Była 16:17 w deszczowy wtorek, kiedy znalazłam Molly mocno zaklinowaną pod kaloryferem w salonie. Jej dolna połowa utknęła w jaskrawym, plastikowym UFO, które głośno wygrywało trzeszczącą, elektroniczną wersję "Stary Donald farmę miał". Nie mogła ruszyć do przodu, odmawiała cofnięcia się, a swoje niezadowolenie wyrażała z głośnością, która groziła rozbiciem naszych okien. W międzyczasie jej siostra bliźniaczka Sophie odkryła, że jeśli z odpowiednią siłą uderzy swoim własnym, identycznym plastikowym wehikułem w listwę przypodłogową, wyda on satysfakcjonujący, głośny dźwięk, zmuszając naszego kota do ucieczki w panice.

To był dokładnie ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że tradycyjny chodzik dla dzieci – taki, w którym dziecko wisi w materiałowym siedzisku otoczonym masywnym, plastikowym zderzakiem na obrotowych kółkach – został prawdopodobnie wynaleziony przez kogoś, kto szczerze nienawidzi rodziców. Przyniosłam te rzeczy do naszego ciasnego londyńskiego mieszkania myśląc, że kupią mi dziesięć minut na wypicie filiżanki herbaty, a zamiast tego niechcący zmilitaryzowałam moje niemowlęta.

Plastikowy pączek zagłady

Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia z tradycyjnym chodzikiem w zamkniętej przestrzeni, pozwólcie, że spróbuję opisać ten specyficzny rodzaj chaosu, jaki wprowadzają do domu. Myślisz, że masz uroczego, mało mobilnego dziewięciomiesięczniaka, który chce tylko trochę się rozejrzeć. Wkładasz go w to przypominające pieluchę zawieszenie jeżdżącego spodka. Przez trzy minuty wpatruje się tępo w plastikowe przyciski na tacce. Potem jego malutkie paluszki u stóp dotykają podłogi i nagle masz w przedpokoju rozpędzonego Daleka po energetykach.

Prędkość, jaką wysoce zmotywowane niemowlę potrafi rozwinąć w czymś takim, jest autentycznie przerażająca. Ponieważ opierają się na siedzisku, nie muszą się martwić tak trywialnymi rzeczami, jak równowaga czy grawitacja. Po prostu odpychają się dużymi palcami u stóp i wystrzeliwują na oślep w stronę tego, co wygląda najniebezpieczniej. W naszym domu oznaczało to niekończącą się serię zderzeń z framugami drzwi, stolikami kawowymi i moimi piszczelami. Czułam się, jakbym mieszkała na torze z samochodzikami z wesołego miasteczka, gdzie kierowcy są pijani, płaczą i toną we własnej ślinie.

Najgorsze w tym wszystkim jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa, jakie dają takie chodziki. Myślisz, że twoje dziecko jest zabezpieczone, ale tak naprawdę właśnie podniosłaś je o kilkanaście centymetrów i przyprawiłaś mu kółka. To oznacza, że nagle mogą dosięgnąć krawędzi stołu, na którym nierozsądnie zostawiłaś gorącą kawę. Spędzałam więcej czasu, uganiając się za nimi i wyciągając z ciasnych kątów, niż kiedykolwiek, gdy po prostu raczkowały.

Stacjonarne stoliki edukacyjne to z kolei po prostu jaskrawo kolorowe kojce, które wpędzają cię w poczucie winy, gdy próbujesz zagotować wodę w czajniku, ale przynajmniej nie powodują zniszczeń w mieniu.

Co tak naprawdę powiedziała pielęgniarka środowiskowa

Moje podejrzenia, że te plastikowe spodki to koszmarny pomysł, potwierdziły się podczas rutynowej wizyty naszej pielęgniarki środowiskowej, uroczej, konkretnej kobiety o imieniu Brenda. Przyszła zważyć dziewczynki, rzuciła okiem na Molly kręcącą bączki w przedpokoju i uniosła brew w sposób, który sprawił, że poczułam się, jakbym znów była w podstawówce i dostawała burę.

What Brenda the health visitor actually said — The Wheeled Menace: Surviving the Push Walker Baby Era With Twins

Wspomniała mimochodem, że te siedzące chodziki są obecnie dość mocno krytykowane przez środowisko medyczne. Podobno zawieszenie dziecka w takiej uprzęży sprawia, że odpycha się ono wyłącznie na palcach. Nasz pediatra sugerował później coś podobnego, mówiąc, że może to skrócić jakieś ścięgno w kostce – może Achillesa? – i rozleniwia mięśnie górnych partii nóg. Mogłam całkowicie przekręcić medyczne terminy, ponieważ Sophie próbowała w tym czasie zjeść paragon z mojego portfela, ale ogólny sens był taki, że tradycyjne chodziki mogą wręcz opóźnić samodzielne chodzenie, zamiast do niego zachęcać.

Brenda gorąco polecała, byśmy po prostu pozwolili im ćwiczyć na podłodze, w miarę możliwości na bosaka, aby mogły poczuć podłoże i naturalnie budować mięśnie stóp. Brzmiało to jak genialna, surowa, bliska naturze rada, dopóki w listopadzie temperatura nie spadła, a nasze wiktoriańskie kafelki w przedpokoju nie zamieniły się w lodowisko.

Nocna królicza nora Google'a

Kiedy wyrzuciłam plastikowe chodziki do kosza na recykling, potrzebowałam alternatywy. Dziewczynki desperacko pragnęły stać, bezustannie podciągając się na kanapie, szafce pod telewizor i zasłonach (które nie utrzymały ich ciężaru, co doprowadziło do bardzo dramatycznego wtorkowego poranka). Wiedziałam, że musimy przejść do etapu pchaczy – tych solidnych wózeczków, za którymi mogą stanąć i pchać je przed sobą.

Pamiętam, jak siedziałam na kanapie o 2:00 w nocy, próbując znaleźć lekki, przewiewny wynalazek na zbliżające się cieplejsze miesiące. Wpisałam w wyszukiwarkę wariację hasła "summer walker baby" (letni chodzik dla dzieci), licząc na to, że znajdę coś z oddychającą siateczką lub czymś w tym stylu. Zamiast tego, zostałam całkowicie zdezorientowana falą artykułów i forów dyskutujących o "summer walker baby daddy".

Spędziłam żenujące dwadzieścia minut na czytaniu tych wątków, próbując zrozumieć, czy "baby daddy" to jakiś dziwny branżowy żargon określający konkretną markę rodzicielskiej rączki do sterowania. Okazało się, po znacznie większej ilości lektury na wpół przytomnego umysłu, niż chciałabym przyznać, że Summer Walker to bardzo znana amerykańska piosenkarka R&B, a internet był mocno zaangażowany w jej życie osobiste. Nie miało to absolutnie nic wspólnego z utrzymaniem niemowląt w chłodzie podczas nauki nawigacji po salonie. Czując się całkowicie odcięta od współczesnej popkultury, zamknęłam zakładkę i po prostu kupiłam ciężki drewniany wózek.

Jeśli właśnie próbujecie zabezpieczyć dom przed wysoce mobilnymi maluchami i łapiecie się na wpadaniu w podobne internetowe czarne dziury, może warto przejrzeć kolekcję akcesoriów dla niemowląt Kianao, zanim do reszty stracicie zmysły.

Przejście na ciężkie, drewniane pchacze

Przejście z chodzika siedzącego na pchacz to dla dziecka potężne zderzenie z rzeczywistością. Z drewnianymi wózeczkami nagle uświadamiają sobie, że naprawdę muszą same utrzymać ciężar własnego ciała. Nie ma już krokowego siedziska, które by je uratowało. Jeśli puszczą rączkę, ciężko opadają na pieluchę.

Pierwsze kilka dni z drewnianym pchaczem było stresujące. Sophie podciągała się na rączce, a ponieważ nie do końca jeszcze pojmowała fizykę kółek, od razu pchała go za bardzo do przodu, co kończyło się nieumyślnym jogowym psem z głową w dół, po czym opadała na dywan.

Haczyk polega na tym – czego z czasem się nauczyłam – że trzeba znaleźć pchacz, w którym można dokręcić kółka. Zależy ci na tym, aby stawiał opór. Jeśli kółka obracają się swobodnie, twoje dziecko wyląduje twarzą na podłodze z prędkością światła. Dokręcieliśmy śruby w kółkach tak, że wózek ledwie się poruszał, zmieniając go raczej w mobilny słupek do opierania. Powoli, w miarę jak stawały się silniejsze, luzowaliśmy kółka o ułamek milimetra na raz.

Buciki, śliskie podłogi i zbieractwo

Cała ta rada pielęgniarki, że "boso najlepiej", była fajna, dopóki Molly nie spróbowała pchać ciężkiego, drewnianego wózka przez naszą kuchnię. Mamy tam stare, ekstremalnie śliskie kafelki. Chwytała za rączkę, pchała do przodu, a jej bose stopy po prostu ślizgały się do tyłu, jakby robiła marną imitację Michaela Jacksona. Stawała się przez to niezwykle sfrustrowana i krzyczała na wózek, jakby ten obraził ją osobiście.

Shoes, slippery floors, and hoarding — The Wheeled Menace: Surviving the Push Walker Baby Era With Twins

Ewidentnie potrzebowaliśmy czegoś z przyczepnością, ale zakładanie sztywnych, ciężkich butów dziecku, które dopiero uczy się chodzić, wydawało się mijać z celem. Ostatecznie wypróbowaliśmy antypoślizgowe buciki niemowlęce z miękką podeszwą 0-18 miesięcy od Kianao. Szczerze mówiąc, bardzo je lubię. Większość butów dla niemowląt wygląda albo jak ortopedyczny sprzęt medyczny, albo jak absurdalne, miniaturowe adidasy dla dorosłych, które ważą więcej niż sama stópka dziecka. Te wyglądają jak klasyczne małe mokasyny żeglarskie, ale podeszwa jest całkowicie miękka i elastyczna.

Kiedy założyłam Molly zieloną parę, nie robiła tego dziwnego marszu z wysokim unoszeniem nóg, który zwykle robią niemowlęta, gdy po raz pierwszy włoży im się buty. Ponieważ podeszwy są tak plastyczne, nadal czuła podłogę i używała palców u stóp do łapania równowagi, ale gumowy spód powstrzymywał jej stopy przed wyślizgiwaniem się na kuchennych kafelkach. Praktycznie w nich zamieszkała na trzy miesiące, wlekąc swój drewniany wózek z kuchni do przedpokoju i z powrotem, dopóki buty nie pokryły się podejrzaną warstwą zgniecionego banana i kurzu.

Kiedy już rozpracowały mechanikę pchania wózka bez wywracania się, pojawił się nowy, zupełnie odrębny problem: zbieractwo.

Tacka wózka-pchacza to w umyśle roczniaka mobilna ładownia. Sophie wpadła w obsesję na punkcie transportowania przedmiotów po całym mieszkaniu. Ładowała na wózek wszystko, co wpadło jej w ręce – moje klucze, bezpańską skarpetkę, w połowie zjedzonego wafla ryżowego, pilota do telewizora. Spróbowaliśmy pójść tym tropem, kupując zestaw miękkich klocków dla niemowląt.

Są całkiem okej, jak na zabawki. Dla mnie główną ich zaletą jest to, że są wykonane z miękkiej gumy. Oznacza to, że gdy Sophie nieuchronnie zostawi jeden z nich na środku ciemnego przedpokoju o 3:00 w nocy, nadepnięcie na niego nie przebije mi pięty i nie wywoła we mnie ślepej furii, jak to bywa przy tradycyjnych, plastikowych klockach. Ale tak szczerze mówiąc, dziewczynki niczego z nich nie budują. Po prostu agresywnie żują teksturowane krawędzie i używają ich jako ładunku w swoim drewnianym wózku, przewożąc klocki z salonu do sypialni, a następnie rzucając nimi w kota. Są w porządku, jeśli szukasz czegoś, co po rzuceniu nie porysuje podłogi, ale nie oczekuj, że twoje dziecko zacznie konstruować architektoniczne cuda.

Siódme poty przy nauce chodzenia

Jedną rzeczą, o której nikt nie mówi przy etapie pchaczy, to fakt, jak bardzo jest on wyczerpujący fizycznie dla niemowląt. Patrzenie na Molly i Sophie robiące okrążenia wokół wyspy w kuchni było jak oglądanie malutkich, pijanych zawodników crossfitu. Ciężko oddychały, z czerwonymi buziami, zdeterminowane, by przepchnąć to ciężkie drewniane pudło przez krawędź dywanu.

Łapałam się na tym, że musiałam je ciągle rozbierać, bo aż tak pociły się z wysiłku. Grube swetry w domu w ogóle nie wchodziły w grę. Ostatecznie trzymałam Sophie głównie w jej bezrękawnym body z bawełny organicznej. To zwykła, przewiewna bawełna z odrobiną elastanu, więc rozciągała się, gdy zgięta w pół podnosiła upuszczony klocek. Wolę je od tańszych sztucznych odpowiedników, które dostałyśmy w prezencie, głównie dlatego, że gdy nieuchronnie przegrzewała się podczas swoich maratonów z pchaczem, organiczna bawełna nie powodowała u niej tych dziwnych, czerwonych, swędzących potówek na klatce piersiowej.

Zabawne, jak szybko zmieniają się te etapy. Spędzasz miesiące, życząc sobie, żeby po prostu posiedziały spokojnie, potem kolejne miesiące próbując pomóc im wstać, a następne dwa lata spędzasz biegając za nimi i powstrzymując je przed dotykaniem piekarnika. Etap pchaczy był chaotyczny, głównie dlatego, że sędziowanie dwóm chwiejnym maluchom, uzbrojonym w ciężkie drewniane wozy w małym mieszkaniu, to logistyczny koszmar. Nieuchronnie zderzały się ze sobą, ich kółka się blokowały, a one krzyczały, dopóki nie przyszłam ich rozplątać.

Ale w końcu, prawie tego nie zauważyłam, nadszedł dzień, w którym Molly po prostu puściła rączkę i zrobiła trzy chwiejne kroki w stylu Frankensteina w kierunku kanapy. Tydzień później w ogóle nie potrzebowała już wózka. Era zmotoryzowanego zagrożenia dobiegła końca, natychmiast zastąpiona całkowicie nowym horrorem samodzielnego biegania.

Zanim przez pomyłkę kupisz kolejną grającą plastikową zabawkę, która będzie cię nawiedzać w koszmarach i zniszczy listwy przypodłogowe, sprawdź nowości Kianao, aby znaleźć coś, co autentycznie pięknie wygląda w salonie i nie przyprawi cię o wyrywanie sobie włosów z głowy.

Kilka lekko niepomocnych odpowiedzi na twoje pytania

  • Czy tradycyjne chodziki faktycznie uczą chodzić?
    Z mojego doświadczenia – nie. Uczą je głównie tego, jak sunąć przez pokój używając tylko dużych palców u stóp, przy jednoczesnym poważnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa twoich piszczeli i wszelkich zwierząt domowych w okolicy. Nasza pielęgniarka wyraziła się dość jasno: one po prostu rozleniwiają mięśnie nóg, ponieważ całą wagę ciała przejmuje siedzisko.
  • Kiedy powinniśmy wprowadzić pchacz?
    Nie zawracałabym sobie tym głowy, dopóki same nie zaczną podciągać się i stawać przy meblach. Jeśli nie potrafią utrzymać własnego ciężaru ciała trzymając się kanapy, wózek po prostu wyjedzie im spod rąk, co skończy się łzami. W przypadku moich bliźniaczek było to w okolicach 10. miesiąca, ale szczerze mówiąc, każde dziecko rozwija się we własnym, szalenie nieprzewidywalnym tempie.
  • Czy drewniany pchacz zniszczy mi ściany?
    Prawdopodobnie tak. Mamy kilka bardzo wyraźnych wgnieceń w płycie gipsowo-kartonowej tam, gdzie Molly nie zdążyła z hamowaniem. Możecie spróbować przykleić filcowe podkładki na przednie rogi wózka, co trochę złagodzi uderzenia, ale musicie po prostu zaakceptować fakt, że wasz dom poniesie pewne straty podczas tego etapu.
  • Jak zapobiec ich ślizganiu się na podłogach podczas pchania?
    Gołe stopy są zwykle najlepsze, jeśli w domu jest wystarczająco ciepło, ale jeśli macie śliskie kafelki lub jest zima, potrzebujecie czegoś, co da dobrą przyczepność. Tylko nie wkładajcie ich w ciężkie, sztywne buciory. My użyliśmy miękkich bucików Kianao, ponieważ naprawdę pozwalają stopie zginać się w naturalny sposób, co powstrzymuje ten ich dziwny, zrobotyzowany marsz.
  • Jak powstrzymać pchacz przed zbyt szybkim odjeżdżaniem?
    Większość porządnych drewnianych modeli ma śrubę na piaście koła. Dokręcasz ją, aby stworzyć tarcie, dzięki czemu koła ledwie się kręcą na samym początku nauki. Kiedy stają się mniej chwiejne i pewniejsze na nogach, stopniowo luzujesz śruby. Jeśli twój model nie ma regulowanych kółek, to tak, jakbyś dawał dziecku deskorolkę i liczył na cud.