matki. Ale szczerze mówiąc, czuję się po prostu tak, jakby próbował siłą domknąć mój pierścień stania na Apple Watchu.
Czy rozpieścimy go, jeśli będziemy go brać na ręce za każdym razem?
Moja teściowa upiera się, że hodujemy tyrana. Ale dr Aris powiedział, że dosłownie nie da się rozpieścić dziecka przez pierwsze sześć miesięcy. Ich mózgi nie są wystarczająco rozwinięte, by tobą manipulować; po prostu mają jakąś potrzebę i krzyczą, by została zaspokojona. Próbuję sobie o tym przypominać, kiedy noszę go po kuchni po raz czternasty w ciągu godziny.
Jak długo tak poważnie trwa ta faza fioletowego płaczu?
Książki mówią, że osiąga szczyt około drugiego miesiąca i zanika do trzeciego lub czwartego. Z mojego doświadczenia wynika, że to się nie tyle kończy, co po prostu przekształca w nowe, wysoce specyficzne zażalenia. W wieku 11 miesięcy nie płacze już godzinami bez powodu. Teraz płacze tylko dlatego, że nie pozwalam mu zjeść pilota od telewizora.
Co jeśli dosłownie nic nie działa i on nie przestaje płakać?
Jeśli sprawdziłeś pieluchę, temperaturę i harmonogram karmienia, jeśli próbowałeś bujania i gryzaków, to czasem musisz po prostu to przeczekać. Załóż słuchawki z redukcją szumów. Poważnie. To tłumi te przenikliwe częstotliwości, dzięki czemu nadal możesz je trzymać i pocieszać bez całkowitego zwarcia w twoim własnym układzie nerwowym.
Czy to normalne, że ja też chcę płakać?
Tak. Jestem całkiem pewien, że Bobby Sherman miał rację w tej kwestii. Czasami musisz po prostu posiedzieć w ciemności i pozwolić, żeby system się zawiesił na chwilę przed ponownym uruchomieniem.





Udostępnij:
Afera wokół Blueface'a: Prawdziwa lekcja o bezpieczeństwie niemowląt
Czy „Dzieciak rządzi: Znowu w grze” psuje moje dziecko? Dziennik taty